Connect with us

Publicystyka filmowa

Najlepsze NIEANGLOJĘZYCZNE filmy SCIENCE FICTION XX wieku

Odkryj NAJLEPSZE NIEANGLOJĘZYCZNE FILMY SCIENCE FICTION XX WIEKU, które zaskoczą oryginalnością i wizjonerską fabułą.

Published

on

Najlepsze NIEANGLOJĘZYCZNE filmy SCIENCE FICTION XX wieku

Z punktu widzenia przeciętnego polskiego widza wszystkie filmy, w których bohaterowie posługują się językiem innym niż rodzimy oraz angielski, stanowią pewnego rodzaju egzotykę. Nie twierdzę, że to wyłącznie problem odbiorcy znad Wisły. Najprawdopodobniej to samo można powiedzieć o widowni z innych państw. Dominacja kina anglojęzycznego przejawia się w każdym gatunku filmowym, a science fiction stanowi najdoskonalszy przykład rzeczonego prymatu.

Advertisement

Znajdźcie mi bowiem osobę, która nie jest fantastycznonaukowym geekiem i potrafi na poczekaniu wymienić przynajmniej pięć nieanglojęzycznych filmów science fiction. No właśnie! Poniższe zestawienie to lista dziesięciu najwspanialszych, często wręcz legendarnych dzieł kina SF XX wieku, w których bohaterowie mówią w języku innym niż angielski.

Metropolis (1927)

Bez tabu. Najbardziej PRZEŁOMOWE SCENY SEKSU w historii kina

Metropolis, ochrzczone mianem pierwszego filmu science fiction, stanowi kamień milowy w historii kinematografii. Monumentalne, nieme widowisko reżysera austriackiego pochodzenia Fritza Langa to schyłkowe dzieło niemieckiego ekspresjonizmu filmowego. Zachwycająca rozmachem i wyobraźnią twórców wizja przyszłości robi piorunujące wrażenie również dziś i – co ważniejsze – jest przerażająco aktualna. Na największą uwagę zasługuje więc wizjonerstwo Langa przejawiające się w przedstawieniu maszyn przypominających komputery, monitoringu, wideorozmów, humanoidalnych robotów, a także warstwa plastyczna filmu z wszystkimi makietami futurystycznego miasta, czyli wszystkiego tego, co nas obecnie otacza.

Advertisement

Czy wciąż jesteśmy w stanie okiełznać owoce technicznego postępu? Czy może już się w tym wszystkim pogubiliśmy i maszyny przejmują nad nami kontrolę? Lang mówi nam, że najważniejsze jest, aby pomiędzy rozumem a rękami było serce.

Metropolis był niezwykłym osiągnięciem kinematograficznym, czego przez długi czas nie zauważano. Ogromna porażka komercyjna filmu i raczej chłodne przyjęcie krytyków w chwili premiery oraz długo po niej (trudne losy dzieła) każą twierdzić, że jedno z największych dzieł (obok Nibelungów) Langa wyprzedziło swoje i nie tylko swoje czasy. Niemiecki reżyser po Metropolis zrealizował jeszcze dwa nieme filmy. Jednym z nich była kolejna produkcja SF Kobieta na Księżycu (1929).

Advertisement

Godzilla (1954)

Z przedwojennych Niemiec przenieśmy się na chwilę do powojennych Stanów Zjednoczonych. To tam bowiem w 1953 roku narodził się protoplasta Godzilli, czyli Bestia z głębokości 20.000 sążni. Zafascynowany filmem Eugène’a Louriégo oraz zainspirowany przeczytanym w gazecie artykułem o incydencie nazwanym Castle Bravo, Tanaka z wytwórni Toho zapragnął własnego potwora i już rok później za sprawą Hondy oraz Tsubaraya powstał monstrualny prehistoryczny gad, któremu nadano nazwę „Gojira”. Gojira stanowiła wyraz lęków przed straszliwymi działaniami wojennymi, których apogeum dla Japończyków były ataki na Hiroszimę i Nagasaki.

Potwór pokryty jest zresztą charakterystycznymi łuskami, które miały przypominać blizny ofiar amerykańskich zrzutów atomowych z 6 i 9 sierpnia 1945 roku. Świetne – jak na ówczesne czasy – efekty specjalne, doskonałe efekty dźwiękowe i wyjątkowy nastrój to znaki rozpoznawcze japońskiego hitu science fiction. W 1956 roku prawa do dystrybucji Gojiry wykupili amerykańscy producenci. Po pewnych modyfikacjach powstała znana na całym świecie Godzilla. Gojira to oczywiście jedna z najbardziej rozpoznawalnych międzynarodowo ikon japońskiej kultury popularnej, która stanowi początek i odniesienie dla wszystkich późniejszych filmów o potworach siejących strach i zniszczenie w dużych miastach.

Advertisement

Diabelski wynalazek (1958)

Wróćmy do Europy i przyjrzyjmy się dziełu twórcy wyjątkowego, choć niestety w świecie zapomnianego lub nieznanego. Karel Zeman to jeden z największych czeskich reżyserów. Filmowy iluzjonista, który w niezwykły sposób przenosił widza w niezwykłe krainy wykraczające daleko poza jego wyobraźnię. Był twórcą zapierających dech w piersiach kombinacji żywej akcji i różnego rodzaju animacji. Najlepszym dowodem, dla którego Zeman nazywany jest czeskim Mélièsem, a jego działalnością artystyczną inspirują się Terry Gilliam oraz Wes Anderson, jest film Diabelski wynalazek z 1958 roku. Jest to bowiem unikatowa, oszałamiająca wizualnie, swobodna adaptacja Strasznego wynalazcy Juliusza Verne’a, która opowiada o naukowcu, piratach i bardzo niebezpiecznej maszynie. Aktorzy poruszają się tu po scenerii zbudowanej z XIX-wiecznych rycin, które nagle ożywają, tworząc coś, co dziś nazwalibyśmy steampunkiem. Omawiany film Zemana był w latach 60. XX wieku najpopularniejszą czechosłowacką produkcją.

Alphaville (1965)

W przypadku wszystkich wyżej wymienionych propozycji nieanglojęzycznych science fiction ich twórcy duży nacisk położyli na scenerię i efekty specjalne. Tymczasem Jean-Luc Godard, ukazując futurystyczną stolicę galaktyki, Alphaville, posłużył się jedynie kadrowaniem, optyką i operowaniem światłem. W produkcji kojarzonego z Nową Falą awangardzisty tytułowe Alphaville to przecież po prostu Paryż filmowany nocą.

Advertisement

I gdyby się tak chwilę zastanowić, to całkiem nieźle to Francuz wykoncypował. Przemienił miasto miłości w metropolię, w której zostały zakazane wszelkie uczucia. Dzieło Godarda stanowi jeden z najbardziej wpływowych filmów noir science fiction w historii kina, a także zawiera w sobie szereg interesujących odniesień do literatury, filozofii i innych dzieł kinematografii.

Przy okazji filmu Godarda warto wspomnieć o innym francuskim nowofalowcu, który pokusił się o projekt zawierający elementy fantastyki naukowej. Był nim Alain Resnais, który posłużył się motywem podróży w czasie w celu stworzenia awangardowego, achronologicznego filmu. Jego tytuł to Kocham cię, kocham cię (1968).

Advertisement

Planeta wampirów (1965)

Zanim za sprawą Stanleya Kubricka i jego 2001: Odysei kosmicznej poczęto zauważać, że i gatunek science fiction może dostarczyć filmowych arcydzieł, twórcy na całym świecie nurzali się głównie w szalonych, kampowych, fantastycznych wizjach, które kojarzono raczej z kinem klasy B. Nie inaczej było z dotychczasową fantastycznonaukową twórczością Mario Bavy.

I choć Planecie wampirów bardzo daleko do arcydzieła pokroju wspomnianego filmu Kubricka, to warto zauważyć, że produkcja włoskiego reżysera miała istotny wpływ na inne wielkie dzieło SF, jakim był Obcy – 8. pasażer „Nostromo” (1979) Ridleya Scotta. Co interesujące, pewny siebie Brytyjczyk ani nie śni przyznać, że Planeta wampirów stanowiła dla niego chociaż minimalną inspirację. Film Bavy urzeka charakterystyczną dla twórcy paletą kolorów, awangardową kompozycją, wyjątkową atmosferą i napięciem towarzyszącym eksploracji nieznanego.

Advertisement

Dzika planeta (1973)

Pora na animację. I to nie byle jaką, bo wirtuozerską, surrealistyczną, hipnotyzującą i alegoryczną. Mimo możliwości dość prostego jej streszczenia, w wyniku którego Dzika planeta byłaby historią o kosmitach uciskających ludzi, film Renégo Laloux i Rolanda Topora to prawdziwe dzieło sztuki. Najpewniej nie każdemu fanowi science fiction będzie z nim po drodze, ale zdecydowanie warto doświadczyć go na własnej skórze. Narkotyczna wizja francusko-czechosłowackiej produkcji to wszystko, co najlepsze w science fiction.

Stalker (1979)

To zestawienie bez filmu Andrieja Tarkowskiego byłoby nic niewarte. Większy ból głowy powodowała konieczność wyboru, które z jego dzieł science fiction tutaj umieścić. Padło na Stalkera, którego należy nazywać jednym z największych arcydzieł w historii kina.

Advertisement

To film, którego pewnie nigdy nie zrozumiem, ale jakoś się tym nie przejmuję. Zamiast rozumienia bowiem liczy się tu bardziej jego czucie. Oniryczna, odrealniona wizja świata po zagładzie lub przed nią (któż to wie?) zdumiewa ponadczasowością przy jednoczesnej maksymalnej oszczędności środków wyrazu. Mówi się, że bardziej od arcydzieła science fiction Stalker przypomina wyjątkową przypowieść o duchowości. Czy istnieje jednak lepszy filmowy gatunek dla dywagacji o Boskiej egzystencji i człowieczeństwie aniżeli fantastyka naukowa w wydaniu Andrieja Tarkowskiego?

Ga, ga: Chwała bohaterom (1986)

Podobnie jak w przypadku Tarkowskiego, tak również biorąc pod uwagę polskie osiągnięcia science fiction, długo zastanawiałem się, który z rodzimych filmów wybrać do niniejszego zestawienia. Wbrew panującemu przekonaniu polskie kino fantastycznonaukowe ma (miało) naprawdę dużo światu do zaoferowania. Co ciekawe, świat już o tym wie, ale kiepsko z tą wiedzą wśród większości ziomków. Celowo zatem pominąłem lubianą w kraju Seksmisję (1983) Machulskiego i niedokończony, niezwykle trudny w odbiorze film Andrzeja ŻuławskiegoNa srebrnym globie (1988), aby skupić się na dziele twórcy, który należał do absolutnego topu twórców kina science fiction nie tylko w naszym kraju. Ga, ga: Chwała bohaterom Piotra Szulkina to dopełnienie filmowej trylogii, na którą złożyły się produkcje Golem, O-bi, O-ba oraz Wojna światów.

Advertisement

Ga, ga to najprawdopodobniej najbardziej przystępny film spośród wyżej wymienionych. Opowiadając historię więźnia Scope’a (Daniel Olbrychski), Szulkin w sposób prześmiewczy, często posługując się absurdem, obnaża słabości ludzkiej natury i przedstawia człowieka jako nędzną, próżną kreaturę. Ga, ga to również niezwykła gatunkowa żonglerka, w której science fiction miesza się z kinem akcji, stylistyką noir i komedią. Rzecz bez precedensu w rodzimej kinematografii.

Akira (1988) i Ghost in the Shell (1995)

Na koniec zestawienia wróćmy do Japonii, aby przyjrzeć się najlepszym produkcjom typu anime science fiction. Oba wymienione w nagłówku tytuły stanowiły inspirację dla Matrixa (1999) Wachowskich. Akira opowiada o nastolatku Tetsuo, wplątanym w tajny wojskowy projekt, za którego sprawą pozyska groźną, niszczycielską moc. Z kolei Ghost in the Shell dotyczy w skrócie poszukiwań niebezpiecznego hakera znanego jako Władca Marionetek. Oba filmy w sposób pośredni i bezpośredni ostrzegają przed skutkami technologicznego postępu, są więc przedstawicielami filmowego cyberpunku. Dotykają ponadto kwestii moralności, odpowiedzialności i człowieczeństwa.

Advertisement

Napiszcie koniecznie, jakie inne nieanglojęzyczne filmy science fiction dorzucilibyście do powyższego zestawienia.

Advertisement

Od P do R do Z do E do M do O. Przemo, przyjaciele! Pasjonat kina wszelkiego gatunku i typu. Miłośnik jego rozgryzania i dekodowania. Ceni sobie w kinie prawdę oraz szczerość intencji jego twórców. Uwielbia zostać przez film emocjonalnie skopany, sponiewierany, ale też uszczęśliwiony i rozbawiony. Łowca filmowych ciekawostek, nawiązań i powiązań. Fan twórczości PTA, von Triera, Kieślowskiego, Lantimosa i Villeneuve'a. Najbardziej lubi rozmawiać o kinie przy piwku, a piwko musi być zimne i gęste, jak wiecie co.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *