search
REKLAMA
Zestawienie

NAJCIEKAWSZE filmowe KREACJE BOGA

Maja Budka

26 września 2019

REKLAMA

Bóg jako kobieta. Dogma

Nie ma chyba większego odstępstwa od klasycznej postaci siwobrodego mędrca niż urodziwa, młoda kobieta. Na taki odważny krok zdecydował się reżyser filmu Dogma – znany z ról Cichego Boba Kevin Smith. Odważny, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że film pełen jest nawiązań do tradycji chrześcijańskich, mających swoje źródło w Piśmie Świętym. Upadłe anioły, demony, prorocy, a pośrodku tego wszystkiego – Alanis Morissette, cała na biało. W tym świecie Bóg nie ma groźnego spojrzenia, postać wykreowana przez Morissette ma w sobie coś z hippisowskiej łagodności, ma również dystans do rzeczywistości. Jej Bóg nosi długie suknie, a brązowe włosy, zastępujące siwą brodę, opadają swobodnie na szczupłe ramiona. Choć kobieta ma łagodne lico, sprawia wrażenie postaci potężnej, wzbudzającej szacunek oraz strach, co tym bardziej podkreśla jej tajemnicza małomówność. Potrafi wskrzeszać oraz zabija jednego ze zbuntowanych aniołów pojedynczym okrzykiem. Jednak przed wykonaniem wyroku patrzy w oczy anioła z łagodnością oraz współczuciem matki.

Bóg jako Morgan Freeman i Whoopi Goldberg. Bruce Wszechmogący oraz Odrobina nieba

Morgan Freeman oraz Whoopi Goldberg, ubrani na biało od stóp do głów, o twarzach spowitych łagodnością i dobrodusznością to być może najbardziej popularne interpretacje Boga w historii filmu. Kiedy Marley, bohaterka filmu Odrobina nieba, trafia do nieba, na powitanie wychodzi jej zrelaksowana Whoopi Goldberg, która wypowiadając słowa „zgadnij co – umierasz”, prezentuje uśmiech tak serdeczny i wesoły, jakby gorąco gratulowała bohaterce zachorowania na raka. „Niezupełnie. To jest po prostu wygląd, w jakim chcesz mnie zobaczyć”, odpowiada na pytanie, czy jest Bogiem. „Kocham Whoopi, więc to ma sens”, mówi bohaterka. Miło jest sądzić, że gdy nadejdzie moment wymeldowania się z tego świata, czas w niebie minie nam na popijaniu szampana z samą Whoopi Goldberg. Wszystko zależy od nas i naszych oczekiwań względem stwórcy.

Co do Morgana Freemana – chyba każdy z nas czuł kiedyś respekt, oglądając tego aktora na ekranie. Decyzja obsadowa reżysera Bruce’a Wszechmogącego, Toma Shadyaca, była więc strzałem w dziesiątkę. W osobie aktora jest coś dostojnego, poważnego, królewskiego, jednym słowem – boskiego. Tym bardziej, gdy prezentuje się on w schludnym, białym garniturze. Podczas gdy Jim Carrey robił to, co zwykł robić od dawna w komediach, Freeman był jego cierpliwym, rozpływającym się w małżowinie usznej głosem rozsądku (wszystkim przydałby się taki osobisty Morgan Freeman). Bóg w wydaniu czarnoskórego aktora jest na tyle mądry i skromny, by wysłuchać prośbę Bruce’a, ucząc go tym samym pokory, a także równie dobroduszny, by pomóc mężczyźnie, gdy ten upadnie pod ciężarem boskiej władzy. Z drugiej strony jednak przyznaje się do pewnej słabości, tłumacząc, że nawet Bóg potrzebuje wakacji. Długich, kilkusetletnich, trwających od V do X wieku. „Słyszałeś kiedyś o wiekach ciemnych?”. Tak, nie było go wtedy na stanowisku.

Maja Budka

Maja Budka

Piszę o filmie i sztuce z kotem na klawiaturze. Lubię animacje i filmy podszyte delikatnym absurdem.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA