Connect with us

Publicystyka filmowa

MAŁE OLBRZYMY, czyli karły na ekranie

MAŁE OLBRZYMY to podróż przez niezapomniane postaci, które na ekranie udowadniają, że wielkość nie mierzy się wzrostem.

Published

on

MAŁE OLBRZYMY, czyli karły na ekranie

Ktoś powiedział kiedyś, że dobry film musi zawierać trzy rzeczy: krew, cycki i karły. Pisząc to, składamy hołd tym ostatnim i prezentujemy listę najbardziej pamiętnych, najlepszych i/lub największych małych ludzi dużego ekranu. Oczywiście nie patrząc na wymyślne, nierzeczywiste hobbity (które były zresztą po części komputerowe), Ewoki oraz inne takie. Zestawienie sponsorują alfabet oraz cyfra 21.

Advertisement

Bebra

Blaszany bębenek

Wbrew pozorom aktor, który wcielił się w głównego bohatera tego filmu – David Bennent – nie jest karłem. Był nim natomiast zmarły kilka lat temu Fritz Hakl, czyli Bebra – bodaj jedyny prawdziwy przyjaciel Oskara w trakcie wojennej zawieruchy. To on przygarnia chłopca z tytułowym instrumentem do cyrkowej trupy, gdzie choć na moment znajduje prawdziwy dom i schronienie. Jak widać na powyższym obrazku, Bebra nie stronił od towarzystwa nazistów, choć bynajmniej nie podzielał ich zainteresowań. To po prostu artysta z krwi i kości, żyjący z rozrywki, nieważne dla kogo przeznaczonej.

Advertisement

Człowiek z innego miejsca

Miasteczko Twin Peaks

O tym jegomościu trudno napisać coś konkretnego. Pochodzi z… cóż, innego miejsca, gdzie wszystko skąpane jest w krwistej czerwieni, a mówi i chadza się tyłem do taktów złowrogiej, onirycznej muzyki. Karzeł zdaje się cały czas przesiadywać w pokoju bez okien, okazjonalnie chwaląc się swymi tanecznymi zdolnościami przed gośćmi z zewnątrz. I tyle. Wcielający się w niego Michael J. Anderson z pewnością niejednego widza przyprawił o palpitację serca swoim występem, choć prywatnie to bardzo miły człowiek, który przed aktorstwem parał się informatyką w… NASA. Co ciekawe, on również nie jest karłem z definicji – swój niski wzrost (109 cm) „zawdzięcza” wrodzonej łamliwości kości.

Advertisement

Fidgit, Og, Randall, Strutter, Vermin i Wally

Bandyci czasu

Tytułowe niziołki z przygodowej klasyki Terry’ego Gilliama to zwykli kradzieje, których interesują jedynie historyczne fanty. To niezbyt dobrze zorganizowana, chaotyczna, ale niezwykle sympatyczna i zżyta ekipa, pod której kryminalnym płaszczykiem drzemią spory potencjał i zwykła chęć zabawy. W tę szóstkę ancymonów wcielili się jedni z najbardziej cenionych małych aktorów w branży: Kenny Baker, którego znamy głównie za sprawą droida R2-D2 z sagi Gwiezdne wojny, Malcolm Dixon, Mike Edmonds, Jack Purvis (który u Gilliama wystąpił także w Brazil i Przygodach barona Munchausena), Tiny Ross i David Rappaport. W latach 80. panowie często grywali wspólnie, skryci za maskami kolejnych fantastycznych istot. Niestety samobójstwo tego ostatniego i tragiczny wypadek Purvisa przekreśliły szanse na kontynuację Bandytów czasu, którą to Gilliam miał w planach. Obecnie żyją już tylko Dixon i Edmonds, choć od lat pozostają nieaktywni zawodowo.

Advertisement

Finbar McBride

Dróżnik

Peter Dinklage to właściwie współczesny synonim filmowego karła. Popularność zyskał sobie przede wszystkim za sprawą serialu Gra o tron, lecz na dużym i małym ekranie pojawia się już od ponad dwudziestu lat. Nie ulega przy tym wątpliwości, że przełomem była dla niego właśnie rola Finbara, który pojawia się znikąd w małej miejscowości, aby przejąć pozostawioną mu w spadku stację kolejową. Wywołuje niemałą sensację, lecz ma dryg do pociągów i wszystko zaczyna się dla niego układać.

Advertisement

Ta postać to właściwie wykładnik całej kariery Dinklage’a, którego większość występów to właśnie tego typu ciepłe, inteligentne i pozornie niepasujące do swojego otoczenia osoby, które kryją w sobie znacznie więcej, niż nakazuje sądzić ich wzrost. Ten nie jest zresztą aż tak niski, bo Peter mierzy sobie 1,35 metra.

Hans i Frieda

Dziwolągi

Advertisement

Dwójka zakochanych w sobie artystów cyrkowych, którzy są sobie przeznaczeni – mimo zapędów Hansa o względy kobiety naturalnych rozmiarów. On, typowy Niemiec o nienagannych manierach i dyscyplinie. Ona wzorowa kobieta swych czasów – stojąca za nim murem bez względu na okoliczności, wiecznie przygnębiona jego decyzjami, ale z ogromnym sercem, niesłabnącą miłością. Razem wyglądają jak z obrazka i wprost nie sposób im nie kibicować. Ta naturalna chemia nie wzięła się tu znikąd, gdyż stojący za tymi postaciami Harry i Daisy Earles byli w rzeczywistości… rodzeństwem. Też pochodzili z Niemiec i również pracowali w cyrku oraz innych tego typu przedstawieniach, gdzie Daisy dorobiła się nawet przydomku „miniaturowej Mae West”.

Jimmy

Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj

Advertisement

Mała gwiazda kina w (oryginalnie) tytułowej Brugii kręci nowy film, niemal bezustannie będąc pod wpływem różnych środków odurzających. Pod tym względem niespecjalnie różni się zatem od pełnowymiarowych aktorów, bo nie stroni od imprez, kobiet ani też używek. Z pewnością dziś zostałby oskarżony w jakiejś akcji #MeToo, gdyby nikły wzrost nie doprowadził do jego śmierci… Szczęśliwie wcielający się w niego Jordan Prentice żyje i ma się dobrze, acz paradoksalnie ten mierzący nieco ponad 120 centymetrów karzeł nigdy nie zrobił jakiejś oszałamiającej kariery. Debiutował jeszcze w niesławnym Kaczorze Howardzie, a w ostatnich latach można go było wypatrzeć w jeszcze jednej ekranizacji Królewny Śnieżki.

Marcus Skidmore

Zły mikołaj

Advertisement

Ten film powinien nosić tytuł: Zły pomocnik mikołaja. O ile wszak główny bohater to pijak, prostak i tak dalej, to jednak ostatecznie zdolny jest do tak zwanej dobrej zmiany. Tymczasem jego towarzysz Marcus mimo generalnie lepszego wizerunku PR-owego wychodzi na małego, zdradliwego sukinkota, i w dodatku samolubnego pantoflarza. Jasne, można próbować usprawiedliwiać jego podstępną drogę życiową niskim urodzeniem, statusem bądź możliwościami. Niemniej Marcus po prostu trefnie wygląda. Zresztą Tony Cox – jeden z najpopularniejszych amerykańskich małych aktorów – ma chyba w sobie coś takiego, że chętnie obsadzany jest w podobnych rolach. Dość napisać, że dosłownie parę lat wcześniej skradł żonę Jimowi Carreyowi w Ja, Irena i Ja. Cwaniak!

Marty

seria Piraci z Karaibów

Advertisement

Czym byłby jakikolwiek skład korsarzy bez karła? Na Czarnej Perle rola ta przypadła Marty’emu, który pomimo niskiego wzrostu bywa groźniejszy od większości swoich kolegów. A dzięki niemu ma nad nimi nieraz przewagę strategiczną, co udowodnił chociażby atak Krakena, który przeżył jako jeden z nielicznych. Słynie z tego, że potrafi przyłożyć. Pies na baby, o czym świadczyć ma pęczek kluczy noszony na szyi. Stojący za tą postacią Martin Klebba pod wieloma względami przypomina swojego imiennika i jest jednym z najbardziej zapracowanych karłów w Hollywood, gdzie, zanim doszło do sukcesu Piratów, przez lata był kaskaderem. Prywatnie podtrzymuje rekord najszybszej małej osoby świata w biegu na 100 metrów.

Master

Mad Max pod Kopułą Gromu

Advertisement

Przykład maluczkiego u władzy. Będący dosłownie głową rodziny Master to człek niezwykle inteligentny, który potrafi wykorzystać swój niedobór masy. Za pomocą chodzącej góry mięśni o nazwie Blaster trzęsie więc podziemiami postapokaliptycznego miasteczka. Niby nic wielkiego, bo obaj cały czas obracają się wśród świńskiego łajna, ale lepiej trząść tym niż niczym lub – co gorsza – być trząsanym przez innych. Mastera zagrał Angelo Rossitto, czyli swego czasu jeden z najniższych (zaledwie 89 cm wzrostu) i zarazem największych małych aktorów X muzy. Znany jako Little Mo zaczynał jeszcze w latach 20. poprzedniego stulecia i był jednym z przywołanych wcześniej Dziwolągów.

Mini-Mój

seria Austin Powers

Advertisement

Klon Doktora Zło, będący jego niemal dokładnym, tylko zmniejszonym odzwierciedleniem. W przeciwieństwie do niego jednak praktycznie się nie odzywa, porozumiewając się głównie za pomocą notatek lub… środkowego palca. Nie oznacza to, że jest niemy, ale skutkuje tym, że wielu traktuje go jak pieska. Jak na ironię, Mini-Mój posiada także minikotka – również na wzór prawdziwego kota Doktora, o którego uczucia ciągle zabiega. Znamienne przy tym, że wydaje się od niego silniejszy i twardszy (także tam, gdzie nie powinno się uderzać), udowadniając tym samym, że wielkość tak naprawdę gówno znaczy. Verne Troyer przyczynił się do sukcesu tej postaci, która szybko stała się jego znakiem rozpoznawczym w branży. Niestety ten aktor i komik zmarł niedawno w wieku zaledwie 49 lat.

Mordecai

Mściciel

Advertisement

Nie mylić z fatalną rolą Johnny’ego Deppa. Samo imię wywodzi się jeszcze z Biblii, zatem nie dziwi, że otrzymał je mikrus z Dzikiego Zachodu, gdzie w jednej z mieścin służy za pomoc lokalnemu fryzjerowi, a całej społeczności za błazna i pośmiewisko. Zmienia to dopiero zjawiający się w miasteczku nieznajomy, który szybko robi z Mordecaia szeryfa i burmistrza w jednym, co sympatyczny karzeł – bodaj jedyna persona w okolicy o znamionach niewinności – wykorzystuje na swój sposób: dobrze się bawiąc.

Mordy wyróżnia się nie tylko wzrostem i wyraźnie zaawansowanym już wiekiem, ale też praktycznie nie opuszczającym jego głowy cylindrem. To najsłynniejsze wcielenie Billy’ego Curtisa, który w rozrywce spędził okrągłe pięćdziesiąt lat. A zaczynał od roli herosa innego westernu – The Terror of Tiny Town, czyli jednego z nielicznych filmów, których obsada składa się wyłącznie z karłów.

Advertisement

Nick Nack

Człowiek ze złotym pistoletem

James Bond miał wszystko, więc i w jego świecie karzełków zabraknąć nie mogło, zwłaszcza tych ewidentnie złych. Bo takowym z pewnością jest mały pomocnik Scaramangi, o iście komiksowych personaliach. Niby nienagannie ubrany, porządny knypek o dobrych manierach, a jednak wyraźnie budzący podskórny niepokój typ. Wredny i sadystyczny, wykorzystuje swój rozmiar jedynie w podstępnych celach. Ten podejrzany wizerunek dobrze oddaje specyficzna twarz Hervé Villechaize’a, który był nie tylko aktorem, ale także uznanym malarzem i fotografem.

Advertisement

I zarazem niezwykle tragiczną osobą, dla której czas spędzony przy tym filmie był przypuszczalnie i nieco paradoksalnie najprzyjemniejszym okresem życia, które w wieku 50 lat zdecydował się sam zakończyć.

Tangina Barrons

Poltergeist I-III

Advertisement

Jasnowidzka i medium. Potrafi komunikować się z duchami, więc gdy tylko pojawia się w nawiedzonym domu, one już wiedzą, że żarty się skończyły – zwłaszcza gdy Tangina posyła im wymowne spojrzenie zza charakterystycznych okularów, jej znaku rozpoznawczego. Gdyby była bohaterką kina akcji, z pewnością kopałaby dupy niczym Brudny Harry. A tak pozostaje ekscentryczną ratowniczką od problemów z zaświatami. To samo można powiedzieć o grającej ją Zeldzie Rubinstein, która w latach 80. i 90. często przemykała w popularnych filmach na drugim planie, poza Tanginą nigdy nie dostając szansy na coś większego. Znana była za to z twardej działalności na rzecz praw człowieka i walki z AIDS.

Thumbelina

Pamięć absolutna (1990)

Advertisement

Krótko: dziwka. Pracuje w jednym z burdeli na Marsie, gdzie w odpowiednim czasie przyłącza się do innego rodzaju związku ruchu – ruchu oporu. Życie Thumbeliny zatem nie rozpieszcza od samego początku – nie dość, że mała, to jeszcze otoczona przez różne mutanty i inne szemrane typy, że o konkurencji w postaci koleżanek z trzema cyckami nie wspomnę. Niemniej w przeciwieństwie do wielu innych liliputów na liście bardzo łatwo jest tę postać polubić i z góry wiadomo, że stoi po tej jasnej stronie mocy. Szkoda jedynie, że użyczająca jej fizjonomii urocza Debbie Lee Carrington – która brała udział przy tworzeniu wielu słynnych produkcji z udziałem małych ludzi, od Powrotu Jedi i Batmana, a na Facetach w czerni skończywszy – zmarła w marcu tego roku. Miała 1,17 m. wzrostu i 58 lat.

Willow Ufgood

Willow

Advertisement

Willow i wcielający się w niego Warwick Davis to przypuszczalnie najsłynniejszy wizerunek karła w popkulturze. Sam Willow to aspirujący magik, który mieszka z rodziną pośród innych niziołków – gdzie dostrzeżemy też Tony’ego Coxa i kilku Bandytów czasu – z dala od ludzi i innych istot. Podobnie jak hobbici, on też będzie musiał opuścić w pewnym momencie swoją bezpieczną przystań i zdobyć się na odwagę znacznie większą od niego, przy okazji udowadniając swą moc. Ot, archetyp małego bohatera. Davis natomiast to bodaj największa gwiazda wśród maluczkich. To on był złowrogim Leprechaunem w serii Karzeł, Flitwickiem w świecie Harry’ego Pottera czy Ewokiem Wicketem w Powrocie Jedi. Przy czym Willow pozostaje do dziś jego największym osiągnięciem, z którym nadal jest utożsamiany.

Advertisement

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *