Publicystyka filmowa
Najbardziej frapujące PYTANIA BEZ ODPOWIEDZI w znanych filmach vol. 2
Odkrywaj wciągające tajemnice w NAJBARDZIEJ FRAPUJĄCE PYTANIA BEZ ODPOWIEDZI W ZNANYCH FILMACH VOL. 2, gdzie zagwozdki czekają na rozwiązanie!
Kilka miesięcy temu na łamach film.org.pl pisałem o filmowych faktach niewyjaśnionych, przemilczanych, zatuszowanych cięciem montażowym, pozostawiających widza z irytującym znakiem zapytania malującym się na czole. Faktach, dla których twórcy nie znaleźli żadnego logicznego wytłumaczenia, a które w fabule znaleźć się musiały, by popchnąć akcję do przodu, nie rezygnując z obranego w scenariuszu kierunku rozwoju wydarzeń. Wówczas zrodziło się zestawienie Najbardziej frapujących PYTAŃ BEZ ODPOWIEDZI w znanych filmach, zawierające 16 przykładów filmowych zagwozdek. Dziś zapraszam na kontynuację, w której wspólnie będziemy rozkminiać ponad 25 frapujących pytań bez odpowiedzi w znanych filmach.
Uwaga na spoilery!
Niewidzialny człowiek (2020), reż. Leigh Whannell
Wszyscy się czepiają, że główna bohaterka, mając w ręku koronny dowód na istnienie tajemniczego prześladowcy (czyli telefon ze zdjęciami), tak łatwo ów dowód porzuca i o nim zapomina. Mnie jednak nurtuje inne pytanie, mianowicie co kierowało Niewidzialnym, żeby składzik na przedmioty (telefon, nóż, rysunki) zrobić sobie akurat na poddaszu domu prześladowanej osoby. Jako niewidzialna osoba mógł o dowolnej porze wynosić przedmioty poza dom i składować je choćby w zaparkowanym dwie przecznice dalej samochodzie. Tymczasem wolał… każdorazowo przytargać drabinę, wleźć na poddasze, odłożyć jeden przedmiot, zejść i odstawić drabinę.
Wyobraźmy sobie tylko, jak w trakcie tych pracochłonnych czynności idiotycznie by wyglądał, gdyby go było widać. Pewnie równie głupio, co po oblaniu farbą, gdy przez chwilę upodobnił się do piłeczki golfowej.
Zet i dwa zera (1985), reż. Peter Greenaway
Zet i dwa zera to jeden z najlepszych i najbardziej oryginalnych filmów, jakie w życiu widziałem. Rzadko zdarza się takie zgranie muzyki (genialny soundtrack Michaela Nymana) z pochłaniającą bez reszty, osnutą oparami absurdu i groteski fabułą. Obok Kucharza, złodzieja, jego żony i jej kochanka, Wyliczanki i Dzieciątka z Macon – to opus magnum Petera Greenawaya. Ale za każdym seansem zgrzyta mi (i iskrzy) jedna kwestia z prologu. Co ten koleś z tyłu za autem tnie tą szlifierką? Chce się dostać do ofiar wypadku przez bagażnik czy to jakiś Janusz handlarz, który już na miejscu wypadku zabiera się za klepanie… to znaczy szykowanie auta na sprzedaż? Z wizualnego punktu widzenia kadr perełka, merytorycznie jednak bez sensu.
Gwiezdne Wojny: Zemsta Sithów (2005), reż. George Lucas
Ja rozumiem, że czas filmu się kończył i trzeba było na kilku szybkich ujęciach pokazać zakonserwowanie Anakina Skywalkera / Dartha Vadera. W sali medycznej (?) wokół rozpalonego Anakina unoszą się kłęby dymu jak w piekarni w tłusty czwartek. Dlaczego medyczne roboty nie opatrzyły najpierw oparzeń Anakina, ba!, protezy ręki i nóg zostały mu założone, zanim jeszcze zdjęto z niego resztki spalonych ubrań (!), nie zaczekano też choćby kilku minut, żeby rany przyschły. Nawet bułek po wyjęciu z piekarnika nie wolno od razu wkładać do papierowej torby, bo zaparują i stracą chrupkość, a oni zapakowali tlącego się jeszcze Anakina w czarną puszkę. Nie ma co się dziwić, że wkur…ny Vader, zapewne z zaparowanymi szkłami w hełmie, po postawieniu do pionu był w stanie wykrzyczeć tylko rozpaczliwe „Nieee!”.
Wojownicze Żółwie Ninja (1990), reż. Steve Barron
Nie, nie będę się tu zastanawiał w jaki sposób żółwie, stworzenia z natury powolne, choć paradoksalnie będące w stanie dotrzeć do domu szybciej niż zając, zdołały opanować trudną sztukę kung-fu, w której jednak odrobina szybkości się przydaje (chyba że żółw walczy z innym żółwiem, to wtedy nie). Żarty na bok. Mnie intryguje coś zupełnie innego i nie żebym bawił się w sygnalistę urzędu skarbowego, nie mam zamiaru pisać donosu na czterech braci mieszkających w kanałach, ale… nie zastanawialiście się nigdy, skąd Żółwie Ninja brały kasiorę na pizzę? Żyły w kanałach, nie ujawniając się ludziom (w takim momencie poznajemy je w filmie), a więc nikt w żaden sposób nie mógł ich finansowo wspomagać.
Nie pracowały, na pewno też nie kradły, bo były bohaterami pozytywnymi. Mimo zatem oczywistego braku jakichkolwiek wpływów z jakichkolwiek źródeł… zamawiali pizzę i płacili dostawcy dolarami. Ja wiem, że w USA pieniądze leżą na ulicy, no ale nie w kanałach.
Uwierz w ducha (1990), reż. Jerry Zucker
Generalnie duchy w Uwierz w ducha nie posiadają umiejętności przesuwania przedmiotów i przenikają przez wszystkie powierzchnie, których próbują dotykać albo na które trafiają po drodze. Dopóki koleś z metra nie nauczy Sama, jak popychać przedmioty siłą woli, nasz bohater także przez wszystko przenika, czy też raczej wszystko przenika przez niego, whatever. Gdy nadjeżdża pielęgniarz pchający wózek, Sam przenika przez niego; to samo z zamkniętymi drzwiami, Sam przez nie przeskakuje.
Film wyraźnie nam mówi, że jedyną materią, przez którą duch nie przenika, jest zawsze… podłoga, na której stoi, albowiem twórcy musieli przyjąć takie założenie, żeby martwi bohaterowie filmu mogli się po naszym świecie jakoś poruszać. Dlaczego zatem, skoro poza poziomem podłogi wszystko inne było dla duchów przenikliwe, Sam mógł bez problemu biegać po schodach, jeszcze zanim nauczył się popychać przedmioty? W dalszej części filmu swobodnie i bez większego wysiłku siedzi też na parapecie, opierając się o ścianę – czyli czuje materię całym ciałem, choć przecież nawet by przesunąć monetę, musi się bardzo mocno skoncentrować.
Obsesja (1976), reż. Brian De Palma
W retrospekcji widzimy, jak córka głównego bohatera (której wmówiono, że ojciec jej nie kochał i nie chciał zapłacić okupu) ciągnięta jest siłą na pokład samolotu pasażerskiego przez podejrzanego mężczyznę. Dziecko płacze i wyrywa się typowi, słowem – wygląda to jak klasyczne porwanie dziecka przez jakiegoś zwyrodnialca. Dlaczego zatem nie wzbudziło to podejrzeń stewardesy, która wpuściła ich na pokład samolotu, nie zainteresowawszy się, czemu zrozpaczone dziecko wyrywa się mężczyźnie?
Powrót do przyszłości 1, 2, 3, reż. Robert Zemeckis
Ostatnio internety zastanawiają się nad dziurą logiczną w Powrocie do przyszłości, że niby dlaczego rodzice Marty’ego w roku 1985 nie rozpoznają w nim Calvina Kleine’a, który zeswatał ich 30 lat wcześniej… Scenarzysta filmu zamknął usta drążącym temat, twierdząc (i słusznie), że przecież rodzice znali Calvina Kleina zaledwie przez kilka dni, nie mieli żadnego jego zdjęcia, więc czas zatarł wspomnienia i nie było podstaw, żeby we własnym synu kilkadziesiąt lat później doszukiwać się podobieństw do tajemniczego swata z młodości.
Tymczasem ja chciałbym pogrzebać w innej dziurze logicznej w pierwszym Powrocie do przyszłości. Otóż Marty po powrocie do nowej rzeczywistości roku 1985 to Marty… wychowany w zupełnie NOWEJ/ODMIENIONEJ rodzinie, m.in. o innym statusie majątkowym (Biff czyści im samochody), zatem on także powinien mieć, jak jego rodzice i rodzeństwo, zupełnie inną osobowość i/lub inne wspomnienia.
Być może też w tej NOWEJ rzeczywistości, którą pomógł stworzyć, Marty wcale nie podążył krokami starej wersji siebie i np. nie poznał doktora Browna, a co za tym idzie, cała podróż w przeszłość nie mogłaby mieć miejsca… Oki, bo za chwilę trzeba tu będzie wstawić gifa z napisem „mózg rozjebany”… Jeśli jednak Wasze mózgi są jeszcze w całości, to dorzucę jeszcze jeden zgrzyt logiczny w kultowej części pierwszej. Otóż dlaczego w finale filmu doktorowi tak bardzo śpieszy się, by wraz z Martym i Jennifer przenieść się w przyszłość, by ratować dzieci naszego bohatera i jego lubej? Cała akcja jest dynamiczna i nie daje ani Marty’emu ani widzowi chwili na zastanowienie się nad jej sensem.
Gdy jednak weźmiemy to na chłodno, tak wiecie: Synek, to trzeba usiąść i pomyśleć na spokojnie, to dojdziemy do wniosku, że Doktor Brown nie pozwolił Marty’emu nawet pójść rano do WC po tym, jak chłopak wrócił właśnie do domu po pierwszej przygodzie i przespał się zaledwie kilka godzin. Nie dał chwili na ogarnięcie się w nowej rzeczywistości, nie pozwolił mu się przebrać czy zjeść obiadu, choć nie miało żadnego znaczenia, czy wystartują w przyszłość już teraz, przed śniadaniem, po śniadaniu, za pół godziny czy nawet za rok. Z dramaturgicznego punktu widzenia ten cały pośpiech miał oczywiście sens, bo stanowił kapitalne zakończenie części pierwszej i zaostrzenie apetytu na część drugą, ale z logicznego punktu widzenia była to – sorry, panowie scenarzyści – lekka niedoróbka.
Reasumując, doktor mógł też zwyczajnie przestrzec Marty’ego i Jennifer, żeby w przyszłości skupili się bardziej na wychowaniu dzieci, bo inaczej popadną w tarapaty – zamiast po raz kolejny bawić się w ingerencje w rzeczywistość. Jeśli nie macie dość, to jeszcze powróćmy do Powrotu do przyszłości III.
Dlaczego zamiast spuścić paliwo z DeLoreana skitranego w kopalni i wlać je do zbiornika paliwa DeLoreana, którym przybył na Dziki Zachód Marty, bohaterowie woleli dokonać skomplikowanego napadu na pociąg? Z tego samego powodu co wyżej, czyli dramaturgii kneblującej usta logice. Reasumując, Powroty do przyszłości, jak każdy film o podróżach w czasie, są (a wręcz z założenia muszą być) pełne dziur logicznych i pytań bez odpowiedzi, gdzie na miejsce jednego wyjaśnionego zgrzytu pojawiają się dwa kolejne – i tak można bez końca rozmyślać i analizować, aż skończy się w kaftanie bezpieczeństwa ze strużką śliny cieknącą z ust, nie rozkminiwszy tak naprawdę niczego.
Zemsta (2017), reż. Coralie Fargeat
Dziewczyna spada w przepaść, gdzie nabija się plecami na całkiem gruby pień jakiegoś uschniętego drzewa. Jedyną możliwością ratunku jest albo złamanie wielkiego badyla, albo samodzielne zdjęcie się z niego, co nie wchodziło w grę. Ostatkiem sił dziewczyna podpala nasadę drzewa pod sobą i… po cięciu montażowym jest już wolna. Co zadziało się od momentu podłożenia ognia do uwolnienia się z pułapki – nie wiadomo. Jak to miało zadziałać? Ogień miał niby spalić pień drzewa na tyle, by ten się złamał, nie obejmując jednocześnie płomieniami ciała dziewczyny znajdującej się powyżej, nabitej na kij jak kiełbaska nad ogniskiem? Macie jakieś pomysły na wyjaśnienie tego cudu?
Terminator 2: Dzień sądu (1991), reż. James Cameron
T-1000 pomysłu Jamesa Camerona to najbardziej zabójczy i przerażający terminator, który już w roku 1991 zamknął kontynuatorom serii drogę do stworzenia czegoś bardziej pomysłowego w tej kwestii. Bo czy może istnieć coś bardziej złowrogiego niż niezniszczalny płynny metal, który może zamienić się we wszystko i zaskoczyć cię nawet podczas zabawy w deszczu, udając kałużę? Ale w tym całym genialnym pomyśle Camerona jest jedno pytanie bez odpowiedzi, mianowicie: jak T-1000 w ogóle działał? Odrzućmy na bok tłumaczenie: „to technologia przyszłości, bla bla bla…”, i spróbujmy logicznie pomyśleć, w jaki sposób mogła funkcjonować, jakby nie patrzeć, mokra plama. Gdzie jakakolwiek forma zasilania, gdzie sterowanie, jakaś forma chipu/pamięci, cokolwiek. Wiem, koty też są cieczą i jakoś działają, ale to nie tłumaczy działania T-1000.
Na noże (2017), Rian Johnson
Harlan Thrombey (Christopher Plummer), świadom tego, ile minut życia mu zostało, wykorzystuje cenne sekundy na ekspresowe wymyślenie skomplikowanego logistycznie i karkołomnego planu wydostania dziewczyny z domu bez sprowadzania na nią podejrzeń o zabójstwo. Ma ona wyjść z domu, następnie dostać się do domu (niepostrzeżenie) z powrotem, przebrać w ubrania Harlana Thrombeya i zejść po schodach (udając go), aby rodzina była przekonana, że Thrombey żył po tym, jak dziewczyna opuściła dom. Ok, plan zacny, tylko… po co? Skoro był czas na obmyślenie powyższego, to czy nie szybciej i łatwiej było po prostu kazać dziewczynie natychmiast wyjść i zaraz za nią zejść po schodach, pokazując się żywym swojej rodzinie? Cały manewr zająłby kilkanaście, max kilkadziesiąt sekund, na pewno zdecydowanie mniej od wymyślania na biegu skomplikowanego planu, obarczonego zresztą dużym ryzykiem niepowodzenia.
Samuraj (1967), reż. Jean-Pierre Melville
Jef Costello (Alain Delon) w finale filmu udaje się do restauracji, gdzie ma zamiar zastrzelić piosenkarkę, która mogła go zidentyfikować jako zabójcę poszukiwanego przez policję. Gdy podchodzi do niej z wycelowanym rewolwerem, zostaje zastrzelony przez obserwujących go policjantów. Ostatnim ujęciem filmu jest zbliżenie na puste komory w rewolwerze Costello, co stanowi twist fabularny, wszak okazuje się, że wcale nie miał zamiaru zastrzelić kobiety, w której (prawdopodobnie) był zakochany z (prawdopodobnie) wzajemnością. OK, na pierwszy rzut oka zakończenie świetne, zaskakujące, wzruszające itd.
Tylko że Costello nie wiedział, że obserwują go policjanci i że zostanie przez nich powstrzymany/zastrzelony. Co zatem chciał osiągnąć, celując do kobiety z nienabitej broni? I jak to by się skończyło, gdyby policji tam nie było? Costello by tak stał i do niej celował albo pokazał jej nagle, że nie miał kul? Cała akcja miała sens tylko w przypadku, gdyby go zabito, a tego nie mógł przewidzieć.
Batman (1989), reż. Tim Burton
W poprzedniej odsłonie frapujących pytań bez odpowiedzi zastanawiałem się, jakim cudem nikt nie poznawał Clarka Kenta i ogólnie podokuczałem trochę zamaskowanym superbohaterom, których mimo pokazania połowy twarzy nie byli w stanie rozpoznać ich bliscy. Teraz chciałbym na przykładzie postaci Batmana skupić się na innym kuriozum związanym z superbohaterami. Chodzi o czas potrzebny na ubranie się w strój superbohatera. Jak pokazały m.in. filmy Tima Burtona i Joela Schumachera, Bruce Wayne siedzi sobie w swojej willi i reaguje dopiero wtedy, gdy na nocnym niebie pojawi się jego logo.
Zastanówmy się teraz, jak to wszystko musi przebiegać po kolei: w Gotham ma miejsce jakieś zdarzenie kryminalne – napad, rabunek, strzelanina itp. Najpierw musi się o tym dowiedzieć policja, potem Gordon dyma na dach komendy, gdzie odpala Batsygnał. Zakładając, że Bruce Wayne nie śpi i nie robi nic innego poza wgapianiem się w nocne niebo, dostrzega ów sygnał. Wtedy schodzi/zjeżdża (żeby było niby szybciej) do piwnicy, gdzie musi się ubrać w ciężki gumowy strój, potem wsiąść do Batmobilu i dojechać do Gotham. Biorąc pod uwagę fakt, że Batsygnał daje mu znać tylko o tym, że coś się zadziało (a nie, co i gdzie), Batman musi po dojechaniu do miasta dymać na dach komendy, gdzie Gordon powie mu, co i gdzie się wydarzyło. No, można już przystąpić do akcji. Tylko że jest już ranek, napad skończył się półtorej godziny temu, a bandyci właśnie przekręcają się na drugi bok w swoich łóżkach.
Taki Clark Kent zawsze miał na sobie strój Supermana ukryty pod garniturem, w ułamku sekundy przebierał się w budce telefonicznej, a o przestępstwach informowały go jego superzmysły – w działanie takiego bohatera jestem w stanie uwierzyć. Podobnie Spider-Man, Peter Parker także nosił pod ubraniem strój pająka i musiał tylko założyć maskę, żeby wkroczyć do działania. Nawet Tony Stark w kolejnych filmach miał pod ręką albo walizkę ze strojem Iron Mana, albo wykorzystując najnowocześniejsze technologie, odpalał strój naciśnięciem guzika. Tymczasem Batman i jego działalność, nawet jak na świat kina superbohaterskiego, pozostają tak grubymi nićmi szyte, że trzeba wieszać niewiarę na najwyższym kołku, żeby kupić to jego czasochłonne dotarcie na miejsce zbrodni, w najmniej wygodnym kostiumie w historii kina, w którym aż do drugiego filmu Nolana nawet w górę nie można było spojrzeć bez wyginania w tył całego ciała.
To nie jest kraj dla starych ludzi (2007), reż. Ethan Coen, Joel Coen
No dobra, poddaję się. Przeczytałem nawet książkę Cormaca McCarthy’ego, żeby znaleźć odpowiedź na nurtujące mnie pytanie. I nic, wciąż nie wiem, dlaczego Chigurh, przejeżdżając w nocy przez most, strzelił do ptaka, w dodatku chybiając. Dla sportu, z nudów, z zazdrości o wielkość ptaka, a może miał na niego zlecenie? W sieci można znaleźć interpretacje tej sceny mówiące o tym, że nawet Chigurh nie zawsze trafia, że jednak za wszystkimi działaniami stoi ślepy traf i coś większego niż on lub że chybił celowo, chcąc tylko ptaka spłoszyć, bo życie zwierzęcia znaczy dla niego więcej niż ludzkie. Macie jakieś propozycje zinterpretowania tej sceny?
Hulk (ogólnie)
Chciałbym tak kiedyś komuś zaufać, jak Bruce Banner ufa swoim gaciom, które jako jedyna część ubioru rozrasta się wraz z Hulkiem, nie pękając na dupie. Czy istnieje jakieś wytłumaczenie fenomenu tych bokserek? Ich zdolność rozciągliwości wskazuje na to, że zostały wykonane z… sam nie wiem, może z elastycznego Reeda Richardsa z Fantastycznej czwórki? Fuuuj…
Bracia (2009), reż. Jim Sheridan
Za każdym seansem tego znakomitego dramatu zastanawia mnie beztroska, z jaką „uśmiercono” bohatera Tobeya Maguire’a i poinformowano o tym jego żonę, żeby przypadkiem nie zostawić kobiecie cienia nadziei. Przecież ciała żołnierza nie znaleziono (to, żywe i całkiem zdrowe, trafiło do niewoli), więc czemu z miejsca uznano go za martwego, a nie zaginionego w akcji, w dodatku pospiesznie zgłaszając ten fakt żonie, przy jednoczesnym przemilczeniu całkiem istotnej dla niej informacji, że ciała jej męża nikt nie widział?
Gorączka (1995), reż. Michael Mann
Policjanci obserwują i rozpracowują grupę złodziei, mają ich kartoteki, zdjęcia, dane osobowe. W końcu po ulicznej strzelaninie zastawiają pułapkę na Chrisa (Val Kilmer), więc można przypuszczać, że wiedzieli, na kogo czekają i jak ów Chris wygląda. Ale co tam, nikt z policjantów obserwujących bacznie (!) mieszkanie dziewczyny Chrisa nie widzi, że ten podjeżdża, patrzy wprost w okno, gdzie stoi jego ukochana, i daje mu znak, że wtopił. Chris spokojnie odjeżdża, oni go spokojnie zatrzymują i – znając jego wizerunek – stwierdzają, że to nie ten, i bandyta spokojnie odjeżdża. Przecież to nie byli przypadkowi gliniarze, tylko stricte obława przygotowana i ukierunkowana na osobę Chrisa, dlaczego więc gliniarze dali się oszukać na podrobione prawko jak ostatnie lamy?
Piksele (2015), reż. Chris Columbus
Na czym polegało cheatowanie Fireblastera (Peter Dinklage) w rozgrywce Pac-Man vs. Samochody? Podobno używał kodów napisanych na wewnętrznej stronie okularów, ale nie pokazano, jak i gdzie on te kody wklepywał w prawdziwym samochodzie, żeby przeskakiwać z ulicy na ulicę. Czemu kosmici komunikowali się z Ziemią przez jakieś nagrania na starych VHS, których mógł nikt nie odtworzyć, oraz przez kanały TV, których nikt z rządu czy wojska nie musiał akurat oglądać? Na czym w ogóle polegała rozgrywka między kosmitami i Ziemianami, jak to było punktowane, na jakiej podstawie kosmici ustalali czas i miejsce potyczek i dlaczego ukrywali te informacje przez Ziemianami? Dlaczego komputerowi nerdzi obcykani w grach na automatach okazują się nagle biegli w posługiwaniu się prawdziwą bronią i w jeździe wyczynowej prawdziwymi samochodami? I najważniejsze pytanie, dlaczego Sean Bean nie zginął?!
Polowanie na czerwony październik (1990), reż. John McTiernan
Próbowaliście kiedyś spalić kartkę papieru w małym zamkniętym pomieszczeniu? Jeśli tak, to wiecie, że smród spalenizny i zadymienie utrzymują się w takich warunkach dość długo. Tymczasem kapitan Czerwonego Października Marko Ramius (Sean Connery) po zabiciu oficera beztrosko podpala w popielniczce kartkę z rozkazami. Po kilku minutach w jego kajucie jest już mnóstwo ludzi (również niewtajemniczonych w plany Ramiusa), a ten pociska im kit, że oficer wywalił się na herbacie, który to kit wszyscy kupują. Dlaczego jednak żadna z osób przebywających na miejscu zbrodni, tzn.
miejscu slapstickowej wywrotki na rozlanej herbacie, nie zadała pytania: „Co tu tak śmierdzi spalenizną?”. Idziemy dalej. Aż ośmiu oficerów wtajemniczonych jest w spisek Ramiusa, czyli plan ucieczki do USA. OK, Ramius nie miał rodziny, zmarła mu żona, był w żałobie, nie miał nic do stracenia, ale oni? Czemu ośmiu oficerów zgodziło się na zdradę ojczyzny i ucieczkę do USA? Oni wszyscy też nie mieli rodzin czy postanowili, mimo posiadania żon i dzieci, też dać drapaka do Stanów Zjednoczonych… bo Ramius ich poprosił? Zastanówmy się tak w ogóle, jak mogły przebiegać rozmowy, bo przecież jakoś musieli się w tak poważnej sprawie dogadać przed wypłynięciem z portu.
– Hej, pssst… uciekam do USA, bo nie mam nic do stracenia i nic mnie w ZSRR nie trzyma, wchodzisz w to? – Jasne! Serio każdy z ośmiu oficerów się zgodził, choć wystarczył jeden na nie, który by wysypał cały plan i wydał spiskowców?
I jeszcze jeden motyw dał mi do myślenia. Do sterowania okrętem podwodnym potrzebna jest liczna, doskonale przeszkolona załoga. Tymczasem ta zostaje zostawiona na powierzchni morza, a Ramius schodzi pod wodę z kilkoma amerykańskimi oficerami na pokładzie. Dochodzi do potyczki z radzieckim okrętem podwodnym, co wymaga nie lada wiedzy i umiejętności. Tymczasem Ramius sadza analityka (!) Jacka Ryana (Alec Baldwin) za sterami (!) Czerwonego października i mówi mu: No już, steruj. I on steruje.
Obcy: Przymierze (2017), reż. Ridley Scott
Choć jestem świadom słabości Prometeusza i Przymierza, lubię te filmy za klimat obcych planet, kapitalne zdjęcia Dariusza Wolskiego, ścieżkę dźwiękową, a nade wszystko za postać androida Davida, w którego bezbłędnie wcielił się Michael Fassbender. W Przymierzu dołącza do niego dodatkowo nowszy model – Walter.
Pomijając już dyskusyjny koncert na jeden flet, który jednych śmieszy, drugich peszy (ja jestem gdzieś pośrodku), relacja Davida z Walterem to jedna z najmocniejszych stron Przymierza. Szczególnie jego finałowe minuty, począwszy od momentu walki dwóch androidów, która nie do końca wiadomo, w jaki sposób się kończy. Tak czy inaczej, na pokład statku z kolonistami trafia niby Walter (poznajemy go po braku lewej dłoni, ubraniu, fryzurze i ranach na twarzy), który okazuje się ostatecznie Davidem (zdradza go zdziwiony wyraz twarzy, gdy Daniels mówi mu o domku nad jeziorem).
Czy zatem David wygrał pojedynek z Walterem i w jakiś sposób wgrał do młodszego modelu swoją świadomość? Wcześniej David (jak się okazało, tylko pozornie) wyłączał wszak Waltera pewnym ruchem, wyciągając z niego jakiś istotny dla działania element. Może to właśnie miało sygnalizować, że David doskonale zna budowę anatomiczną androidów, dzięki czemu mógł później przenieść swoją jaźń do ciała Waltera. A może zwyczajnie przekonał młodszy model do swoich racji i ten po dobroci pozwolił Davidowi wgrać jego tożsamość w swoje ciało, wszak przed cięciem montażowym podczas bójki widzieliśmy, jak David (jednocześnie sięgając po nóż) wciska Walterowi swoje mądrości.
A może David i Walter stali się… jedną jaźnią, wszak David na Przymierzu otwiera tę samą szufladę z embrionami (drugą od dołu), którą otwierał Walter na początku filmu. Z drugiej strony nie kojarzył, o czym mówiła Daniels, a do otwarcia drzwi użył innego kodu niż Walter, w dodatku podając wraz z nim swoje imię „David” – swoją drogą dlaczego komputer pokładowy potraktował nieznanego androida jako godnego zaufania i otworzył mu drzwi do pomieszczenia z embrionami i będącymi w hibernacji kolonistami? Macie jakieś pomysły, jak wyglądały decydujące sekundy walki między Walterem i Davidem?
Mad Max pod Kopułą Gromu (1985), reż. G. Miller & G. Ogilvie
Jak ten dzieciak wlazł na ten statecznik? I po co? W ogóle oni wszyscy się tam ustawili pięknie na tle zachodzącego słońca jak do jakiegoś zdjęcia reklamowego tanich linii lotniczych obsługujących tereny pustynne wrakami samolotów.
Ratatuj (2007), reż. Brad Bird
Wiadomo, w kreskówkach, gdzie zwierzątka, samochody czy emocje gadają, wszystko, co abstrakcyjne, może się zdarzyć i nie ma co wnikać w szczegóły. Nie mam nawet nic do gadającego szczura, będącego przy okazji kulinarnym mistrzem, widocznie ciężko pracował i ma talent. Ale czy ktoś mi wyjaśni jak sześciolatkowi, w jaki sposób ów szczur komunikuje się i steruje człowiekiem… ciągnąc go za włosy na głowie? Jaką to ma zasadę działania, jak to się dzieje, że przy pociągnięciu za kłaki w lewo czy w prawo, lżej lub mocniej, człowiek wie, gdzie iść, co robić, po co sięgać, jakich składników użyć i w jakich proporcjach? Ratatuj, jak chyba większości widzów, mnie także się podobał, a finał wzruszył, ale to całe sterowanie nie dawało mi spokoju już podczas seansu, a i dziś potrafię obudzić się w środku nocy z krzykiem: „Jak!?”.
Obcy: Ósmy pasażer Nostromo (1979), reż. Ridley Scott
Pamiętacie z dzieciństwa taką zagadkę: „Nie je, nie pije, a chodzi i żyje”? Tak, drogie dzieci, dobrze mówicie, to Obcy. Weźmy na tapet pierwszego Aliena z Ósmego pasażera Nostromo i prześledźmy jego głodowy cykl życiowy. Najpierw siedzi toto zamknięte w jaju na obcej planecie, cholera wie jak długo. Potem zagnieżdża się w klatce piersiowej żywiciela, gdzie z małej kluski wpuszczonej przez przełyk za pośrednictwem facehuggera wyrasta do postaci potrafiącej biegać po stołach kuchennych, a jak pokazały Kosmiczne jaja, także tańczyć i śpiewać.
Biorąc pod uwagę fakt, że mały chestburster nie był podpięty do wnętrzności Kane’a żadną pępowiną ani nie podjadał go od środka, możemy założyć, że siedział w Kanie o suchym pysku. Mimo przedłużającej się głodówki, po efektownym wykluciu z syczącym Surprise! na ustach, mały sukinsyn ucieka po stole w takim tempie, jakby był w pełni sił i w doskonałej kondycji fizycznej. Mijają kolejne godziny strajku głodowego, mimo to Obcy zwiększa swój rozmiar do wysokości zawodnika NBA. Przypominam, że wciąż nie zjadł nawet śniadania, najważniejszego posiłku w ciągu dnia, bo ofiary jedynie zabija, ale nie zjada.
Natura zna tylko dwa przypadki tak spektakularnego powiększenia objętości ciała bez najedzenia się: pierwszy to ryba rozdymka, drugi – żaba nadmuchana przez Shreka. Biorąc pod uwagę fakt, że Obcy nie jest rybą (poza częścią czwartą), ani też nie napompował go zielony ogr, pytanie: „Jak on to robi, że nie je, nie pije, a chodzi i żyje?” – wciąż pozostaje bez odpowiedzi.
