search
REKLAMA
Artykuły o filmach, publicystyka filmowa

KU*WA jego FUCK! Kto i DLACZEGO po raz pierwszy PRZEKLĄŁ w filmie?

Szymon Skowroński

14 sierpnia 2019

REKLAMA

Altmanowski MASH był więc jednocześnie jednym z punktów zapalnych filmowej rewolucji, ale także głosem pokolenia, wyrażonym przez niemłodego już wtedy reżysera. Kilka lat wcześniej na ekrany weszły takie filmy jak Bonnie i Clyde czy Absolwent tudzież Nocny kowboj. Bezpośrednio dotykające tematu seksualności, zbrodni, moralności i zakamarków ludzkiej psychiki, odbrązowiające pomniki amerykańskiej dumy, jawnie gwałcące zasady kodeksu Haysa. Takich filmów potrzebowało społeczeństwo i  takich filmów potrzebowało Hollywood, by wyzbyć się z oków przestarzałego, nieaktualnego schematu. Co ciekawe, MASH Altmana nie rozgrywał się nawet w Wietnamie. Przedstawione w filmie wydarzenia miały miejsce w Korei, podczas konfliktu z lat 50. Jednak Altman usunął z filmu wszystkie szczegóły o tym świadczące, nadając mu uniwersalnej wartości, przez co obraz od razu doczekał się statusu antywojennego manifestu swoich czasów. Jego siła rażenia była tak wielka, że w jego cieniu przemknęła nawet premiera Paragrafu 22 Mike’a Nicholsa, zrealizowanego na podstawie najsłynniejszej antywojennej powieści. I choć dziś sam film jest nieco zapomniany, a większą popularnością nadal cieszy się powstały na jego podstawie serial, to jego znaczenie dla historii amerykańskiego kina jest niezaprzeczalne.

Polacy nie gęsi

Język polski jest znacznie bogatszy, kreatywny i bardziej wyrafinowany pod względem wulgaryzmów, ma też dużo dłuższą tradycję korzystania z tego typu słownictwa. Już Jan Kochanowski „ozdabiał” niektóre ze swoich frywolnych fraszek „kurwami”, chociażby tę o matematyku, który nie zauważył, że jego żona się puszcza. Nie ma najmniejszego sensu tworzyć chociażby zarysu historycznego w tym temacie – wystarczy podsumować całość stwierdzeniem, że Polacy przeklinają kwieciście, a „kurwa”, słownikowo oznaczająca kobietę trudniącą się prostytucją, stała się jednym z najpopularniejszych słów polskiego języka potocznego, nabrała setek znaczeń i odmian i bywa nawet używana w formie przecinka, a nie – pełnoprawnego wyrazu.

Trudno szukać bluźnierstw w kinie przedwojennym, jednak zrealizowany tuż po drugiej wojnie przez Wandę Jakubowską Ostatni etap zawiera scenę, w której kobieca kapo krzyczy do obozowych więźniarek: „ruszać się, wy kurwy!”. Ten sam wyraz pojawia się także w dialogu z Bazy ludzi umarłych Ewy i Czesława Petelskich. Jednak PRL-owskie kino używało przekleństw tylko okazjonalnie, zwykle w bardzo konkretnym celu i kontekście. U Machulskiego w Seksmisji „kurwa” była na przykład hasłem uruchamiającym windę, a wykrzyknięcie tego słowa przez zdesperowanego bohatera okazało się furtką do ucieczki z niewoli. W końcówce Vabanku, kiedy nieuczciwy biznesmen Kramer dowiaduje się, że został okradziony przez swojego dawnego rywala, Kwintę, krzyczy na cały głos: „Ty skurwysynu!”. Na to zawołanie pojawia się jego lokaj z pytaniem: „Pan mnie wzywał?”, co oddawało charakter postaci Kramera, który w gruncie rzeczy sam był owym skurwysynem. Podobnie w komedii Stanisława Barei Nie ma róży bez ognia. Dobroduszny i prostolinijny bohater Jacka Federowicza chciał zapytać sutenera o możliwość wynajęcia kobiety do towarzystwa. Plątał się i jąkał, pytając o „dziewczynę… kobietę… pro…”, na co zorientowany w temacie cwaniak bezceremonialnie i retorycznie zapytał: „kurwę?”. Rzecz jasna, kino PRL-u, tak jak kino amerykańskie do 1967 roku, powstawało pod czułą kontrolą cenzury, która dotyczyła bardziej kwestii politycznych, ale miała na uwadze również dobro obyczajów.

REKLAMA