Connect with us

Recenzje

ABSOLWENT. 50 lat od premiery

50. urodziny Benjamina Braddocka

Published

on

ABSOLWENT. 50 lat od premiery

Młody Benjamin Braddock kończy studia i wraca do domu. Rozpoczyna prawdziwe, dorosłe życie. Rozwój kariery zawodowej, realizacja marzeń, odnoszenie sukcesów, spełnienie w miłości – to wszystko stoi przed nim otworem. Chłopak jednak wcale nie wygląda na zachwyconego perspektywą wkroczenia w dorosłość? Dlaczego? Co jest nie tak?

Advertisement

Ben (wcielający się w niego Dustin Hoffman właśnie tą rolą rozpoczął swoją prawdziwą karierę aktorską) jest przygnębiony tym, że wraz z końcem studiów jego młodość również dobiega kresu i teraz chłopak musi stać się dorosłym. Obrać dalszy kierunek. Zdecydować o swojej przyszłości i co więcej – ponieść za to odpowiedzialność. „Przygnębienie” nie jest więc chyba wystarczającym sformułowaniem. Ben jest zwyczajnie zdruzgotany nową sytuacją. Uporać się z nią nie ułatwiają mu rodzice.

Próbując nakłonić go do zejścia do gości, mówią mu, że czekają tam na niego sami jego przyjaciele. Kto tak naprawdę czeka? Nie znajomi ze szkoły czy „z podwórka” Bena, ale przyjaciele i współpracownicy rodziców. To znamienne dla przedstawionej w filmie relacji rodzic–dziecko. Ben jest od rodziców uzależniony, to oni mają największy wpływ na jego wybory. Pokładają w dalszej karierze syna wielkie nadzieje, on jednak nie wydaje się być przekonany do tego, by jakąkolwiek karierę w ogóle rozpoczynać. Tytułowy absolwent potrzebuje czasu na zastanowienie się, zatrzymanie i rozważenie, co robić dalej ze swoim życiem.

Advertisement

Rodzice tymczasem urządzają mu kolejne przyjęcia. Pierwsze, wspomniane już przeze mnie na cześć zakończenia studiów, drugie z okazji dwudziestych pierwszych urodzin. Oba tylko wprowadzają Benjamina w zakłopotanie. A scena, w której chłopak jest zmuszony przez ojca do przymierzenia stroju nurka i wskoczenia do basenu, by pokazać gościom kilka sztuczek, jest nie tylko kuriozalna, ale i okrutna. Nie chciałabym nigdy znaleźć się w skórze tego chłopaka, który dopiero pod wodą znajduje chwilę ciszy i spokoju od nadopiekuńczych rodziców i dziesiątków rozbawionych par oczu zgromadzonych gości.

Jest jednak ktoś, kto widzi w nim nie tylko młodego człowieka, przed którym kariera i zapewne pieniądze stoją otworem. Pani Robinson (w tej roli wspaniała Anne Bancroft, która przyjmując propozycję zagrania w Absolwencie, miała już na koncie Oscara za rolę w Cudotwórczyni), żona wspólnika ojca Bena, jest – można by rzec – żywo zainteresowana młodzieńcem. W końcu pomiędzy tym dwojgiem dochodzi do romansu. Nie będzie to spoilerem, jeśli napiszę, że to romans chwilowy, przelotny – nietrudno się tego domyślić. Sprawę jednak komplikuje powrót na wakacje do domu córki pani Robinson, Elaine (Katharine Ross), w której niespodziewanie Ben się zakochuje. Czy dziewczyna odwzajemni jego uczucie? Czy dowie się o romansie, jaki łączył chłopaka z jej matką?

Advertisement

Absolwent to jeden z tych filmów, które po prostu trzeba zobaczyć. Dlaczego? Powodów jest mnóstwo – od świetnej gry aktorskiej, poprzez wspaniałą reżyserię, zdjęcia, cudowną ścieżkę dźwiękową, aż po niejako warstwę filozoficzną i tak zwane drugie dno filmu.

Ile znamy takich scenariuszy w historii kina? Całe mnóstwo. Tutaj jednak romans osadzony jest w specyficznych czasach, w Stanach Zjednoczonych lat sześćdziesiątych XX wieku. To okres wielkich zmian obyczajowych, politycznych i społecznych, czas między innymi odwrócenia się młodych ludzi od tak zwanego „świata dorosłych”. Bunt wobec pogoni za karierą i pieniądzem. To wszystko odnajdziemy w obrazie Nicholsa, Ben reprezentuje właśnie takiego buntującego się młodego człowieka. Poza tym w 1966 roku odrzucono stworzony trzydzieści lat wcześniej Kodeks Haysa – dokument, który szczegółowo opisywał, jakie sceny mogą, a jakie nie zostać zawarte w filmie produkowanym w USA.

Advertisement

Zatem: miłość małżeńska – tak, zdrada – nie, tradycyjna rodzina – tak, związki mieszane rasowo lub (co pewnie było wtedy jeszcze gorsze) homoseksualne – nie, itd. Nie da się więc ukryć, że Absolwent powstawał w czasach przemian, co mocno się w nim odbija. Sprawia to, że historia zwykłego romansu staje się wielowymiarowa.

Kolejną mocną stroną obrazu Nicholsa jest obsada aktorska. Para Dustin Hoffman i Anne Bancroft jest bardzo wiarygodna. Wybór właśnie tych aktorów (mimo że rozważano kandydatury wielu innych) był strzałem w dziesiątkę. Hoffman jako niedoświadczony, przestraszony propozycją starszej od siebie kobiety, a potem zdobywający coraz więcej pewności siebie, jest bardzo wyrazisty. Ta jego przemiana charakteru jest zresztą kolejnym interesującym punktem filmu. Natomiast Bancroft, mimo że jest tylko sześć lat starsza od swojego filmowego kochanka, wspaniale odegrała rolę wyrafinowanej kobiety, która potrafi nakłonić mężczyznę niemal do wszystkiego.

Advertisement

Podobno zresztą przez wiele lat po premierze filmu aktorka słyszała od młodych mężczyzn, że pani Robinson była ich pierwszą fantazją erotyczną. Do tej dwójki dochodzi Katharine Ross jako Elaine. Niektórzy zarzucają jej, że nie jest buntowniczką jak Ben, że przedstawia raczej „stary porządek” i podążanie za dawnym modelem wartości – dla mnie to tylko kolejny plus dla filmu. Właśnie takie zestawienie nowoczesności i tradycji w osobach młodych bohaterów jest idealnym symbolem ówczesnych zmian społecznych. Cała trójka otrzymała Złotego Globa oraz nominacje do Oscara.

Oglądając Absolwenta, nie sposób nie zwrócić uwagi na jeszcze dwie rzeczy: muzykę i zdjęcia. Ścieżka dźwiękowa stworzona przez Dave’a Grusina i Paula Simona została nagrodzona w 1969 roku nagrodą Grammy. Utwory zaśpiewane przez duet Simon i Garfunkel – Mrs. Robinson (podobno oryginalnie piosenka opowiadała o Mrs. Roosevelt), Scarborough Fair i Sound of Silence (który w 2003 roku zajął 157 miejsce na liście 500 albumów wszech czasów magazynu „Rolling Stone”) – są nie tylko idealnie wkomponowane w fabułę filmu i tworzą tło do wydarzeń na ekranie, ale zapisały się w historii muzyki i również dziś możemy usłyszeć je w stacjach radiowych.

Advertisement

Zdjęcia natomiast tworzą swoiste arcydzieło. Pomysłowość ujęć i ich różnorodność jest ogromna. Raz patrzymy wzrokiem Bena idącego w stroju nurka, innym razem widzimy to, na co ukradkiem zerka, rozmawiając z (rozebraną przecież) panią Robinson. W filmie zastosowano innowacyjne techniki kręcenia. Na przykład w scenie, w której Ben biegnie w kierunku kamery, użyto bardzo długich obiektywów, które wizualnie skróciły dystans do kamery. Dzięki temu mamy wrażenie, jakby chłopak biegł donikąd. W innym fragmencie Ben idzie od prawej strony ekranu do lewej, podczas gdy wszyscy pozostali idą w przeciwnym kierunku.

W kulturze zachodniej ruch od lewej do prawej jest naturalny (w tym kierunku czytamy i piszemy), więc ci, którzy poruszają się od prawej do lewej, wydają się iść w złą stronę. Te dwie techniki optyczne korespondują z tematyką filmu – Benjamin podąża w złym kierunku i biegnie donikąd – nie dąży do niczego w życiu.

Advertisement

W 2007 roku Absolwent, który powstał na podstawie powieści Charlesa Webba pod tym samym tytułem, znalazł się na siedemnastym miejscu na liście stu najlepszych amerykańskich filmów wszech czasów. Niech to będzie już ostatnią zachętą do obejrzenia lub przypomnienia!

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

https://www.youtube.com/watch?v=OtejxFQ1ZDk

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *