Publicystyka filmowa
Książka a film #22 – TAŃCZĄCY Z WILKAMI
W TAŃCZĄCYM Z WILKAMI porucznik Dunbar odkrywa prawdziwe oblicze przyjaźni i wolności w czasach wojny secesyjnej. Film, który porusza serca!
„Stworzyłem porucznika Dunbara po to, żebym mógł zobaczyć bizony. Żebym miał możliwość zaprzyjaźnienia się z wilkiem. I żebym mógł mieć konia, którego będę kochał.”
W 1986 roku, po wielu latach spędzonych w niebycie, Michael Blake w końcu napisał powieść, która przyniosła mu sławę oraz uznanie. Oczywiście zapewne i o tym jego dziele nikt by nie usłyszał, gdyby nie późniejsza, nagrodzona siedmioma Oscarami ekranizacja kinowa od jego dobrego znajomego – Kevina Costnera. Mowa oczywiście o Tańczącym Z Wilkami*, który to film już parę razy wałkowaliśmy na naszym portalu. Ale jak on wypada w kontekście rzeczonej książki i jak oba te media się uzupełniają?
FABUŁA
Jest rok 1863 – w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej do zjednoczenia daleko, bo to sam środek wojny secesyjnej. W jednej z bitew tejże ciężko ranny porucznik John Dunbar** dokonuje heroicznego czynu, za który zostaje odznaczony i oddelegowany do wskazanej przez niego samego placówki. Dunbar wybiera zachodnie pogranicze – potocznie nazywane dziś Dzikim Zachodem – gdyż „chce je zobaczyć, zanim zniknie”. Otrzymuje więc dowództwo nad najbardziej oddalonym od cywilizacji Fortem Sedgewick***.
Po dotarciu na miejsce ten okazuje się całkowicie opuszczony, a sam porucznik wkrótce natyka się na Indian. Nie chcąc stać się łatwym celem, w czasie oczekiwania na wsparcie nawiązuje z „dzikusami” pokojowe rozmowy, a z czasem także zaprzyjaźnia się z lokalnym plemieniem Siuksów****.
Skazany na towarzystwo jedynie własnego konia oraz okazjonalnie pojawiającego się na horyzoncie wilka, Dunbar systematycznie zaczyna opuszczać fort, aby pobyć wśród ludzi plemienia, poznać ich zwyczaje, kulturę i język. Pewnego dnia zakochuje się też w przebywającej wśród Siuksów, porwanej za młodu białej dziewczynie o imieniu Ta Która Stoi Z Pięścią (w późniejszym tłumaczeniu również: Wzniesiona Pięść)#, co prowadzi go do bezpośredniego rozdarcia pomiędzy rosnącą fascynacją życiem Indian a żołnierskim obowiązkiem i przynależnością do cywilizacji białych ludzi. Ta ostatnia wkrótce dociera do Fortu Sedgewick…
Tak w skrócie – bez zanurzania się w detale i bez większych spoilerów – prezentuje się fabuła książkowej epopei Blake’a oraz jej filmowej ekranizacji od Kevina Costnera, którą ten współtworzył z samym pisarzem, a prywatnie także przyjacielem, któremu pomógł w chwilach największego zwątpienia. To właśnie pod dachem gwiazdora kina niemogący sobie znaleźć pracy i zarobku Blake napisał Tańczącego Z Wilkami – wcześniej istniejącego jako… roboczy scenariusz filmowy. I to właśnie Costner namówił Blake’a do przekucia go w powieść. Znamienne więc, że początkowo odmawiał zapoznania się z gotowym dziełem, gdyż w międzyczasie panowie nieco się poróżnili. W końcu jednak do lektury, a następnie jej niełatwej ekranizacji doszło. Czy ruchomy obraz w pełni oddał zamysł oraz sedno książki? Czytaj dalej.
* – Zgodnie z intencją tytuł jest zarazem indiańskim imieniem głównego bohatera, a to zapisywane jest od wielkich liter. Zatem w przeciwieństwie do oficjalnego polskiego tłumaczenia takiej też formy będę w tekście używał.
** – Osoba o tych personaliach istniała w rzeczywistości. Wątpliwe jednak, aby twórcy jakkolwiek inspirowali się prawdziwym Johnem Dunbarem, który w latach 30. i 40. XIX wieku był misjonarzem przebywającym na stałe wśród Paunisów (Pawnisów), pełniąc dla nich także funkcję tłumacza i negocjatora w rozmowach z Białymi.
*** – Przypuszczalnie autor miał na myśli bądź inspirował się prawdziwym Fortem Sedgwick, który znajduje się na obecnym terytorium Kolorado. Byłoby to zgodne z opisem, wedle którego miał on być oddalony o około „sto pięćdziesiąt mil” od Fortu Hays (Kansas), czyli miejsca, z którego Dunbar wyrusza w nieznane.
**** – Inaczej także: Dakotów bądź Lakotów, którzy generalnie operowali nieco dalej na północ, na przestrzeniach współczesnej Nebraski, Iowa, Minnesoty, Montany oraz, rzecz jasna, obu Dakot.
# – Blake przyznał w wywiadach, że ta postać była wzorowana na autentycznej historii Cynthii Ann Parker, która w 1836 roku, w wieku zaledwie dziesięciu lat, została uprowadzona przez Komanczów.
„Staram się tworzyć scenariusze tak, żeby były czytelne. Nigdy nie podchodzę do nich jak do filmowej instrukcji, tylko jak do samodzielnego dzieła. Jeden cały rozdział w mojej książce w scenariuszu może zawierać się w zaledwie kilku zdaniach.”
RÓŻNICE
Z uwagi na wszystkie wcześniej wymienione okoliczności – to jest: przyjaźń Costnera z Blakiem, filmowy rodowód dzieła tego drugiego i fakt, że osobiście pracował on nad każdą wersją tej historii – można przyjąć, że jest to jedna z najwierniejszych i najbardziej dokładnych ekranizacji słowa pisanego w historii kina.
O wiele więcej różnic w filmowym materiale względem jego pierwowzoru wynika z faktu, że Tańczący Z Wilkami ma dwie wersje montażowe – krótszą, kinową, oraz dłuższą o blisko godzinę, reżyserską, znaną także pod nazwą „specjalnej” (o której więcej TUTAJ).
Ta ostatnia jest oczywiście precyzyjniejsza, gdyż w kinowej pominięto kilka pobocznych wątków, generalnie niewiele wnoszących do całej przygody, lecz solidnie rozbudowujących świat przedstawiony i relacje w nim zachodzące. Ponieważ jednak liczy się całokształt przeniesienia wizji Blake’a na duży ekran, wykładnikiem jest tu pełna wersja filmu, także wyświetlana swego czasu w kinach. To pisząc, chcę powiedzieć, że różnice między nimi są naprawdę znikome (co nie jest trudne w momencie, gdy film liczy sobie 236 minut, a książka ma, w zależności od formatu i wydania, nieco ponad 320 stron).
Pomijając fakt, że Blake potrafi czasem przemycić między akcję całe strony z dziennika Dunbara (co w filmie załatwiono narracją z offu) oraz skupia się na opisach myśli bohaterów, wyglądu otaczającej ich przyrody i krajobrazów, a także na przykład strojów, co w filmie rozwiązuje po prostu sam widok tychże, to największym odstępstwem od książki jest… zamiana plemion indiańskich. U Blake’a Dunbar spotyka na swojej drodze Komanczów, podczas gdy na ekranie brata się z Siuksami. Ta zmiana prowadzi oczywiście także do drobnych różnic religijnych i kulturowych pomiędzy tymi szczepami, choć te są na tyle minimalne, że nie warto nawet szczegółowo się w nie zagłębiać.
Powodem tej, generalnie niemającej wpływu na sedno historii, rozbieżności jest natomiast pamiętna scena polowania na bizony. Filmowcy nie mogli sobie jeszcze wtedy stworzyć odpowiednio wielkiego stada na komputerze czy za pomocą efektów praktycznych (choć te oczywiście zostały użyte w kontekście pojedynczych sztuk), więc musieli nakręcić całość z użyciem prawdziwych zwierząt – a te w takiej liczbie znaleźć można było już tylko między innymi na terenach Dakoty Południowej, czyli dawnym terytorium Siuksów właśnie. Inna sprawa, że twórcy nagięli tu w ogóle nieco kontekst historyczny, przedstawiając rzeczonych Indian jako niezwykle sympatycznych oraz bohaterskich ludzi, a ich przeciwników – Paunisów – rysując grubą kreską typowych bad guyów. W rzeczywistości było natomiast odwrotnie i z reguły to właśnie znacznie potężniejsi Siuksowie dawali się Paunisom we znaki.
Co jeszcze? Costner słusznie pominął także wszelkie opisy dalszych losów żołnierzy, którzy opuścili Fort Sedgewick przed przybyciem Dunbara (który niemal dosłownie się z nimi rozminął, co chwila przystając lub skręcając z głównej drogi, aby pozachwycać się naturą i jej ogromem). W wersji kinowej ich obecności w ogóle nie uświadczymy, co jest jeszcze lepszym zagraniem, gdyż oglądając ją, widz ma wtedy dokładnie tę samą wiedzę co główny bohater i może snuć własne teorie. W wersji reżyserskiej z kolei ostatni raz widzimy wojaków, gdy wyczerpani fizycznie i psychicznie odchodzą w dal, podczas gdy w książce Blake rozpisuje się jeszcze trochę nad ich powrotną wędrówką i reperkusjami całego zdarzenia. Tak samo ma się sprawa ze wspomnieniami/retrospekcją dzieciństwa Tej Która Stoi Z Pięścią, na potrzeby filmu odpowiednio skróconymi.
Nieco inaczej przedstawiony został też wyczyn rannego Dunbara na polu bitwy – zapisany mu jako niezwykle heroiczne dokonanie, choć w rzeczywistości była to próba samobójcza zdesperowanego człowieka, który nie chciał żyć bez nóg, jakie przypuszczalnie straciłby w szpitalu polowym. Moment ten stanowi otwarcie filmu, podczas gdy w książce pojawia się zdecydowanie dalej, jako retrospekcja będąca rezultatem snu Dunbara (nieobecnego na ekranie). W powieści poznajemy go więc jako schludnego, w pełni ułożonego oficera, o którym tak naprawdę niewiele wiemy – poza tym, że stąpając po raz pierwszy po bezkresach pogranicza, zakochuje się w tym miejscu.
I on, i my zostajemy niejako postawieni zatem przed faktem dokonanym. Tymczasem w filmie widzimy Dunbara, jeszcze zanim dotarł do granic cywilizacji, przekonujemy się, do czego jest zdolny, i w ogóle mamy szansę nieco wcześniej go polubić. Sam fakt udziału w krwawej bitwie, tak wyraźnej ekspozycji i odciśnięcia piętna na kawałku znanej nam historii USA to także doskonały kontrast dla późniejszego widoku Dunbara na pograniczu, gdzie pozorna cisza, spokój, bliskość natury oraz „dzikich” doprowadza jego kolegów po fachu do obłędu; do momentu, w którym nie mogąc już walczyć w innymi ludźmi, zaczynają walkę sami ze sobą.
To także idealne podsumowanie relacji książki i filmu, bo pokazuje, jak dobrze oba te media uzupełniły się w tych nielicznych kwestiach. Co ważne, żadne odstępstwo jednego od drugiego nie wpływa na odbiór ich obu. Osobiście książkę przeczytałem parę dobrych lat po obejrzeniu filmu Kevina Costnera, jeszcze przed lekturą zachwycając się na nowo wspomnianą wersją reżyserską. Lecz nawet znając już historię przemiany Dunbara, czytałem epopeję Blake’a z równie dużą fascynacją. I jestem przekonany, że działa to także w drugą stronę i osoby, które wpierw przeczytały przygody Tańczącego Z Wilkami nie będą nudzić się na żadnym wariancie filmu. Wszak co innego przeczytać, a co innego zobaczyć ten zamierzchły, niemal kompletnie wymazany z powierzchni Ziemi świat na własne oczy.
W 2001 roku ukazał się książkowy sequel Tańczącego Z Wilkami – Święty szlak, który kontynuuje opowieść o Johnie Dunbarze już jako pełnoprawnym wojowniku indiańskim, chcącym za wszelką cenę ochronić swoich nowych braci przed białymi osadnikami. Swego czasu Hollywood przebąkiwało coś o adaptacji – tym razem na mały ekran, pod postacią miniserii – ale dotychczas plotki nie przełożyły się na konkrety i już raczej nic nie wskazuje na to, aby projekt doszedł do skutku (a przynajmniej nie z tymi samymi ludźmi w ekipie). To czyni jednak z Tańczącego Z Wilkami jeszcze bardziej wyjątkowe, kompletne dzieło.
