Connect with us

Publicystyka filmowa

Klaun bez czerwonego nosa. 5 najlepszych ról LOUISA DE FUNÉSA

KLAUN BEZ CZERWONEGO NOSA to podróż przez niezapomniane role LOUISA DE FUNÉSA, komediowego mistrza, który bawił pokolenia.

Published

on

Przez kilkadziesiąt lat swojej aktywności we francuskim kinie stał się jego komediową wizytówką oraz komediowym wzorcem. Szkoda, że głównie w Europie. Nawet na Starym Kontynencie jednak nie wszyscy widzowie zaakceptowali jego sposób gry aktorskiej. Zarzucali mu częste autoplagiatowanie siebie, zwłaszcza w ostatnich 10 latach kariery. Ten hiszpański szlachcic, który zrobił karierę we Francji, nigdy się jednak nie poddał. Z uporem maniaka ciągle był taki sam i tym samym zyskał. Faktycznie, odgrywanie ciągle tak samo różnych postaci niekiedy może sprawiać wrażenie, że Louis de Funès od pewnego momentu w swoim życiu zmęczył się tym, kim na ekranie przyszło mu być. Tę wtórność jednak zauważą jedynie ci, do których do końca nigdy nie trafił ten rodzaj komizmu. W moim przypadku również musiało upłynąć trochę czasu, zanim dojrzałem do klaunowskich popisów de Funèsa. Dzisiaj już wiem, że komedie francuskie z nim w roli głównej nigdy mi się nie znudzą, w przeciwieństwie np. do gagów Woody’ego Allena, Jima Carreya, Steve’a Martina czy Chrisa Rocka.
Charles Duchemin, Skrzydełko czy nóżka (1976), reż. Claude Zidi

Jest to tytuł legendarny w ramach tzw. komedii o jedzeniu. W gatunek lekkich filmów obyczajowych również można go wpisać. Louis de Funès stworzył w nim pamiętny dla całej jego kariery duet z przedwcześnie i tragicznie zmarłym Michelem Coluccim (Coluche), komikiem, aktorem i performatorem politycznym, który, kto wie, czy gdyby się nie wycofał z kampanii, nie miałby szansy na zostanie nowym prezydentem Francji. Wracając do de Funèsa, rola Charlesa Duchemina, znawcy smaku, równocześnie despoty z wyższych sfer, ale o dość dobrym sercu, została skrojona wybitnie pod charakter naszego solenizanta.

Advertisement

Wszystkie te nagłe ruchy, nerwowość, poprzez którą pokazuje, że rządzi, że wie, oraz charakterystyczna modulacja głosem, decydują, że nikt inny nie mógłby go w roli Duchemina zastąpić. A poza tym sensacyjnie napisany scenariusz, oparty na jakże aktualnej dzisiaj wojnie między fast foodem a zdrowo przyrządzanym jedzeniem, wciąga każdego, kto chce komediowej rozrywki z klasą nadającą się dla widza w każdym wieku i niezależnie od filmowych zainteresowań.

Sierżant Ludovic Cruchot, Żandarm z St. Tropez (1964), reż. Jean Girault

Ta postać zawsze przypominała mi kaprala z serii Kajko i Kokosz. Zawzięta do granic rozsądku, zazdrosna, żądna kariery i poklasku, lubiąca wszystkich, którzy mają skłonność do podlizywania się jej, despotyczna, często niezdarna, wykorzystująca mundur do osiągania swoich osobistych celów, a jednak pomimo tych wszystkich wad, dowcipna, umiejąca skupić na sobie uwagę widza oraz stać się dla niego głównym, jakże pozytywnym, bohaterem.

Advertisement

Taki jest Ludovic Cruchot, żandarm z urokliwego miasteczka St. Tropez. Nakręcono całą serię przygód Cruchota i jego podwładnych oraz charakterystycznego szefa, którego zagrał Michel Galabru. W duecie z nim Louis de Funès stał się jeszcze bardziej charakterystyczny, czasem przejaskrawiony, ale i nietuzinkowo śmieszny. Jest jeszcze jedna rola, która zasługuje na docenienie w całej serii, chociaż nie pojawia się w pierwszej części – Claude Gensac odtwarzająca żonę Crichota, Joséphę. Ich dowcipne małżeńskie zmagania dopełniają komediową atmosferę cyklu.

Stanislas Lefort, Wielka włóczęga (1966), reż. Gérard Oury

Wyśmianie nazistów powinno być dla Gérarda Oury’ego życiowym obowiązkiem. Załatwił ich śmiechem. Oswoił swoją historię z II wojny światowej, przedstawiając Niemców jako półinteligentnych gamoni. Pomogli mu w tym Bourvil i Louis de Funès. Co ważne, w gatunek komedii reżyser poszedł dzięki temu drugiemu, w Wielkiej włóczędze wykwintnemu dyrygentowi, który na swoim punkcie jest nieco przewrażliwiony.

Advertisement

Pamiętna scena, kiedy Stanislas Lefort dźga swoją perukę, a ukłucia czuje na głowie, jest wybitnie satyrycznym tego przykładem. Wielka włóczęga znalazła się w tym zestawieniu nie tylko ze względu na emblematyczną dla de Funèsa rolę z wszystkimi charakterystycznymi gagami, których używał w przeróżnych charakterologicznych konfiguracjach, ale też ze względu na mój sentyment. Był to pierwszy film na video, który obejrzałem na magnetowidzie firmy Sharp z możliwością nagrywania programowalnego w tygodniowym harmonogramie. Przecież to był cud techniki.

Don Salluste de Bazan, Mania wielkości (1971), reż. Gérard Oury

Piękny to był duet – Louis de Funès i Yves Montand. Dwie strony ludzkiej moralności osadzone w komediowej mieszance filmu historycznego z elementami westernu. Reżyser poprzez kostiumową farsę, podobnie jak William Shakespeare, zręcznie napiętnował kastowe społeczeństwo XVII-wiecznej Hiszpanii, a co najważniejsze to, że o prawdziwości czyichś uczuć ma decydować urodzenie oraz majątek. Louis de Funès zagrał Don Sallusta, pozbawionego uczuć wyższych królewskiego poborcę podatkowego z wielkimi planami na przyszłość obejmującymi nawet zamach na króla i przejęcie władzy w państwie.

Advertisement

Yves Montand wcielił się zaś w skromnego i uczciwego służącego, Blaze’a. Losy tych dwojga tak się poplączą, że Sallust straci prawie wszystko, a Blaze zyska szansę stania się szlachcicem. Wyjdzie z tego niezła heca. Największym osiągnięciem w tej produkcji Louisa de Funèsa jest to, że po raz kolejny w swojej karierze z negatywnej postaci zrobił kogoś, kto może być głównym bohaterem i nie sprowadzić zagłady na cały film. To specyficzny sposób prezentacji antagonistów – ośmieszanie ich. Przez to mogą zająć znacznie więcej czasu ekranowego.

Claude Ratinier, Kapuśniaczek (1981), Jean Girault

W Durnopałkach generalnie sporo pierdzieli, a na dodatek mieszkały w niej dwa dinozaury, Krzywus (Jean Carmet) i Glod (Louis de Funès). Zmęczeni życiem, zgryźliwi tetrycy, którzy oczekują jedynie na śmierć.

Advertisement

Nieoczekiwaną zmianę jakości ich wypełnionego pierdzeniem życia przynosi kosmita z planety Oxien (Jacques Villeret). Wzywa go z kosmosu pierdzenie. Ziemianie zaś dają mu nieoczekiwany dar w postaci kapuśniaka. Cała ta nieco surrealistyczna fabuła została opowiedziana trochę jak teatr, w wąskim planie gospodarstwa zamieszkanego przez dwóch ostatnich mieszkańców Durnopałek, z naciskiem na przypowieściową refleksję nad sensem mijającego życia, opłacalności jego przedłużenia oraz relacji, jaką ma młodość do starości. Po Louisie de Funèsie widać, że jego życie powoli się kończy. Przez lata przyzwyczaił nas do niesamowicie energicznego sposobu poruszania przed kamerą, a teraz widać, że czas również jego dotknął. Nie umniejsza mu to jednak gracji, z jaką odegrał Gloda – człowieka, którego z powodu starości Ziemia nie chciała. Przyjęło go za to niebo, i to dosłownie.

Bonus
Leopold Saroyan, Gamoń (1965), reż. Gérard Oury

W filmach Gérarda Oury’ego często jest drugie dno. Wynika to z przeżyć reżysera złączonych z jego podejściem do filmu. Poprzez śmiech także da się przekazać niewygodną prawdę, a także dramatyczne odczucia. Gamoń w swojej wymowie jest właśnie taki.

Advertisement

Rękami Bourvila i Louisa de Funèsa reżyser pokazał nierówność społeczną oraz to, że tzw. ludzie naiwni zawsze będą w społeczeństwie wykorzystywani, niezależnie od poziomu ogólnie panującej kultury. Bo ktoś, kto jest gamoniem, nie ma nad sobą rozłożonego parasola ochronnego w postaci jakiejś niepełnosprawności, którą krytykować byłoby dzisiaj niepoprawnie politycznie. Gamoń jest po prostu głupkiem, takim wentylem społecznych lęków, co w kinematografii często jest wykorzystywane do rozbawiania publiczności. Zaś idealnie do roli bohatera dwulicowego, bogatego i niekoniecznie uczciwego pasuje de Funès, aktor mieszkający przecież w zamku.

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *