Publicystyka filmowa
JONATHAN DEMME. Umilkły owce
W filmie JONATHAN DEMME. UMILKŁY OWCE odkrywamy skomplikowaną postać reżysera, którego twórczość na zawsze zmieniła oblicze kina.
Nie był wybitnym twórcą filmowym. Patrząc na większość z jego artystycznych wyborów, można by nawet podać w wątpliwość, czy magazyn „Entertainment Weekly” nie przesadził, umieszczając go na 45. miejscu listy najlepszych reżyserów wszech czasów. Zresztą, gdyby nie dwa filmy, które wyszły spod jego ręki, świat zapewne nigdy nie usłyszałby o kimś takim jak Jonathan Demme – człowieku, którego można by było ochrzcić różnymi przydomkami, ale na pewno nie był on typowym hollywoodzkim wyrobnikiem.
Robert Jonathan Demme – wujek zmarłego przed piętnastoma laty Teda Demme’a, również reżysera – urodził się w lutym 1944 roku na Long Island. Jako syn statecznych, pochodzących z klasy średniej Dorothy Louise i Roberta Eugene’a, skończył wpierw zwykłe liceum, a następnie uniwersytet na Florydzie. I to mniej więcej w tym okresie dał się wciągnąć kinu, na seansach takich filmów, jak polityczne thrillery pokroju Siedem dni w maju, Czerwona linia, Dr. Strangelove czy w końcu Przeżyliśmy wojnę, remake którego sam nakręcił po latach (w Polsce znany pod tytułem Kandydat).
Nie uważam, żeby było zbrodnią remakowanie jakichkolwiek filmów, nawet tych najlepszych. Zbrodnią jest nakręcić zły film, nieważne, czy oryginalny czy remake.
Powyższe słowa brzmią co prawda trochę śmiesznie z ust człowieka, który fach zaczynał pod wodzą niewybrednego Rogera Cormana, dla którego napisał między innymi Angels Hard as They Come, czyli motocyklową przeróbkę Rashomona, a po latach z pamiętnej Szarady zrobił Prawdziwe oblicze Charliego – nieoglądalną chałę z Marky Markiem w roli głównej. Prawdą jest w dodatku, że lwia część z ponad sześćdziesięciu pozycji, jakie wyreżyserował, nigdy nie spotkała się z naprawdę ciepłym przyjęciem, a większość stanowi obecnie zapomnianą niszę.
Pod szyldem Cormana zadebiutował jako reżyser Gorącej klatki – wypełnionej głównie cyckami więziennej farsy, po której przyszły równie ambitne Szalona mama oraz Na gołe pięści. Pierwszymi poważnymi filmami były natomiast mało znane nad Wisłą Handle with Care z 1977 roku i późniejszy o dwie wiosny Ostatni uścisk z Royem Scheiderem. Lata osiemdziesiąte zaczął natomiast z autentycznym przytupem, gdyż jego Melvin i Howard – prawdziwa historia z ostatniego okresu życia Howarda Hughesa – zgarnęła dwa Oscary i uznanie krytyków. Co bynajmniej nie przełożyło się jednak na sukces finansowy.
Tym miała okazać się z kolei komedia Szybka zmiana z Goldie Hawn i Kurtem Russellem oraz piosenkarką rockową Belindą Carlisle, z którą Demme zaliczył także przelotny romans, który przypuszczalnie doprowadził do rozwodu z jego ówczesną żoną, Evelyn Purcell (później na stałe związał się z Joanne Howard, z którą doczekał się trojga potomstwa). Ponownie nie miał jednak szczęścia – tym razem do gwiazd, z którymi „poróżnił się artystycznie”, właściwie odcinając się od projektu, zanim ten wszedł do kin, w których oczywiście zatonął. Doświadczenie to sprawiło, że reżyser na moment „uciekł” z Hollywood, oddając się swojej pasji dokumentalnej oraz kręcąc niezależną, i naprawdę udaną, Dziką namiętność z Jeffem Danielsem i Melanie Griffith. Film ten rozpoczął niejako złoty okres w jego karierze, trwający niemalże do końca wieku.

Na planie Milczenia owiec
Co prawda powstała w dalszej kolejności Poślubiona mafii z Michelle Pfeiffer to także niezbyt ambitne kino, ale na tyle kasowe, że pozwoliło Demme’owi przebierać w ofertach. Zaskakujące przy tym, jak lekko twórca ten przeszedł od tego dziełka do dwóch swoich największych sukcesów, bez których zapewne przepadłby w odmętach historii kinematografii. A tymczasem na początku lat dziewięćdziesiątych Demme zapisał się w niej złotymi literami – i to dosłownie, bowiem dwa jego kolejne projekty zgarnęły łącznie aż siedem Oscarów, z których jeden przypadł właśnie jemu.
Adaptacja książki Thomasa Harrisa, Milczenie owiec, to jeden z tych tytułów, bez których trudno wyobrazić sobie współczesne kino – wszak przedstawił światu nie pierwszą, lecz z pewnością jedyną słuszną twarz doktora Hannibala Lectera, która jeszcze potem dwukrotnie nawiedzała widzów na dużym ekranie. Był to pierwszy thriller, który zdobył nagrodę Amerykańskiej Akademii, oraz jeden z trzech filmów w dziejach, które zdołały odebrać laury w pięciu najważniejszych kategoriach (scenariusz, reżyseria, aktor i aktorka oraz film roku).
Do dziś produkcja ta uważana jest za jedną z najlepszych w gatunku, jak i jedną z najbardziej udanych ekranizacji w ogóle. Jej sukces był ogromny – także finansowy, choć samemu Demme’owi przyniosła ona wszelkie najważniejsze nagrody w całej karierze: obok Oscara i niezliczonych nominacji, reżyser odebrał także Srebrnego Niedźwiedzia w Berlinie i Błękitną Wstęgę w Tokio.
Nie mniejszym uznaniem cieszyła się powstała dwa lata później Filadelfia – dla odmiany dramat dotykający homoseksualizmu i choroby HIV. Ciężki w odbiorze, ale piękny film z fenomenalną rolą Toma Hanksa, za którą także otrzymał Złotego Rycerza, oraz cudowną, też nagrodzoną tą nagrodą, przejmującą piosenką Bruce’a Springsteena, teledysk do której Demme również współtworzył wraz z Tedem. Tych dwóch filmów nie byłoby, gdyby nie wprawna ręka oraz celne oko Demme’a. A i bez nich trudno byłoby go zdefiniować jako prawdziwego twórcę kina. Wzniosły go na wyżyny, stając się jego opus magnum, po którym – jak to często bywa – reżyser ponownie wrócił do budzących mieszane uczucia produkcji, z których warto wyróżnić jeszcze tylko kilka.

Na planie Kandydata
Wspomnianego już Kandydata, w którym faktycznie do klasycznej historii potrafił dodać coś od siebie; niewolniczy dramat Pokochać z Oprah Winfrey i Dannym Gloverem, w zamierzeniu mający być chyba Kolorem purpury swoich czasów; dość niespodziewane, redefiniujące styl reżysera Rachel wychodzi za mąż na podstawie scenariusza córki Sidneya Lumeta, Janet, oraz właściwie kompletnie nieznane po tej stronie oceanu, niezależne i artystyczne A Master Builder prawiące o – jak sam tytuł wskazuje – egocentrycznym architekcie. Ostatnim filmem fabularnym okazało się natomiast Nigdy nie jest za późno (Ricki and the Flash), czyli muzyczny popis Meryl Streep w roli podstarzałej rockmanki. Już podczas zdjęć do niego reżyser zaczął zmagać się z rakiem przełyku, na powikłania którego ostatecznie zmarł w Nowym Jorku w środę, 26 kwietnia 2017 roku. Nie przeszkodziło mu to jednak pozostać aktywnym do samego końca, acz już na innych polach ukochanej branży.
Finalnym projektem, w który siedemdziesięciotrzyletni twórca był zaangażowany, to serial Shots Fired – jeden z rzadkich przykładów jego pracy dla telewizji, do której zaglądał relatywnie rzadko. Wyreżyserował pojedyncze odcinki takich serii, jak A Gifted Man, Iluminacja, Dochodzenie czy dokumentalne P.O.V., a jeszcze na początkach kariery otarł się także o popularny show Saturday Night Live. Miał też odpowiadać za adaptację powieści Stephena Kinga 11.22.63, którą mogliśmy oglądać w postaci miniserii na początku ubiegłego roku, ale nie doszedł do porozumienia z ekscentrycznym pisarzem. Z kolei fizycznie dostrzec można go w jednym z epizodów Oz.

Demme (w okularach) w scenie z Ucieczki w noc
Okazjonalnie zaliczał aktorskie cameo również w pełnoprawnych filmach, takich jak Ucieczka w noc, gdzie był jednym z agentów federalnych, wspomniana wcześniej Poślubiona mafii i Niewiarygodnie topniejący człowiek, w którym zaliczył całkiem spory występ. Po znajomości pojawił się również w debiucie reżyserskim Hanksa, Szaleństwa młodości, których był też producentem.
Będąc współzałożycielem wytwórni Clinica Estetico, sypnął groszem także na realizację Adaptacji, niedocenionego noir W bagnie Los Angeles oraz komedii Amos i Andrew. Przede wszystkim jednak, jako człowiek zainteresowany polityką od początku twórczości, pasjami tworzył dokumenty.
Na tym polu zaczynał od społecznie zaangażowanych spotów – w 1981 roku dla liberalnej grupy People for the American Way, cztery lata później z innymi artystami wystąpił przeciwko apartheidowi, a w 1988 i 2008 roku przysłużył się sprawie Haiti. Sześć lat spędził natomiast tworząc swoistą biografię I’m Carolyn Parker, dotykającą Nowego Orleanu po przejściu huraganu Katrina. Nieco wcześniej pochylił się natomiast nad życiem jednego z byłych prezydentów USA, kręcąc Jimmy Carter Man from Plains. Często łączył ten gatunek filmu z inną swoją pasją, muzyką, tworząc zapisy z występów oraz tras koncertowych między innymi Justina Timberlake’a (Justin Timberlake + the Tennessee Kids), grupy Talking Heads (Stop Making Sense) czy Neila Younga (Neil Young Trunk Show, do którego napisał również, co zaskakujące, ilustrację). Poza tym wielokrotnie odpowiadał za teledyski takich scenicznych tuz, jak jego przyjaciel Bruce Springsteen, The Neville Brothers, New Order, Steve Earle oraz UB40.
To wszystko składa się na portret człowieka, który większość swojego życia spędził raczej w cieniu wielkich gwiazd, poza światłami reflektorów, ale nie pozostawał bez wpływu na ich osiągnięcia, wybory, kariery. Choć jego filmowa droga z pewnością podążyć mogła w innym, znacznie lepszym i ciekawszym kierunku, to i tak zdołał odcisnąć piętno na krajobrazie amerykańskiej kinematografii. Wielkim fanem zmarłego reżysera jest na przykład Paul Thomas Anderson, co chwila składający mu drobne hołdy we własnej twórczości. Do inspiracji stylem Demme’a przyznają się także Alexander Payne i Wes Anderson, o wielu aktorach i muzykach, dla których przez wiele lat był nie tylko nauczycielem, ale i dobrym kumplem, nie wspominając.
Jego cichy, prawdziwie rodzinny status w Fabryce Snów, gdzie znany był z tego, że lubił współpracować z tymi samymi osobami, najlepiej podsumowują pożegnalne słowa Jodie Foster, która już odbierając Oscara za Milczenie owiec, dziękowała mu nie za talent, lecz właśnie za dobroć:
Jestem załamana utratą przyjaciela, mentora i faceta tak niezwykłego i dynamicznego, że potrzeba było huraganu, aby go okiełznać. Jonathan był tak bardzo ekscentryczny w swych komediach, i tak bardzo głęboki w dramatach. Był czystą energią, niepowstrzymaną cheerleaderką dla każdego z twórczym zacięciem. W równym stopniu pasjonat muzyki, co sztuki, był i zawsze będzie mistrzem duszy. JD, najukochańszy, nieco dziki, brat miłości, reżyser owiec.
korekta: Kornelia Farynowska
