search
REKLAMA
Artykuł

JESS FRANCO. „Cnota prowadzi do katastrofy, tak jak i ubóstwo”

Mariusz Czernic

12 maja 2020

REKLAMA

Markiz de Sade:

  • Justyna (1969)

  • Eugenia … historia jej podróży w perwersję (1970)

Romina Power w filmie "Marquis de Sade: Justine" (1969)

Adaptacje powieści Markiza de Sade’a dokonane przez Jesúsa Franco to materiał na osobny artykuł. Taki artykuł zresztą powstał: „Franco – Sade” autorstwa Pawła Hapki wydany w ramach pracy zbiorowej „Europejskie kino gatunków” pod redakcją Piotra Kletowskiego (wyd. UJ, Kraków 2016). Ja skupię się na dwóch pierwszych adaptacjach, które znacznie się od siebie różnią, mimo iż połączyły je nazwiska trzech twórców: reżysera, pisarza, a także scenarzysty Petera Welbecka (alias Harry’ego Alana Towersa). Na warsztat wzięto najpierw Justynę, czyli nieszczęścia cnoty (1791), a następnie Filozofię w buduarze (1795). Z pierwszej powstał stonowany i elegancki film kostiumowy z akcją osadzoną w XVIII wieku, natomiast druga powieść została uwspółcześniona i przy tym wzmocniona odważniejszą, bardziej prowokacyjną treścią i większą dawką erotyki. Producentem obu filmów był Harry Alan Towers i niewykluczone, że chciał on zrobić taki eksperyment – nakręcić w odmiennej formie dwa dzieła o podobnej tematyce, aby sprawdzić ich artystyczny i komercyjny potencjał.

Oba erotyczno-filozoficzne dzieła można uznać za reprezentatywne w karierze reżysera. Justyna to opowieść o dwóch siostrach, które podążają różnymi ścieżkami, by wreszcie się spotkać i wyciągnąć wnioski z tej podróży. Młodsza siostra, Justyna (Romina Power, córka Tyrone’a Powera), kroczy ścieżką cnoty, na której doznaje wiele cierpień i bolesnych rozczarowań. Poznaje przestępców, arystokratów i mnichów – wszyscy próbują ją na różne sposoby wykorzystać. Starsza siostra, Julietta (Maria Rohm), trafia na drogę występku i zła – od rozpusty przez kradzież po morderstwo. W przeciwieństwie do Justyny, nie doznaje upokorzeń, lecz przyjemności, a na końcu i tak stwierdza, że jej życie jest puste.

Mimo trudnej przeprawy przez życie Justyna nigdy nie straciła niewinności, w odróżnieniu od tytułowej bohaterki kolejnego filmu. Zło pod postacią libertynów (wśród nich Austriaczka Maria Rohm) sprowadza do urokliwej scenerii młodą dziewczynę imieniem Eugenia (w tej roli Szwedka Marie Liljedahl) celem zdemoralizowania jej, pokazania, co kryje się pod sztywną skorupą konwenansów i norm etycznych. Uwspółcześnienie historii pozwoliło stworzyć bardziej intymną atmosferę – nie było już kostiumów z epoki, więc można było się skupić na innych aspektach. Tamten film, choć niepozbawiony ambitnych treści, był przede wszystkim atrakcyjnym wizualnie widowiskiem mającym cechy kina przygodowego. Eugenia to produkcja skromniejsza i przez to bardziej swobodna pod względem obyczajowym. Jest także wątek wyjęty z kina grozy – Christopher Lee wcielił się w postać przywódcy sekty, wyrachowanego manipulanta, który jest podręcznikowym przykładem postawy zwanej sadyzmem. Ponoć Lee nie miał pojęcia, że to kino erotyczne – myślał, że gra w horrorze.

Marie Liljedahl i Maria Rohm w filmie "De Sade 70" (aka "Eugenie", 1970)

Sam reżyser zalicza ten film do swoich ulubionych, ale mimo to nakręcił jeszcze jedną adaptację Filozofii w buduarze pod tytułem Eugenie – Historia de una perversión (1980). Oprócz tego zekranizował inny utwór Markiza, Eugénie de Franval, a wspominam o tym dlatego, że ze względu na imię bohaterki może być mylony z tą Eugenią, którą opisałem wyżej. W dodatku oba filmy powstały w tym samym roku. W drugim zagrała Soledad Miranda, która w 1970 zginęła w wypadku samochodowym, a premiera odbyła się dopiero trzy lata po jej śmierci.

To, co wyróżnia pozytywnie Justynę, to znakomita obsada. Jack Palance swoją postacią szalonego mnicha otarł się o karykaturę człowieka, co jest w równym stopniu ciekawe i irytujące. Akim Tamiroff jest przezabawny w roli właściciela noclegowni, w której zatrzymuje się główna bohaterka. Mercedes McCambridge w postać kryminalistki wpasowała się idealnie. Sylva Koscina i Horst Frank jako arystokratyczne małżeństwo intrygują widza. Swoją obecność wyraźnie też zaznaczyła Rosemary Dexter w roli „nauczycielki zła”. Zaskoczeniem może być Klaus Kinski jako Markiz de Sade. Rola jakby idealna pod tego aktora, ale scenariusz bardzo tę postać ograniczył. Z jednej strony ten występ nie wymagał wiele czasu, wystarczyłby jeden dzień zdjęciowy i nawet nie trzeba się uczyć tekstu na pamięć. Ale gdyby aktor chciał stworzyć przekonującą kreację godną tak nieprzeciętnej osobowości jak de Sade, to jest tu pewna trudność. Obserwujemy Markiza siedzącego w więzieniu i piszącego książkę. Nie ma on żadnej interakcji z innymi aktorami, żadnego dialogu, tylko wewnętrzny niepokój, rozsadzającą od środka wściekłość, z której powstaje wena twórcza.

Eugenia wydaje się dziełem bogatszym estetycznie, bardziej zróżnicowanym pod względem muzycznym i w większym stopniu prowokującym. Po premierze zdobyła mniejsze grono odbiorców, a dziś może wzbudzać większe zainteresowanie niż poprzedniczka (wspomniany Paweł Hapka, autor artykułu „Franco – Sade”, uważa Eugenię za „prawdziwą perełkę erotycznego kina”, natomiast Justyna jest dla niego mdła, nudna, bezbarwna). Sensualny, pełen zakazanych owoców ogród ma swój niezaprzeczalny urok dzięki stałym współpracownikom reżysera: operatorowi Manuelowi Merino i kompozytorowi Brunonowi Nicolaiowi (Justine; Eugenie). Ekranowa Eugenia, Marie Liljedahl, stała się symbolem seksu po zagraniu tytułowej roli w Indze (1968) Josepha W. Sarno. Niezbyt odpowiadał jej taki wizerunek, ale zamiast próbować go przełamać, bardzo szybko zniknęła z życia publicznego. Natomiast wcielająca się w Justynę Romina Power już w 1969 nagrała swoją pierwszą solową płytę i z czasem stała się popularną piosenkarką, szczególnie po tym, gdy połączyła się w duet z Albano Carrisim. W latach 90. przeżyli ogromną tragedię, gdy zaginęła ich 24-letnia córka. Sprawa do dziś nie została wyjaśniona…

Witchsploitation:

  • Krwawy sędzia (1970)

Margaret Lee w filmie "The Bloody Judge" (1970)

W lutym 1970 roku miały premierę dwa filmy na temat polowań na czarownice w epoce oświecenia (wiek XVII i XVIII). We włoskich kinach pokazano Il trono di fuoco (Tron w ogniu), który w zagranicznej dystrybucji otrzymał tytuł The Bloody Judge (Krwawy sędzia), natomiast w Niemczech Zachodnich (RFN) można było oglądać Hexen bis aufs Blut gequält (Czarownice dręczone aż do śmierci), które na świat wypuszczono jako Mark of the Devil (Znak diabła). Oba filmy powstały na fali popularności brytyjskiego Pogromcy czarownic (Witchfinder General, 1968) Michaela Reevesa ze znakomitym Vincentem Price’em w roli Matthew Hopkinsa, słynnego witch-huntera z czasów angielskiej wojny domowej.

Tytułowym krwawym sędzią z filmu Jessa Franco jest George Jeffreys, postać autentyczna, działająca w Anglii w czasie rządów absolutnych Jakuba II Stuarta (1685-88). Film zaczyna się od wbijania szpil w kukłę powieszonego sędziego (mianem Hanging Judge nazywano wyjątkowo surowych egzekutorów prawa). Dziewczyny, które uczestniczą w tej zabawie, zostają aresztowane przez królewskich funkcjonariuszy. Kamera skupia się szczególnie na jednej ślicznotce, Alicji Gray (Margaret Lee), którą sędzia Jeffreys najpierw skazuje na tortury, a potem na śmierć. Egzekucji przygląda się siostra ofiary, Mary (Maria Rohm), która później wraz ze swoim kochankiem będzie sprzyjać rebeliantom pragnącym obalić króla i jego najwierniejszego poplecznika, sędziego Jeffreysa. Na finał wybrano pamiętne historyczne wydarzenie – wtargnięcie Wilhelma III Orańskiego w 1688, kończące okres absolutyzmu. Nie lada atrakcją jest efektowna scena bitewna, przedstawiająca starcie pod Sedgemoor w 1685, kiedy to rebelianci Monmoutha przypuścili szarżę na królewską artylerię. Po tej bitwie zaczęły się „krwawe sądy” (The Bloody Assizes) prowadzone przez sędziego Jeffreysa.

Na tle podobnych tematycznie obrazów z tamtego okresu ten film nie wygląda tanio. Pieniądze zostały spożytkowane właściwie, bo jest tu niemal wszystko, co w tego typu kinie być powinno. Jest walka polityczna, bunt przeciw surowym władzom, wątek miłosny, horror o skazywaniu niewinnych ludzi na tortury lub śmierć. Jest trochę obrzydliwości mających pokazać upodlenie człowieka (tu mam na myśli scenę, w której Maria Rohm zlizuje krew z ciała innej kobiety). Rozczarowywać może zakończenie – Pogromca czarownic i Znak diabła miały znacznie bardziej ponurą puentę i przez to obraz tamtych czasów w większym stopniu był wiarygodny.

Mankamenty sprawnie tuszują aktorzy, w szczególności Christopher Lee, który doskonale ukazał cechy surowego sędziego – władczy charakter, chorobliwą ambicję, poczucie bezkarności. Trio głównych gwiazd uzupełniają Maria Schell w roli niewidomej „wiedźmy” i Leo Genn (pamiętny Petroniusz z hollywoodzkiej ekranizacji Quo Vadis, 1951), wcielający się w hrabiego Wessex. Wygodnie w charakterze paskudnego szpiega czuł się Milo Quesada, natomiast Howard Vernon ze swoją postacią kata nieco przesadził, bo miał to być hołd dla kreacji Borisa Karloffa z filmu Tower of London (1939), a ostatecznie wypadł jak Marty Feldman z komedii Mela Brooksa. Znowu nie zawiódł Bruno Nicolai, który dostarczył kapitalną ścieżkę dźwiękową (temat główny Płonące oczy, motyw szatański Emen Hetan, melodia Mroczne organy). Wiele dzieł Franco, w tym także Krwawy sędzia, było produkowanych w Liechtensteinie, raju podatkowym przyciągającym inwestorów z całej Europy w celu obniżenia kosztów. Można też wspomnieć, że reżyser powrócił do tematu polowań na czarownice w rozgrywających się we Francji Demonach (1973), próbując przy okazji zarobić na kontrowersjach wokół Diabłów (1971) Kena Russella.

Mariusz Czernic

Mariusz Czernic

Z wykształcenia inżynier po Politechnice Lubelskiej. Założyciel bloga Panorama Kina (panorama-kina.blogspot.com), gdzie stara się popularyzować stare, zapomniane kino. Miłośnik czarnych kryminałów, westernów, dramatów historycznych i samurajskich, gotyckich horrorów oraz włoskiego i francuskiego kina gatunkowego. Od 2016 „poławiacz filmowych pereł” dla film.org.pl, współpracuje z autorami bloga TBTS (theblogthatscreamed.pl), dawniej pisał dla magazynów internetowych Magivanga (magivanga.com) i Kinomisja (pulpzine.pl). Współtworzył fundamenty pod Westernową Bazę Danych (westerny.herokuapp.com),

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA