Publicystyka filmowa
JAN BEZ SERCA. 7 najlepszych ról KAZIMIERZA KACZORA
Odkryj niezwykłe oblicza KAZIMIERZA KACZORA w JANIE BEZ SERCA. Poznaj jego kultowe role, które na zawsze zapisały się w historii polskiego kina.
Osiągnął właściwie wszystko, co mógł w filmie, grając postaci serialowe. Każda z nich okazała się kultowa i niepowtarzalna. W wielkim kinie już mu tak nie szło, chociaż dobrze wspominam go np. w Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz, Łuku Erosa czy też Planecie Krawiec. W tzw. nowoczesnym świecie, który nastał w filmie po 1989 roku, na wiele lat zadomowił się w Złotopolskich, gdzie zagrał Marka Złotopolskiego. Może jeszcze na aktorskiej emeryturze znajdzie się dla Kazimierza Kaczora miejsce na pierwszym planie?
Leon Kuraś, Polskie drogi (1976–1977), reż.
Janusz Morgenster
Postać Leona była tak tragiczna, jak sytuacja Polski w czasie II wojny światowej. Walczył w kampanii wrześniowej jako kapral, potem walczył w ukryciu z okupantem, aż w końcu przegrał, oddając życie za swoją wolność, podobnie zresztą jak jego dowódca i przyjaciel, Władysław Niwiński (Karol Strasburger). Generalnie jego postać w interpretacji Kazimierza Kaczora odbiera się ze smutkiem, bez nadziei na chociaż chwilę spokoju, tak oczekiwany przez widzów happy end. Ów dramatyzm Kurasia wpisuje się w klimat całego serialu, wyrażający się w zdjęciach oraz w pięknym temacie muzycznym autorstwa Andrzeja Kurylewicza. Leon Kuraś przekonuje, nawet mimo przejawiającego się w nim czasami iście propagandowego zacięcia, jak to w tych latach było normalne w polskim, mainstreamowym kinie.
Zenon Kuśmider, Zmiennicy (1986–1988), reż. Stanisław Bareja
Kazimierz Kaczor sprawdzał się w odgrywaniu szumowin na równi z pozytywnymi aktorskimi wcieleniami. To jeden z najmocniejszych dowodów na jego talent. Postać Kuśmidera pasuje do Barejowszczyzny prezentowanej wielokrotnie w jego filmach.
Kuśmider to strażak, wykorzystujący jak tylko może swój zawód do łatwego dorobienia się i oszukania wszystkich dookoła. Nie można mu jednak odmówić, przy całej jego zepsutej naturze, umiejętności zaskarbiania sobie sympatii u widza. Kuśmider jest swojskim chłopem. Nie warto mu ufać ani wchodzić z nim w układy, lecz nie można go również uznać za jednoznacznie negatywną postać. Kuśmider jest po prostu nieodrodnym dzieckiem swoich czasów.
Jan Serce, Jan Serce (1981), reż. Radosław Piwowarski
Tak to jest z wrażliwcami. Z jednej strony cierpią miłosne katusze, a z drugiej potrafią zadawać bezlitosne ciosy. Jan Serce nie był inny. Bywał Janem bez Serca. Dzisiaj po latach nie sposób wyobrazić sobie, że mógłby go zagrać ktoś inny niż Kazimierz Kaczor. Przypomnijmy, że tytułowy bohater był starym, nieco zapuszczonym kawalerem mieszkającym z matką i wyznającym dość konserwatywne i idealistyczne poglądy.
Nomen omen Kaczor. Perypetie miłosne Jana zostały przedstawione w melodramatycznej formie, jednak wcale nie są sztampowe. Znakomicie rozpisane historie bohaterów i dialogi pozwoliły temu serialowi nie zestarzeć się i funkcjonować jako perełka wśród dziesiątek mydlanych oper nadawanych w TV. Szkoda, że Jan Serce nie gości w niej zbyt często. Z powodzeniem mógłby nieco zluzować Stawkę większą niż życie.
Zygmunt Kotek, Alternatywy 4 (1983–1988), reż. Stanisław Bareja
Wybitna postać z epoki – przemądrzały dźwigowy, który wszystko załatwi, niekoniecznie za darmo, i ciągnie fuchy, od kogo się da. Wolałbym jednak, żeby młodsze pokolenie nie wyrabiało sobie z jego pomocą opinii na temat wszystkich ludzi, którzy żyli w PRL-u, gdyż byłoby to krzywdzące. Wydaje się, że Bareja tez nieco złagodził spekulancki wizerunek Kotka po kilku odcinkach serialu, zwłaszcza wtedy, gdy zaczął otwarcie przeciwstawiać się gospodarzowi Aniołowi. Trzeba przyznać, że uroda Kazimiera Kaczora wybitnie predestynowała go do roli mieszkańca hotelu robotniczego, a później blokowiska z wielkiej płyty – mężczyzna bez przerwy nosił szarobure beretki, kufajki i inne, niezbyt wyjściowe ubrania, a na dodatek pracował na dźwigu.
Mirosław Kamiński, Układ zamknięty (2013), reż. Ryszard Bugajski
Oczywiście cały film oparł się na barkach Janusza Gajosa. To on był mózgiem grupy przestępczej, składającej się z wysokich rangą urzędników państwowych. Kiedy się ogląda ich knowania, po plecach wielokrotnie mogą przejść ciarki, z jaka łatwością można zamknąć niewinnych ludzi w więzieniu.
Film niesamowicie denerwuje, powoduje wewnętrzny sprzeciw wobec niesprawiedliwości, i z nadzieją oczekuje się pozytywnego finału. Te wszystkie emocje, przekazanie ich widzowi w tak bezpośredni sposób są zasługą aktorów tzw. starej, polskiej szkoły. Janusz Gajos faktycznie jest mistrzem kreacji, ale Kazimierz Kaczor mu wcale nie ustępuje. Najpierw skrada się powoli, zawsze jest gdzieś z boku, aż do ostatniej rozmowy, gdy afera już wyszła na jaw. Kaczor jako Mirosław Kamiński nagle zaczyna dominować nad Gajosem. Nawet przekleństwa w jego ustach brzmią jak ciosy ostrym narzędziem. Otoczenie może go tylko słuchać, kiedy paradoksalnie jako jeden z winnych przestępstwa, dokonuje autokrytyki, mocnej, emocjonalnej, prawdziwej. Nawet jeśli komuś nie przypadł do gustu cały film, powinien dla tej rozmowy Gajosa z Kaczorem go obejrzeć.
Józef Romanek, Planeta Krawiec (1983), reż. Jerzy Domaradzki
Z wielką naturalnością i przystępnością wyszła Kazimierzowi Kaczorowi postać Józefa Romanka. Z nieco zapijaczonego krawca, który niewiele zastanawiał się nad życiem, bohater zmienił się w pełnego zapału człowieka z pasją. Zabrakło mu tylko nieco przebiegłości albo dojrzałości, niemal jak nastolatkowi, co to dopiero odkrył jakieś hobby i inwestuje wszystko, co ma, w jego rozwijanie.
Tymczasem za rogiem niepostrzeżenie czaiła się śmierć, nie wspominając już o prozaicznym życiu odpowiedzialnego i przede wszystkim dorosłego męża. Jak to wszystko pogodzić? Kaczor mistrzowsko odegrał człowieka rozdartego między miłością do pasji a przywiązaniem do dotychczas prowadzonego życia. Aktorska maska człowieka odrzuconego przez lokalne społeczeństwo z powodu chęci kształcenia się i poszerzania horyzontów tak doskonale przylgnęła do twarzy aktora, że Józef Romanek naprawdę potrafił wzruszyć. Jego miejsce było w gwiazdach.
Recenzent gier, Joystick (1993–2000), realizacja Krzysztof Jasiński
Ze światem gier strategicznych i RPG jestem związany od dziecka, tym bardziej cenię Kazimierza Kaczora za jego felietonistyczny wkład w propagowanie pozycji z tych gatunków, w czasach, gdy komputerów pod polskimi strzechami jeszcze zbyt wiele nie było. A te, co były, ciężko radziły sobie z trójwymiarową grafiką.
Ileż w Kaczorze było zaangażowania, gdy tłumaczył, jak zbudowane są interfejsy gier, na czym polegają turowe rozgrywki czy co jest celem poszczególnych misji. Zawsze żałowałem, że w ramach niekiedy dość nudnego „Joysticka”, gdzie dziecięcy gracze monotonnie zmagali się ze sobą w grach, nie dano Kaczorowi więcej czasu. Skąpiono go zwłaszcza na prezentację rozgrywki. Nienawidziłem, gdy właśnie w najciekawszych momentach pojawiały się napisy końcowe.
