Publicystyka filmowa
JAMES GUNN. Upadek z wysokości
JAMES GUNN. Upadek z wysokości to fascynująca podróż przez burzliwą karierę twórcy, który zaskakuje na każdym kroku.
Historia kariery Jamesa Gunna to istna sinusoida. Twórca kina alternatywnego, odważnego i przeznaczonego dla widza specyficznego z dnia na dzień zostaje zaproszony na salony potężnego i opływającego w luksusy zamczyska Disneya, aby równie niespodziewanie zostać z niego bezceremonialnie wyrzuconym. Jak wyglądała jego droga do Hollywood i czy po bolesnym upadku znajdzie w nim jeszcze swoje miejsce?
Zacznijmy od początku.
Był 5 sierpnia 1966 roku, kiedy w amerykańskim St. Louis w stanie Missouri na świat przyszedł James Francis Gunn Jr. Chłopiec wychował się wraz z czterema braćmi (jednego z nich, Seana, możecie znać m.in. z roli w obu częściach Strażników Galaktyki) i siostrą. Młodość Gunn spędził na czytaniu komiksów i magazynów filmowych, oglądaniu Adama Westa w roli Batmana w serialowej inkarnacji tego bohatera oraz – być może przede wszystkim – wchłanianiu mniej lub bardziej uznanych horrorów, jak Piątek trzynastego czy Noc żywych trupów. W wieku dwunastu lat wraz z braćmi zaczął kręcić własne filmy o zombie.
Był rok 1989, kiedy James w rodzinnym St. Louis założył zespół muzyczny The Icons. Pięć lat później grupa wydała płytę Mom, We Like It Here on Earth, z której piosenki Sunday i Walking Naked trafiły do pierwszego napisanego przez Gunna filmu. Jakiś czas później zespół został rozwiązany, ale Gunn nie skończył swojej przygody z muzyką. Komponował piosenki do Scooby-Doo, Scooby-Doo 2: Potwory na gigancie i Movie 43.
Był rok 1995, kiedy Gunn rozpoczął współpracę z niezależną wytwórnią filmową Troma Entertainment, dla której napisał scenariusz do Tromeo i Julii. Pracując z Lloydem Kaufmanem, swoim mentorem i współzałożycielem wytwórni, młody twórca uczył się pisać scenariusze, pracować z aktorami, poszukiwać lokacji, produkować i dystrybuować filmy. Po kilku latach spędzonych w Tromie napisał scenariusz do komedii superbohaterskiej The Specials. Był również producentem filmu.
Był 7 października 2000 roku, kiedy James ożenił się z aktorką Jenną Fischer, którą poznał poprzez swojego brata – Seana. Niecałe siedem lat później para ogłosiła separację, a w 2008 rozwiodła się. Rozstali się przy tym w dobrych relacjach, a sam Gunn twierdzi, że przyjaźni się ze wszystkimi swoimi byłymi partnerkami. Obecnie twórca związany jest z aktorką Jennifer Holland. Oboje są wielkimi miłośnikami zwierząt.
Był rok 2002, kiedy premierę miał pierwszy poważny, hollywoodzki projekt Gunna – aktorska wersja Scooby-Doo, do której napisał scenariusz. Dwa lata później premierę miał sequel filmu i remake Świtu żywych trupów George’a A. Romero w reżyserii Zacka Snydera. Gunn był scenarzystą obu produkcji. Jego reżyserski debiut przypadł na 2006 rok, kiedy premierę miał komediowy horror – Robale. Film znalazł się na dwudziestym siódmym miejscu w przygotowanej przez serwis Rotten Tomatoes liście pięćdziesięciu najpozytywniej recenzowanych horrorów w historii.
Od tego czasu Gunn tworzył i współtworzył kilka mniej istotnych produkcji, wyreżyserował ciepło przyjętą komedię superbohaterską Super oraz był jurorem w programie telewizyjnym „Scream Queens. Poza światem kina i telewizji napisał historię do gry Lollipop Chainsaw, powieść The Toy Collector i – wraz ze wspomnianym już wcześniej Lloydem Kaufmanem – był współautorem książki All I Need to Know about Filmmaking I Learned from the Toxic Avenger (Wszystko, czego nauczyłem się o robieniu filmów, wiem z Toksycznego mściciela).
Był 18 września 2012 roku, kiedy James Gunn został oficjalnie potwierdzony jako reżyser Strażników Galaktyki, kolejnej części układanki znanej jako Filmowe Uniwersum Marvela. Wiadomość tę przekazał sam Gunn za pośrednictwem swojego konta na Facebooku – „jako odwieczny miłośnik komiksów Marvela, kosmicznych przygód i szopów, czekałem na możliwość pracy nad tym filmem, od kiedy skończyłem dziewięć lat”, pisał. Zwariowany i odważny film (kto sześć lat temu pomyślałby poważnie o filmie z gadającym szopem i chodzącym drzewem w rolach głównych poważnie?) zebrał pozytywne recenzje, dobre wpływy z kinowych kas i rozkochał w sobie miliony widzów na całym świecie.
Gunn powrócił zatem triumfalnie z sequelem, stał się konsultantem do spraw kosmosu Marvela, producentem Avengers: Wojny bez granic (pisał także dialogi Strażników do tego filmu), a nawet gościnnie reżyserował sceny z udziałem Stana Lee do kolejnych produkcji Disneya. Pod koniec czerwca twórca ogłosił zakończenie pracy nad scenariuszem trzeciej części przygód Strażników Galaktyki. Wszystko wskazywało na to, że Gunn na dobre przeniósł się ze świata tanich horrorów do samego serca Hollywood. Nikt nie spodziewał się czającej się za rogiem tykającej bomby…
Był lipiec 2018 roku, kiedy Mike Cernovich, prawicowa osobowość internetowa, w odpowiedzi na krytykę Gunna wobec prezydenta Donalda Trumpa zwrócił uwagę na kontrowersyjne tweety twórcy. Między 2008 a 2009 rokiem Gunn napisał na Twitterze serię niewybrednych, prowokujących żartów o gwałtach i pedofilii. Reakcja Disneya była natychmiastowa i bardzo radykalna – studio zakończyło współpracę z Gunnem i zwolniło go z funkcji reżysera i scenarzysty trzeciej części Strażników Galaktyki. Twórca jeszcze przed podjętą przez rozrywkowego giganta decyzją przeprosił za wpisy, podkreślił, że ich żałuje, a wiadomość o końcu współpracy z Marvelem nazwał z biznesowego punktu widzenia zrozumiałą.
Ta spotkała się jednak z falą krytyki. Natychmiast ruszyła zbiórka podpisów pod petycją, w której fani domagali się przywrócenia twórcy w roli autora trzeciej odsłony marvelowskiej serii (do tej pory zebrano pod nią ponad 350 tysięcy podpisów). Otwarcie decyzję skrytykowało także wielu publicystów, artystów i współpracowników Gunna, m.in. znany ze Strażników Galaktyki David Bautista. Pod koniec lipca gwiazdy produkcji Marvela udostępniły w swoich mediach społecznościowych list otwarty, w którym okazały wsparcie dla twórcy.
James Gunn dał się poznać jako autor pełen pasji, utrzymujący znakomite relacje ze swoimi współpracownikami i kochający kontakt z fanami. Jego media społecznościowe pełne były ciekawostek z planu, ciepłych opowieści o rodzinie, ukochanych zwierzętach i pracy w przemyśle filmowym. Chętnie i regularnie udzielał odpowiedzi na zadawane przez internautów pytania i wchodził z nimi w liczne interakcje. Nic dziwnego, że fani i współpracownicy stanęli za nim murem i natychmiastowo wybaczyli mu kiepskie, niesmaczne żarty sprzed dekady. Trudno jednak z drugiej strony dziwić się decyzji korporacji Disneya, która na pewno bez Gunna sobie poradzi, a który to w obliczu ostatniej afery okazałby się może dla korporacji nastawionej na rozrywkę dla całej rodziny zbyt dużym ciężarem. ..
Zasadniczym pytaniem pozostaje, czy odrzucenie przez potężnego Disneya oznacza odrzucenie przez całe Hollywood?
