Publicystyka filmowa
HORRORY dla miłośników gore i ROZLEWU KRWI
Nie boicie się krwi na ekranie, a nawet wręcz przeciwnie – lubicie filmy, w których posoka leje się strumieniami? W takim razie mam filmowe rekomendacje specjalnie dla was!
Jakiś czas temu napisałem tekst o horrorach, które będą świetnym wyborem dla osób nieprzepadających za widokiem krwi i urwanych kończyn. Dziś wracam z jego dokładnym przeciwieństwem – rekomendacjami filmów grozy, w których jucha leje się strumieniami! Nie wszystkie będą jednak w 100% na serio – lista zawiera tytuły bardziej ukierunkowane komediowo, jak i te nastawione na prawdziwy terror. Dlatego nawet jeśli za śmiertelnie poważnym kinem gore nie przepadacie i chcecie po prostu znaleźć coś na luźny seans przy piwku ze znajomymi, to wciąż macie tu czego szukać!
Następny jesteś ty
Zaczynamy od filmu traktującego się półserio. Dlaczego pół? No bo z jednej strony Adam Wingard zna slasherowe schematy i celowo sobie z nimi igra, a z drugiej mimo wszystko interesuje go dramatyczna podszewka i poświęca jej całkiem sporo czasu. W związku z tym Następny jesteś ty sprawdzi się zarówno jako niezobowiązujący tytuł, jak i coś poważniejszego – a już zwłaszcza gdy poszukujecie bohaterki, która nie daje sobie w kaszę dmuchać. Protagonistka filmu, Erin (Sharni Vinson), jest bowiem jedną z najbardziej zaradnych kobiet, jakie kiedykolwiek przewinęły się przez tego typu kino. Nie zaprzątają jej głowy chwile słabości, kiedy trzeba, to brutalnie przeciwstawia się oprawcom, a w swoich działaniach bywa równie pomysłowa, co bezwzględna.
Zza światów
A tutaj coś dla fanów ohydnych transformacji! Może i w filmie Stuarta Gordona nie przelewa się tak dużo krwi, jak w przypadku innych tytułów z listy, za to pod względem iście Cronenbergowskiego przeobrażania ciał znalazłby się na pierwszym miejscu. Oparta na opowiadaniu H.P. Lovecrafta produkcja opowiada historię naukowców, którzy rozpoczynają niebezpieczną grę z zaświatami. Podejmowane przez nich próby dostania się „na drugą stronę” kończą się konfrontacją z nieziemskimi istotami, dla których ludzkie ciała nie stanowią żadnej świętości. Możecie się spodziewać wchodzenia na wyższe stany zrozumienia poprzez transmutację, wypijanie mózgów, wiele (zbyt wiele) macek, a na deser – odrobinę sado-maso. Smacznego!
Bez litości
Film Stevena R. Monroe’a jest remakiem historii przedstawionej w roku 1978 roku przygotowanym według jednej zasady – zróbmy to samo, ale bardziej. Współczesny klasyk kina rape & revenge (czyli opowiadającego o kobietach mszczących się na gwałcicielach) przedstawia więc podobne sceny, kładąc jednocześnie większy nacisk na ich intensywność. Sekwencje gwałtu oraz zemsty są przez to nie tylko brutalniejsze, ale i dłuższe, dlatego od razu odradzę film osobom wrażliwym na przemoc na tle seksualnym – od niej tutaj nie uciekniecie. Także pozostali muszą się przygotować na seans niezwykle dosłowny, będący i eksploatacją okrucieństwa, i przerażającym przeżyciem obserwowanym z perspektywy ofiary.
To właściwie pozycja obowiązkowa na każdej liście najbardziej brutalnych produkcji w historii.
Gra wstępna
Gra wstępna oferuje naprawdę wyjątkowe doświadczenie. Zaczyna się niczym arthouse’owy romans, niespiesznie prowadząc widza przez relację głównego bohatera z poznaną na castingu dziewczyną (rewelacyjnie zagraną przez Eihi Shiinę, łączącą w sobie niewinność z psychopatią), a jednocześnie nienachalnie podrzucając wskazówki co do jej przeszłości. Później zaś… no cóż, tego nie zdradzę, jednak podpowiem, że nie bez powodu film Takashiego Miikego znalazł się na tej liście. Sceny przemocy uderzają tu zresztą tym mocniej, że osadzone w quasi-realistycznej konwencji stanowią naprawdę trudną przeprawę, biorąc pod uwagę, że kamera wcale nie ucieka od ich pokazywania.
Fani mroku i moralnie niejednoznacznych rozwiązań fabularnych powinni być zachwyceni.
Opiekunka
Rozluźniamy atmosferę – Opiekunka nie ma w sobie nic z powagi dwóch wcześniej omawianych produkcji. Zamiast tego stanowi festiwal kiczu i niczym nieskrępowaną eksploatację groteskowej przemocy. McG bawi się schematami slasherów i seks-komedii młodzieżowych, jako podstawy używając historii o dorastaniu nieśmiałego nastolatka. Oto okazuje się bowiem, że pod nieobecność rodziców atrakcyjna opiekunka (świetna jak zwykle Samara Weaving) chłopaka urządza sobie ze znajomymi… seans spirytystyczny. A nawet gorzej – chcą złożyć dzieciaka w ofierze szatanowi. Tym samym rozpoczyna się zabawa w kotka i myszkę z oprawcami, okraszona brutalnymi, ale zawsze komediowo ogranymi zgonami i emocjonalną konfrontacją z obiektem westchnień nastolatka – wspomnianą wcześniej opiekunką. Na luźniejszy wieczór jak znalazł.
Bone Tomahawk
S. Craig Zahler to jeden z najciekawszych głosów współczesnego kina. Hektolitry krwi i urwane kończyny idą u niego w parze ze skłonnością do powolnego, skupionego na dramatycznych wątkach rozwijania wydarzeń. Dzięki temu sceny przemocy zawsze są nagłe i niespodziewane, a że Zahler nie boi się uśmiercać swoich bohaterów, to w jego filmografii nikt nie ma niesławnego plot armora (fabularnej ochrony przed zgonem). Oto pewnego dnia do małej wioski trafia tajemniczy przybysz. Na chwilę burzy spokój, ale trafiony strzałem w nogę ląduje w areszcie. Niestety następnego dnia sytuacja się pogarsza – nieznajomy znika, a z nim także pilnująca go lekarka.
Co więcej, wygląda na to, że porwało ich plemię kanibali. Czwórka charakterologicznie odmiennych od siebie mężczyzn wyrusza w podróż do jądra ciemności (czytaj: leża kanibali), by sprowadzić kobietę z powrotem do mieściny.
Pirania 3D
Z cyklu „Filmy, których nie można traktować poważnie”: oto produkcja o krwiożerczych piraniach, naprawdę daleki krewny Szczęk! I mówiąc „naprawdę daleki”, dokładnie to mam na myśli, bo Pirania 3D w żadnym momencie nie próbuje być serio, a każda linijka dialogu czy nadzwyczaj spektakularna śmierć stanowi tu przede wszystkim okazję do pośmiania się z gatunku. A reżyser, Alexander Aja, nie pozostaje przy tym zachowawczy, wręcz przeciwnie – otwarcie kpi, wyśmiewa czy ironizuje, co może odrzucić wszystkich uczulonych na nadmierną samoświadomość. Za to z pewnością nie rozczarują się osoby oczekujące graficznej przemocy.
Ofiary piranii są bowiem rozrywane, zabarwiają wodę hektolitrami krwi, z przerażeniem patrzą na odpadające im lub innym kończyny i giną w możliwie najbardziej efektowny, przeczący logice sposób. Palce lizać!
Królik doświadczalny 2: Kwiat ciała i krwi
Na wstępie uspokajam – film można obejrzeć bez znajomości części pierwszej, gdyż pozostaje z nią związany jedynie tematycznie. Jak na produkcję pełnometrażową jest przy tym zaskakująco krótki – trwa około 40 minut – ale nie dajcie się zwieść, bo pod względem natężenia przemocy w żaden sposób mu to nie ujmuje. Historia jest wręcz prostacka: mężczyzna porywa kobietę i na naszych oczach ją ćwiartuje. I tyle. Trzeba jednak zaznaczyć, że kamera obserwuje jego działania z wręcz dokumentalnym zacięciem i nie ma tu mowy o półśrodkach czy niedopowiedzeniach.
Każda wykonana przez niego rana zostaje – ku naszej radości lub obrzydzeniu – zarejestrowana przez obiektyw. Tylko dla ludzi z mocnym żołądkiem.
Martwe zło
W tym zestawieniu nie mogło oczywiście zabraknąć klasyka kina gore. Słynny film Sama Raimiego z 1981 roku opowiada o grupie znajomych, którzy w ramach weekendowego wyjazdu natrafiają na opuszczony domek w środku lasu. Szybko okazuje się, że miejsce jest nawiedzone, a okupujące je duchy manifestują się w ciałach nastolatków po tym, jak ci znajdują księgę demonów i odsłuchują nagranie z przywołującymi je sentencjami. Horror Raimiego to przede wszystkim popis charakteryzatorów i specjalistów od praktycznych efektów specjalnych, którzy przygotowali dla nas obrzydliwe, a przy tym nadzwyczaj realistycznie wyglądające kreatury.
Niedługo stuknie mu czterdziestka – może to odpowiednia pora na powtórkę lub pierwszy seans?
Korpo
Udane połączenie społecznej satyry i eksploatacji to coś, co zawsze warto docenić. Takie też jest Korpo Joego Lyncha. Choć w krytyce korporacjonizmu pozostaje równie subtelne, co trafienie młotkiem w głowę, to stawiając na uciechę z aktów ludobójstwa – tutaj usprawiedliwionych wywołującym szał wirusem – przemyca przy okazji parę celnych uwag dotyczących wyzysku pracowników. Jednocześnie zaś zawiera sporą dawkę humoru, dzięki czemu rzucane na każdym kroku truizmy nie wywołują u nas przewracania oczami, a zamiast tego składają się na satysfakcjonującą produkcję spod znaku krwi i złamanych kończyn.
Na dokładkę mamy świetny duet na pierwszym planie – niekoronowana królowa tego typu produkcji, Samara Weaving, przebija się przez kolejne stada wycieńczonych pracą korposzczurów ze wschodzącą gwiazdą kina niszowego, Stevenem Yeunem.
To tyle ode mnie! Teraz wasza kolej – jakie krwawe filmy możecie polecić czytelnikom? Napiszcie w komentarzach!
