Connect with us

Publicystyka filmowa

FIU, FIU! 10 GWIZDANYCH MOTYWÓW FILMOWYCH

W filmie FIU, FIU! 10 GWIZDANYCH MOTYWÓW FILMOWYCH odkryj najlepsze melodie, które poruszają serca i przyciągają uwagę widzów od lat.

Published

on

FIU, FIU! 10 GWIZDANYCH MOTYWÓW FILMOWYCH

Radośnie plumkający się właśnie w kinach Kształt wody to audiowizualna maestria, w której już od samego początku ujmuje zwłaszcza niezwykłej urody gwizdany temat przewodni. Jego twórca, Alexandre Desplat, zasłużenie zbiera kolejne ważne nagrody za swoją pracę, choć bynajmniej nie jest pierwszym, który oparł swoje nuty na podobnej prostocie. Przez lata istnienia kina sporo było równie chwytliwych motywów muzycznych ubarwiających ruchome kadry. Poniżej wybrana dyszka najlepszych/najciekawszych/najbardziej pamiętnych. Nie wyczerpują one tematu, ale od czego mamy komentarze…

Advertisement

 

Bandolero!

Jerry Goldsmith

Advertisement

Jedna z najbardziej charakterystycznych melodii westernowych – a trzeba nadmienić, że gatunek ten bogaty jest w takie zagrywki (o czym jeszcze się później przekonamy). Przyjemna, przygodowa nuta zyskuje dużo luzu i polotu właśnie dzięki gwizdanym solówkom, które od razu wprowadzają nas w odpowiedni klimat prerii, zaznaczając przy tym nie do końca poważny charakter filmu.

Advertisement

 

Coup de tête

Pierre Bachelet

Advertisement

Autor niezapomnianego soundtracku do Emmanuelle idzie w podobnie odprężające rejony. Jednak w przeciwieństwie do poprzednika, tutaj gwizd jest główną i właściwie jedyną atrakcją, delikatnie podkreślany jedynie przez nienachalną, ciepłą elektronikę i elementy gitarowe (choć na soundtracku znajdziemy kilka różnych, także bardziej drapieżnych aranżacji utworu). Efektem rzecz daleka od arcydzieła, ale trudna do wyrzucenia z głowy.

Advertisement

 

Jak zostać kotem

Evguenie i Sacha Galperine

Advertisement

W miarę świeży, ale zaskakująco udany, hipnotyzujący temat. Zwariowany, mocno chaotyczny w swej naturze, ilustruje napisy końcowe tego familijnego filmu, ale znakomicie sprawdza się też w roli oryginalnego dzwonka na komórkę. Chociaż gwizd wydaje się tu chwilami niknąć w natłoku innych, głośniejszych elementów muzycznej ekspresji, to bez niego nie byłby to ten sam poziom szaleńczej radości.

https://www.youtube.com/watch?v=jlpHgz3s8_I

Advertisement

Most na rzece Kwai (Colonel Bogey March)

Malcolm Arnold

Klasyka. Choć sam film też nią jest, to ten konkretny motyw wydaje się go przerastać w popularności. Od czasu premiery w 1957 roku kolejni reżyserzy chętnie zresztą sięgają po niego w różnych okolicznościach przyrody (pojawił się między innymi w Klubie winowajców i serialu Przyjaciele). Nie powinno to dziwić, gdyż to tradycyjny marsz armii brytyjskiej, skomponowany ponad czterdzieści lat wcześniej przez porucznika Kennetha Alforda (naprawdę Frederick Joseph Ricketts), a przez Arnolda i Davida Leana jedynie rozsławiony. Ale za to w jaki sposób!

Advertisement

Nazywam się Nobody (Mucchio Selvaggio)

Ennio Morricone

Advertisement

Włoski maestro po raz pierwszy (i nie ostatni) na liście to gwarancja jakości. Zakręcona i lekko kiczowata melodia oferuje co prawda zdecydowanie więcej niż jedynie gwizdanie, ale to właśnie ono najbardziej wbija się w pamięć, dając jej rozruch. Być może dlatego tak doskonale wypada oparty na nim w nieco większym stopniu remix grupy 2Raumwohnung, wykorzystany w Revolverze Guya Ritchiego. Znamienne, że w oryginale motyw ten przypisany jest na ekranie mitycznej Dzikiej Bandzie.

Advertisement

Obrońcy skarbów

Alexandre Desplat

No i proszę, jak widać także sympatyczny Francuz miał już wcześniej na swoim koncie takie rzeczy. W tym konkretnym przypadku to hołd dla wojenno-awanturniczej klasyki, a w dodatku jedynie wariacja tematu głównego, rozpisanego w swej oryginalnej formie na pełną orkiestrę. Wersja pod napisy końcowe sprawia jednak lepsze, bardziej zawadiackie wrażenie, dzięki wykorzystaniu nie solisty, lecz całego zastępu gwiżdżących.

Advertisement

https://www.youtube.com/watch?v=Zu_ObSSSOIk

Twisted Nerve

Bernard Herrmann

Advertisement

Jedna z najsłynniejszych tego typu melodii – głównie za sprawą ponownego wykorzystania jej przez Quentina Tarantino w Kill Billu. To zwodnicza melodia, gdyż zaczyna się dość niewinnie, marzycielsko wręcz – i to właśnie dzięki optymistycznej nucie gwizdanej. A potem, jak to u Herrmanna, następuje dramatyczny zwrot o 180 stopni i już przestaje być tak wesoło. Lecz taka zmiana nastroju tylko wzmaga fascynację początkowym rytmem.

https://www.youtube.com/watch?v=E84OWq6z3IQ

Advertisement

Za garść dolarów

Ennio Morricone

Romantyczno-poetycki nastrój, jaki niesie ze sobą samotny gwizd w tej kanonicznej melodii Dzikiego Zachodu, zgrabnie uzupełniają z czasem pojedyncze instrumenty pokroju gitary i chór, a także powracające jak bumerang słowa „we can fight!”. Ale to właśnie na wydmuchiwanej z płuc nucie osadza się całe piękno tego napisanego dla Sergia Leone kawałka, który stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów, jakie wyszły spod ręki włoskiego mistrza batuty. Jak na ironię, sam zainteresowany uważa cały score za jeden z najgorszych w swojej karierze. Jak to dobrze, że można wygwizdać podobne fakty.

Advertisement

Przy okazji warto jeszcze wspomnieć, że w bardzo podobnym tonie (acz wolniejszym rytmie) utrzymane są również gwizdane fragmenty ilustracji tegoż kompozytora do innego filmu Leone – Garść dynamitu (tam jednak trudno pisać o temacie gwizdanym jako takim).

Advertisement

Zawodowiec

Ennio Morricone

I raz jeszcze Ennio – tym razem w nieco bardziej wyciszonym, wręcz refleksyjnym wydaniu. Dokładnie takie wrażenie sprawia bowiem niespieszny, przejmujący gwizd, który rozpoczyna temat główny we wszystkich jego odsłonach. Potem utwór zaczyna się rozkręcać, a z każdą następną sekundą muzyka staje się żywsza, dosadniejsza i w końcu dosłownie rozkrzyczana. Niemniej to właśnie to otwierające całość gwizdanie pozostaje w sercu na dłużej, głównemu bohaterowi nadając jakby szlachetniejszych cech.

Advertisement

Złoto dla zuchwałych

Lalo Schifrin

Advertisement

Podobnie jak western, wojna również sprzyja melodiom niesionym powietrzem – szczególnie gdy, jak ma to miejsce w tym przypadku, odpowiada za nie wiele ust. Wraz z typowymi dla gatunki werblami na drugim tle dają jasny obraz gatunku, podejmowanej historii i jego bohaterów. Lecz sama lekkość i swoista niepokorność melodii bierze to wszystko w odpowiedni nawias, wnosząc sielskość i luz do wojennej zawieruchy oraz podkreślając braterstwo ludzi w niej uczestniczących. Mała rzecz, a cieszy.

Advertisement

Bonus:

The End of the F***ing World (She Left The Light On)

Graham Coxon

Na koniec… piosenka. Utwór Coxona jest bowiem w dużej swojej części typową balladą. Co nie zmienia faktu, że równie dużą co słowa rolę odgrywa w nim właśnie uzupełniający poszczególne zwrotki, jak i w ogóle otwierający całość, gwizd. Bardzo prosta, acz fajna rzecz.

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

https://www.youtube.com/watch?v=305iPLYJ04c

Advertisement

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *