Connect with us

Publicystyka filmowa

Filmy SUPERBOHATERSKIE, które ZMIENIŁY HISTORIĘ gatunku

Odkryj FILMY SUPERBOHATERSKIE, które ZMIENIŁY HISTORIĘ gatunku! Poznaj kluczowe tytuły, które zdefiniowały superbohaterskie kino na nowo.

Published

on

Filmy SUPERBOHATERSKIE, które ZMIENIŁY HISTORIĘ gatunku

Kino superbohaterskie to dzisiaj absolutna czołówka rozrywkowego przemysłu filmowego zza oceanu. Zamaskowanych obrońców pochodzących z kultowych komiksów pokochał już niemal cały świat. Dzisiaj przedstawić chciałbym dziesięć moim zdaniem najważniejszych dla tego gatunku tytułów. Filmów, które zmieniły historię superbohaterów na wielkich ekranie.

Całość podzielona została na dwie części.

Advertisement

Część I. Narodziny fenomenu

Pierwsza część historii kina superbohaterskiego to składająca się z zaledwie kilku istotnych tytułów, ale też trwająca kilka dekad droga od pierwszego, ryzykownego blockbustera do superprodukcji, o której z pełną powagą rozmawiał cały świat.

Superman (1978)

Nie jest to pierwsza ekranizacja komiksu superbohaterskiego (wcześniej powstał m.in. nawiązujący do słynnego serialu aktorskiego Batman zbawia świat z 1966 roku), ale po raz pierwszy studio zdecydowało się na realizację wysokobudżetowego, przeznaczonego do szerokiego grona odbiorców filmu o znanym z komiksów superbohaterze. Mowa tu oczywiście o tym, który rozpoczął cały nurt tego typu historii – Supermanie. Warner Bros. postawiło na niezwykle ambitny realizacyjnie projekt. Historię napisał sam Mario Puzo (autor Ojca chrzestnego), jako reżysera zatrudniono Richarda Donnera (wtedy znanego z horroru Omen), w obsadzie znalazło się miejsce dla takich gwiazd jak Gene Hackman i Marlon Brando. Specjaliści od efektów specjalnych stawali na rzęsach, by sprawnie przenieść na ekran moce tytułowego bohatera (za co zostali później nagrodzeni Oscarem), a całość stanowić miała dwuczęściową epopeję o genezie Supermana i jego drodze do stania się największym bohaterem Ziemi.

Advertisement

I chociaż dziś film wydawać się może kompletnie infantylny, a w czasie pracy na planie Donner został zwolniony i swojej wizji nie dokończył (w całości udało mu się wyreżyserować właśnie Supermana, ale Superman II został dokończony już przez innego twórcę), to absolutnie oczarował ówczesnych widzów i krytyków. Był nie tylko wielkim hitem, ale też pozwolił uwierzyć, że przygody superbohaterów naprawdę z powodzeniem mogą zagościć na wielkim ekranie.

Batman (1989)

Sukces Supermana Richarda Donnera ośmielił innych twórców. W 1979 roku DC Comics sprzedało prawa do ekranizacji swojego drugiego sztandarowego bohatera – Batmana. Realizacja projektu była istnym biegiem maratońskim z przeszkodami (jak określił to Peter Guber, producent filmu) i ostatecznie premiera odbyła się dekadę później, ale efekt końcowy przerósł najśmielsze marzenia widzów.

Advertisement

Timowi Burtonowi, młodemu wówczas reżyserowi, udało się się dzięki niezwykle specyficznemu, mrocznemu klimatowi, doborowej obsadzie (Michael Keaton, Jack Nicholson, Kim Basinger) i niezapomnianej muzyce Danny’ego Elfmana stworzyć film dziś ikoniczny, wciąż natychmiastowo kojarzący się z kinowym Batmanem i budującym popularność tej postaci na całą kolejną dekadę. O ile Supermana Richarda Donnera bez wątpienia nazwać możemy pierwszym superbohaterskim blockbusterem, o tyle Batmana Tima Burtona pierwszym ponadczasowym klasykiem tego gatunku.

X-Men (2000)

Dwudziesty wiek zamykamy przełamaniem monopolu ekranizacji DC Comics. Oczywiście już wcześniej mogliśmy oglądać ekranizacje komiksów Marvela, ale były to produkcje co najwyżej B-klasowe i to X-Men Bryana Singera sprawili, że ubiegłe stulecie zapamiętane powinno być nie tylko ze względu na Supermany z Christopherem Reeve’em oraz Batmany z Michaelem Keatonem. Warto odnotować, że w tamtym momencie historii (inaczej niż dziś) większość praw do ekranizacji swoich komiksów nie należała do Marvela, który z różnych względów skutecznie je wyprzedawał.

Advertisement

I tak prawa do słynnych mutantów komiksowego giganta trafiły do studia 20th Century Fox, które to na przełomie wieków postanowiło je wykorzystać, zlecając Bryanowi Singerowi realizację opisywanych tu X-Men. Foxowi zależało z jednej strony na stworzeniu efektownego widowiska, z drugiej – dokładnie oglądało każdego dolara (dziś okryty niesławą Joss Whedon pomagał uczynić scenariusz bardziej blockbusterowym przy jednoczesnym braku konieczności windowania budżetu). W ten oto sposób powstał film dość fabularnie prosty, metrażowo krótki, a przy tym znakomicie oddający ducha pierwowzoru i zwyczajnie udany.

Główne role zagrali tu stosunkowo mało rozpoznawalni aktorzy, w rolach mentorów obu stron konfliktu wystąpili Patrick Stewart i Ian McKellen. Tym, co czyni film wyjątkowym i wartym umieszczenia na tej liście, jest fakt, że to pierwsza nowoczesna ekranizacja komiksu superbohaterskiego – dynamiczna, lekka, mocno oparta na CGI. 

Advertisement

Spider-Man (2002)

Sytuacja podobna do tej z Supermanem i Batmanem, gdzie pierwszy tytuł przetarł szlaki, które drugi w pełni wykorzystał. O ile X-Men bez wątpienia nazwać możemy pierwszym współczesnym filmem superbohaterskim, o tyle Spider-Man Sama Raimiego pierwszym absolutnym hitem nowoczesnego kina superbohaterskiego i produkcją w pełni wprowadzającą gatunek w XXI wiek.

Raimiemu udało się perfekcyjnie oddać klimat komiksów o tej postaci z lat 60., stworzyć przy tym niezwykle efektowny blockbuster i skompletować obsadę, która wzbudziła u widzów tak dużą sympatię, że do dziś wielu uważa ją za najlepszą wersję kinowych inkarnacji tych postaci. Warto zauważyć, że twórcy wyraźnie wzorowali się na schemacie Supermana z 1978 roku, gdzie dokładne i niespieszące się nigdzie origin story bohatera gładko przechodzi w starcie z jego głównym adwersarzem. Rozwiązanie to okazało się strzałem w dziesiątkę i pociągnęło za sobą prawdziwą falę superbohaterskich blockbusterów opartych na tym samym modelu narracyjnym.

Advertisement

Wymienić można tu chociażby Daredevila z Benem Affleckiem, Fantastyczną Czwórkę z Jessicą Albą czy nawet pierwsze odsłony filmów o Iron Manie lub Kapitanie Ameryce.

Mroczny Rycerz (2008)

Trzydzieści lat po premierze pierwszego superbohaterskiego blockbustera na ekranach kin pojawił się film, który wprowadził ten gatunek na zupełnie nowy poziom. Mowa tu oczywiście o Mrocznym Rycerzu Christophera Nolana. I niezależnie od tego, co o tym filmie sami uważamy, oddać trzeba, że Nolan i jego współpracownicy podeszli do powierzonego im zadania niezwykle ambitnie.

Advertisement

Stworzyli wielowątkowy i wielowymiarowy scenariusz, który zamieniono w bardzo intensywny, emocjonujący i efektowny blockbuster z fenomenalną rolą Heatha Ledgera, który w filmie wcielał się oczywiście w Jokera – głównego nemezis tytułowego bohatera. Wszystko to sprawiło, że świat dosłownie oszalał na punkcie filmu. Zarobił on ogromne pieniądze, zebrał najwyższe oceny wśród widzów i krytyków, a do dziś uważany jest za najlepszy film superbohaterski w historii kina. I, powtarzam, nieważne, czy podobał się wam Mroczny Rycerz – popkulturowy fenomen, który narodził się wokół produkcji Christophera Nolana, jest faktem, a jego pozycja, moim zdaniem, na absolutnym szczycie tak szerokiego i jednocześnie pozytywnego odbioru filmu superbohaterskiego może nigdy już nie zostać utracona.

Część II. Rewolucja

Era smartfonów nie znosi marnowania cennego czasu i kolejne tytuły stanowiące kamienie milowe dla kina superbohaterskiego oglądać możemy niemal co roku. To czas przekraczania kolejnych granic, łamania stereotypów i udowadniania, że nic nie sprzedaje się dziś równie dobrze, co zamaskowani herosi.

Advertisement

Avengers (2012)

Rok 2012 to według mnie rok dla gatunku kina superbohaterskiego symboliczny. To właśnie wtedy premiery miały filmy Mroczny Rycerz powstaje Christophera Nolana oraz Avengers Jossa Whedona. Ten pierwszy kończył rozpoczętą przez Supermana Richarda Donnera erę zamkniętych historii i samotnych bohaterów, ten drugi rozpoczynał królowanie zupełnie nowej koncepcji kina superbohaterskiego – dzielonego świata, gdzie każdy bohater, niczym w komiksowych pierwowzorach, jest częścią większej całości. Oczywiście Kinowe Uniwersum Marvela rozpoczął Iron Man Jona Favreau, ale to właśnie Avengers pozwoliło takim postaciom jak Iron Man, Kapitan Ameryka, Thor czy Hulk wystąpić wspólnie na jednym ekranie. Znakomity odbiór produkcji absolutnie rozkręcił świat Marvela, zmuszając niejako konkurencję do pójścia w jego ślady i pozwolił uczynić pierwszy krok w triumfalnym pochodzie po coś, o czym przeczytać będziecie mogli w jednym z kolejnych akapitów, w ostatnim prezentowanym tu tytule.

Deadpool (2016)

W 2009 roku premierę miał raczej zapomniany – mimo że wtedy mocno wyczekiwany – tytuł ze stajni kinowych X-Men – X-Men Geneza: Wolverine, czyli pierwszy z trzech solowych filmów o tej postaci. Kiepski i pokraczny film wprowadził do świata filmowych mutantów (mimo że też zupełnie nieudanie) inną kultową postać – Deadpoola, którego zagrał Ryan Reynolds. X-Men Geneza zgodnie uznana została za gniot, ale rozpaliła w Reynoldsie marzenie o stworzeniu filmu stricte o postaci, w którą się tam wcielał, co w końcu się udało po entuzjastycznie przyjętym wycieku materiału testowego do planowanej produkcji.

Advertisement

Filmowy Deadpool Tima Millera był wiernym oddaniem komiksowego pierwowzoru i po prostu udanym filmem, ale przede wszystkim przy stosunkowo małym budżecie (58 mln dolarów) i kategorii wiekowej R (amerykański odpowiednik „filmu tylko dla dorosłych” – ściśle film, na który młodzież poniżej 17 roku życia udać się może tylko z opiekunem) okazał się ogromnym hitem Foxa, zarabiając dla studia prawie 800 milionów dolarów i zbierając bardzo przychylne opinie wśród widzów i krytyków. Tym samym dał producentom odwagę, by godzić się na widowiska superbohaterskie z wyższą kategorią wiekową – jak Logan (pierwsza w historii nominacja do Oscara za najlepszy scenariusz dla ekranizacji komiksu superbohatrskiego!) czy Ptaki Nocya być może bez Deadpoola nie zobaczylibyśmy także Jokera Todda Phillipsa.

Na marginesie warto odnotować, że sequel Deadpoola był pierwszym filmem superbohaterskim głównego nurtu z otwarcie homoseksualnymi superbohaterami (w tym przypadku: superbohaterkami).

Advertisement

Wonder Woman (2017)

Filmy superbohaterskie skoncentrowane wokół superbohaterki powstawały wcześniej. To niezaprzeczalny fakt, o czym świadczą takie tytuły jak Supergirl z 1984 roku czy mająca premierę dwadzieścia lat później Kobieta-Kot z Halle Berry w roli tytułowej. Były to jednak produkcje nieudane, kiepsko przyjęte, B-klasowe, które przez lata odstraszały śmiałków do zmierzenia się z ideą filmu superbohaterskiego z kobietą w roli głównej.

Zmieniło się to w 2017 roku, kiedy DC, budując (dość nieporadnie, trzeba przyznać) swoje filmowe uniwersum, postawiło na film o wprowadzonej rok wcześniej w produkcji Batman v Superman: Świt sprawiedliwości postaci granej przez charyzmatyczną Gal Gadot. Wonder Woman dość chyba niespodziewanie zjednała sobie krytyków, zadowoliła fanów gatunku, ale też zarobiła dla Warnera bardzo uczciwe pieniądze, przełamując tym samym stereotyp mówiący o tym, że film o superbohaterce nie może się udać.

Advertisement

I nie jest to wyssany z palca banał: Kevin Feige (główny producent Marvel Studios) przyznał, że sukces konkurencji dał im odwagę, by zrealizować Kapitan Marvel, a ledwie trzy lata później zauważyć możemy, że trzy największe produkcje superbohaterskie roku, to filmy jednoznacznie stawiające na tzw. girl power – Ptaki Nocy, Czarna Wdowa i w końcu sequel filmu z Gal Gadot w postaci Wonder Woman 1984.

Czarna Pantera (2018)

Ledwie rok po premierze Wonder Woman przyszedł czas na kolejne tabu – superbohaterski blockbuster oparty na czarnoskórej obsadzie. Mowa tu oczywiście o Czarnej Panterze Ryana Cooglera, ekranizacji klasycznego komiksu Marvela. Film natychmiastowo wywołał ogromne zainteresowanie. Mnóstwo znanych i cenionych ludzi światowego show-biznesu czuło się niemal w obowiązku, by obejrzeć najnowszą odsłonę Kinowego Uniwersum Marvela i dołączyć do rodzącego się fenomenu.

Advertisement

Zewsząd płynęły niezwykle pozytywne recenzje, a kasy biletowe niemal uginały się od gotówki, którą zostały dzięki Czarnej Panterze napełnione. Triumfalny przemarsz filmu Cooglera został uhonorowany bezprecedensowym wyróżnieniem – produkcja została nominowana do Oscara w kategorii najlepszy film, co oczywiście uczyniło go pierwszym filmem superbohaterskim w historii, który walczył o najważniejszą nagrodę świata kina. Możemy gdybać, czy było to rzeczywiście podyktowane poziomem filmu (osobiście uważam, że produkcja nie zasłużyła na tak mocne wyróżnienie, ale też zawsze bronić będę filmu Cooglera jako rzeczy naprawdę ambitnie mierzącej się z gatunkiem kina superbohaterskiego), czy jednak chwilowym zachłyśnięciem się nad jego fenomenem lub chęcią odkupienia win w oczach czarnoskórej społeczności Ameryki.

Fakt pozostaje faktem: Czarna Pantera jest do dziś jedynym filmem superbohaterskim z nominacją do Oscara w głównej kategorii (jeśli oczywiście nie zaliczymy do gatunku Jokera Todda Phillipsa, co jest materiałem na zupełnie inny tekst). Statuetka ostatecznie powędrowała do Green Book.

Advertisement

Avengers: Koniec gry (2019)

W zeszłym roku na ekranach kin podziwiać mogliśmy dwudziesty drugi odcinek serialu znanego jako Kinowe Uniwersum Marvela. Film braci Russo był zamknięciem dyptyku rozpoczętego przez Avengers: Wojnę bez granic, swoistym podsumowaniem dotychczasowej drogi Marvel Studios i zamknięciem wątków prowadzonych niekiedy przez ponad dekadę.

Avengers: Koniec gry okazało się nie tylko spełnieniem najśmielszych marzeń fanów i ogromnym sukcesem komercyjnym, ale szybko zauważono, że produkcja dumnie kroczy przez światowy box office, konsekwentnie zbliżając się do jego szczytu. I tak w końcu (w nieco, trzeba przyznać, desperackim stylu, jeśli przypomnimy sobie ponowną dystrybucję filmu z kilkoma dodatkowymi minutami) zdetronizowała Avatara Jamesa Camerona, stając się najbardziej dochodowym filmem w historii kina.

Advertisement

Nietrudno domyślić się, że tytuł ten po raz pierwszy przypadł produkcji superbohaterskiej, ale warto zauważyć, że doszło tu do czegoś jeszcze bardziej znaczącego – po raz pierwszy w historii najbardziej dochodowym filmem świata stał się tytuł absolutnie ekskluzywny. Taki, w którym – w opozycji do zamkniętych historii w postaci np. Titanica czy Avatara właśnie – do zrozumienia fabuły niezbędnym było śledzenie tego uniwersum przez ponad dziesięć lat. Ostatecznie zatriumfował zatem niezwykle odważny model ekranizowania przygód superbohaterów w dzielonym, rozpoczętym przez Avengers Jossa Whedona świecie.  

Postscriptum – czyli co dalej?

Dziesięć filmów. Długa droga od niepewnych prób przeniesienia tej amerykańskiej mitologii z kart komiksów na wielki ekran do absolutnego zwycięstwa, jakim niewątpliwie jest tytuł najbardziej dochodowego filmu w historii kina… I co dalej? Jak wspominałem w tekście, trudno mi wyobrazić sobie film superbohaterski, który zachwyciłby widzów równie mocno, co Mroczny Rycerz Christophera Nolana. Nie wydaje mi się też, żeby szybko (czy kiedykolwiek?) jakaś produkcja w tymże gatunku przebiła finansowy wynik Avengers: Końca gry braci Russo.

Advertisement

W końcu niemożliwe – mimo że dalsza dywersyfikacja jest kierunkiem w pełni naturalnym i już np. przez Marvel Studios wyraźnie zapowiedzianym – stworzyć ponownie pierwszy superhit z superbohaterką w roli głównej, oparty na niebiałej obsadzie czy wprowadzający superbohaterów ze społeczności LGBT+. Kolejnym kamieniem milowym, który przychodzi mi do głowy, mogłoby być zdobycie Oscara w jednej z dwóch kategorii, które wzniosłyby gatunek na nowy poziom prestiżu: najlepszy scenariusz adaptowany lub najlepszy film. Ale czy to w ogóle możliwe?

Advertisement

Wychowany na filmach takich jak "Batman" Burtona, "RoboCop" Verhoevena i "Komando" Lestera. Pasjonat kina superbohaterskiego, ale także twórczości Davida Lyncha, Luki Guadagnino czy Martina McDonagh.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *