Connect with us

Publicystyka filmowa

Filmy, których tytuły ZMIENIONO przed premierą

W świecie kina tytuł jest kluczem do sukcesu! Odkryj FILMY, KTÓRYCH TYTUŁY ZMIENIONO PRZED PREMIERĄ i ich fascynującą historię!

Published

on

Filmy, których tytuły ZMIENIONO przed premierą

Dobry tytuł to połowa sukcesu. Odpowiednio zareklamowana, uderzająca w konkretne tony, chwytliwa i melodyjna nazwa potrafi dodać produkcji charakteru, zapisać się w pamięci lepiej od najciekawszych zwiastunów i tym samym wykonać całą robotę w sprzedaniu dzieła. Często droga do ostatecznego tytułu jest długa i kręta, a objawienie następuje dosłownie na chwilę przed premierą. Poniżej najciekawsze przykłady takich hitów, które w alternatywnej rzeczywistości przypuszczalnie nie byłyby tym samym.

Atomic Blonde

Szpiegowski film akcji z Charlize Theron jakimś cudem nie doczekał się polskiego tłumaczenia (a przecież Atomowa blondyna to samograj). Ciekawe, czy stałoby się tak również w przypadku oryginalnej nazwy, zaczerpniętej wprost z powieści graficznej, na której oparto film.

Advertisement

Coldest City, czyli Najzimniejsze miasto, zamiast do bohaterki odnosi się do miejsca akcji, czyli Berlina z czasów zimnej wojny. Właściwie nie wiadomo, czemu dokonano zmiany, ale można przypuszczać, że chciano zwyczajnie uatrakcyjnić swój produkt – wszak Coldest City brzmi dość ponuro. W każdym razie zmiana na plus. Gdyby tak jeszcze poprawić fabułę…

Chłopcy z ferajny

Martin Scorsese nakręcił swój film w oparciu o książkę Nicholasa Pileggiego pod tytułem Wise Guy (w wolnym tłumaczeniu: „cwaniak” lub „mądrala”, aczkolwiek w slangu jest to określenie mafioza).

Advertisement

I tak też film miał się nazywać, ale w ostatniej chwili reżyser odkrył, że istnieje już serial o takim tytule, a Danny DeVito parę lat wcześniej nakręcił komedię Wise Guys (pol. Ważniaki). Aby uniknąć sądowych niesnasek, postanowiono zmienić więc całość na mające dokładnie takie samo znaczenie Goodfellas. I po problemie.

John Carter

Niesławny bękart Disneya przez niemal cały okres produkcji nosił miano John Carter of Mars (co widać na pierwszych materiałach promocyjnych), jednak na krótko przed wypuszczeniem go do kin postanowiono pozbyć się ostatniego członu, żeby „dotrzeć do jak największej publiki”. Twórcy postanowili, żeby zachować Marsa dla przyszłych części tego uniwersum, podkreślając tym samym drogę, którą przebywa jego bohater. Kolejnym argumentem za tą zmianą był też fakt, że parę miesięcy wcześniej inny film studia z tą planetą w tytule – Matki w mackach Marsa – okazał się klapą. No cóż, John Carter okazał się jeszcze większą, w czym na pewno trochę „pomogła” rzeczona zmiana na ostatnią chwilę.

Advertisement

Kamerdyner

Ciekawa i niezależna od twórców sytuacja. The Butler, bo taki jest oryginalny tytuł filmu, na krótko przed premierą został zablokowany przez MPAA, gdyż okazało się, że dokładnie taki tytuł ma już krótkometrażowy film studia Warner Bros. z… 1916 roku. Dla świętego spokoju do głównego członu dodano więc uzupełnienie w postaci… imienia i nazwiska reżysera nowej produkcji – Lee Daniels’ The Butler.

Krzyk

Horror Krzyk

Jest w tym pewna przewrotność losu, że bawiący się schematami slashera film Wesa Cravena pierwotnie nosił miano… Strasznego filmu (Scary Movie). Producent Bob Weinstein słusznie uznał jednak, że coś tu nie gra i zmienił tytuł na Scream – zainspirowany piosenką Michaela Jacksona. Reżyser początkowo kręcił nosem, ale wkrótce Krzyk został kultowym dziełem swojej ery, sparodiowany potem w serii głupawych komedii pod wspólnym mianem… Scary Movie.

Advertisement

Łowca androidów (Blade Runner)

Podstawą dla tego filmu było opowiadanie Philipa K. Dicka Czy androidy śnią o elektrycznych owcach? – i dokładnie tak Ridley Scott chciał nazwać swoje dzieło. Nie udało się, więc przez jakiś czas produkcja funkcjonowała pod roboczą nazwą Dangerous Days (Niebezpieczne dni – po latach ochrzczono tak dokument o tworzeniu filmu). Ostatecznie wybrano Blade Runner, choć i ten tytuł nie przypadł do gustu reżyserowi, który w pewnym momencie chciał nawet przeforsować kuriozalne… Gotham City. Na całe szczęście Bob Kane, twórca postaci Batmana, który działa w tym właśnie mieście, nie zgodził się sprzedać praw do tej nazwy.

Na skraju jutra

Przereklamowane hity i niedocenione perełki. FILMY SUPERHERO, które nie zasłużyły na swoją ocenę

Pierwsze zapowiedzi i plakaty tego widowiska SF z Tomem Cruise’em krzyczały: All You Need Is Kill (Musisz tylko zabijać), co stało w zgodzie z tytułem japońskiej rainobe, którą się inspirowano.

Szefowie odpowiedzialnego za produkcję studia Warner Bros. uznali jednak, że słowo „kill” odstraszy widzów swym negatywnym wydźwiękiem. Nowy tytuł – Edge of Tomorrow – bezsensownie zdominowany został jednakże większymi od niego tagline’ami „Live. Die. Repeat.” („Żyj. Umrzyj. Powtórz.”), dodając cegiełkę do całego tego zamieszania.

Advertisement

Ostra noc

Ta pijacka komedia ze Scarlett Johansson pierwotnie nazywała się Move That Body („ruszaj tym ciałkiem”), które następnie zmieniono na Rock That Body („kołysz tym ciałkiem” – serio?). Na tym jednak nie poprzestano i, przypuszczalnie ze względu na prawa autorskie, finalnie postawiono na proste Rough Night. Tylko tyle i aż tyle.

Pole marzeń

Kolejny przykład adaptacji książki, której tytuł chciano zachować. Shoeless Joe pióra W.P. Kinsella odnosi się do ksywki Joe Jacksona – jednej z legend baseballu, wokół którego osnuto fabułę. Producenci byli jednak niechętni tej nazwie i zmienili ją na Field of Dreams. Nieświadomie dopełnili tym samym przeznaczenia (które też jest jednym z fabularnych elementów), bowiem okazało się, że autor powieści chciał ją nazwać. .. The Dream Field, ale wydawcy wymusili na nim tytuł Shoeless Joe.

Advertisement

Powrót do przyszłości

Kultowy film wytwórni Universal pierwotnie nosił nazwę… Spaceman From Pluto (Kosmita z Plutona), co miało oddawać klimat tandetnych powieści, w których zaczytywał się George McFly.

Skąd zatem ikoniczne Back to the Future? To zasługa szefa studia, Sida Sheinberga, którego Spacemana… cała ekipa potraktowała jak dobry żart. Zbyt zawstydzony zaistniałą sytuacją, Sheinberg postanawiał nie wyprowadzać ich z błędu i przystał na Powrót do przyszłości.

Advertisement

Powrót Jedi

To z pewnością jedna z najsłynniejszych zmian w historii kina. Początkowo szósty epizod gwiezdnej sagi George’a Lucasa reklamowano tytułem Zemsta Jedi. Reżyser doszedł jednak do wniosku, że Jedi nie mogą się przecież mścić, bo to świadczy o przejściu na ciemną stronę Mocy, a poza tym sama „zemsta” brzmi niesympatycznie, więc zmienił ten człon na prosty „powrót”. W efekcie oficjalne plakaty z Zemstą Jedi stały się prawdziwymi Świętymi Graalami kolekcjonerów, osiągając zawrotne ceny na rynku wtórnym.

Rekiny wojny

Historię przedstawioną w tym filmie oparto na artykule opublikowanym w piśmie „Rolling Stone” oraz książce Guya Lawsona. Tytuł obu – Arms and the Dudes (w wolnym tłumaczeniu Kolesie z bronią) – miał też przejąć film, lecz niemal w ostatniej chwili go zmieniono na prostsze War Dogs, stwierdzając, że oryginalna nazwa jest zbyt dezorientująca i mało charakterna. Pełna zgoda.

Advertisement

Szalona wyprawa Billa i Teda

Sequel kultowej komedii, której część trzecia wkrótce trafi do kin, miał być początkowo znacznie bardziej bezpośredni względem fabuły i brzmieć: Bill & Ted trafiają do piekła. Dział marketingu firmy Orion zrezygnował jednak z tego pomysłu, uderzając w ciut przyjemniejszą jego wariację, która równie trafnie oddała clou filmu: Bill & Ted’s Bogus Journey.

Trzynasty wojownik

Ten film trapiła masa problemów i jednym z nich okazał się tytuł. Eaters of the Dead, czyli po prostu Zjadacze zmarłych, został porzucony przy okazji kolejnych dokrętek i zmian, pośród których znalazło się także zakończenie i cała ścieżka dźwiękowa. Po roku opóźnienia produkcja wylądowała w kinach pod nazwą The 13th Warrior. I poległa.

Advertisement

Zacznijmy od nowa

W 2013 roku na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto wyświetlano tę pozycję pod tytułem Can a Song Save Your Life? (Czy piosenka może ocalić ci życie?). Po zakupieniu praw do dalszej dystrybucji wszyscy – od szefostwa po widownię z pokazów testowych – byli zgodni co do tego, że najsłabszym ogniwem produkcji jest właśnie dziwaczna nazwa. Postanowiono więc wziąć sobie do serca przesłanie filmu i… zacząć od nowa.

Bonus:

Ptaki Nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)

Tutaj nie doszło do bezpośredniej zmiany mocno przekombinowanego tytułu, ale tuż po wejściu filmu do kin producenci postanowili zareklamować go ponownie pod znacznie prostszym hasłem Harley Quinn: Birds of Prey, pod którym odtąd funkcjonował w repertuarze. Nie pomogło, film okazał się wtopą.

Advertisement

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *