Connect with us

Publicystyka filmowa

Filmy, które SZARGAJĄ NERWY od początku do końca

Denerwują, męczą, powodują lęk, więc czy są kinematografii potrzebne?

Published

on

Filmy, które SZARGAJĄ NERWY od początku do końca

Wiele razy pisałem o filmach trudnych do obejrzenia – Ludzka stonoga, Srpski film, Funny Games, Pianistka, Ostatni dom po lewej, Requiem dla snu, Nadzy i rozszarpani, Nekromantik, The Room, The Blair Witch Project i wiele innych trudnych, denerwujących produkcji zarówno ze względu na poruszaną tematykę, jak i w kilku przypadkach koszmarną jakość wykonania.

Advertisement

Wspominam o nich dlatego, że ktoś mógłby się zdziwić, czemu ich nie ma w tym zestawieniu. Nie chcę się powtarzać, a poniższe filmy, z jednym wyjątkiem, są o wiele mniej znane jako te, które poleca się komuś, żeby go zmęczyć, zdenerwować, wywołać w nim takie wrażenia psychiczne, które nie będą dla niego przyjemne w czasie seansu, jak i w dłuższej perspektywie po nim.

„Odmienne stany świadomości”, 1980, reż. Ken Russell

Bardzo charakterystyczną cechą tego filmu jest umiejętne stworzenie przez Kena Russella poczucia zamknięcia w dusznym pomieszczeniu, którym jest fabuła, a tak naprawdę umysł głównego bohatera. Czuć to metaforycznie, ale i dosłownie – kiedy Eddie zamyka się w ciasnych pojemnikach wypełnionych wodą, żeby wprowadzać się w stan specyficznej farmakomedytacji. Szybko jednak okazuje się, że ten amok jest czymś więcej niż tylko projekcją umysłu. Denerwujące wizje spełniają się fizycznie, co pogłębia napięcie u odbiorcy. Każda wizyta w deprywacyjnym pojemniku kończy się drastyczniej, a my zastanawiamy się, kto z niego ostatecznie wyjdzie – człowiek czy potwór, a może sam Belzebub.

Advertisement

„Wszystko wszędzie naraz”, 2022, reż. Dan Kwan, Daniel Scheinert

Jeśli sądzicie, że ten film znalazł się w tym zestawieniu przypadkiem, bo nie było na jego miejsce innego tytułu, to jesteście w błędzie. Co zaś do szargania nerwów, napisałem jakiś czas temu, że bezmyślna synkretyczność przerosła i przygniotła twórców. Zbyt duży przypływ danych męczy, denerwuje. Widz szuka jakieś jednolitej linii fabularnej, a nie niekończących się fajerwerków, radykalnie potraktowanej zmienności stylów. Nie można się w tym odnaleźć. Nie rozumie się przyczyn tego, co dzieje się na ekranie. Wszystko wszędzie naraz jest denerwujący formalnie i fabularnie, a prawdziwym zapalnikiem tego grania na nerwach jest tych 7 Oscarów.

„Człowiek pogryzł psa”, 1992, reż. André Bonzel, Benoît Poelvoorde

Trochę tu dogmy – ciekawe czy zamierzonej – trochę eksperymentów dokumentalnych. Trudne kino, lecz nie tak ciężkie, jak w przypadku obrazów Gaspara Noégo. Czuć jakieś przymrużenie oka, nawet jeśli giną dzieci lub mówi się na ekranie o ich mordowaniu. Rzecz jasna to wciąż robi wrażenie i wymaga od odbiorcy trzymania emocji na wodzy, żeby nie uciec i nie przestać oglądać, ale jednak jakiś dystans twórców do dzieła jest. A to ważne, kiedy nawet podprogowo czuje się, że ogląda się fikcję, a nie jakąś koncepcję realizmu filmowego, która ma na celu wywołać u widza tak graniczne emocje, że przestanie on postrzegać dany film jako element rozrywki w życiu, a nie raniące plecy flagrum.

Advertisement

W przypadku Człowiek pogryzł psa, może nie zszarga on nerwów jak np. Funny Games, lecz spowoduje mocniejsze bicie serca, a niekiedy zaciśniecie dłoni w odczuwanej niechęci w stosunku do głównych bohaterów.

„Głowa do wycierania”, 1977, reż. David Lynch

Jeszcze na początku XXI wieku słyszałem o tym filmie o wiele częściej. Teraz jakby znikł nawet z mądrych, filmoznawczych dyskusji. Głowa do wycierania jest produkcją katalizującą lęk. Davidowi Lynchowi udało się to zrobić tak dobrze, gdyż wykorzystał nasz instynkt rodziców. Z dziecka natomiast uczynił potwora, którego z jednej strony nie sposób kochać, a z drugiej dręczenie go boli, wywołuje sprzeciw, jakby był ludzkim dzieckiem. To zestawienie przeciwieństw moralnych wywołuje chęć ucieczki, obrzydzenie, stres, a nawet złość. Dobrze więc szarga nerwy.

Advertisement

„Anemiczne kino”, 1926, reż. Marcel Duchamp

Bohaterami filmu są tzw. rotoreliefy. Słowo relief powinno być znane każdemu miłośnikowi starożytnej architektury, dodanie przedrostka „roto” oznacza zaś, że ta płyta z naniesionym na niej wzorem lub płaskorzeźbą będzie się obracać i wywoływać określone wrażenia w korze wzrokowej mózgu. W tym przypadku jest to uczucie patrzenia na obiekt, który posiada głębię. W Anemicznym kinie fabuły właściwie brak. Są to obrazy z podłożoną dość specyficzną muzyką. Dla niektórych ten manifestacyjny twór dadaisty Duchampa będzie wręcz hipnotyzujący i uspokajający. Dla innych zaś okaże się męczącym doświadczeniem wywołującym nawet złe fizycznie samopoczucie. W tym sensie ten wizualny eksperyment z pewnością zszarga nerwy i wywoła ból głowy, gdyż działa na naszą percepcję nienawykłą do długiego odbierania podobnych wrażeń.

„The Bunny Game”, 2010, reż. Adam Rehmeier

Film bezsprzecznie chory, szargający wrażliwość na najgłębszym poziomie. Szarga nerwy od początku do końca. Nadaje się na jednorazowy seans. Oprócz wyjątkowo chorej wizji przemocy, której opisy i analizy można spotkać w literaturze kryminologicznej, zawiera jednak ogólnie znaczącą refleksję nad życiem prostytutek. Chętnie polecałbym ten film wszystkim kierowcom ciężarówek, którzy mają odwagę skorzystać z usług roznegliżowanych pań wałęsających się w okolicach parkingów dla TIR-ów lub w okolicach zacisznych polanek, tam, gdzie drogi akurat przecinają mniejsze lub większe obszary leśne.

Advertisement

Wątpię jednak, czy akurat kierowcy TIR-ów wpadną kiedyś na pomysł analizy tego, co jest przedstawione w The Bunny Game, i dlaczego ofiara zboczeńca ma na głowie maskę królika. Czy napisanie „polecam” będzie nie na miejscu?

„Sam przeciw wszystkim”, 1998, reż. Gaspar Noé

Nad tym filmem ciąży dojmująca atmosfera smutku, nieuniknionego końca, beznadziei i bólu. Niekiedy powątpiewam, dlaczego kręci się takie filmy. Co gorsza, co myśleć o widzach, którzy czerpią autentyczną przyjemność z obcowania z tego typu kinem, przedstawiającym z niemałym pietyzmem skrzywione życie Rzeźnika? Ogląda się ten film z bólem. Przeżywa się go ciężko. Nie akceptuje się tego, co dzieje się na ekranie. Już sama sytuacja między bohaterem a chorą córką wystarczy, żeby zszargać nerwy, wystawić wrażliwość na próbę, czy jest się widzem-człowiekiem.

Advertisement

„Idioci”, 1998, reż. Lars von Trier

Pospastykujemy? Ten genialny, zaczepny film von Triera może spowodować ogromny przypływ emocji. Z jednej strony widz będzie się złościł na aktorów, że udają upośledzonych umysłowo. Z drugiej być może uzna to za ciekawy i podniecający eksperyment? Generalnie nie sposób tego obrazu pominąć w kinematografii ani usunąć go z głowy po obejrzeniu. Bynajmniej nie chodzi mi o manifest dogmy. Idioci są znacznie głębszym filmem. Spasykować oznacza nie tylko bawić się w „idiotę”, lecz poprzez udawanie go poznawać świat inaczej; rozumieć kogoś tak pogardzanego w społeczeństwie, jak osoba opóźniona umysłowo.

„River of Fundament”, 2014, reż. Matthew Barney

Krańcowość estetyczna – tak można by scharakteryzować River of Fundament, film z gatunku tych długich i operowych. Przyznaję, że od dziecka z teatrem i operą jestem blisko ze względów rodzinnych, może dlatego już na samą myśl o 6-godzinnymo filmie operowym mnie przeraziła. Mało tego, mimo słabości do opery, nie byłem w stanie przetrwać seansu – moje nerwy zgniótł patos, jego zgubne pojęcie jako czegoś, co ma widza zdeptać, a nie uwznioślić treść; być elementem powagi, lecz nie poważnej groteski. Polecam więc seans wszystkim tym, którzy mają nerwy ze stali i będą czerpać przyjemność z aktów śpiewanych w najmniej spodziewanych momentach.

Advertisement

„The ABCs of Death”, 2012, reż. Angela Bettis, Hélène Cattet

Jedyny horrorowy rodzynek w tym zestawieniu w takim bardziej klasycznym rozumieniu kina grozy, czyli krew, bebechy i wymyślne sposoby umierania. Produkcja charakteryzuje się specyficzną konstrukcją – w dwóch godzinach twórcy zamknęli 26 opowieści o śmierci. Dzięki takiemu rozwiązaniu niedługo czeka się na kulminacje, jest się wystawionym ciągle na szybko rosnące napięcie – co nie byłoby możliwe w horrorze pełnometrażowym. Jest to więc znakomita propozycja dla wrażliwców, którzy chcą odbyć terapię szokową, której efektem będzie przyspieszone zakochanie się w takim gatunku filmowym, jaki jest horror.

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *