Publicystyka filmowa
Filmy, które sprawią, że zaczniesz WĄTPIĆ w SENS WSZYSTKIEGO
Zanurz się w świat filmów, które poruszają najgłębsze pytania egzystencjalne. Odkryj, jak WĄTPIĆ w SENS WSZYSTKIEGO może zmienić Twoje postrzeganie!
Kryzys egzystencjalny to taki moment w życiu człowieka, kiedy zaczyna on kwestionować sens wszystkiego, w tym wartości czy cele. Wskazuje się, że objawy tego wewnętrznego lęku zbliżone są do depresji, która bardzo często mu towarzyszy. To w głównej mierze kłopoty ze snem, kontaktami interpersonalnymi, brak motywacji, ciągle towarzyszące uczucie niepokoju czy niezadowolenie z podejmowanych wyborów.
Bardzo często zdarza się, że po wyjściu z kina widzowie zaczynają zastanawiać się nad sensem swojego życia. Niektóre produkcje okazują się tak sugestywne dzięki obrazowi, dźwiękowi i opowiadanej historii, że całkowicie przenikają umysł odbiorcy, zmieniając jego postrzeganie świata.
W niniejszym zestawieniu postanowiłam skupić się na filmach, po których seansie bez wątpienia możemy „nabawić się” kryzysu egzystencjalnego.
Matrix (1999)
Film z Keanu Reevesem to nie tylko popis kunsztu reżyserskiego, ale również mroczna opowieść, po której wiele osób zaczęło kwestionować naturę naszej rzeczywistości. Co jest prawdziwe, a co najważniejsze? Jak określimy, co jest prawdą, a co fałszem? Najważniejsze przesłanie pozostaje jednak niezmienne. By wyzwolić się spod jakiejkolwiek kontroli, konieczne jest otwarcie umysłu. W dzisiejszym świecie, gdzie nasze życie wydaje się wyłącznie kopią kopii kopii, tego typu podejście dalej wygląda na niezwykle pretensjonalne, a jednocześnie nowatorskie.
American Beauty (1999)
Oczywiście na mojej liście nie mogło zabraknąć tej pozycji. Wielu mogłoby pomyśleć, że za tą produkcją nie kryje się nic poza dość prostą historią o obsesji. Ale dorzućmy do tego motyw odczłowieczenia, konsumpcjonizm i jego negatywne skutki, problemy z tożsamością oraz piękno zaklęte w latającej siatce z plastiku, a otrzymamy film, który nawet hardcorowych kinomanów przyprawi o natychmiastowy kryzys egzystencjalny.
Podziemny krąg (1999)
Pamiętam, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Podziemny krąg na kasecie VHS i od razu zakochałam się. To przede wszystkim mroczne spojrzenie na świat, w którym jednostka doświadcza porażki w obliczu wartości oraz systemu, który przyszło jej podtrzymywać. Co prawda jest to dość gniewne spojrzenie, ale jakże prawdziwe. Zawsze w tym filmie fascynowało mnie podejście do doświadczania prawdziwych emocji w sztucznym świecie, gdzie autentyczny jest wyłącznie ból, którego metaforycznie oraz fizycznie doświadczamy.
Zakochany bez pamięci (2004)
Nie wiem, ile razy płakałam, oglądając Zakochanego bez pamięci. To jest tak piękny film, że nie mam pytań. W tym przypadku należy jednak skupić się na koncepcji pamięci, a dokładnie wymazywania wspomnień. Bohaterowie rozczarowani swoim związkiem i samym rozstaniem postanawiają się pozbyć siebie nawzajem ze swoich umysłów. Decyzja dość ryzykowna czy genialna, jeżeli spojrzymy na naszą codzienność? Czy to nie cierpienie, doświadczenia i konkretne wydarzenia tworzą nas samych? Czy to nie dzięki nim jesteśmy, kim jesteśmy? A może pozbycie się jakichkolwiek przykrych wspomnień na temat danej osoby sprawiłoby, że nasze życie byłoby dużo łatwiejsze?
Truman Show (1998)
Miałam dokładnie 10 lat, kiedy po seansie filmu zamknęłam się w pokoju i zaczęłam kwestionować całe swoje dotychczasowe życie. Powiedzieć, że Truman Show to wyłącznie satyra na programy typu reality show, to za mało. To przede wszystkim wykorzystanie motywu tego typu programów do pokazania nierzeczywistości występującej w naszym świecie. Codziennie jesteśmy bowiem kontrolowani poprzez strach i poczucie komfortu, dzięki czemu akceptujemy naszą rzeczywistość taką, jaka jest, nie próbując zrozumieć, co się za tym wszystkim kryje. Możliwe jest nawet pójście krok dalej i stwierdzenie, że wszystko, co nas otacza, jest sztuczne… ludzie, relacje, a także życie, którym popisujemy się w mediach społecznościowych.
Donnie Darko (2001)
Muszę przyznać, że film operuje na tylu poziomach, że po dziś dzień nie byłam w stanie odkryć wszystkich. Niemniej każdy kolejny seans to mininagroda, która jednocześnie sprowadza mnie do parteru i trzyma tam przez długi czas. Powiem więc krótko: nielinearność czasu, Boska natura oraz kontrola umysłu…
Brazil (1985)
Terry Gilliam moim bogiem dziwnego kina jest. Brazil to czarna jak smoła komedia z elementami dystopijnymi, idealnie wpisującymi się w klimat słynnej powieści Orwella. Chociaż przesłanie jest niezwykle uniwersalne, mówi bowiem, że ucieczka w świat niepohamowanej fantazji jest zawsze czymś pozytywnym. Niemniej jak się okazuje, osoby przejawiające aż zbyt duży zapał są niepożądane. Interesujący jest tutaj motyw, zgodnie z którym antagoniści nie są sadystami. Oni po prostu wykonują swoją pracę. Niestety w naszym codziennym życiu coraz częściej hołduje się byciu identycznym jak reszta społeczeństwa i wykonywaniu każdego kolejnego dnia tej samej pracy bez jakiejkolwiek refleksji czy celów.
Król Lew (1994)
Przy tego typu liście wręcz musiałam zamieścić tę pozycję. Niektórzy z was mogą być wręcz zdziwieni tym wyborem, ale już spieszę z wyjaśnieniami. Pozornie mogłoby się wydawać, że animacja Disneya traktuje o tym, że dorastanie nie jest procesem łatwym i przyjemnym. Ale gdyby się zastanowić, to film mówi nam o tym, iż nasi bliscy umierają i nigdy więcej już ich nie zobaczymy, choćby nie wiem co. Dość ciężkie przesłanie, szczególnie że mamy do czynienia z filmem dla dzieci.
A czy waszym zdaniem możliwe jest dodanie do tej listy jeszcze jakichś innych filmów wywołujących kryzys egzystencjalny?
