Publicystyka filmowa
Filmy, które mogą doprowadzić do ROZSTANIA
Filmy, które mogą doprowadzić do ROZSTANIA, to tytuły zmuszające do refleksji nad związkiem. Czas na emocjonalny rollercoaster!
Walentynki to czas, gdy wiele par sięga po specjalnie wybrane na tę okazję filmy, by wspólnie obejrzeć bardziej lub mniej romantyczną historię dwojga ludzi. Stanowi to zarówno szansę na ucieczkę od problemów rzeczywistości, jak i możliwość skonfrontowania własnych uczuć z przedstawionymi na ekranie. I choć nie od dziś wiemy, że filmowe romanse są często nad wyraz spektakularne, a przez to nierzeczywiste, to zdarzają się również produkcje, które budzą w nas inne emocje niż te, jakich byśmy się spodziewali. Filmy, które zamiast wprawić nas w miłosny nastrój, uruchamiają trybiki odpowiedzialne za weryfikację dotychczasowych relacji i planów na przyszłość.
Innymi słowy – pozycje budzące wątpliwości, a nie umacniające nas w związku. Dzisiaj przyjrzymy się właśnie takim tytułom i kto wie – może to właśnie one okazałyby się najlepszym możliwym wyborem na nadchodzące święto?
Blue Valentine (reż. Derek Cianfrance)
O ile większość romansów opowiada o rodzeniu się uczucia, o tyle Blue Valentine mówi o jego umieraniu – i tym samym jest idealnym przykładem antyromansu. Film koncentruje się na związku Deana (Ryan Gosling) i Candy (Michelle Williams), dość zwyczajnej, skromnie żyjącej pary, wychowującej wspólnie córeczkę. Poprzez niechronologiczną narrację obrazuje nam się najlepsze chwile ich burzliwego romansu, by w następnej scenie zestawić je z najgorszymi, podczas których zaczynamy wątpić w naszą sympatię do bohaterów.
Dzięki temu produkcja pozostaje tak blisko prawdziwego życia, jak to tylko możliwe – prezentuje erozję więzi wynikającą z fundamentalnych różnic pomiędzy partnerami. Różnic, z których początkowo nawet nie zdają sobie sprawy, a które w pewnym momencie stają się zbyt istotne, by można było je dłużej lekceważyć.
Wersja skrócona
[web_stories_embed url=”https://film.org.pl/web-stories/filmy%2c-ktore-moga-doprowadzic-do-rozstania/” title=”Filmy, które mogą doprowadzić do ROZSTANIA” poster=”https://film.org.pl/wp-content/uploads/2021/02/filmy-do-rozstania-640×638-1.jpg” width=”360″ height=”600″ align=”none”]
Kamper (reż. Łukasz Grzegorzek)
Przekroczenie trzydziestego roku życia nie tylko w filmach bardzo często stanowi granicę, po wstąpieniu na którą ludzie zaczynają gwałtownie weryfikować swoje obecne zajęcia. Nie inaczej jest z Kamperem (Piotr Żurawski) i Manią (Marta Nieradkiewicz), postaciami z reżyserskiego debiutu Łukasza Grzegorzka. Gdy dochodzi do zdrady, ich związek staje pod znakiem zapytania. Film polskiego reżysera przypomina niemal archetypową „sundance’ówkę”, czyli dzieło kameralne już w swoich założeniach, przyziemne i wypełnione naturalnymi dialogami, używającymi języka, z jakim stykamy się na co dzień.
Wrażenie obcowania z „samym życiem” ułatwia nam zrozumienie motywacji bohaterów i być może nawet utożsamienie się z nimi. Proste, zgrabne i momentami zabawne – niemniej taniego romantyzmu tu za grosz.
Midsommar. W biały dzień (reż. Ari Aster)
Ari Aster, koronowany przez branżę na króla współczesnego horroru już przy okazji Dziedzictwa. Hereditary, tutaj ponownie proponuje kino grozy – z tą różnicą, że zamiast w pogrążonych w mroku strychach straszy się nas w blasku słońca.
Zabieg ten, jakkolwiek nietypowy, kieruje film bardziej w stronę dramatu i tak też można go odczytywać. Otrzymamy wtedy opowieść o toksycznej relacji Dani (świetna Florence Pugh) i Christiana (Jack Reynor), których związek wygasł już dawno temu. Z tym że dziewczyna nie zdaje lub nie chce zdawać sobie z tego sprawy (co dodatkowo pogłębia jej depresja), podczas gdy chłopak utknął w tej relacji po tragedii, jaka ją spotkała. Konieczność zmiany stanu rzeczy wymusi na nich jednak podróż do nieodkrytej przez cywilizację szwedzkiej wioski, gdzie miejscowi dopuszczają się niepokojących, a nierzadko i okrutnych rytuałów.
Happy Together (reż. Kar-wai Wong)
Tutaj także przyjdzie nam poznać historię toksycznej relacji, jednak przedstawioną w sposób znacznie bardziej przyziemny i „zwyczajny”. Specjalizujący się w słodko-gorzkich romansach (i antyromansach) chiński reżyser tym razem obrazuje związek gejowski, w którym mamy do czynienia ze standardowymi dobrą i złą stroną. Reprezentant pierwszej, Lai Yiu-fai (Tony Leung), jest poważnym i opiekuńczym (być może nawet zaborczym) realistą, chce stworzyć trwałą więź ze swoim partnerem.
Jego przeciwieństwem jest Ho Po-wing (Leslie Cheung) – beztroski, żyjący chwilą, wracający do kochanka z długami i siniakami niewiadomego pochodzenia na twarzy. Czy jest im pisana wspólna przyszłość? Biorąc pod uwagę tytuł zestawienia, zakończenia możemy się domyślać.
500 dni miłości (reż. Marc Webb)
Zanim Webb uznał, że chce pokazać na ekranie walkę pająka z jaszczurką, nakręcił 500 dni miłości – bodaj najbardziej znany film o przeciwieństwie tytułowego uczucia. Tom Hansen (Joseph Gordon-Levitt) jest typowym „dobrym chłopakiem”.
Kiedy poznaje dziewczynę swoich marzeń, Summer (Zooey Deschanel), postanawia zrobić wszystko, by tylko zdobyć jej serce. Początek pięknej love story? Absolutnie nie i narrator błyskawicznie nas od tego przeświadczenia uwalnia. To obraz relacji funkcjonującej tylko w głowie jednej osoby, która przekonuje sama siebie, że łączy ją z drugą więcej niż w rzeczywistości. Przykład książkowego wręcz friendzone’u opartego na wspólnym spędzaniu czasu, a nie jakimkolwiek romantycznym uniesieniu.
Srpski film (reż. Srdjan Spasojević)
Dotychczas pozostawaliśmy w sferze filmów, które skłaniają do refleksji na temat własnych uczuć i łączących nas z innymi więzi. Tutaj następuje jednak gwałtowny zwrot – wkraczamy bowiem na teren filmu tak odrzucającego i sadystycznego, że wytrwanie do końca seansu stanowi swego rodzaju osiągnięcie. Zafundowanie drugiej połówce takiego widowiska to niemal gwarancja tego, że dana osoba zacznie się zastanawiać, dlaczego właściwie postanowiliśmy jej to puścić – i czy aby na pewno chce z nami dłużej być. Gdybym miał zrobić listę najgorszych produkcji na walentynki, Srpski film z pewnością znalazłby się na podium.
Oczywiście niewykluczone, że wybranka lub wybranek zrozumie żart, jakim jest wybór tego konkretnego dzieła na walentynkową okazję… Ale jeśli nie, to z dużą dozą prawdopodobieństwa będzie to wasz ostatni wspólny film. Albo przynajmniej ostatni, który wybieraliśmy my.
Droga do szczęścia (reż. Sam Mendes)
Sam Mendes już raz opowiadał o amerykańskich przedmieściach. Zrobił to w 1999 roku w ramach kąpiącego się w płatkach kiczu American Beauty. W Drodze do szczęścia wraca do tego motywu, ale bez zasłony ironii – stara się podejść do tematu możliwie najbardziej na serio.
W konsekwencji otrzymujemy przejmującą historię rozpadającego się małżeństwa Whellerów granych przez Leonardo DiCaprio i Kate Winslet. Marzenia, które niegdyś łączyły dwójkę bohaterów, stopniowo stają się ich kością niezgody, a niemożność ich spełnienia sprawia, że frustracja rośnie w nich z minuty na minutę. Kino bliskie życiu, świetnie odegrane przez znakomitych aktorów pierwszoplanowych, którzy nawet bardziej przewidywalnym momentom nadają autentyczny wydźwięk.
Zabawa w pochowanego (reż. Matt Bettinelli-Olpin & Tyler Gillett)
Film opowiada historię nocy poślubnej Grace (Samara Weaving) i wywodzącego się z bogatej rodziny Alexa (Mark O’Brien), spędzanej w domu tego drugiego. W ramach ekscentrycznego zwyczaju zorganizowany zostaje wieczór gier planszowych – niestety podczas losowania zabawy panna młoda wybiera najbardziej zabójczą z nich, dosłowne polowanie.
Zanim ten dzień dobiegnie końca, jej śnieżnobiała sukienka zabrudzi się krwią, a liczba członków rodziny ulegnie znacznemu uszczupleniu. Dlaczego niepozorny komediowy horror miałby jakiemukolwiek związkowi przysporzyć problemów? Diabeł tkwi oczywiście w szczegółach, a konkretniej w tym, czyją stronę obierze małżonek – rodziny czy, jako się rzekło, miłości swojego życia? To pytanie powinien zresztą zadać sobie każdy planujący z kimś długotrwały związek. Nawet jeśli skłoni go do tego dopiero krwawa filmowa satyra.
Czy wasze związki przetrwały już próbę powyższych filmów? A może zamierzacie w najbliższym czasie poddać je weryfikacji? Chcecie zaproponować inne wyjątkowo niezręczne wybory na walentynki? Piszcie w komentarzach!
