Publicystyka filmowa
FILMY, KTÓRE IGRAJĄ Z CZASEM, czyli kolejność (nie)przypadkowa
FILMY, KTÓRE IGRAJĄ Z CZASEM zabierają nas w podróż po alternatywnych rzeczywistościach, gdzie czas nie jest linią, a pętlą pełną zaskoczeń.
Oto filmy, które igrają z czasem. Ich bohaterowie są świadomi (od początku, lub domyślają się tego z rozwojem akcji), że czas płynie dla nich nieco odmiennie niż dla pozostałych. Nie cofają się w przeszłość, nie powracają do przyszłości – nie wsiadają do wehikułów czasu, a jednak – wydarzenia wokół nich zdają się biec z zupełnie inną logiką, niż wskazują na to prawa fizyki. Alternatywne linie czasu i pętle wydarzeń to dla nich… codzienność.
Dzień świstaka
Klasyczny przykład filmu, którego bohater zostaje uwięziony w pętli czasowej. Scenarzyści ani myślą tłumaczyć widzowi, w jaki sposób się to stało.
Po prostu – stało się. Bohater Billa Murraya – zarozumiały i egocentryczny dziennikarz, budzi się każdego ranka, by ponownie przeżyć dokładnie ten sam dzień. Niezależnie od jego poczynań, następny ranek przynosi dokładnie to samo. Phil Connors może wpływać na wydarzenia podczas tego jednego dnia – co szybko odkrywa i skrzętnie wykorzystuje do spełniania hedonistycznych zachcianek. Jednak po pewnym czasie zauważa, że jego zmęczenie i zgorzknienie powiększają się wprost proporcjonalnie do jego próżnej postawy, nastawionej na osiąganie korzyści. Dopiero, kiedy uświadamia sobie, co w życiu jest naprawdę ważne, pętla odpuszcza, a Phil budzi się… następnego dnia.
Dzień świstaka to doskonała komedia, która pogrywa sobie z koncepcją linearnego czasu, jednak jestem jak najbardziej przeciwny od swatania jej z gatunkiem science fiction. Pętla czasowa nie ma tu żadnego naukowego wyjaśnienia – nawet sam bohater w pewnym momencie przestaje się zastanawiać, co mogło do niej doprowadzić. Dla bohatera czas płynie inaczej niż dla pozostałych, ale najważniejsze jest tutaj wyciągnięcie wniosków na temat swojego zachowania, a nie zmienienie linii czasowej w celu chociażby uratowania świata.
Kod nieśmiertelności
Po fenomenalnym debiucie Moon Duncan Jones miał bardzo wysoko postawioną poprzeczkę.
Prywatnie syn Davida Bowiego, utalentowany reżyser po raz drugi podjął próbę realizacji filmu science fiction, w rezultacie czego powstał kolejny bardzo udany film. Bohater (zwyczajowo koncertowy Jake Gyllenhaal) budzi się w pociągu i nie pamięta, jak się tam znalazł. Wkrótce dowiaduje się, że jego przeszłość nie ma znaczenia – liczy się to, że w ciągu ośmiu minut pociąg eksploduje, a on musi poświęcić ten czas na uratowanie siebie i reszty pasażerów.
Niestety ponosi porażkę… chociaż nie do końca – znów budzi się w tym samym pociągu, z tą samą misją. Wykorzystując wspomnienia i fakty, które przyswoił wcześniej, stara się zapobiec terrorystycznemu zamachowi. Podczas jednej z kolejnych prób wychodzi na jaw, że prawda jest jeszcze bardziej skomplikowana, a bohater nie jest tym, za kogo się początkowo uważał.
Film wykorzystuje Dickowskie motywy, takie jak cofanie czasu w celu zmiany biegu wydarzeń i stan „półżycia”, w którym wytwory wyobraźni śpiącego mają realny wpływ na rzeczywistość (czymkolwiek by ona nie była), i zamyka je w zgrabnej konwencji przemyślanego thrillera ze świetnymi postaciami, wartką akcją i ekscytującym scenariuszem.
Częstotliwość
Ciekawy przykład filmu nieco chyba zapomnianego i pomijanego w różnorakich zestawieniach – z tym większą przyjemnością polecam jego seans! Świat Częstotliwości zakłada, że przeszłość i teraźniejszość wcale nie muszą istnieć osobno, w formie wydarzeń dziejących się w różnych punktach entropicznej strzałki czasu, ale mogą współistnieć jednocześnie.
To bardzo ciekawa wizja, w dodatku podparta realnymi naukowymi teoriami (czas jako wymiar dodatkowy, niewidoczny dla istot zamieszkujących trójwymiarową przestrzeń). Tak więc bohater filmu używa odbiornika radiowego do wyłapywania fal nadanych w przeszłości przez jego ojca. W ten sposób wydarzenia, które – teoretycznie – już miały miejsce, mogą zostać niejako przeżyte na nowo, tym razem z innym skutkiem. Dzięki temu bohater może naprawić błędy z przeszłości i uratować swojego ojca od śmierci.
Częstotliwość unika ogranej formuły wehikułu czasu, w zamian wykorzystując przyziemny mechanizm fal radiowych jako narzędzia umożliwiającego bohaterom oddziaływanie na siebie pomimo istnienia w dwóch różnych wymiarach czasu. Ale na tym nie kończą się plusy filmu – sama historia i jej bohaterowie są świetnie napisane, nad całością czuwa sprawna reżyserska ręką Gregory’ego Hoblita, a role Dennisa Quaida i Jima Caviezela pozwalają na przeżycie tej opowieści i uwierzenie w nią.
Incepcja
Christopher Nolan niejednokrotnie bawił się czasem jako narzędziem filmowej narracji.
Jego świetny, wczesny film Memento opowiadał historię od końca – w dodatku zabieg ten był nie tylko bajerem, ale pozwalał idealnie wczuć się w emocje głównego bohatera, który cierpiał na zanik pamięci krótkotrwałej i pamiętał tylko ostatnie kilka minut. W serii filmów o Batmanie i najnowszej Dunkierce również wykorzystywał możliwości filmowego montażu do jednoczesnego prowadzenia różnych linii czasowych, których kulminacją była jedna, dramatyczna scena.
W Incepcji Nolan idzie jeszcze głębiej – pozwala swoim bohaterom wchodzić do snów. Według wewnątrzfilmowych praw Incepcji czas we śnie płynie wolniej niż w rzeczywistości. Całość komplikuje się jeszcze mocniej, kiedy bohaterowie wchodzą do snów w snach i do snów w snach w snach… w najgłębszym śnie czas płynie już kilkukrotnie wolniej, zatem spędzenie tam całego życia równa się kilku obrotom ciężarówki podczas wypadku na autostradzie w prawdziwym świecie. Tylko czy prawdziwy świat nie jest po prostu jeszcze jednym snem?
Bohaterowie Incepcji zmyślnie i pomysłowo wykorzystują wiedzę na temat rozciągliwości i kurczliwości czasu w różnych poziomach snu, co prowadzi do serii oszałamiających akcji, ze słynną strzelaniną w obracającym się hotelu na czele.
Nieśmiertelny
Spójrzmy na sprawę z nieco innej perspektywy. Dla bohaterów wyżej opisanych filmów czas zaginał się w niecodzienny sposób. Connor MacLeod jest najzwyczajniej w świecie nieśmiertelny. To znaczy można go zabić (poprzez ścięcie głowy), ale nigdy nie umrze z przyczyn naturalnych. Poznajemy go jako szkockiego wojownika w średniowieczu, akcja swobodnie przenosi się do Stanów Zjednoczonych XX wieku – a Connor jak przypominał młodego Christophera Lamberta wtedy, tak przypomina go teraz.
Who wants to live forever – śpiewająco pyta Freddie Mercury na ścieżce dźwiękowej filmu. Jednak Nieśmiertelny to tylko chwilowy przerywnik, bo poza nieśmiertelnością nie ma nic ciekawego do zaoferowania w niniejszym tekście.
Jednak to nadal świetny film z cudownym klimatem lat 80., dlatego warto go polecić tak czy inaczej.
Next
Jeśli można znaleźć jednego autora, który z pojęcia czasu zrobił sobie największe żarty, to bez wątpienia byłby to Philip K. Dick. Bohaterowie jego powieści i opowiadań w zasadzie nigdy nie istnieją i nie funkcjonują w ramach tego, co zwykliśmy nazywać czasem teraźniejszym. Widzą przyszłość, potrafią zmieniać przeszłość, podróżują przed siebie obserwując jednocześnie stopniowy regres czasowy świata, trwają w półżyciu, wstają z martwych… Twórczość pisarza doczekała się kilkunastu ekranizacji – mniej lub bardziej udanych. Na filmową wersję wciąż czeka jego opus magnum – Ubik.
Next jest z pewnością filmem nie do końca udanym, produkcyjnym przeciętniakiem, który w pewnym momencie za bardzo staje się standardową strzelanką bez polotu, a za mało paranoicznym thrillerem, którym miał szansę zostać. Jednak ciekawy, Dickowski koncept przewidywania przyszłości (a konkretnie – najbliższych piętnastu minut) przez bohatera jest do pewnego stopnia nieźle zrealizowany. Otóż widzimy kolejne wersje rzeczywistości, przewidzianej przez Crisa Johnsona, by po chwili przekonać się, że to tylko jego wizja, a nie prawda. Po pewnym czasie jednak przestajemy mieć pewność, która z „prawd” jest faktycznie prawdziwa, bo nasza pewność może zostać obalona w każdym momencie.
Next nie wykorzystuje na filmowym polu pełni możliwości, jakie oferuje proza i pomysły Dicka. Warto jednak zapoznać się z tym tytułem z jednego powodu: jako jedyny stara się zobrazować dickowską ideę rozmywania się teraźniejszości na rzecz sprzecznych, niezależnych rzeczywistości.
Mr. Nobody
Film, który ma tylu fanów, co przeciwników, ale na miejsce w niniejszym rankingu zasługuje bez wątpienia. Główny bohater – Nemo Nobody – odczuwa czas w bodaj najbardziej subiektywny, nielinearny i nietypowy sposób spośród wszystkich tu zebranych.
Nemo to ostatni śmiertelnik w świecie, gdzie ludzie stali się nieśmiertelni. U progu życia patrzy na nie wstecz… z tym że Nemo przeżył więcej niż jedno życie. W dodatku z pozycji „końca” swojej egzystencji potrafi wpływać na bieg wydarzeń, które teoretycznie już się wydarzyły. Film składa się zatem z trzech czasowych linii, które jednak przenikają się wzajemnie w taki sposób, że nigdy nie jesteśmy pewni, do której należy właśnie oglądana scena. Okazuje się, że niektóre wydarzenia łączy ze sobą dużo więcej, niż dzieli. Reżyser, Belg Jaco Van Dormael, już we wcześniejszym Toto bohaterze igrał z ideą „wypożyczonego” życia, jednak w Mr. Nobody zdaje się zgłębiać temat do granic. Zadaje tym samym więcej pytań, niż udziela odpowiedzi.
Na skraju jutra
Dzień świstaka w wydaniu militarno-wojennym. Trwa wojna z kosmicznymi najeźdźcami, a jeden z ziemskich żołnierzy wpada w czasowe kontinuum – ginie i odradza się podczas decydującej bitwy, wykorzystując wiedzę i umiejętności zdobyte w poprzednich „wcieleniach”. Niczym bohater gry komputerowej, za każdym razem posuwa się nieco dalej, ginie nieco później. Wiedząc, co go czeka za rogiem, potrafi pokonać dany etap bez szwanku, bo za chwilę rozpoczynać wszystko od nowa… od nowa… od nowa. Film Douga Limana wykorzystuje czasową anomalię jako podstawę serii fantastycznych scen bitewnych – i robi na tyle sprytnie, że zamiast znudzenia powtarzaną czynnością, oferuje co chwilę nowe zaskoczenie.
Po nitce do kłębka docieramy do rozwiązania tajemnicy i technicznego wyjaśnienia powstałej anomalii czasowej – co nie znaczy, że to koniec niespodzianek.
Kontakt
Film Roberta Zemeckisa należy prawdopodobnie do bardzo wąskiej grupy dzieł science fiction, które ściśle i prawdziwie wpisują się do definicji gatunku. Scenariusz oparto na powieści Carla Sagana, astrofizyka, znanego popularyzatora nauki, który w konwencję opowieści o locie w kosmos wpisał realne teorie na temat możliwości podróży człowieka do innych światów.
W jaki sposób zatem ta silnie oparta na nauce fabuła wpisuje się w formułę filmowej zabawy z czasem? Kluczowa jest jedna scena, w której kosmiczna sonda, z bohaterką Jodie Foster w środku, zostaje wystrzelona w kosmiczną przestrzeń zgodnie z instrukcjami, które ludzie odnaleźli w wiadomości rzekomo nadesłanej od istot pozaziemskich. Dla doktor Arroway to niezwykła podróż wśród gwiazd, czarnych dziur, skupisk materii i kosmicznych oddziaływań. Jej celem okazuje się nie kosmiczna cywilizacja – tytułowy kontakt nawiązuje ze swoim zmarłym przed laty ojcem, który przemawia do niej z przeszłości (która, oczywiście, nie może być pojmowana zgodnie ze słownikową definicją wydarzenia, które już miało miejsce). Jednak to, co dla bohaterki było wyczerpująco długą podróżą, na zapisie z kamer było zaledwie kilkoma sekundami nieudanego wystrzelenia sondy. Teoria względności w pełnej krasie.
Miejsce Kontaktu wśród filmów dotyczących problemu zaginania czasu lub alternatywnych linii czasowych jest fundamentalne pomimo tego, że sam element odmiennego postrzegania czasu jest obecny w zaledwie samej końcówce. Jednak film, bardziej niż każdy inny z niniejszego zestawienia, opiera się na naukowych podstawach i jak żaden inny, traktuje tę tematykę zupełnie poważnie.
korekta: Kornelia Farynowska
