Connect with us

Publicystyka filmowa

FILMOWI KIEROWCY. Pamiętni mistrzowie kierownicy

W filmie FILMOWI KIEROWCY poznajemy mistrzów kierownicy, którzy swoją sztuką jazdy potrafią zaskoczyć każdego. Odwiedź świat pełen pasji!

Published

on

FILMOWI KIEROWCY. Pamiętni mistrzowie kierownicy

Auta, nawet te najlepsze, byłyby niczym, gdyby nie sterujący nimi fachowcy od jazdy. Dobry kierowca to skarb, o czym wie każdy, kto porusza się po mieście taksówkami (lub jest na tyle bogaty, że polega na osobistym szoferze). Skarb tym większy, jeśli nie potrafi jedynie wprawnie „machać kółkiem”. Poniżej kilku najbardziej pamiętnych mistrzów kierownicy – w formie czystej, czyli bez uwzględnienia taksówkarzy, truckerów i rajdowców.

Advertisement


Baby

Baby Driver

Dziecko kierowca? A czemu nie? Wszak już u Stevena Spielberga Short Round robił okazyjnie za szofera. Baby jest przy tym o wiele starszy i bardziej doświadczony, ale też i… niecodzienny. Z reguły bowiem ludzie za kółkiem nie lubią postronnych przeszkadzajek. A tymczasem „Dzidzia” uwielbia pełną synchronizację rzeczywistości z sączącą mu się ze słuchawek muzyką różnego sortu. Biorąc jednak pod uwagę, jakiego kopa i wyczucia bryki mu to daje, aż chciałoby się, żeby i na polskich drogach było więcej takich jak on. ..

Advertisement


Bandyta

seria Mistrz kierownicy ucieka

Typowy przykład… cóż, mistrza kierownicy. Bandyta – naprawdę Bo Darville – ma duże ego, kozacką furę i kowbojskie ciuchy. Do tego wąsik, pod którym skrywa się zawadiacki uśmiech Burta Reynoldsa, i mamy cały obrazek pewnego siebie pirata drogowego, któremu żadne zadanie i ani jeden patrol policyjny niestraszne. Traf chce, że na polskich drogach jemu podobnych akurat pełno.

Advertisement


Frank Martin

seria Transporter

Pełny profesjonalista. Tak w skrócie określić można tego byłego członka sił specjalnych, będącego na co dzień kierowcą na zamówienie. Frank nosi się schludnie niczym rasowy biznesman, jeździ zawsze czystym i lśniącym autem oraz jest niezwykle punktualny. Nie dba przy tym o to, co, kogo i gdzie ma przewieźć, bo nie zadaje pytań i nie pragnie gotowych odpowiedzi. Jest gościem z zasadami, których nie łamie (do czasu) i tego samego wymaga od swoich klientów. Prowadzi jak diabeł, lecz bez narażania życia swojego i pasażerów. No i do tego posiada całą gamę innych niesamowitych umiejętności. Złoty chłopak po prostu.

Advertisement


Hoke Colburn

Wożąc panią Daisy

Kierowca starej daty, a więc człowiek stateczny, miły, uczciwy, uczynny, lojalny i otwarty. Odrobinę niedouczony, bo nie potrafi czytać, co na dłuższą metę stanowić może niewielki problem. Ale uczy się, a swoją robotę stara się wykonywać najlepiej jak potrafi. Nie jest przy tym duchem prędkości – za to nie boi się żadnych warunków pogodowych. Niejakim bonusem są jego ogrodnicze umiejętności. Wszystko to czyni go idealnym kierowcą dla najmłodszej i najstarszej grupy wiekowej, choć nie tylko.

Advertisement


kierowca

Drive

Małomówny, tajemniczy, anonimowy, wiecznie żujący wykałaczkę (udławienie się nią wpisane jest w ryzyko zawodowe) kaskader, okazjonalnie służący złym ludziom za eksperta od szybkich ucieczek – to właściwie archetyp kierowcy. Fajna kurtka, bajeranckie, lecz nierzucające się w oczy autko i złota zasada całkowitego oddania się sprawie w konkretnym przedziale czasowym. Podobnie jak Frank, nasz anonim również stara się nie łamać swoich zasad. Ma jednak słabość do uciśnionych oraz matek z dziećmi, więc łatwo popada w kłopoty. Nocny marek.

Advertisement

kierowca

seria The Hire

Kolejny bezimienny, tym razem o twarzy Clive’a Owena, to nic innego jak zgrabna reklamówka marki BMW, rozbita na trzy „sezony” krótkich filmików. Ale czy to źle? Bynajmniej. Owen wpisuje się w kanon milczków, którzy często dokonują autem niemożliwego, aby wywiązać się ze swojego zadania. To kolejny profesjonalista, który nie potrafi jedynie wprawnie machać kierownicą. Nie powinno to jednak dziwić, zważywszy, że był bezpośrednią inspiracją dla wymienionego wcześniej Franka Martina.

Advertisement


kierowca

Kierowca

Postać Ryana O’Neala kontynuuje tradycję bezimiennych, tajemniczych i małomównych mistrzów czterech kółek – do wynajęcia i z zasadami oczywiście. Trzeba jednak przyznać, że w tym wypadku nasz kierowca to naprawdę enigma, bo dosłownie NIC o nim nie wiadomo (poza tym, że umie prowadzić i wprawnie posługuje się też bronią). Nawet jego lokum to absolutnie anonimowe cztery ściany z podstawowym, niczym niewyróżniającym się wyposażeniem. Ale taki to też film – ascetyczny pod każdym względem.

Advertisement


kierowca

Two-Lane Blacktop

HELLSING ULTIMATE (2006-1012)

I jeszcze jeden konfident. Choć tym razem bohater ciut zapomnianego kina drogi autorstwa Monte Hellmana przynajmniej ma partnera – mechanika – także z reguły milczącego. Jest też i napotkana po drodze autostopowiczka. Razem tworzą przyjemną paczkę młodych narwańców – jeszcze z mlekiem pod nosem, ale już z dużym doświadczeniem, zwłaszcza względem aut. Trudno powiedzieć coś więcej o specjalizacji tych młodych dusz, ale nie ulega wątpliwości, iż znają się na rzeczy na tyle, by podejmować kolejne rajdowe wyzwania jak Stany Zjednoczone długie i szerokie.

Advertisement


Kowalski

Znikający punkt

Filmy SCIENCE FICTION, które aż proszą się o sequel

Skromny polski akcent. Nie powinno dziwić, że wpisuje się on w poczet samotnych użytkowników drogi o mglistej przeszłości, niespecjalnie gadatliwych, niepozornych i na bakier z prawem. W przeciwieństwie jednak do nich Kowalskiemu przyświeca jakiś wyższy cel, a on sam wyraźnie stroni od płci pięknej i… ma skłonności samobójcze. Lecz jeśli idzie o klasyczne prowadzenie pojazdu na pełnych obrotach, trudno o lepszego w okolicy.

Advertisement


Larry

Ronin

Cichy bohater drugiego, a nawet i trzeciego planu filmu Johna Frankenheimera. Tutaj do czynienia mamy z całą ekipą anonimowych typów spod ciemnej gwiazdy, wśród których Larry wydaje się zarazem najmniej charakternym i najsłabszym ogniwem. Lecz nie ulega wątpliwości, iż kierowca z niego znakomity. Zresztą wcielający się w niego Skipp Sudduth na planie naprawdę wykonał większość samochodowych popisów. Jako jeden z nielicznych tutaj pali papierosy – szczęśliwie nie za kółkiem.

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *