Connect with us

Publicystyka filmowa

FILMOWE MITY I LEGENDY. Które z nich są prawdziwe?

FILMOWE MITY I LEGENDY to fascynująca podróż przez nieprawdopodobne opowieści i miejskie legendy związane z kinem. Czy rzeczywiście są prawdziwe?

Published

on

Zaczęło się od pogłoski, skończyło na powtarzanej z ust do ust miejskiej legendzie. Na przestrzeni lat w środowisku filmowym pojawił się cały szereg historii tak interesujących, jak, często, nieprawdopodobnych i niemających pokrycia w rzeczywistości. Weźmy na tapet kilka z nich i zweryfikujmy, ile prawdy jest w każdej z opowieści.

Advertisement

KUBRICK, MAMY PROBLEM

Stanley Kubrick był na etapie postprodukcji 2001: Odysei kosmicznej (2001), gdy NASA zwróciła się do niego z prośbą o zrealizowanie filmów rzekomo nadawanych z lądowania na Księżycu. Całość utrzymana była w wielkiej tajemnicy, a reżyser przyznał się do wszystkiego dopiero w wywiadzie udzielonym dwa miesiące przed śmiercią. Wywiad ujrzał światło dzienne dopiero ponad piętnaście lat później.

Interesująca historia, czyż nie? Szkoda jedynie, że nieprawdziwa. Na przestrzeni lat kilkakrotnie próbowano zasugerować, że słynny reżyser był odpowiedzialny za fałszywe nagrania z lądowania Apollo 11 – a wskazówki pochował rzekomo w Lśnieniu (1980) – jednak wszystkie te doniesienia zostały później zdementowane. Wspomniany wywiad odbył się tak naprawdę nie z Kubrickiem, a podstawionym w tej roli aktorem. Do pogłosek odniosła się w końcu córka reżysera, absolutnie im zaprzeczając. Mimo wszystko jestem pewny, że wielbiciele teorii spiskowych tak łatwo tego tematu nie odpuszczą.

Advertisement

KOŃ CHRZESTNY

Jedną z najsłynniejszych scen z Ojca chrzestnego (1972) jest ta, w której producent Jack Woltz znajduje w łóżku odciętą głowę swojego konia. W ten sposób filmowiec przekonuje się, że nie należy odmawiać Vito Corleone, szczególnie w momencie, gdy ten chce obsadzić swojego chrześniaka w twoim filmie. Podczas prób pracowano z atrapą końskiej głowy, zaś w gotowej scenie użyto prawdziwej, co potwierdza plotkę rozsianą po premierze.

Sprawę wyjaśnił sam Francis Ford Coppola, przywołując jednocześnie początkowe oburzenie obrońców praw zwierząt, którzy byli przekonani, że koń został zamordowany wyłącznie na potrzeby filmu. Głowę pozyskano tymczasem z fabryki konserw dla psów – została przesłana w pudle wyłożonym lodem. Konia mimo wszystko szkoda.

Advertisement

CHAPLIN, BUTY, SOBOWTÓRY

Charlie Chaplin to postać sama w sobie legendarna, zatem nie jest żadnym zaskoczeniem, że od lat krążą wokół niej historie, prawdziwe lub nie. Zastanawiano się na przykład, czy aby but jedzony przez bohatera Gorączki złota (1925) nie był prawdziwy. Jakkolwiek Chaplin był perfekcjonistą, to nie na rękę było mu zajadanie się podeszwami i wciąganie sznurówek.

Szczególnie sześćdziesiąt trzy razy, bo właśnie tylu dubli zażądał przy realizacji tej sceny. But był tak naprawdę zrobiony z lukrecji, co zresztą też nie miało na Chaplina dobrego wpływu, jako że prawdopodobnie trafił do szpitala z szokiem insulinowym. Zakładam, że po latach stwierdził, iż warto było.

Advertisement

Inną opowieścią krążącą wokół Chaplina jest plotka, jakoby twórca wziął kiedyś udział w konkursie na swojego sobowtóra i zajął w nim stosunkowo niską pozycję. W zależności od źródeł różnią się wersje dotyczące miejsca konkursu i faktycznego miejsca zajętego przez Charliego, wszystkie jednak pokrywają się w tym, że rzeczywiście oryginał nie sprostał wymaganiom jury, a słynny chód, który chciał przedstawić uczestnikom, nie okazał się tak dobry, jak w wykonaniu naśladowcy. To dopiero dowcip.

WISIELEC Z KRAINY OZ

Gdy Czarnoksiężnik z krainy Oz (1939) pojawił się w latach osiemdziesiątych na nośnikach domowych, mocno rozwinęła się pogłoska, jakoby podczas pracy nad filmem jeden ze statystów popełnił samobójstwo z powodu miłosnego zawodu. W scenie, w której Dorotka i jej towarzysze udają się w podróż żółtą ceglaną drogą, w tle widać ponoć rzeczonego wisielca, zwisającego ze sztucznej jabłoni.

Advertisement

Twórcy stanowczo zaprzeczyli temu stanowi rzeczy. Tajemniczym obiektem jest tak naprawdę jeden z egzotycznych ptaków sprowadzonych na plan przez wytwórnię Warner Bros. Oczywiście są i tacy, którzy nie dowierzają oficjalnemu wyjaśnieniu i nadal na różne sposoby doszukują się dowodów na to, że pewien zrozpaczony człowiek, dostawszy kosza od swojej ukochanej, postanowił pożegnać się z życiem na planie filmowym. Byłby to bardzo mroczny akcent, ale w tym przypadku jednak wierzę twórcom. Również nieprawdą jest inna plotka związana z filmem, według której występująca w roli Dorotki Judy Garland zarabiała mniej od… psa.

Fakt, dostawała najmniejszą gażę z całego aktorskiego zespołu, ale i tak ponad dwa razy więcej niż suczka Terry i jej treser. Prawdą jest jednak, że mniejsze sumy zainkasowali statyści w rolach Manczkinów.

Advertisement

PRZEMINĘŁO Z CUCHNĄCYM ODDECHEM

Po premierze Przeminęło z wiatrem (1939) z pewnością niejedna pani marzyła, aby wejść w skórę Vivien Leigh i pocałować Clarka Gable’a. Tymczasem okazuje się, że sama Leigh najchętniej sama by ze swojej skóry wyszła. Powód jest bardzo prozaiczny – zgodnie z powszechną pogłoską z ust aktora roztaczał się bardzo nieprzyjemny zapach, który niekoniecznie dobrze wpływał na sceny pocałunków.

To jak najbardziej prawda – Gable zmagał się z tym problemem, odkąd z powodu infekcji trzeba mu było wymienić większość zębów (i tak już wcześniej naprawianych). Wyobrażam sobie, jaki dyskomfort musiała czuć jego ekranowa towarzyszka, gdy nachylała się do pocałunku. Niestety nie wiadomo, czy, podobnie jak jego bohatera, aktora też zupełnie nic to nie obchodziło.

Advertisement

JESZCZE RAZ NA KOTURNACH, SAM

Casablanca (1942) to jeden z najwspanialszych romansów w historii, choć ekranowa chemia Humphreya Bogarta i Ingrid Bergman nie była bynajmniej wypadkową ich stosunków poza kamerami.

Przeciwnie, aktorzy rzadko ze sobą rozmawiali i ograniczali się do relacji wyłącznie zawodowych. Rzec można, że patrzyli na siebie z góry – w przypadku Bergman dosłownie, bo plotka, że Bogart nosił buty na koturnach, jak najbardziej ma odniesienie w rzeczywistości. Aktor miał około 173 cm wzrostu, Bergman prawie 180. Dziwnie by wyglądało, gdyby taki amant musiał patrzeć w górę, aby spojrzeć w oczy partnerki, prawda? Bogart miał przymocowane do butów specjalne platformy, których, oczywiście, kamera nigdy nie uchwyciła. Nie był to zresztą jedyny raz, gdy aktora trzeba było sztucznie „rozciągać” – podobna rzecz miała miejsce przy okazji Wielkiego snu (1946), gdzie zagrał u boku swojej ówczesnej żony, Lauren Bacall.

Advertisement

DON VITO SINATRA

W 1954 roku Frank Sinatra odebrał Oscara za drugoplanową rolę w zrealizowanym rok wcześniej Stąd do wieczności, odświeżając jednocześnie swoją podupadającą karierę. Według powszechnej plotki artysta dostał rolę w filmie dzięki pomocy mafii. Historia ta zainspirować miała później wspomniany już wątek i scenę z końskim łbem z Ojca chrzestnego.

Nie jest to teoria całkowicie wyssana z palca – Sinatra faktycznie miał pewne powiązania z gangsterami, a wcześniej korzystał z usług jednego z nich, Williego Morettiego. Mafiozo pomógł mu zerwać niekorzystny kontrakt jeszcze na wczesnym etapie kariery piosenkarza. Łatwo zatem uwierzyć, że zwrócił się w stronę wpływowych przestępców także w momencie ratowania swej kariery. Jest to jednak nieprawda – w tym akurat przypadku Sinatrze pomogły uczciwe i rozpaczliwe wręcz metody, takie jak zasypywanie producenta listami i telegramami. Miała mu też pomóc ówczesna żona, słynna Ava Gardner. Koniec końców studio uległo i zatrudniło Sinatrę. Jego gaża wyniosła osiem tysięcy dolarów, chociaż on oferował, że zagra całkowicie za darmo. Godne podziwu dążenie do celu!

Advertisement

PINEZKI, ORGAZMY I ZAZDROŚĆ

Z Ekstazą (1933) wiąże się kilka ciekawych historii. Film Gustava Machatý wzbudził po premierze ogromne kontrowersje ze względu na ukazywane w nim treści. Nagość, seks i kobiecy orgazm – do tej pory kino niepornograficzne stroniło od takich elementów, wobec czego Ekstaza została publicznie napiętnowana, nawet przez papieża we własnej osobie. Dziś śmiech i zdziwienie mogą wzbudzić kulisy powstawania wspomnianej sceny miłosnego uniesienia, bo aby „pobudzić” występującą w głównej roli Hedwig Kiesler (później znaną pod pseudonimem Hedy Lamarr), kłuto ją pinezką w tyłek.

Niedługo później Lamarr została żoną przemysłowca Friedricha Mandla, z którym, mówiąc delikatnie, nie najlepiej jej się układało. Abstrahując już od tego, że Mandl popierał nazistów i sympatyzował między innymi z Hitlerem, to wręcz więził żonę we własnym domu i był o nią chorobliwie zazdrosny – do tego stopnia, że zapragnął ponoć zniszczyć wszystkie istniejące kopie Ekstazy. Faktycznie, mężczyzna wydał prawie 300 000 ówczesnych dolarów (dzisiaj byłoby to prawie pięć milionów!), aby zrealizować swój cel, jednak bezskutecznie. Dziewczyna, koniec końców, uciekła od niego i rozpoczęła karierę w Hollywood.

Advertisement

NIE WSZYSTKO ZŁOTO

Jedną z bardziej charakterystycznych scen we franczyzie z Jamesem Bondem jest ta z filmu Goldfinger (1964), gdy bohaterka grana przez Shirley Eaton zostaje znaleziona martwa i pokryta złotą farbą. Jako powód jej śmierci podaje się całkowite zablokowanie skóry i w efekcie brak możliwości, by nią oddychać. Dziś brzmi to niedorzecznie, ale po premierze filmu faktycznie zastanawiano się, czy aby Shirley Eaton naprawdę nie zmarła na skutek uduszenia.

To oczywiście wierutna bzdura – Eaton żyje do dziś, a sama plotka, w połączeniu z późniejszymi występami aktorki, wydaje się z perspektywy czasu całkowicie absurdalna (choć istniały też wersje, w których to dublerka miała się udusić). Zabawne, że nawet twórcy Goldfingera nie byli chyba wcale pewni efektów pokrycia aktorki farbą, wobec czego zostawili jej na brzuchu nietknięte miejsce, aby skóra faktycznie mogła oddychać. Może to jednak temu Eaton zawdzięcza długie życie.

Advertisement

DESZCZ ZIEMNIAKÓW

Plotka bardzo pocieszna. Podczas pracy nad Imperium kontratakuje (1980) spece od efektów specjalnych przeżywali ponoć trudne chwile w starciu z wiecznym niezadowoleniem George’a Lucasa i postanowili delikatnie się odegrać. Na pewno pamiętacie słynną scenę z ucieczką przed siłami Imperium, gdy Sokół Millenium lawirował między asteroidami. Oglądając ją, przyjrzyjcie się uważnie, i zwróćcie uwagę na to, że jeden z nich to… ziemniak. Obok niego leci z kolei but.

Stopklatki dają sto procent pewności: pogłoska jest jak najbardziej prawdziwa. To jednocześnie zabawny smaczek i specyficzny dowód na to, ile wysiłku wkładali w tamtych czasach ludzie od praktycznych efektów specjalnych, bo skoro mogli umieścić ziemniaka w deszczu meteorytów, to cały ten deszcz musiał zostać stworzony na planie.

Advertisement

I tak oto, zaczynając od fałszywego lądowania na Księżycu, a kończąc na kosmicznych ziemniakach, dotarliśmy do końca przeglądu wybranych legend na temat filmów. Fascynujący jest przekrój i skala tematów, których te pogłoski się tyczą. Rozdmuchać można bowiem najwyraźniej wszystko, nie patrząc niekiedy na logikę i zasadność wybranych historii. Z tą puentą was zostawiam.

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

Elblążanin. Docenia zarówno kino nieme, jak i współczesne blockbustery oparte na komiksach. Kocha trylogię "Before" Richarda Linklatera. Syci się nostalgią, lubi fotografować. Prywatnie mąż i ojciec, który z niemałą przyjemnością wprowadza swojego syna w świat popkultury.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *