search
REKLAMA
Artykuły o filmach, publicystyka filmowa

Filmowe DNI TYGODNIA

Jacek Lubiński

27 grudnia 2019

REKLAMA
Znacie to uczucie? Otwieracie kalendarz, a tam siedem rażących pustką miejsc na każdy dzień tygodnia. Jak je sobie zaplanować? Z pomocą jak zawsze przychodzi świat kina. Co prawda poniższa lista raczej nie poda gotowych rozwiązań, ale z pewnością zainspiruje. A już na pewno odpowiednio scharakteryzuje nam daną dobę.

PONIEDZIAŁEK

Dzień przeszkód…

Chyba najmniej chlubny okres tygodnia, kojarzący się głównie z powrotem do pracy po leniwym weekendzie. Nie lubię poniedziałku – zdaje się oznajmiać Tadeusz Chmielewski w swoim filmie z 1971 roku. I wielu rodaków, w tym Jacek Poniedziałek, do dziś mu przyklaskuje. Nikt nie lubi wstawać W poniedziałek rano (2002, reż. Otar Iosseliani). Ale czy powinno to dziwić? W końcu oprócz tego, że jest to taki zupełnie zwykły, szary dzień jakich wiele (Poniedziałek, 1998, reż. Witold Adamek), to może to być również doba pełna przeszkód losu i nieprzyjemności, czego dowodem Burzliwy poniedziałek (1988, reż. Mike Figgis) i Czarny poniedziałek (tegoroczny serial Jordana Cahana). Dlatego też poniedziałków należy unikać, zwłaszcza tych konkretnie osadzonych w roku, jak Pierwszy poniedziałek października (1981, reż. Ronald Neame). Lecz niektórzy lubią ten dzień. Szczególnie Węgrzy, którzy wręcz krzyczą: Nareszcie poniedziałek! (1971, reż. Gábor Kenyeres). Poza tym niektórzy popełniają Morderstwo w poniedziałek (1968, reż. Hans Kratzert), a ci bardziej szczęśliwi spotykają Dziewczynę z planety Poniedziałek (2005, reż. Hal Hartley), co z danego dnia czyni rzecz o kosmicznym wręcz wymiarze.

WTOREK

Dzień stresu…

Ten dzień może być równie nieefektowny i przyziemny, co jego poprzednik (Wtorek, 2001, reż. Witold Adamek). Bywa też nie mniej stresujący od niego – w szczególności, gdy mamy Wtorek, po świętach (2010, reż. Radu Muntean) i nie chce nam się specjalnie ruszać z wyra. Lecz czasem warto wtedy wyjść z domu, bo kto wie, co może się wydarzyć. Na przykład taka Balanga na autostradzie (1989, reż. Adam Rifkin) aka Nigdy we wtorek, czyli tytuł, który sugeruje, że nie należy przesadzać. W końcu gdy puszczą nam hamulce, to może się okazać, że Jeśli dziś wtorek, to jesteśmy w Belgii (1969, reż. Mel Stuart) – a tam już nie ma lekko. Bruksela, te sprawy… Nie można jednak nigdy tracić animuszu, bowiem mamy aż 52 wtorki (2013, reż. Sophie Hyde) w skali roku, więc któryś po prostu musi okazać się wyjątkowy. Prawda, Tuesday Weld?

ŚRODA

Dzień świętowania…

Środek tygodnia to sprawa nie w kij dmuchał. Zatem nie powinno dziwić, że dla niektórych może to być Wielka środa (1978, reż. John Milius), której warto poświęcić całą energię. Takie oddanie jasno kojarzy się w chrześcijaństwie ze świętem – jak na przykład Środa popielcowa (1973, reż. Larry Peerce i 2002, reż. Edward Burns). Z drugiej strony może to być też i czysto Zwariowana środa, co w swoim filmie z 1947 roku udowodnił Preston Sturges, obsadzając w roli głównej Harolda Lloyda (tytuł org. The Sin of Harold Diddlebock). Podobne szaleństwa sprawiają, że nie zawsze łatwo jest się wtedy odnaleźć w życiu. Środa, czwartek rano – dla Joanny Kulig w filmie Grzegorza Packa czas jakby nie miał znaczenia. Za to ma dla kinomanów, bo w pewnej sieci multipleksów środa jest dniem tańszych biletów.

CZWARTEK

Dzień rewolucji…

To z kolei dzień newralgiczny. W końcu jeszcze nie jest to piątek, ale coraz bliżej… Czwartek może być dramatycznym, obfitującym w ważne wydarzenia dniem – dosłownie Przełomowy czwartek (2004, reż. Arild Østin Ommundsen) lub iście Gorący Czwartek (1993, reż. Michał Rosa). Z naszego podwórka wszyscy pamiętamy także Czarny czwartek (2011, reż. Antoni Krauze). Co ciekawe, nie jest on wyjątkiem w historii, bo w 1954 roku również miał miejsce jeden, należący w dodatku do czarnego kina – i cóż z tego, że w oryginale nazywający się… Black Tuesday (swoją drogą taki jest też amerykański tytuł produkcji z lat 70., Les guichets du Louvre, co oznacza nic innego, jak… Kasy biletowe w Luwrze). Innym rodzimym, mało chlubnym zwyczajem są jeszcze Czwartki ubogich (1981, reż. Sylwester Szyszko).

W Hiszpanii natomiast wierzy się w Cud w każdy czwartek (1957, reż. Luis García Berlanga), a w ZSRR baśnie przyszło opowiadać się właśnie W czwartek, tuż po deszczu (1986, reż. Michaił Juzowski), zatem można go wykorzystać na spędzanie czasu z dziećmi. Poza tym to swoisty dzień graniczny, dobry do wyznaczania wszelkich terminów – na przykład Od wtorku do czwartku (1936, reż. W.S. Van Dyke) lub Od czwartku do niedzieli (2012, reż. Dominga Sotomayor Castillo). Nie ma się co jednak podniecać, bo może to też być po prostu normalny Czwartek, o czym przekonał nas zarówno Dino Risi w 1963, jak i Skip Woods w 1998 roku.

Avatar

Jacek Lubiński

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA