Connect with us

Publicystyka filmowa

WADA UKRYTA. Najbardziej niedoceniany film Paula Thomasa Andersona? Analiza

WADA UKRYTA to enigmatyczna podróż w świat neo-noir, w którym absurd i amerykański sen mieszają się w zaskakujący sposób.

Published

on

Filmy Paula Thomasa Andersona nie dają się łatwo klasyfikować i szufladkować, jednak można stwierdzić, że Wada ukryta – jego siódmy pełnometrażowy obraz – wpisuje się w konwencję określaną mianem neo-noir. Termin ten, oczywiście, nawiązuje do nurtu filmu czarnego, a używa się go w odniesieniu do filmów powstałych po głównym jego okresie, czyli latach pięćdziesiątych, które w mniejszym lub większym stopniu czerpią inspiracje – tematyczne lub formalne – z film-noir. Zalicza się do nich chociażby Chinatown Romana Polańskiego czy Długie pożegnanie Roberta Altmana.

Advertisement

Anderson idzie ścieżką wydeptaną przez starszych kolegów – mistrzów kina – jednak w pewnym momencie skręca w zupełnie inną stronę, dokonując rewizji nie tylko kinowych inspiracji, ale także amerykańskiego snu i historii Stanów Zjednoczonych.

Wielki sen

Nawiązanie do klasycznego kryminału z 1946 roku w reżyserii Howarda Hawksa jest nieprzypadkowe. Wydaje się, że to właśnie obrazowi z Humphreyem Bogartem i Lauren Bacall Wada ukryta zawdzięcza najwięcej. Powieść Thomasa Pynchona, a potem scenariusz Andersona w podobny sposób traktują główny wątek, czyli śledztwo prowadzone przez detektywa w sprawie zaginionej osoby. W obu historiach w pewnym momencie wspomniane śledztwo przestaje się liczyć z powodu niemożliwej do zrozumienia i ogarnięcia intrygi, rozrastającej się stopniowo na kolejne wątki i postacie. Zwłaszcza trudne jest to dla bohatera Wady ukrytej, Larry’ego „Doca” Sportello, który przez cały czas pozostaje pod wpływem narkotyków.

Advertisement

Poznajemy Doca w momencie, kiedy ucina sobie drzemkę – zostaje wyrwany (czy aby na pewno?) ze snu przez swoją byłą dziewczynę, Shastę. Doc i Shasta rozstali się jakiś czas temu, ale on nadal nie może przeboleć tej straty, kocha ją i ma nadzieję, że do siebie wrócą. Dziewczyna opowiada mu o swoich kłopotach i prosi go o pomoc w odnalezieniu jej nowego kochanka – magnata rynku nieruchomości, Michael Z. Wolfmann. Nie ma sensu zagłębiać się w dokładny opis sytuacji, w jakiej się znalazła – wystarczy wspomnieć, że w sprawę zaangażowani są najbogatsi mieszkańcy Los Angeles, neonaziści, politycy, były muzyk będący obecnie tajnym agentem, a nawet międzynarodowy gang przemytników heroiny, a także stowarzyszenie dentystów unikających płacenia podatków. .. Doc, wiedziony prawdopodobnie nadzieją na ponowną schadzkę, a może i nawet odnowienie związku, postanawia pomóc ukochanej i rozpoczyna śledztwo.

Bohater więc wybudza się ze snu, ale dwie rzeczywistości – ta, która go początkowo otacza i ta, w którą powoli wsiąka – wydają się zupełnie odrealnione. Postacie, sytuacje i wydarzenia, które spotykają Doca, są absurdalne, bezsensowne, nierzeczywiste. W gąszczu dialogów, nazwisk i faktów trudno się odnaleźć, ale z drugiej strony dokładne ich śledzenie i zapamiętywanie nie przynosi żadnych konkretnych odpowiedzi. Doc spisuje wszystko w swoim notatniku. W pewnym momencie Anderson robi zbliżenie na jego zapiski i widzimy, jak bohater podkreśla napis „Not hallucinating”…

Advertisement

Rzeczywistość wyobrażona

Nie można oczywiście z pełną stanowczością stwierdzić, że wszystko to jest tylko jego halucynacją czy snem. Z drugiej strony reżyser konsekwentnie prowadzi narrację z perspektywy Doca, ukazując rzeczywistość z jego punktu widzenia, wypaczonego narkotykami. Anderson rezygnuje z ujęć ustanawiających, nie pozwalając widzowi na dokładną orientację w filmowym terenie i opowieści. Bohatera widzimy błądzącego we mgle, przebierającego się w kostiumy, gubiącego się w zeznaniach. Co ciekawe, koniec końców udaje mu się rozwiązać sprawę i doprowadzić śledztwo do finału. To może wydawać nieprawdopodobne, biorąc pod uwagę jego postawę stan i stopień komplikacji intrygi. Co więcej – odzyskuje miłość Shasty i ucieka z nią w nieznane.

SHOWGIRLS - Przegląd kina erotycznego wg KMF

Ale w jaki sposób w życiu Doca pojawiają się kolejne osoby dramatu? Wspomniano już, że Shasta budzi go ze snu – co samo w sobie może rodzić pytanie, czy sen aby na pewno się skończył, a kobieta nie jest tylko senną zjawą. Trochę później poznajemy detektywa Bigfoota – twardego mężczyznę, z głową na karku, nienawidzącego hipisów i całej tej błazenady, którą urządzają. Zanim pojawi się w filmie, Doc widzi go w telewizji – w absurdalnej reklamie, w której Bigfoot wystąpił, ucharakteryzowany na… hipisa. Kolejne postacie – Coy Harlingen, Wolfmann, Adrian Prussia – Doc widzi najpierw na zdjęciach (w rodzinnym albumie, gazecie i aktach policyjnych), a dopiero potem poznaje w rzeczywistości.

Advertisement

Ostatnie ujęcie ukazuje Doca i Shastę razem w samochodzie, z tym że kadr zaaranżowano w taki sposób, że samochód wydaje się w ogóle nie poruszać. Nie widzimy mijającego tła, tylko dwie nieruchome postacie, snujące plany na przyszłość.

W kontekście powyższego szczególną uwagę zwraca jeden istotny moment w filmie – ten, w którym Doc otrzymuje zdjęcie noworodka urodzonego przez matkę uzależnioną od heroiny. To jedyny raz, kiedy bohater reaguje na cokolwiek w widoczny sposób – i nawet teraz robi to z nienaturalną przesadą.

Advertisement

Moralność, kapitalizm i paranoja

Jak już ustaliliśmy, Doc jest zwolennikiem i użytkownikiem substancji psychoaktywnych. Policjanci z Los Angeles i inni stróże prawa nie mają do niego zbyt wiele szacunku, co w filmie bez przerwy jest podkreślane za pomocą werbalnych docinek i fizycznych ataków. Jednak okazuje się, że jest to człowiek z zaskakująco twardym kręgosłupem moralnym.

Nie zależy mu na pieniądzach, a w trakcie śledztwa pomaga kilku osobom, kierując się tylko i wyłącznie etycznymi pobudkami. Nie jest święty, jego metody można różnie oceniać – ale ma swoje zasady i się ich trzyma. W tym kontekście film stanowi dość zjadliwą krytykę korupcji, krwiożerczego kapitalizmu i władzy. Bigfoot, jawiący się jako nieprzekupny gliniarz, na końcu namawia Doca do wspólnej kradzieży paczek z heroiną. Agenci FBI okazują się być nieudacznikami. Prawniczka Penny, krytykująca Doca, przychodzi do niego na jointa. Wszyscy wokół, na swój sposób, przykładają się do działania potężnej organizacji przestępczej – Złotego Kła.

Advertisement

Tylko że Złotych Kłów jest kilka. Przede wszystkim: jest to stowarzyszenie dentystów, którzy chcieli uciec od płacenia wysokich podatków. Jest to też nazwa łodzi i grupa przestępcza zajmująca się przemytem narkotyków. Paranoiczna atmosfera przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych udziela się w wszystkim bohaterom, jednak ich wyobrażenia o wielkim spisku często okazują się być przesadzone. To znaczy – korupcja, przestępczość i inne problemy istnieją, ale sieć powiązań między nimi jest znacznie cieńsza i prowadzi pokrętnymi drogami. Ciekawe jednak jest to, jak dobrze Wada ukryta wpisuje się we współczesność.

Jednym z głównych zbrodniczych procederów w filmie (i powieści) są machinacje za rynkiem nieruchomości. Książka Thomasa Pynchona została opublikowana w roku 2009 – świeżo po światowym kryzysie, wywołanym między innymi przez chciwych bankierów, spekulujących tzw. instrumentami pochodnymi w handlu nieruchomościami. Wygląda na to, że kapitalizm nigdy nie przestaje wbijać swoich złotych kłów w różne aspekty życia codziennego.

Advertisement

What’s up, Doc?

Patrzymy więc na rok 1970 z perspektywy dnia dzisiejszego i okazuje się, że wiele rzeczy wygląda podobnie. A jednak film w najdziwniejszy, nieoczywisty sposób wyraża tęsknotę przed tym, co było, i strach przed tym, co będzie. Doc wydaje się być dzieckiem błądzącym we mgle – zresztą, jak wspomniano, Anderson właśnie tak ukazuje go w jednej ze scen. Ciągle słyszy komentarze na temat swojej niedojrzałości i niepoważności.

Postrzegany jako hipis, ćpun i nieudacznik, okazuje się być najbardziej konsekwentną i godną zaufania osobą. Bigfoot, który kilka razy robi Docowi przytyki, sam okazuje się być dużym dzieckiem – kiedy poznajemy jego żonę, ta karci go tak, jak matka karci dziecko. Szanowany dentysta Rudy Blatnoyd to infantylny dandys zabawiający się z nastolatkami. Wolfmann ucieka przed problemami i chowa się przed światem. Penny, asystentka prokuratora, sama wprasza się do dawnego chłopaka na pizzę i trawkę. W końcu Shasta, obracająca się wśród wpływowych graczy, po pomoc przychodzi do Doca, który wydaje się być ostatnim bastionem, reliktem przemijających lat sześćdziesiątych.

Fakt medyczny: witamina C ma zastosowanie w kosmetyce jako składnik preparatów zwalczających starzenie się skóry. Kiedy poznajemy Doca i jego relację z Shastą, w tle słyszymy utwór zespołu CAN z 1972, w którym padają słowa: „I’m losing, I’m losing, I’m losing my vitamin C”. Czyżby reżyser chciał podświadomie zasugerować strach Doca przed przyszłością? Poznajemy go jako gościa żyjącego czasem przeszłym i nie wydaje się, żeby cała historia pomogła mu ruszyć do przodu w jakikolwiek sposób. Jeśli dodamy do tego symboliczny bezruch podczas finalnej ucieczki z miasta, wnioski nasuwają się same.

Advertisement

Anderson, odwołując się do filmu noir, dokonuje jego dekonstrukcji. W przeciwieństwie do flagowych produkcji tego nurtu, który zresztą w swojej nazwie zawiera mrok i noc, Wada ukryta dzieje się w większości w jasnym, słonecznym świetle. Intryga obejmująca wysoko postawione osoby zostaje zepchnięta tu na dalszy plan. Najważniejsze stają się postacie i ich obawy, wyrażone w różnoraki sposób przez Andersona, który wodzi widza za nos, niemal wprost mówiąc: nie ufaj temu, co widzisz. Idealna kandydatka na femme fatale okazuje się być zagubioną dziewczyną. Detektyw mieszający się do nie swoich spraw nie otrzymuje żadnej nauczki ani kary – wręcz przeciwnie, udaje mu się pomóc kilku osobom.

Spiskowe teorie zostają ośmieszone, i tak dalej. W pewnej scenie, gdy Doc wchodzi do domu milionerki, ta pyta, czy podoba mu się oświetlenie. Dodaje, że przygotował je Jimmy Howe. James Wong Howe – bo o nim mowa – był jednym z najlepszych operatorów hollywoodzkich, którego twórczość obejmowała kilka dekad. Był określany mistrzem światła i realizmu, a jego twórcze zastosowanie światłocieni pomogło w pewnym sensie ukształtować poetykę filmu noir, z którą Wada ukryta z całą premedytacją romansuje – i ją zdradza.

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *