publicystyka filmowa

Dlaczego w OSTATNIM SEZONIE „GRY O TRON” kibicuję Białym Wędrowcom

Autor: Tomasz Raczkowski
opublikowano

Nieuchronnie zbliża się koniec jednej z największych serialowych opowieści naszych czasów. Po dwóch latach przerwy wraca Gra o tron z finałowym, złożonym z sześciu długich odcinków sezonem. Budowane przez siedem serii układanki otrzymają swoje rozwiązanie, poznamy (przynajmniej powinniśmy poznać) odpowiedzi na najważniejsze pytania o znaczenie i los poszczególnych wątków i dowiemy się także, kto ostatecznie zatriumfuje w tytułowej grze. Oczekiwania wobec zakończenia serii są duże – Internet pęka w szwach od teorii i złożonych analiz fantazjujących na temat finału Gry o tron, a fani rozważają najdrobniejsze detale, szukając wskazówek co do tego, jak wielka saga się zakończy. Takim oczekiwaniom trudno właściwie sprostać, bo każde rozwiązanie historii część miłośników Gry o tron rozczaruje, a dogodzić wszystkim się w tym wypadku nie da. Odpowiedź na najważniejsze pytania poznamy już za kilka tygodni, tymczasem sam zacząłem się zastanawiać, czego można oczekiwać po zakończeniu serialu.

Przed ósmym sezonem jasne wydaje się, że ostateczna rozgrywka odbędzie się pomiędzy siłami ludzi, zdziesiątkowanymi przez niezakończoną wciąż wojnę o Żelazny Tron, a armią nieumarłych prowadzoną przez demonicznych Białych Wędrowców. Ci drudzy posiadają niezliczoną i trudną do zniszczenia armię, ożywionego smoka, magiczne umiejętności swojego wodza – Nocnego Króla – których ograniczeń jeszcze nie znamy, a w ostatniej scenie sezonu siódmego runął chroniący dotąd przed nimi Mur i zimowa armia rozpoczęła marsz na południe. Opór takiej sile będą musieli stawić zjednoczeni Jon Snow i Daenerys Targaryen, co prawda mający po swojej stronie pokaźne siły zbrojne i dwa pozostałe przy życiu smoki, ale także zmuszeni liczyć się z zagrożeniem ze strony zasiadającej na Żelaznym Tronie Cersei Lannister. Nie do końca jasne pozostają w tej układance role obdarzonego umiejętnościami jasnowidzenia i podróży przez czas Brana Starka oraz kapłanki Pana Światła, Melisandre, którzy mogą zaważyć na ostatecznym wyniku konfrontacji.

Triumfujący Nocny Król uzmysłowiłby wszystkim, że za błędy trzeba płacić, a głupota i przewinienia nie zawsze dają się zrównoważyć odwagą i miłością.

Najbardziej prawdopodobnym zakończeniem wydaje się okupione bolesnymi ofiarami pokonanie napierającego z północy Nocnego Króla i zaprowadzenie nowego ładu przez jego pogromcę – najpewniej Jona lub Daenerys. W tym nasuwającym się w oczywisty sposób rozwiązaniu jest jeszcze miejsce na kilka zwrotów związanych z niezałagodzonymi konfliktami i pozostałymi postaciami Starków, Lannisterów oraz pozostałych rodów. Otwartą sprawą pozostaje też rozwój romansu Jona i Daenerys, których czeka odkrycie łączących ich więzów krwi, a w kontekście rządzącej serialem logiki poświęceń i goryczy towarzyszącej zwycięstwom wysoce prawdopodobne wydaje się, że którekolwiek z nich ewentualnie zatriumfuje na końcu historii, okupione zostanie to śmiercią drugiego. Nie będę tutaj wchodził w drobiazgowe rozważania na temat przebiegu poszczególnych wątków i losów każdej z postaci i skupię się na najprościej zarysowanym przebiegu zakończenia historii.

Zastanawiając się ostatnio nad tym, co zdarzyć się może w ostatnim sezonie Gry o tron, doszedłem do wniosku, że po latach ścierania się różnych frakcji, zaskakujących zwrotach akcji, spektakularnych zgonach kluczowych postaci i wypadaniu z rozgrywki kolejnych rodów, najlepszym podsumowaniem serialu byłoby… zwycięstwo Białych Wędrowców, pokonanie znanych nam frakcji i ostateczne zniszczenie porządku ustanowionego przez szlachetne rody. Od paru lat można trafić na żartobliwe stwierdzenie, że na końcu Gry o tron zwycięży zima – a co za tym idzie, reprezentujący jej siły Inni. Wydaje się to w pierwszej chwili żartem przerysowującym chaos narastający w opowieści o Westeros, w oczywisty sposób ironicznym wobec oczekiwanego rozwoju tej sagi fantasy. Jednak, jeśli głębiej zastanowić się nad tym stwierdzeniem, to wydaje mi się ono oddawać optymalne zwieńczenie Gry o tron – i to na kilku poziomach.

Przede wszystkim takie zakończenie idealnie ukoronowałoby narracyjną charakterystykę Gry o tron. Jednym z fundamentów tego serialu i przynajmniej częściową przyczyną jego popularności jest wpisana w tożsamość historii nieprzewidywalność. W pierwszym sezonie ginie centralny protagonista, poszczególni pretendenci do tronu tracą życie jeden po drugim, a z kolejnych zawirowań wyłaniają się wcześniej nieprawdopodobne sojusze. Fani Gry o tron przywykli do tego, że żaden bohater nie jest bezpieczny, a spodziewać należy się przede wszystkim niespodziewanego. To ta nieprzewidywalność i nieoczywistość rozwoju fabuły nadała serialowi Davida Benioffa i D. B. Weissa unikatowość oraz suspens. Jednak zarówno Daenerys, jak i Jon, pomimo licznych trudności i zakrętów na swojej drodze, zasadniczo nie wyłamują się z klasycznego modelu herosa/heroiny przezwyciężającej trudności w drodze do epickiego triumfu (zresztą obydwie postaci na tyle szybko zostały wyraźnie otoczone nieprzenikalną plot armor, że w realność grożących im niebezpieczeństw trudno było zazwyczaj uwierzyć). Większość podejrzewa, że jedno z tej dwójki okaże się przepowiadanym wybrańcem, który w heroicznym starciu unicestwi Nocnego Króla i położy kres terrorowi zimy. Triumf wykrystalizowanych w ten sposób finałowych protagonistów wydaje się jednak zbyt idealny.

Ostatnio dodane