Publicystyka filmowa
Demony wojny, czyli 11 HORRORÓW WOJENNYCH
„Demony wojny, czyli 11 HORRORÓW WOJENNYCH” to fascynująca podróż przez mroczne oblicza konfliktów, gdzie strach i dramat splatają się w jeden obraz.
Horrory rozgrywające się w czasie wojny są rzadkością, podejrzewam, że z powodu zbyteczności uzupełniania obrazu tragedii wojennej jeszcze o elementy fantastyczne. Mimo to w historii kina znaleźć można przykłady użycia poetyki filmu grozy bądź jawnie horrorowego anturażu w służbie jakiejś prawdy o wojnie lub podkreślenia jej koszmaru.
Postanowiłem skoncentrować się na tytułach, których akcja dzieje się podczas wojny bądź dosłownie chwilę po jej zakończeniu, kiedy żyje jeszcze ona w bohaterach. Horror manifestuje się w nich w sposób bardzo dosłowny, przez elementy fantastyczne lub sugestię tychże, ale również przez użycie środków stylistycznych, silnie powiązanych z kinem grozy. Lista ułożona jest w porządku chronologicznym.
Trzecia część nocy (1971)
Agresywny styl reżysera oraz niekonwencjonalna narracja czynią z kinowego debiutu Andrzeja Żuławskiego horror już na poziomie stylistycznym, choć fabularnie trudno rozpoznać w Trzeciej części nocy kino grozy – wkrótce po tym, jak główny bohater jest świadkiem śmierci swojej rodziny zamordowanej przez hitlerowców, spotyka kobietę łudząco podobną do swojej żony.
Okrucieństwo i bezsens wojny niszczą człowieka do tego stopnia, że w końcu oniryzm wydaje się górować nad realizmem, a biblijne fragmenty nadają tragedii apokaliptycznego wymiaru. Jest to film niełatwy, a zarazem sugestywny i hipnotyczny, niesamowicie żywy w swej formie, choć przecież opowiadający o śmierci oraz rozpadzie dotychczasowego porządku. Żuławski nakręcił później równie szalonego Diabła oraz głośne Opętanie, ale już w debiucie zaprezentował pełnię swoich twórczych możliwości, wykorzystując poetykę koszmaru sennego i uzupełniając ją o gorączkowość i szał, z czego zasłynęło jego kino.
B-17 z antologii HEAVY METAL (1981)
Jeden z najlepszych tytułów na tej liście, co jest o tyle niezwykłe, że B-17 jest trwającą trochę ponad 6 minut animacją, jednym z epizodów kultowego Heavy Metal. Mimo to wyreżyserowana przez Barriego Nelsona historia tytułowego bombowca, którego załoga zostaje w większości zabita podczas ostrzału, a później wskrzeszona przez tajemniczą kulę światła, jest horrorem wojennym wręcz doskonałym. Nie tylko oddaje niebezpieczeństwo wynikające z zamknięcia w pułapce bez wyjścia, jakim okazuje się atakowany przez wroga samolot – co później skrzętnie wykorzysta Steven Spielberg w jednym z najlepszych odcinków swoich Niesamowitych historii, gdzie Kevin Costner i Kiefer Sutherland znajdą się w równie stresującej sytuacji, co bohaterowie B-17 – ale również przekształca później koszmar wojny w makabryczny horror z żywymi trupami.
Otwierający ten epizod rockowy kawałek Dona Feldera Taking a Ride (on Heavy Metal) cudownie współgra z obrazem ostrzeliwanego bombowca, a późniejsza muzyka Elmera Bernsteina świetnie pomaga budować napięcie i klimat grozy. Warto również nadmienić, że scenariusz napisał Dan O’Bannon, współautor Obcego: ósmego pasażera Nostromo.
Twierdza (1983)
Podczas II wojny światowej stacjonujący w Rumunii niemieccy żołnierze stają się pożywką dla zła, które zostaje przez nich uwolnione. Początkowo potężny Molasar obiecuje zniszczyć III Rzeszę, ale wkrótce okazuje się, że jego celem są wszyscy ludzie. Walki z nim podejmują się tajemniczy przybysz oraz córka żydowskiego historyka, którym manipuluje potwór.
Nakręcona przez Michaela Manna ekranizacja powieści F. Paula Wilsona jest jedynym horrorem wyreżyserowanym przez przyszłego twórcę Ostatniego Mohikanina i Gorączki, próbą wielce stylową i ambitną, ale zakończoną dotkliwą porażką. Mann potrafił wykreować niesamowitą atmosferę, pełną onirycznej i surrealnej jakości, mając za podstawę bogatą w liczne tropy horrorowe prozę Wilsona. Niestety, studio Paramount z trwającej ponad trzy godziny fabuły wykroiło o połowę krótszy film, co zaowocowało licznymi problemami narracyjnymi i dziurami logicznymi.
Również śmierć odpowiedzialnego za efekty specjalne Wally’ego Veeversa, który zmarł podczas postprodukcji Twierdzy, sprawiła, że nie można było ukończyć wielu skomplikowanych efektów. W konsekwencji powstało dzieło miejscami zachwycające, całościowo jednak nierówne i rozczarowujące.
Oddział 731 (1988)
Oparty na faktach film Mou Tun-fei jest próbą rozliczenia się z bestialstwem japońskiej Jednostki 731, która podczas II wojny światowej prowadziła badania nad stworzeniem broni biologicznej. W tego celu Japończycy eksperymentowali na więźniach, przeważnie pochodzenia chińskiego, mandżurskiego i rosyjskiego – w filmie oglądamy, jak ręce kobiety wystawionej na mróz polewane są zimną wodą, a po ich rozmrożeniu schodzą za jednym szarpnięciem skóra i mięso; widzimy efekty działania komory ciśnieniowej, w której wnętrzności uwięzionego tam mężczyzny wybuchają na zewnątrz; jesteśmy świadkami operacji wycięcia organów przeprowadzanej na żywym chłopcu.
Chiński reżyser chłodnym okiem obserwatora śledzi kolejne okrutne eksperymenty, jednocześnie dając nam do zrozumienia, że oglądamy ostatnie miesiące wojny. Za chwilę to wszystko się skończy, choć finałowe napisy informują nas, że kara nie dosięgnie tych ludzi – za wyniki swoich badań Amerykanie zaoferują im amnestię. Oddział 731 budzi w widzu sprzeciw wobec nieludzkiego okrucieństwa, ale chyba bardziej wobec niesprawiedliwości i bezradności. Aby uwiarygodnić swój film, twórcy wykorzystali prawdziwe ludzkie zwłoki, a w scenach okrucieństwa wobec zwierząt faktycznie rzucili kota wygłodniałym szczurom na pożarcie (oglądając ten moment, trudno uwierzyć, aby kot przeżył, jak po latach tłumaczył reżyser), a innym razem podpalili je żywcem.
Bunkier SS (2001)
Fabularnie film Roba Greena przypomina Twierdzę Manna – ponownie niemieccy żołnierze trafiają do miejsca, które wydaje się nawiedzone, a bohaterowie wybijani jeden po drugim. Tym razem jest to tytułowy bunkier z siecią tuneli, w których – co wiemy już od prologu – czai się coś niedobrego. Tyle że później twórcy jako źródło zagrożenia ewidentnie wskazują wydarzenie, w którym udział wzięli główni bohaterowie, zanim trafili do bunkra. Zmęczeni wojną, świadomi przegranej (akcja rozgrywa się w 1944 roku) i dręczeni wyrzutami sumienia sami wydają się tworzyć demony, choć najgroźniejszymi nadal pozostają psychopaci w mundurach.
Bunkier SS wraz z innym horrorem na liście, Doliną cieni, były całkiem popularnymi tytułami podczas divixowego boomu na początku poprzedniej dekady. I choć film Greena nie wybija się niczym specjalnym na tle innych b-klasowych brytyjskich horrorów tamtego czasu (a angielscy aktorzy w rolach niemieckich żołnierzy są kompletnie niewiarygodni), udaje mu się oddać atmosferę rezygnacji i niechęci do dalszej walki.
Ciśnienie (2002)
Film Davida Twohy’ego można w skrócie określić opowieścią o nawiedzonej łodzi podwodnej. Akcja dzieje się podczas II wojny światowej, a rozpoczyna się od wyłowienia trójki rozbitków przez załogę amerykańskiego okrętu, który od tego momentu doświadcza ciągłych problemów i tragedii. Odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się dzieje, jest zaskakująca i satysfakcjonująca, ale Ciśnienie lepiej się sprawdza jako film wojenny o konsekwencjach błędów podczas wojny niż horror. Zaryzykuję stwierdzenie, że duchy są w tej fabule zupełnie niepotrzebne, choć moja ocena może być podyktowana ich wykonaniem – wygenerowane komputerowo zjawy zwyczajnie nie straszą.
Współautorem scenariusza jest Darren Aronofsky, ale próżno szukać w Ciśnieniu znaków rozpoznawczych jego stylu. Twohy jest sprawnym rzemieślnikiem (Pitch Black, Kroniki Riddicka), a jego film ogląda się nie bez przyjemności, choć jeśli zostaje w pamięci, to bardziej dzięki finałowej wolcie niż natchnionej reżyserii. Warto również dla solidnej obsady – Bruce Greenwood, Olivia Williams, Jason Flemyng (który zagrał również jedną z głównych ról w Bunkrze SS), Dexter Fletcher oraz Zack Galifianakis, na długo przed Kac Vegas.
Dolina cieni (2002)
I wojna światowa. Kilku brytyjskich żołnierzy zajmuje niemieckie okopy, ale szybko orientują się, że z tym miejscem jest coś nie tak. Słyszą wroga, ale go nie widzą. Od dowództwa dowiadują się przez radio, że cała ich kompania nie żyje, choć przecież oni sami nie zginęli. Wreszcie zaczynają dostrzegać rzeczy, których nie ma. Paranoja sprawia, że w bohaterach ujawniają się najgorsze instynkty.
Debiut Michaela J. Bassetta (Solomon Kane, Silent Hill: Apokalipsa) jest solidnym, choć przewidywalnym horrorem, w którym wojna, a co za tym idzie przemoc, okrucieństwo i szaleństwo, prowadzą bohaterów ku potępieniu, i tylko okazanie człowieczeństwa może ich ocalić. Klimat grozy jest tu lepiej wykreowany niż w Bunkrze SS, ale znów jest to horror, gdzie nie do końca wiadomo, czy to, co oglądamy, jest faktycznym działaniem sił fantastycznych czy wizualizacją udręczonych wojną umysłów żołnierzy.
Finał jest jednoznaczny, acz sugerowany już od pierwszych scen. Dolinę cieni ogląda się dziś ciekawie głównie ze względu na obsadę, która dopiero zrobi karierę; wśród aktorów są m.in. Jamie Bell, Matthew Rhys i Andy Serkis.
R-Point (2004)
Udział Korei podczas wojny w Wietnamie jest mało znany, a tu służy za podstawę klasycznej opowieści grozy. Grupka koreańskich żołnierzy zostaje wysłana do tytułowego R-Point, które znajduje się poza strefą działań wojennych, a gdzie zaginął inny oddział. Zamiast odnaleźć poszukiwanych, główni bohaterowie spotykają na swej drodze duchy ludzi zamordowanych na tamtych terenach.
Do bólu przeciętny film, któremu wcale nie pomaga niejasna narracja i schematyzm rozwiązań fabularnych. Na tle innych horrorów wojennych ten wypada blado, choć ze względu na umiejscowienie akcji w Wietnamie wyróżnia się interesującą atmosferą oraz stroną wizualną. W 2008 roku reżyser Su-chang Kong ponownie sięgnie po żołnierską tematykę w horrorze Strażnica nr 506.
Nieprzyjaciel (2011)
Kilka dni po zakończeniu wojny w Bośni i Hercegowinie pluton serbskich żołnierzy znajduje w opuszczonej fabryce zamurowanego mężczyznę. Pozornie niegroźny i posłuszny, wkrótce zaczyna siać zamęt wśród ludzi, którzy widzą w nim diabła.
Film Dejana Zecevica, trochę jak kultowy w niektórych kręgach Człowiek z Ziemi, koncentruje się wokół prób obalenia tezy, że jeden z bohaterów jest w rzeczywistości bytem nadludzkim, a w tym przypadku złem wcielonym. Jednocześnie jego pojawienie się pośród żołnierzy, którzy jeszcze tydzień wcześniej walczyli i zabijali, a teraz zajmują się odkopywaniem własnych min, służyć ma smutnej konstatacji, że pokój jest iluzoryczny, a wojna siedzi w każdym człowieku wystawionym wcześniej na jej działanie.
Ponury i frapujący Nieprzyjaciel posiada atmosferę narastającej paranoi oraz nieufności, przywodząc na myśl Coś Carpentera, swą grozę czerpiąc jednak nie tyle z fantastycznej (?) obecności, lecz nade wszystko z poczucia klęski egzystencjalnej i poznawczej.
Operacja Overlord (2018)
Zeszłoroczny horror wojenny, który chyba najbardziej ze wszystkich wymienionych filmów stara się oddać widowiskowość obu gatunków. Wojna jest tu pełna akcji, eksplozji i przygody – wszakże fabuła dotyczy misji kilkuosobowego amerykańskiego komando, które zostaje wysłany, aby zniszczyć niemiecką radiostację. Ale na miejscu okazuje się, że naziści prowadzą tam również eksperymenty nad stworzeniem superludzi, co sprawia, że cała druga połowa filmu Juliusa Avery’ego wypełniona jest makabrycznymi obrazami.
Jest w tym sporo krwawej, anatomicznej zabawy pokroju Re-Animatora, ale profesjonalna realizacja i spory budżet sprawiają, że całość pozbawiona jest b-klasowego sznytu, choć jest to rozrywka właśnie dla fanów takiego kina. Nie jest to w żadnym wypadku przytyk do Operacji Overlord, która poraża energią i bezwzględnością jak najlepsze splattery z lat osiemdziesiątych, ale nakręcona jest z iście hollywoodzką pompą.
Wilkołak (2018)
Horda wytresowanych przez nazistów psów staje się zagrożeniem dla zamkniętych w wielkim domu dzieci.
Od filmu polskiego zaczęliśmy, na filmie polskim skończymy. Wilkołak to z jednej strony dramat o dzieciach, które podczas wojny uległy zezwierzęceniu, z drugiej przykład wykorzystania zachodnich konwencji – animal attack i home invasion. Mimo że akcja filmu praktycznie w całości rozgrywa się dosłownie chwilę po zakończeniu II wojny światowej, ta jest nadal obecna w umysłach dzieci, a hitlerowski terror bardzo namacalny, zarówno dzięki krwiożerczym psom, jak i postaci ukrywającego się w lesie niemieckiego oficera.
Ale reżysera, Adriana Panka, pomimo kilku efektownych i pełnych napięcia sekwencji z udziałem zwierząt, bardziej interesują ludzie i odpowiedź na pytanie, ile jest człowieka, a ile bestii w nas samych. Czy wojna zmienia naszą naturę, czy też wyciąga ją na wierzch w całej swej okrutnej okazałości? W końcu, czy dziecięcy umysł jest w stanie przeżyć piekło i wrócić stamtąd z nadzieją na normalne życie?
