Publicystyka filmowa
Czas nas uczy pogody. Filmowe ARCYDZIEŁA, które wymagają CIERPLIWOŚCI
„CZAS NAS UCZY POGODY” to filmowe arcydzieło, które wymaga cierpliwości, ale nagradza głębią emocji i refleksji. Odkryj magię trudnych dzieł!
Niestety rzadko jest tak, że dobre rzeczy przychodzą do nas z łatwością. W większości przypadków osiągnięcie spełnienia wymaga cierpliwości oraz determinacji. Nie inaczej wygląda sytuacja w przypadku oglądania filmów. Produkcje lekkie, łatwe i przyjemne szybko zdobywają uwagę i wzbudzają zachwyt, lecz równie szybko blakną w pamięci. Tymczasem te trudniejsze, bardziej wymagające uwagi dzieła zostają z nami na dłużej.
W poniższym zestawieniu można byłoby pójść po linii najmniejszego oporu i wybrać wielogodzinne produkcje Lavy Diaza lub Szatańskie tango Tarra, lecz uznałem, że znacznie ciekawszym będzie poszukiwanie arcydzieł, które niekiedy są długie metrażem, ale częściej są trudne w odbiorze ze względu na tempo narracji lub surowość wykonania. Mimo to warto się z nimi zapoznać, ponieważ gwarantują doznania intelektualne jedyne w swoim rodzaju.
Śmierć Ludwika XIV, reż. Albert Serra
Król Słońce ląduje w łożu i tam spędza ostatnie godziny swojego życia. Fabuła filmu hiszpańskiego reżysera może zostać sprowadzona do powyższego zdania, ponieważ w zasadzie nic więcej nie dzieje się na ekranie. Najważniejsza osoba swojej epoki jest bez sił, jej słońce gaśnie, w związku z czym zamiera również całe życie na królewskim dworze. Wszyscy czekają na ostatnie tchnienie władcy, a on leży i leży, minuty mijają i mijają, aż w końcu następuje wydarzenie zaspoilerowane w tytule. Nuda wprost przedziera się do świata wewnętrznego, ale wybrana przez Serrę estetyka jest jak najbardziej prawidłowa – koniec egzystencji rzadko kiedy jest związany z dramatycznymi wydarzeniami.
Znacznie częściej, nawet w kontekście niezwykle ważnych dla historii postaci, zgon następuje w domowym zaciszu, z dala od spojrzeń żądnej informacji widowni. Reżyser stawia widzom bardzo wysokie wymagania, ale przy okazji znajduje się znacznie bliżej życia niż twórcy w widowiskowy sposób opowiadający o granicznym zdarzeniu dla każdego, kto kiedykolwiek się narodził. Z kolei wcielający się w Ludwika XIV Jean-Pierre Leaud udowadnia, że nawet leżenie i „udawanie” umierania można podnieść do rangi sztuki.
Wersja skrócona
[web_stories_embed url=”https://film.org.pl/web-stories/arcydzie%c5%82a%2c-ktore-wymagaja-cierpliwosci/” title=”ARCYDZIEŁA, które wymagają CIERPLIWOŚCI” poster=”https://film.org.pl/wp-content/uploads/2021/02/arcydziela-cierpliwosc-640×648-1.jpg” width=”360″ height=”600″ align=”none”]
Siedzący słoń, reż. Hu Bo
Czterogodzinna, mozaikowa, kunsztownie zrealizowana debiutancka opowieść to świadectwo życia i śmierci Hu Bo. Chiński młody reżyser, uczeń Beli Tarra, uwiecznił obraz poszarzałej, zapewne boleśnie znanej mu rzeczywistości wyzutej z choćby odrobiny ciepła oraz koloru. Zaprezentowani bohaterowie błąkają się po betonowej dżungli, marząc o nigdy niemożliwej do zrealizowania ucieczce, podczas gdy jedyne, na co mogą liczyć, związane jest z ciągle doznawanym bólem. Kamera wlecze się za postaciami, patrzy ich oczami na kolejne tragiczne wydarzenia, niczym niemy świadek zapisujący dla potomnych okoliczności sprzyjające autodestrukcyjnym tendencjom.
Hu Bo za tak pesymistyczne spojrzenie zapłacił najwyższą cenę, przypominając na podstawie modernizujących się Chin, że cóż po chlebie, kiedy niesmarowany niebem.
Samuraj, reż Jean-Pierre Melville
Francuski reżyser, miłośnik czarnych kryminałów spod amerykańskiego szyldu, stworzył opowieść o zabójcy do wynajęcia pozbawioną dramaturgii oraz napięcia. Innymi słowy błąkający się po Paryżu Alain Delon jest zaprzeczeniem wszystkiego, co moglibyśmy wiązać z konwencją kina gangsterskiego. Grany przez niego Jef Costello jest pozbawionym emocji killerem, którego stan ducha znajduje metaforę w widoku posiadanej przez niego papugi zamkniętej w klatce. Mężczyzna beznamiętnie wykonuje zlecenia, mając świadomość swego tragicznego położenia.
Wydaje się, że Costello chciałby schować rewolwer w futerale i zakończyć wykonywaną profesję, ale trudno jednoznacznie orzec, skoro Melville drastycznie obcina partie dialogowe i nie daje prostego wglądu do świata wewnętrznego bohatera.
Koń turyński, reż. Bela Tarr
Nihilistyczny poemat węgierskiego reżysera jest szorstki niczym papier ścierny, nieprzenikniony niczym najczarniejsza noc, a mimo to fascynuje, hipnotyzuje i wyzwala multum, nie tylko depresyjnych, emocji. Historia dwuosobowej rodziny zamkniętej w chacie na końcu świata to jedna z najradykalniejszych metafor końca świata, z jakimi można było się zapoznać w ostatnich latach. Tarr zredukował elementy świata przedstawionego oraz fabuły do wymaganego minimum, każąc obserwować widzom nicość w pełnej postaci. Film dla cierpliwych oferujący wgląd w dusze ludzi pogodzonych ze swoim bezsensownym losem.
Stalker, reż. Andriej Tarkowski
Arcydzieło światowego kina wymagające erudycji oraz cierpliwości, które pod sztafażem science fiction skrywa uniwersalne pytania dotyczące celu ludzkiej egzystencji w świecie stworzonym przez Boga, a nawiedzanym przez szatana. Postapokaliptyczna odyseja Poety i Profesora po Zonie, gdzie znajduje się komnata, w której spełniają się wszystkie życzenia, naszpikowana jest odniesieniami do Biblii, szerzej pojętej kultury chrześcijańskiej, malarstwa, literatury, a także filozofii. Niezależnie jednak od wiedzy widza prawie trzygodzinna przeprawa wymaga niesamowitego skupienia, rosyjski artysta bowiem nie idzie na żadne ustępstwa.
Jeżeli chce ukazać znój podróży, robi to z całym dobrodziejstwem inwentarza. W jego kinie podróż musi mieć cechy podróży, a nie być sprowadzona do kilku szybko zmontowanych migawek. Nie ulega wątpliwości, że
Van Gogh, reż. Maurice Pialat
Twórczość Maurice’a Pialata jest mało znana w Polsce, mimo że do jego dzieł ostatnimi czasy nawiązywali Luca Guadagnino oraz Greta Gerwig. Van Gogh pochodzi z późnego okresu pracy Francuza i nie jest jego sztandarowym dziełem, mimo że Pialat uzyskuje w tej produkcji pełnię swoich możliwości, stuprocentowo osiągając ideał, do którego tak usilnie dążył przez wiele lat. Owym ideałem było odarcie filmu z atrybutów filmowości, czyli innymi słowy stworzenie historii pozbawionej dramaturgii i „sztucznych” (artystycznych) zabiegów mogących stwarzać wrażenie, że widz nie ma do czynienia z życiem, lecz z udawaniem.
To dlatego tak często sięgał po naturszczyków albo improwizował na planie. W przypadku
Schyłek dnia, reż. László Nemes
W swoim drugim filmie László Nemes z zegarmistrzowską precyzją odmierza kolejne eksplozje przemocy. Pomiędzy nimi oferuje widzom stonowaną, powolną opowieść o rewolucji pukającej do bram modernizującego się Budapesztu. Nic nie dzieje się od razu, napięcie rośnie z minuty na minutę, ale Nemes z rozmysłem każe czekać na kluczowe fragmenty, w których dokonuje się spodziewany przewrót. W obranej taktyce Nemes nie jest tak brutalny, jak w debiutanckim Synu Szawła.
Zamiast szokujących obrazów realiów panujących w obozie koncentracyjnym Węgier prezentuje precyzyjne i kunsztowne widoki miasta, nad którym zachodzi słońce. Pozwala na zmysłowe rozpłynięcie się w obrazach i dźwiękach, oddaje czasowi należny szacunek, by w kluczowych momentach uderzyć z całej siły i udowodnić, jaki destrukcyjny potencjał drzemie w idei politycznego przewrotu.
Prawdopodobnie diabeł, reż. Robert Bresson
Prawdopodobnie każdy film Bressona mógłby się pojawić w powyższym zestawieniu, lecz wybór padł na mniej znany, a nadal dobry tytuł, w którym ujawniają się najbardziej charakterystyczne cechy jego twórczości. Francuz sięga po naturszczyków i odziera fabułę z dramaturgicznego napięcia, by osiągnąć chłodny, pozbawiony ozdobników styl. Widzowie zawsze powinni czuć się nieswojo w Bressonowskich światach, jako że wszelkie odbiorcze przyzwyczajenia są wystawiane przez autora Pieniądza na próbę.
Artystę interesuje kierunek, w którym podąża ludzkość, bada, na ile nieczyste siły metafizyczne mają wpływ na ludzką glinę, ale robi to w taki sposób, by nigdy jednoznacznie nie zdradzić swoich zamiarów, a także by nie zamknąć podejmowanego tematu w klatce dosłowności. Stawia na siłę obrazów i inteligencję widza, zamiast kierować percepcją widzów w zaprojektowanym przez niego kierunku. Bresson w swojej twórczości w niezwykły sposób mówi o „gorących” tematach w przejmująco zimny sposób. Potrzeba otwartości oraz cierpliwości, żeby w pełni docenić jego kina, w tym film
