Artykuł

INCEPCJA KONCEPCJI INCEPCJI

Autor: Michał Puczyński
opublikowano

(„incepcja” wywodzi się od angielskiego słowa „incept”)

Mam problem z Incepcją. Problem polega na tym, że Incepcja nie jest dobrym filmem. Wcale mnie to nie cieszy, bo Christopher Nolan jest jednym z najlepszych współczesnych reżyserów kina rozrywkowego i ostatnią rzeczą, jakiej spodziewałem się w drodze do kina, było rozczarowanie.

Można powiedzieć, że sztuka robienia filmów rozrywkowych polega na umiejętnym okłamywaniu widza – reżyser musi sprzedać bzdury w taki sposób, żeby klient nie zorientował się, że to bzdury. Nolan jest na tym polu mistrzem, ponieważ tak, jak dobry kłamca miesza kłamstwo z prawdą, tak on każdą porcję kiczu miesza z dwoma porcjami realizmu. Taki zabieg pomógł mu przekonać miliony widzów, że film o milionerze-mścicielu ubranym w kostium nietoperza jest realistyczny. Niestety, o ile oglądanie Batmanów wymaga tylko zawieszenia niewiary na wysokim kołku, tak Incepcja wymaga okresowego pozbycia się oczekiwań.

(UWAGA: KRYTYKA BĘDZIE W PUNKTACH. I PEŁNA SPOILERÓW)

1. O CO TU CHODZI?

Nie mam zamiaru opisywać fabuły. Sądząc po wynikach kasowych Incepcji i tak już byliście w kinie ze trzy razy. Postaram się w jednym zdaniu napisać o czym traktuje film, żebyśmy wiedzieli, na czym stoimy. A zatem:

…prawdę mówiąc, łatwiej byłoby streścić Incepcję, niż napisać, czego dotyczy jej treść. Można bez problemu wskazać MacGuffina filmu, czyli element, na którym opiera się fabuła, ale trudno określić cel działań bohaterów, ten jest bowiem tylko pozornie klarowny. Tym celem rzekomo jest zaszczepienie w umyśle młodego biznesmena idei, która zapobiegnie zmonopolizowaniu rynku przez firmę, którą odziedziczył. Nie bez powodu napisałem, że to cel tylko rzekomy.

Na przeprowadzeniu zabiegu incepcji zależy bohaterowi drugoplanowemu – zleceniodawcy zadania. Na pierwszym planie znajduje się jednak inna, ważniejsza i lepiej zarysowana postać. Reżyser skupia się na indywidualnych motywacjach, fobiach, problemach. Testuje zachowania bohatera w krytycznej sytuacji. To bardzo stary zabieg scenariuszowy, dzięki któremu widownia angażuje się emocjonalnie w wydarzenia rozgrywające się na ekranie. Przypomnijcie sobie Noc żywych trupów, w której zombi schodziły na drugi plan, a na pierwszy wysuwały się relacje i reakcje w dramatycznych okolicznościach.

Incepcja nieco różni się od tego typu filmów. Choć Nolan ma do dyspozycji grupę bohaterów, zagłębia się w psychikę tylko jednego z nich – granego przez Leonarda DiCaprio. Mimo wszystko schemat pozostaje taki sam: reżyser chce, żeby widza bardziej interesowało to, co dzieje się z bohaterem, niż status jego misji. Zadanie schodzi na dalszy plan; nawet nie drugi, ale trzeci. W przeciwieństwie do filmów używających podobnej scenariuszowej zagrywki, ostateczny wynik nie ma jednak większego znaczenia niż to, czy bohater poradzi sobie z problemami natury psychologicznej. O ile więc w Nocy żywych trupów, choć eksponowano głównie charaktery postaci, najważniejszą kwestią pozostawało przeżycie, tak w Incepcji powodzenie zadania ma bardzo niewielkie znaczenie.

Możecie mi zarzucić, że z tego, co napisałem, wcale nie wynika, że treść Incepcji jest niemożliwa do zdefiniowania. Jakkolwiek skomplikowani byliby bohaterowie, to nadal film o włamywaniu się do cudzego umysłu, prawda?

Nie. Nieprawda.

Kadr z filmu "Incepcja"

2. NIE, POWAŻNIE, O CO TU CHODZI?

Nolan chciał zrobić blockbustera idącego pod prąd, więc dodał do swojej opowieści drugie dno. W filmie znajduje się mnóstwo wskazówek sugerujących, że nawet to, co uchodzi za rzeczywistość, także jest snem. Jest to logiczne z punktu widzenia fabuły, ale nielogiczne z punktu widzenia widza, a nawet scenarzysty. Jeśli bowiem uznać taką interpretację, Incepcja okazuje się filmem o niczym. No, prawie niczym.

Jeżeli wszystko jest snem DiCaprio (co można zacząć podejrzewać naprawdę szybko), to ja-widz napotykam problem. Po pierwsze – główne zadanie (czyli tytułowa incepcja) nie ma żadnego znaczenia. Misja jest tylko sennym majakiem, a jej niewykonanie nie będzie miało żadnych realnych skutków. Wariant „wszystko jest snem” oznacza, że żaden z bohaterów, a w zasadzie jedyny bohater w wielu postaciach, nigdy nie jest niczym zagrożony. Wiecie, co to oznacza dla filmu, który w 2/3 bazuje na strzelaninach, wybuchach i pościgach? Znaczy to tyle, że Nolan strzela do własnej bramki. Popełnia scenariuszowe samobójstwo. Co z tego, że jednocześnie bohaterowie uczestniczą w ośmiu scenach akcji, skoro one mają miejsce we śnie? Jaki to wszystko ma sens, skoro w zasadzie jedynym ważnym w takim wypadku motywem jest akceptacja śmierci żony Leonarda DiCaprio? Właśnie tak: Nolan nakręcił trzygodzinny film o godzeniu się (we śnie) ze śmiercią żony. Reszta to tylko zbędna otoczka. Scen istotnych dla najważniejszego wątku starczyłoby może na półgodzinną nowelkę.

To rozwiązanie, czyli zupełnie niepotrzebne gmatwanie bardzo prostej fabuły, urozmaicanie jej o skoki ze świadomości jednej osoby do drugiej, mylone jest ze „scenariuszową głębią”. Błąd. Owszem, film jest skomplikowany, a nawet trudny do ogarnięcia za pierwszym razem, ale nie oznacza to, że jest głęboki. Jest po prostu źle napisany, o czym dobitnie świadczą dialogi, w których bohaterowie do samego końca tłumaczą zasady rządzące przedstawionym światem – zasady niepotrzebnie skomplikowane i niejasne. Sam reżyser doskonale wiedział, iż bez stałych wytłumaczeń widz szybko zgubi się w natłoku idiotycznych założeń, toteż nie pozostało mu nic innego, jak wyjaśniać wszystko poprzez rozmowy bohaterów. W efekcie przez większość czasu bełkoczą oni o przekombinowanych regułach nieistniejącego świata.

Skoro Nolan był świadomy wad scenariusza, powinien wiedzieć, że do udźwignięcia jego ciężaru potrzebne będą ciekawi bohaterowie i naprawdę emocjonujące sceny akcji.

3. GRA, KTÓREJ NIE DA SIĘ WYGRAĆ

Z bohaterami (czy też jednym bohaterem w wielu postaciach) jest jednak kolejny problem. Zobrazuje go wam pewna gra. Gra nazywa się „określ charakter bohaterów”. Polega na przydzielaniu postaciom pasujących do nich przymiotników, ale niezwiązanych z wyglądem czy rolą w drużynie. To tak, jakby opisywać Riggsa z Zabójczej broni: nieco szalony, niemający nic do stracenia, zdesperowany, a jednocześnie zabawny – itp. A zatem jaka jest bohaterka grana przez Ellen Page?

A jaki jest Joseph Gordon-Levitt?

A reszta? Jacy są pozostali członkowie drużyny? Czy w filmie jest czarny charakter? Jeśli tak, jakie cechy go charakteryzują? Czy w ogóle pamiętacie imiona tych ludzi? Niezdolność do przypisania postaciom cech nie jest oznaką głębi i skomplikowania. Jest oznaką ziejącej scenariuszowej pustki.

Płascy bohaterowie to największa wada Incepcji, przez którą bardzo trudno zaangażować się podczas seansu. Brak charakteru oznacza brak konfliktów, a to z kolei przekłada się na powalającą nudę. Skoro sami bohaterowie nie żywią żadnych uczuć wobec swojego przeciwnika, dlaczego widz powinien to robić, a w efekcie przejmować się, czy zdołają wykonać zadanie? Bezzasadne sceny akcji zyskują zatem kolejną cechę: są wyprane z jakichkolwiek emocji. Może chociaż ładnie wyglądają?

Ostatnio dodane