search
REKLAMA
Zestawienie

7 filmów, które MUSISZ obejrzeć, jeśli czekasz na DIUNĘ

Jacek Lubiński

19 kwietnia 2020

REKLAMA
Do premiery kolejnej adaptacji powieści Franka Herberta jest jeszcze trochę czasu (o ile, rzecz jasna, w ogóle do niej dojdzie). Można go wykorzystać na przeczytanie rzeczonej książki. Można też sięgnąć po kilka innych filmów, które umilą nam oczekiwanie i przy okazji wprowadzą w odpowiedni klimat. Proponuję siódemkę takowych pozycji wraz z przyległościami.

Battlestar Galactica (2003)

Napisałem „filmów”? Cóż, tę miniserię można traktować jak nieco rozciągnięty film w odcinkach. Bo od niej należy właśnie zacząć, jeśli chce się dalej kontynuować przygodę z całym serialem, powstałym na bazie starej, dziś już mocno kiczowatej marki. To także jeden z najlepszych odcinków całej sagi, więc jeśli przypadną nam do gustu, dalej można lecieć w ciemno. A jest tam wszystko, czego dusza zapragnie. Strona polityczno-militarna wychodzi już od pierwszych scen, ale nie brak też wątków egzystencjalnych, rodzinnych, metafizycznych, kulturowych, religijnych czy w końcu sztucznej inteligencji. A wszystko to całkiem zgrabnie i bez nadęcia wpisane w nieco szerszy kontekst cywilizacyjny. Całość zamknięta jest w pięciu sezonach, po których można jeszcze łyknąć trzy filmy uzupełniające uniwersum, kilka krótkometrażówek oraz spin-off w postaci Caprica, a nawet grę wideo.

Blade Runner 2049 (2017)

Wybór jakże oczywisty, bo to poprzedni film reżysera nowej Diuny, która będzie przypuszczalnie utrzymana w podobnej stylistyce. Sequel kultowego science fiction sprzed lat to przede wszystkim wizualna perełka i wcale nie głupie rozwinięcie pomysłów z oryginału na bazie prozy Philipa K. Dicka. Mamy więc androidy śniące o elektrycznych owcach i inne rzeczy, w które nie uwierzyliby zwykli śmiertelnicy. Mamy też dość długi metraż, który pozwoli nam wejść w świat przedstawiony i przygotować nas na jeszcze dłuższy pobyt na Arrakis i innych planetach Diuny, z którą BR2049 łączy niełatwa sytuacja geopolityczna, złożone relacje „międzyludzkie” oraz wyczerpujące się zasoby planetarne. A na horyzoncie bunt i wojna. Nic, tylko oglądać.

Diuna (1984)

David Lynch był pierwszym, któremu udało się zekranizować dzieło Herberta, zatem naturalną koleją rzeczy trzeba ten film obejrzeć, choćby i dla samego porównania z nową wersją. Nie będzie to łatwy seans, gdyż reżyser miał szansę zaprezentować tu własną wizję książkowych wydarzeń, z czego jak najbardziej skorzystał, a za co był później mocno krytykowany (dziś sam zainteresowany odcina się od swojego dokonania). Trzeba jednak przyznać, że to wizja oryginalna i miejscami bezkompromisowa, a mający sporo atutów film potrafi przyciągnąć nie tylko atrakcyjną ścieżką dźwiękową grupy Toto, lecz także doskonałą stawką aktorską, praktycznymi efektami i dość groteskową, niewolną od przemocy aurą. Ma to swój charakter, nawet jeśli nie każdemu przypadnie do gustu.

Jodorowsky’s Dune (2013)

Zanim Lynch postawił swoją stopę na planie Diuny, za jej realizację brali się inni wielcy reżyserzy. Jednym z nich był twórca Kreta i Świętej góry – Alejandro Jodorowsky. Ten dokument pokazuje drogę oraz ambicje artysty i wyzwania, które przed nim stały, a które ostatecznie nie zostały pokonane, by projekt ruszył z kopyta. Pokazuje też, jak mogłaby według tego reżysera wyglądać Diuna, gdyby tylko producenci i los byli dla Jodorowskiego łaskawsi. I trzeba przyznać, że plany prezentują się imponująco. Można zatem żałować, że takiej Diuny już nie ujrzymy. Na osłodę pozostaje ten dokument oraz czająca się tuż za rogiem wersja A.D. 2020.

Avatar

Jacek Lubiński

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA