Connect with us

Publicystyka filmowa

Najlepsze TWISTY w filmach SCIENCE FICTION

Odkryj niezwykłe TWISTY w filmach SCIENCE FICTION, które zaskoczą nawet najbardziej wprawionych widzów. Zaskakujące zwroty akcji czekają!

Published

on

Najlepsze TWISTY w filmach SCIENCE FICTION

Lubicie te momenty, gdy fabuła filmu odsłania przed wami najmniej spodziewane rozwiązania? Plot twist, czyli po prostu zwrot akcji, to technika stosowana tak w literaturze, jak i filmie, służąca wywołaniu u widza zaskoczenia. Pisałem o niej szerzej tutaj. Teraz jednak chcę skupić się tylko na jednym gatunku filmowym. Przedstawiam najlepsze twisty w filmach science fiction. Co rozumiem przez określenie „najlepsze”? To wedle mnie takie, które najmocniej wryły mi się w pamięć i najlepiej zgrały się z fabułą.

Advertisement

Jeśli czegoś wam w tym zestawieniu brakuje, nie krępujcie się i podajcie swoje propozycje w komentarzach. Uwaga: w tekście z oczywistych względów aż roi się od spoilerów.

Matrix

Czymże byłby słynny film rodzeństwa Wachowskich, gdyby nie zwrot akcji następujący gdzieś pomiędzy pierwszym a drugim aktem tej cyberpunkowej opowieści? Można powiedzieć, że Matrix tym twistem stoi.

Advertisement

Gdy Neo dowiaduje się, że wszystko, co czuł, wszystko, co znał, było tylko sprawnie zaprojektowaną symulacją, nic już nie jest takie jak wcześniej – tak dla bohatera, jak i widza obcującego z fabułą. Sedno Matrixa zawiera się właśnie w tym zwrocie, luźno odwołującym się do Carollowskiej Alicji w Krainie Czarów, który ma na celu pobudzenie w nas refleksji o tym, czy aby na pewno wszystko, co poznajemy zmysłowo, jest dokładnie takie, jakim nam się wydaje.

Człowiek z Ziemi

To bodaj najbardziej dobitny przypadek kina science fiction, opartego na dialogu i inscenizacyjnym minimalizmie. Pomimo prostolinijności Człowiek z Ziemi nie nuży ani przez chwilę. Ta pozornie zwykła rozmowa przyjaciół siedzących przy kominku wciąga niczym bagno za sprawą wolty, do której dochodzi podczas konwersacji.

Advertisement

Główny bohater, John, postanawia ujawnić, iż jest… nieśmiertelny. Żyje na Ziemi od 14 tysięcy lat. I pewnie dlatego nadaje się do roli wykładowcy historii – w końcu był jej świadkiem. Ujawniając przed swymi rozmówcami fakty ze swego życia, dochodzi do momentu, gdy obnaża prawdę o religii chrześcijańskiej, opartej w tym na kłamstwie, gdyż wymaga ona wiary w boskość, śmierć i wniebowstąpienie osoby, która nigdy nie umarła. Tak, to John jest Jezusem i wywołuje to trwały szok tak w rozmówcach bohatera, jak i w nas, widzach. Pytanie pomocnicze filmu brzmi: czy twój umysł jest na tyle elastyczny, by spojrzeć na ideały z zupełnie innej perspektywy?

Interstellar 

Czasem lubię, gdy monumentalne widowiska podsumowywane są w sposób w pełni uniwersalny, zrozumiały dla każdego odbiorcy. Gdy jest to zrobione dobrze, trudno traktować to jako wadę. Jedni twierdzą, że sprowadzenie przesłania Interstellar do podkreślenia, jak ważnym zjawiskiem we wszechświecie jest miłość, brzmi jak banał niegodny umysłu Christophera Nolana. Na pohybel krytykom! Jest coś ironicznego w tym, jak daleko wędruje ekspedycja, będąc jednocześnie tak blisko punktu wyjściowego. Problemy świata i nauka o czasoprzestrzeni sprowadzone zostały do poziomu osobistych przeżyć. Według mnie to właśnie dzięki temu tak dobrze można się w tę historię wczuć.

Advertisement

Zielona pożywka 

To z pewnością jeden z najsłynniejszych twistów kina science fiction. Charlton Heston, aktor, który w swej karierze nie stronił od kina SF, wciela się w tym dystopijnym filmie w detektywa badającego sprawę zielonej pożywki – syntetycznego pokarmu tworzonego dla ludzi.

Jakież wielkie jest jego – i widowni – zaskoczenie, gdy na końcu filmu okazuje się, że, jak sam to wykrzykuje, zielona pożywka to ludzie! Mamy bowiem w filmie z 1973 roku przykład idealnego recyklingu rodem ze świata przyszłości, gdzie ciała zmarłych osób zamieniane są w pokarm. Ot, problem głodu w przeludnionym świecie załatwiony.

Advertisement

Pandorum

To jeden z tych filmów SF, którego po latach rozpamiętuje się właśnie za sprawą finału, wywracającego wszystko, co widzieliśmy, do góry nogami.

Tajemniczo jest już od początku, bowiem wybudzeni z hibernacji astronauci nie bardzo wiedzą, na jakim statku są ani jaki jest cel ich misji. Gdy już im się wydaje, że zdołali poznać i okiełznać zło panoszące się po pokładzie, okazuje się, że te niebezpieczne potwory mają z nimi więcej wspólnego, niż na wstępie im się wydawało. Pandorum jest zatem ciekawą refleksją o ewolucji i o tym, do czego może zostać sprowadzony ludzki gatunek, gdy na tysiące lat diametralnie zmienią się jego warunki życia.

Advertisement

Seksmisja

Przykład z Polski.

Kto jak kto, ale wczesny Machulski doskonale wiedział, jak opowiadać historię. Bawił, komentował i, co ważne, zaskakiwał. W tej satyrze od samego początku coś nie gra, bohaterowie czują, że ktoś robi ich w jajo, ale nie bardzo wiedzą, w którą stronę skierować swe pretensje. Gdy peruka Jej Ekscelencji spada i na jaw wychodzi, ile prawdy jest w tym, że Seksmisja rozgrywa się po katastrofie, Maks i Albert węszą w tym szansę. Pora przypomnieć kobietom, na czym polega prawdziwa reprodukcja.

Advertisement

Planeta małp 

Charlton Heston po raz drugi. Tym razem jednak w wydaniu małpim. Jeśli miałbym wskazać jeden film science fiction z najlepszym, najbardziej emblematycznym twistem w historii, byłaby to bez wątpienia Planeta Małp. Po pierwsze dlatego, że rozwiązanie, wedle którego bohater nie wyruszył w żadną kosmiczną podróż, tylko po prostu zawędrował naprzód w czasie, jest rozwiązaniem ze wszech miar zaskakującym, dla ówczesnego widza wręcz szokującym. Po drugie twist ten tworzy nowe, iście socjologiczne pole interpretacji dzieła z 1968 roku. W momencie, gdy bohater klęka przed Statuą Wolności, będącą w tym wypadku symbolem dawnego porządku, dawnej cywilizacji, mamy już do czynienia z kinem stricte postapokaliptycznym, dyskretnie komentującym nierówności rasowe i budowane na ich podstawie lęki i uprzedzenia.

Ukryty wymiar

Kultowe filmy SF mają to do siebie, że choć są uwielbiane przez fanów, nierzadko zbierają bęcki od krytyków. Ukryty wymiar to film, który m.in. przez słabe recenzje poległ w kinach, ale nie przeszkodziło mu to na stałe zająć miejsca w masowej wyobraźni widowni. Jestem zdania, że nadrzędną tego przyczyną jest pamiętny twist sugerujący, jakoby kosmiczna podróż bohaterów doprowadziła ich do zmierzenia się ze złem ostatecznym. Ukryty wymiar jest zatem piekłem, po wizycie w którym trudno wyprzeć z pamięci widok Sama Neilla z pozszywanymi, ociekającymi krwią oczami. Zgroza.

Advertisement

Truman Show

Życie Trumana było kłamstwem, tak samo jak życie hakera Neo z Matrixa. Iluminacja ujawniła istnienie potężnego teatru, którego głównym aktorem jest bohater o twarzy Jima Carreya.

Jak przykra musiało być dla niego odkrycie, że wszystko, co dotknął, zostało mu podstawione pod nos; u wszystkich, z którymi rozmawiał, nie było grama naturalnej relacji; nic z tego, co pokochał, nie miało znamion prawdy. Dramat to mało powiedziane. Uwielbiam zatem ten moment filmu, gdy po dopłynięciu do granic kopuły zbudowanej na rzecz show Truman postanawia mieć za nic tłumaczenia producenta programu i raz na zawsze zerwać z fałszem. Kulturalnie, acz kategorycznie.

Advertisement

Mroczne miasto

Gdyby Franz Kafka żył, pewnie polubiłby Mroczne miasto. Jest to bowiem historia jak żywo wyjęta z jego umysłu. Nic nie jest tu stałe ani typowe, za to wszystko jest dziwaczne. Balansująca na granicy jawy i snu wizja to kolejna obok Matrixa, Truman Show i niewspominanego tutaj Trzynastego piętra historia, która u schyłku milenium miała wzniecić podejrzliwość wobec otaczającej nas rzeczywistości.

Finał, ukazujący, że akcja filmu tak naprawdę rozgrywa się na kierowanym przez obcych statku kosmicznym, nie był niezbędny do tego, by poczuć, jak Mroczne miasto smaży nam mózg. To raczej kropka nad i tego, z czym obcowaliśmy. Efektowne podsumowanie stopniowego pogrążania się bohatera w paranoi.

Advertisement

Kulturoznawca, pasjonat kultury popularnej, w szczególności filmów, seriali, gier komputerowych i komiksów. Lubi odlatywać w nieznane, fantastyczne rejony, za sprawą fascynacji science fiction. Zawodowo jednak częściej spogląda w przeszłość, dzięki pracy jako specjalista od promocji w muzeum, badający tajemnice początków kinematografii. Jego ulubiony film to "Matrix", bo łączy dwie dziedziny bliskie jego sercu – religię i sztuki walki.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *