Mroczny Rycerz Powstaje | FILM.ORG.PL

Mroczny Rycerz Powstaje

"Mroczny rycerz powstaje" to film wysilony, przytłaczający, pusty, nudny i nieznośnie głupi... aczkolwiek ładny, no i ma parę niezłych momentów.




Analiza upadku




Michał Puczyński
02.08.2012


Uwaga, spojlery!

The Dark Knight Rises to kolejny rozczarowujący film wyreżyserowany przez Christophera Nolana. Dlaczego rozczarowuje? Czemu nie jest tak dobry, jak twierdzą inni recenzenci? Co sprawia, że jest po prostu kiepskim filmem? Co takiego po prostu nie zagrało? Sam nie wiem, od czego zacząć. Może od tego, że…

Nikomu nie kibicuję

Teoretycznie TDKR to zwykły film akcji, w którym bohater musi powstrzymać przeciwnika, zanim ten zrealizuje swój złowieszczy plan – w tym przypadku zanim zdetonuje bombę w ogromnym mieście. Taka oś fabularna to żaden Szekspir, ale może stanowić solidne fundamenty pod dobry film rozrywkowy.

Rozrywkę w takich produkcjach zapewniają proste, ale szczere emocje. Aby je wywołać, wystarczy sprawić, że widz zacznie kibicować głównemu bohaterowi. Problem w tym, że w filmie Nolana go nie ma. Wątków jest tak wiele, że trudno znaleźć postać, na której można się skupić; którą można polubić i za którą można trzymać kciuki.

Batman pojawia się na ekranie bardzo rzadko. Bruce Wayne częściej, ale on wcale nie chce być bohaterem. "Bohater mimo woli" to motyw przewijający się przez setki, jeśli nie tysiące filmów akcji. Te, w których się sprawdził (czyli np. Die Hard czy Army of Darkness) mają jednak wspólną cechę, której brak filmowi Nolana – lekkość. TDKR od początku próbuje emocjonalnie przytłoczyć widza. Bruce Wayne jest zgorzkniały i pogrążony w depresji; od ośmiu lat pozostaje w żałobie. Nie tylko nie ma zamiaru być Batmanem, ale wręcz sprawia wrażenie, że nie chce występować w tym filmie. Nie sposób przejmować się taką postacią – chyba że oglądamy dobrze zrealizowany dramat obyczajowy, którym TDKR nie jest ani nie powinien być.

Nie kibicuję Batmanowi, komu więc mogę kibicować? Całemu Gotham? Teoretycznie tak – w końcu Bane chce "złamać ducha" tej metropolii (do czego jeszcze wrócimy). Ale jak mam kibicować miastu, którego nie znam? Które wizualnie zmieniło się od pierwszej części serii niemal nie do poznania? Nie wiem, jak duże jest Gotham. Nie wiem, jak wyglądają różne jego zakątki. Nie wiem, jacy mieszkają w nim ludzie – bo Nolan, choć chce, żebym przejmował się losem zwykłych mieszkańców, nie przedstawia mi ani jednego z nich. Dzieci z sierocińca, które widać w kilku scenach, się nie liczą – to chwyt nie dość, że szybki, to jeszcze tak tani, że równie dobrze można było pokazać na ekranie hodowlę słodkich króliczków.

Nie wiem, czy Bane odciął od reszty świata całe Gotham, czy może jego część. Nie wiem, jak izolacja wpływa na zwykłych ludzi; jak ich zmienia, w jaki sposób stają się anarchistyczną masą. Nie wiem, jak wpływa na osoby mieszkające tuż po drugiej stronie rzeki, będącej granicą "strefy zamkniętej" – na tych ludzi, którzy mogą, ale nie muszą być obywatelami Gotham. Na dobrą sprawę w Gotham nie ma zwykłych Kowalskich i Nowaków. Widzimy ich jedynie podczas sceny, w której Bane pokazuje się na stadionie. Nawet wtedy jednak na ekranie nie pojawiają się prawdziwi ludzie, ale bezimienny tłum. To bezbarwna, zunifikowana, pozbawiona indywidualizmu, przypominająca maszyny z taśmy produkcyjnej masa, której nie sposób kibicować.

Za kogo mogę jeszcze trzymać kciuki? Za Catwoman? Ona też nie chce być w tym filmie. Przez cały czas powtarza, że nie jest zainteresowana pomaganiem Batmanowi – chce tylko dostać zapłatę za wykonaną robotę i zmyć się z Gotham, czyli miasta, któremu rzekomo mam kibicować. Co prawda Kocica ostatecznie w kluczowym momencie ratuje samego Batmana, ale postanawia mu pomóc tylko dlatego, że Bruce Wayne przed kilkoma minutami tanim sposobem wszedł jej na ambicję. Catwoman nie zmienia swojego nastawienia; nie staje się nagle jednym z pozytywnych bohaterów. Leczy urażoną dumę i kontynuuje pierwotny plan zmycia się z Gotham.

Dla przekory mógłbym chociaż kibicować czarnym charakterom, ale to też jest niemożliwe, ponieważ oni sami nie wiedzą, czego chcą. Bane (czy raczej Talia), jak już wspomniałem, ma zamiar "złamać ducha Gotham". Tylko co to właściwie oznacza? Gotham to gigantyczne miasto, a nie pojedynczy, świadomy byt. Odnieście tę sytuację do własnego miejsca zamieszkania. Co oznaczałoby, że ktoś chce "złamać ducha Wrocławia/Warszawy/Katowic"? 

Cokolwiek to znaczy, Bane osiąga swój cel, pokazując światu prawdziwe oblicze Harveya Denta. Czy informacja o tym, że jeden z prokuratorów w ostatnich chwilach życia popełnił przestępstwo (po groźnym wypadku, w którym prawdopodobnie doznał uszkodzenia mózgu), pchnęłaby was na krawędź anarchii? Czy społeczeństwo nagle przeistoczyłoby się w rozwścieczoną, krwiożerczą masę? A przede wszystkim – czy uwierzylibyście na słowo groźnemu psychopacie, który właśnie dokonał największego zamachu terrorystycznego w historii? Ale odbiegamy od tematu. Bane i Talia chcą dokończyć plan Ras Al Ghula, który miał na celu oczyszczenie Gotham ze zbrodni poprzez totalną demolkę. Tylko co tu oczyszczać, skoro cel został osiągnięty osiem lat wcześniej? Wszyscy bandyci, którzy mieli trafić do więzień, już tam siedzą. Policja się nudzi. Jest bezpiecznie.

No dobra, jest jedna postać, której mogę kibicować: to policjant John Blake. Jeden z niewielu elementów filmu, który Nolanowi po prostu wyszedł. Gość jest charyzmatyczny i rwie się do działania, czyli ma cechy, których brakuje samemu Batmanowi. Jest jeszcze Gordon, ale w zasadzie on i Blake mogliby zostać połączeni w jedną postać, bo przez większość czasu robią to samo.

 

Batman niczego nie osiąga

Przez większość filmu albo Bruce Wayne nie chce działać, albo działanie jest mu odradzane, albo zostaje wyłączony z gry, niczego nie osiągając. To nie on dowiaduje się o kanałowej armii Bane'a, tylko Blake i Gordon. To nie dzięki niemu okupacja zostaje zakończona, tylko dzięki zaangażowaniu ruchu oporu, zorganizowanego przez Jima Gordona. Batman nawet nie eliminuje Bane'a – zamiast niego robi to Catwoman, przy okazji udowadniając, że metody nietoperza są nieskuteczne. Talia – główny czarny charakter – ginie przede wszystkim przez własną nieuwagę; ostrzał z Batmanokoptera nie powoduje ani jednego zadraśnięcia na jej pancernej ciężarówce.

Batman w całym filmie osiąga dwie rzeczy: uwalnia policjantów z kanałów – choć sami mieli wystarczająco dużo broni, w tym także granatów, aby przebić się przez gruzy we własnym zakresie. Jeśli nie mieli ładunków wybuchowych, ktoś mógł podrzucić im młoty do kucia betonu. Mogli wyjść przez studzienki kanalizacyjne. Mogli po prostu użyć własnych mięśni i przedmiotów, jakie były pod ręką, aby oczyścić barykadę. Przecież w kanałach siedziały tysiące silnych, bystrych, doskonale przeszkolonych mężczyzn – w tym członkowie elitarnych oddziałów SWAT!

Drugie osiągnięcie Batmana to ucieczka z bombą, ale o wiele trudniejszą robotę wykonali za niego inni. Eksplozję opóźnił Jim Gordon z pomocą Blake'a, a samolot, który transportuje atomówkę za horyzont, skonstruował Lucius Fox.

Podsumowując, bez Batmana Gotham straciłoby niewiele. Batman okazał się najbardziej zbędną postacią we własnym filmie.

Mroczny rycerz powstaje, ale nie wtedy, kiedy chce Nolan

Kluczowym fragmentem filmu jest rzekomo scena, w której Bruce Wayne wydostaje się z egzotycznego więzienia. To ona nadaje sens tytułowi – czy raczej takie było założenie. "Powstanie" Batmana jest wysilone i nie ma większego znaczenia absolutnie dla nikogo – a już na pewno nie dla samego Bruce'a Wayne'a. Zastanówmy się nad tym przez chwilę – zaczynając od tego, dlaczego Batman w ogóle "upadł".

Otóż Batman "upadł", ponieważ zgodził się wziąć na siebie winę za przestępstwa popełnione przez szanowanego urzędnika, w którym upatrywano nadziei na zmniejszenie przestępczości w Gotham. Będę łaskawy i uznam, że to wystarczający powód do zawieszenia bat-kostiumu na kołku – choć po obejrzeniu Mrocznego rycerza sądziłem, że będzie to tylko pretekst do zwrócenia policji przeciwko Batmanowi. No wiecie – myk, dzięki któremu akcje nietoperza będą w sequelu bardziej emocjonujące. Myliłem się: z chwilą wzięcia na siebie winy za śmierć Denta Batman upadł.

Co w takim razie powinien zrobić, żeby "powstać"? Proste – odzyskać zaufanie społeczeństwa. Przekonać ludzi, że jest tym dobrym. Pomóc im w pokonaniu wspólnego wroga. Jak do tego ma się wspinaczka po pionowej ścianie głębokiego szybu, która rzekomo na sprawić, że Batman znów poczuje strach przed śmiercią?

Przyczyn "upadku" można upatrywać także w śmierci Rachel, czyli w wydarzeniu, które wstrząsnęło Bruce'em i odebrało mu chęć do działania. Jeżeli Batman upadł, ponieważ utracił wiarę we własną "misję", to powstał już z chwilą ponowengo założenia stroju. Zmotywowały go odwiedziny i zagrzewająca do boju przemowa Johna Blake'a. W kontekście śmierci Rachel wspinaczka po ścianie nie ma najmniejszego sensu.

Nolan twierdzi, że "powstanie" Batmana miało wiązać się z odzyskaniem lęku przed śmiercią, ale w takim razie spodziewałbym się, że upadek będzie wiązał się z jego utratą. Oczekiwałbym, że Batman stanie się nieostrożny i lekkomyślny. Że zacznie łamać własne zasady. Że będzie chciał – być może podświadomie – żeby ktoś w końcu go pokonał. Że w chwili decydującego pojedynku będzie zbyt wyczerpany i wypalony, żeby podołać wyzwaniu. Wtedy ponowne zebranie sił i wspinaczka miałyby sens. Tymczasem w wersji Nolana stanowi ona tylko pustą, efekciarską metaforę.

Całe uzasadnienie sceny ze wspinaczką polega na wypowiedzeniu tuż przed nią krótkiej kwestii, dzięki której dowiadujemy się, że Batman musi poczuć strach przed śmiercią. A nie czuł? Jak to okazywał? Powiedziałbym raczej, że dręczyła go apatia i poczucie winy, i z tym musiał dać sobie radę, a nie z brakiem szacunku dla własnego życia. Kiepski to film, w którym kluczowa scena, rzekomo będąca punktem zwrotnym w wątku głównego bohatera, nijak ma się do tej postaci.

Jest jeszcze jedna możliwa interpretacja "upadku". Otóż można przyjąć, że nastąpił on wraz z przegraną Bruce'a w pojedynku z Bane'em. W tym kontekście "powstanie" ukazane jako wysiłek fizyczny ma sens. Mimo wszystko nie chcę wierzyć, że Nolan jest reżyserem tak prostackim, żeby "upadek" oznaczał przegraną kopaninę.

W skrócie: Batman "upadł" z końcówką Mrocznego rycerza, kiedy to został uznany za groźnego przestępcę i stracił wszelką motywację do działania. Scena w więzieniu-studni nie ma sensu.

 

Pierdyliard głupot

Nowy Batman jest filmem po prostu głupim. Dziury, uproszczenia, naiwne pomysły i nielogiczności sprowadzają go niebezpiecznie blisko poziomu filmów Michaela Baya – brakuje tylko klozetowego humoru i wesołej kolorystyki. Szczegółowo o bat-bzdurach przeczytacie w "50 prawdach", których autor oszczędził mi kilkudziesięciu minut pisania.

Możecie powiedzieć, że ciskam się bez potrzeby, bo to tylko adaptacja komiksu. Że głupoty są wpisane w konwencję Batmana. Otóż nie. Tak po prostu nie jest. Zwłaszcza, że Nolan próbuje sprzedać TDKR jako "realistyczną" opowieść.

Nie ma tu klasycznie pojętej komiksowości, przejawiającej się w kostiumach czy scenografii. Nie ma jej też w zachowaniach postaci. Batman, który nie chce być Batmanem – człowiek pogrążony w depresji, zniszczony fizycznie i psychicznie – jest tak daleki od tradycyjnie rozumianej komiksowości, jak to tylko możliwe. Surowy styl wizualny filmu ma nadawać mu realizmu i sugerować, że oglądamy coś przynajmniej prawdopodobnego. Bzdury tak ciężkiego kalibru, jak uwięzienie tysięcy policjantów w kanałach na całe miesiące, byłyby do przełknięcia w innej stylistyce, podpowiadającej, że nie mamy do czynienia z "naszym" światem – bo w naszym świecie jest to po prostu niemożliwe.

 

Nuda

Koniec końców, TDKR jest (przynajmniej dla mnie) filmem nudnym – a to jego największy grzech. Nuda wynika z połączenia wszystkich powyższych problemów. Bohaterowie, którym nic się nie chce i którzy mają ochotę uciec do innego filmu; czarny charakter bez prawdziwej motywacji ani sensownego planu; nieuzasadnione zachowania postaci i potworne skróty scenariuszowe; bzdury rodem z Batmanów w reżyserii Schumachera.

Jest tu kilka świetnych scen, np. pierwsze pojawienie się Batmana, kiedy sunie nocą na motorze, wygaszając światła dookoła swojego pojazdu. Efekt wizualny jest rewelacyjny, muzyka pompuje adrenalinę, a cała scena aż kipi od batmanowego klimatu. Obejrzałbym film nakręcony właśnie w takim stylu, ale o Batmanie; nie o zrzędliwym emerycie, który dopiero po godzinie seansu z wielkiej łaski zaczyna interesować się akcją. I który osiąga znacznie mniej niż bohaterowie drugoplanowi.

TDKR to film rozczarowujący pod każdym względem – oczywiście oprócz realizacji, ale czego spodziewać się po produkcji za 250 baniek. To mroczniejszy i poważniejszy odpowiednik Transformerów. Nie twierdzę, że poprzednia część serii była mądrzejsza czy bardziej oryginalna. Miała jednak to, czego TDKR brakuje: prawdziwe emocje, dzięki którym tamten film oglądałem z zaangażowaniem.

Jednym zdaniem: "Mroczny rycerz powstaje" to film wysilony, przytłaczający, pusty, nudny i nieznośnie głupi… aczkolwiek ładny, no i ma parę niezłych momentów.







  • pan

    100% racji w racji

  • Jackoś

    Może i rację masz ale naładowałeś tyle spoilerów w tej recenzji, że bania mała. Mi to nie przeszkadza ale brat po przeczytaniu stwierdził, że już wie co i jak będzie w filmie i obejrzy na DVD…

    • military

      Myślałem, że tekst trafi do działu „analizy”, a nie „recenzje”.

      • Jackoś

        Ale widzę, że już dodane ostrzeżenie, thx :)

  • Wezyr

    Wszystkie 3 ostatnie Batmany zasługują na tak niską ocenę.

  • Wezyr

    A niewykorzystanie tak urokliwych indyjskich plenerów, to po prostu farsa. Gdy czytałem, że będą kręcić w Jodhpur, to miałem wrażenie, że może pojawi się jakiś ciekawy element. Niestety, pokazano tylko jego skrawek.

  • wujek

    Nie widzialem czesci 3, ale jak bym czytal tekst o dwojce i egzotyczych rozwiazaniach scenariuszowych: Joker w wiezieniu, nagle Batman, Joker ucieka, Batam nie ucieka, Joker chce wysadzic, Batman nie chce wysadzic, to jedzie tu i tu ale nie wie gdzie jechac, pozniej znika bo znika i przegrwa ale czemu przegrywa to nie wie, itd itp itd
    Brzydko mowiac, burdel. Nolan zreszta ma to ‚cos’ w swoje narracji, co wprowadza dziwaczne, niepotrzebne i niedajace sie do wytlumaczenia momenty – mowie tu zwlaszcza o Bezsennosci oraz Prestizu, ktore niby byly ok, ale jako calosc nie trzymaly sie kupy przez kilka mniej rozgarnietych scen.

  • Adam Nguyen

    Typowy tekst w stylu Militarego, czyli zarzuty które niby wydają sie mieć sens na papierze, ale ni jak mają się do tego w jaki sposób obraz wpływa na widza. Gdy czytam Twoje artykuły, to widze pełno „mądrości” na temat tego co należy, a czego nie należy robić w filmach, by osiągnąć taki czy inny efekt. Tylko często nie ma to jakiegokolwiek przełożenia na sposób oddziaływania obrazu. Bo to co piszesz o braku Batmana będącym przeszkodą w zaangażowaniu widza tą postacią, brzmi jakby miało sens, jednak zupełnie ignoruje fakt, że Wayne i jego podróż i tak są trzonem i sercem filmu, a Bale gra go w sposób, który angażuje widza i sprawia, że przejmuje się jego położeniem. Przynajmniej większość, bo rola Bale’a jest jednym z najczęściej chwalonych występów w recenzjach tego filmu. Piszesz, że nie sposób przejmować się postacią, która sama nie jest zaangażowana. I brzmi to sensownie tyle, że to znowu jest taka pusta gra słowna z Twojej strony, którą powtarzasz przez praktycznie cały artykuł. Bo niby dlaczego mielibyśmy się nie przejmować? Jeżeli brak zaangażowania za strony filmowej postaci, jest świadomym zabiegiem fabularnym i czymś co twórcy chcą pokazać, to chyba o to chodzi i to oglądamy, a to czy będziemy się tym przejmować czy nie, zależy tylko od sposóbu przedstawienia i zagrania tego wątku. Poza tym gadanie o braku zaangażowania ze strony Wayne’a jest mocno przesadzone. Zrezygnowanym odludkiem był jedynie na początku filmu, pózniej było już widać tylko determinację.

    Im dalej w tekst tym więcej tego typu kwiatków. „Ale jak mam kibicować miastu, którego nie znam? Które wizualnie zmieniło się od pierwszej części niemal nie do poznania”. Nolan na przestrzeni trzech filmów nakreślił wyraźny obraz Gotham. Dużo mocniejszy niż w innych bat-filmach, gdzie miasta były jedynie zbiorem ładnych dekoracji. Jedyna wizualna różnica miedzy Gotham z BB a TDKR, to brak narrows i rezygnacja z sepiowego filtra. Bo to, że przy tej części za tło służył NY(zamiast Chicago) ma minimalne znaczenie. Tekst o tym, że Nolan popełnił błąd nie skupiając się na mieszkańcach, to kolejna pusta „zasada filmmakingu” w tym tekście. Równie dobrze mógłbym powiedzieć, że Michael Mann też popełnił błąd nie skupiając się na zwykłych mieszkańcach LA i byłaby to taka sama głupota, bo przy okazji rozmów o „Gorączce” nie sposób nie natknąć się na teksty o Mannowskiej „poetyce miasta”. Podobnie jak w Batmanach Nolana.

    Pisząc o Catwoman popełniasz ten sam błąd co przy opisie Batmana. Bo niby co ma do tego wszystkiego nastawienie postaci do fabuły? To już niby widz nie może się interesować postacią która jest cyniczna i której interesy nie zbiegają się z działaniami reszty bohaterów? Z tego co ciągle wypisujesz wychodzi, że widz w filmach może kibicować lub interesować się jedynie bohaterami w 100% zaangażowanymi w misję głównego bohatera. Kolejny przykład dziwacznych reguł odbioru dzieła, które tak czesto u widać w Twoich tekstach. Przy okazji piszesz też o jej motywacjach i ambiwalencji jakbyś wpadł na wadę scenariusza. Przecież o to chodzi w tej postaci. Nie widzę w jaki sposób jej postawa miała by wpłynąć negatywnie na jej odbiór u widzów.

    Chciałem napisać posta w którym po kolei odnoszę się do wszystkich linijek tego artykułu, ale w sumie chyba nie ma większego sensu i już nie mam na to siły. Jestem w stanie bez spiny przyznać, że TDKR jest wadliwy i nierówny. Mało tego uważam, że to jedyny film Nolana który w tak ewidentny sposób uwidacznia jego wady jako reżysera(choć niekoniecznie jest to jego najgorszy film). Ale czytając ten artykuł miałem wrażenie, że prawie wszystkie zarzuty opierały się na czysto subiektywnych zasadach „nie powinno się w kinie robić tak czy tak, bo wyjdzie z tego to lub tamto”, które przedstawiają wybrane elementy filmu z bardzo specyficznego, wąskiego punktu widzenia, często zupełnie ignorując przekaz scen. Dla mnie to trochę takie sztuczne budowanie argumentów. Prawie do każdego punktu artykułu, można podejść z drugiej strony i przedstawić element filmu w pozytywnym świetle, używając podobnych sposobów co autor. Zupełnie mnie to nie przekonało.

    • military

      Wiem, że oczekiwałeś obiektywnej recenzji, ale to tak nie działa. Zabawne, że sam przedstawiasz bardzo emocjonalne opinie (w dodatku przedstawiając je jako „fakty”), a krytykujesz mnie za przedstawianie własnych.

    • Mefisto

      Nie wiem tylko czemu przywołujesz tu Gorączkę – najwyraźniej nie zrozumiałeś tekstu, z którym, przynajmniej w tym wypadku się zgodzę. W Heat miasto jest jedynie tłem (choć oczywiście klimatycznym, a przy tym znacznie barwniejszym, adekwatniej pokazanym i sensowniejszym, jak w TDKR), podczas gdy w Gotham to właśnie mieszkańcy przejmują w pewnym momencie inicjatywę, to oni są na linii ognia i to od nich zależy przyszłość miasta. I w tym kontekście Nolan niestety upadł na samo dno – gość mówi o anarchii, są masowe egzekucje, wyroki i nawet zwykłe masakry, a wszystko to tak radośnie i bezbarwnie pokazane, a tłuszcza tak nijaka, że hej!

      A sam tekst ok, choć może zbyt radykalny w swej ocenie.

      • Adam Nguyen

        Radośnie pokazane? Bo nie ma krwi? To, że Nolan właśnie pokazuje te masowe egzekucje, wieszanie zwłok na moście i generalny bałagan, tylko dodaje wagi wydarzeniom. Gorączki użyłem jako przykład tego, że można dobrze przekazać klimat miasta i zrobić z lokacji niemalże bohatera, bez skupiania się na konkretnych mieszkańcach. U Nolana miasto czuć, jest istotne.

        „znacznie barwniejszym, adekwatniej pokazanym i sensowniejszym” jestem ciekaw co rozumiesz przez „adekwatniej pokazanym” czy „barwniejszym”. Bo co jak co, ale w heat obecność miasta tak naprawdę sprowadzała się do tego, że Mann skupiał na LA kamerę w pochlebiający sposób. Np. poprzedni Batman. może spokojnie pod tym względem iść z Heat w szranki, bo wizualna różnorodność TDK była równie mocna, jeżeli nie lepsza. Mann jest świetny, ale monopolu na dobre ujęcia miast, nie ma. TDKR może było pod tym względem nieco gorsze, ale nadal utrzymywało klimat i po części czerpało też z osiągnięć poprzednich odsłon na tym polu.

        • Mefisto

          test, test, test

        • Mefisto

          Radośnie pokazane, bo nie ma znaczenia to całe tło na dobrą sprawę, a i jest niekonsekwentnie pokazane (tak względem wcześniejszych filmó, jak i w ogóle). I dalej nie rozumiesz problemu, skoro piszesz, co piszesz – u Nolana miasta nie czuć nie tylko dlatego, że nie ma klimatu (a nie ma – ładne obrazki z lotu ptaka, tudzież nietoperza to nie wszystko), ale własnie dlatego, że ci wszyscy mieszkańcy są nieistotni, mimo iż powinni być ważni. Nolan ich po prostu zlewa, robiąc z nich tło względem nic nie znaczących gierek, a to błąd.

          W Heat to było tło z pazurem, ale jednak tylko tło – tutaj stanowi ono niemalże człon akcji, ale nic z tego nie wynika, nie ma reakcji na akcję i nie ma konsekwencji działań. Poza tym piszesz o różnorodności Gotham, ale ta sprowadza się jedynie do tego, że w każdej części dostajemy obraz innej dzielnicy, zupełnie nie powiązanej z pozostałymi – tu nic się totalnie nie lepi plastycznie. Fakt, zdjęcia same w sobie są super, ale po pierwsze tak sterylne, że aż głowa boli, a po drugie, jak pisałem, obrazki to nie wszystko. U Manna czuć klimat, to wszystko jest namacalne, zróżnicowane, a przy tym nawet jeśli pochlebnie ukazane (z czym się nie zgodzę), to jednak JAKIEŚ. U Nolana miasto właściwie trudno opisać, o klimacie nie wspominając – a sorry, ale to nawet Gacki Schumachera miały obcykane.

    • „Mało tego uważam, że to jedyny film Nolana który w tak ewidentny sposób uwidacznia jego wady jako reżysera”

      Zamień „reżysera” na „scenarzystę” i możemy się zgodzić. Pomijając to, że TDKR byłby drugim takim filmem, bo pierwszym jest Incepcja z jej fatalnie skonstruowanym scenariuszem i zmarnowanym pomysłem.

  • Jeremi

    „The Dark Knight Rises to
    kolejny rozczarowujący film wyreżyserowany przez Christophera Nolana” jakie jeszce jego filmy rozczarowuja?

  • Bateman

    Dawanie temu filmowi 2-3/10 to gruba przesada. Zresztą to samo jest w drugą stronę. Film nie zasługuje na ocenę 9-10/10. Solidne 7-8 już tak.

    • megi

      Co do nicku – inspiracja Patrickiem Batemanem? :D

  • minusjeden

    Teraz mi się nasuneła tak myśl – może Nolan poprzez Bmana chce pokazać nam, że człowiek sam jest w stanie sprostać złu, itp. Przykładów nie trzeba daleko szukać – choćby polska historia, powstanie warszawskie.
    Poza tym – recka nawet, nawet. Ogólnie czytam recenzje po filmach. TDKR mnie nie zawiódł Cztery lata czekania się opłaciły. Wiadomo, że każdy film ma błędy, potknięcia, itp. Bman też takie ma ale na mnie zrobił wrażenie – jest trochę fanbojem ale krytycznie też podchodzę do filmu. Powiem tak – miałem banana na mordzie jak wychodziłem z imaxa:D

  • Andriej69

    Military znowu musi zgnoić popularny film (tak jak jemu podobni gnoją gry, seriale itp.) aby jakoś się dowartościować. Na forum żółć, w recenzjach żółć, żal mi ciebie stary. trochę jak „Mop-man” z „Idola” – nieudany musyk disco-polo, a później „wielki”(w swoim mniemaniu, bo czepiający się) krytyk. Żaden z Batmanów Nolana to nie film na 9/10, ale NA PEWNO nie na 3/10. Znajdź sobie kobietę, military

    • „Żaden z Batmanów Nolana to nie film na 9/10, ale NA PEWNO nie na 3/10.”

      Na pewno to nie żyje Kopernik, ale to chyba wiesz. Tak 9 jak i 3/10 to wyłącznie kwestia subiektywnej (bo jakiej innej?) opinii, dobrze wiedzieć, że odbierasz ludziom prawo do jej posiadania :)

      • kartofelek007

        Tylko jak pisze się recenzje, którą potem czyta wiele osób (a i na jej podstawie buduje częstokroć swoją opinię), to taka subiektywna ocena nie jest za dobra. Widać to szczególnie na filmwebie, gdzie rodzimi hejterzy jadą większość filmów, które na imdb dostają już dobre filmy.

        • Szuran

          Oczekujesz recenzji pisanych pod publiczkę, bo to duża produkcja? Nygrze, proszę…

        • Innymi słowy nie masz pojęcia czym jest recenzja, a jest w 100% SUBIEKTYWNĄ OPINIĄ recenzenta.

          Chcesz obiektywizmu? Proszę bardzo:
          – TDKR to film.
          – TDKR został nakręcony na taśmie filmowej.
          – W TDKR występują aktorzy. Jest muzyka i dźwięki.
          – Itd, itp.

          Nie do wiary, że wciąż są ludzie, którzy wymagają od recenzji bycia obiektywną. Nie będę tego komentować, bo musiałbym użyć bardzo obraźliwych słów.

  • Andriej69

    Czyżby szanowny recenzent usunął mój poprzedni komentarz bo trafiłem w samo sedno? Myślałem że to porządny serwis, do wylewania żółci służy osobisty blog

    • military

      Usunąłem twój wpis osobiście, śmiejąc się z twojej bezradności.

  • Sama idea faceta przebierającego się w nitopierza jest …głupia.
    To co można powiedzieć o filmie który opowiada historię takiego faceta?
    To nie są historie które należy analizować.
    Wiadro popcornu i duże piwo > rozrywka > i wtedy wszystko gra i buczy.
    Mózg można na te 2,5 godziny łaskawie wyłączyć -dajcie mu trochę wytchnienia i dobrze.
    Każdy może napisać przecież swoją recenzję i będzie miał do tego takie same prawo jak autor tejże.
    Bęc i kropka.

    • Bocian

      Nie myślałem, że to kiedyś napiszę, ale zgadzam się z tekstem MIlitary’ego niemal w 100%.

      • military

        Weź się w garść, przeżyjesz.:)

  • Guest

    Bardzo słaby tekst. Tu nawet nie chodzi o radykalną ocenę, ale o to, że jak już powiedziano wcześniej, pokazujesz tylko jedną stronę medalu i przedstawiasz wydarzenia w wąskim świetle i z dziwacznej perspektywy. Prawie do wszystkich argumentów w recce, można z łatwością się ustosunkować.

    „On wcale nie chce być bohaterem.
    Nie tylko nie ma zamiaru być Batmanem, ale wręcz sprawia wrażenie, że nie chce występować w tym filmie”
    Wayne byl zrezygnowany tylko z początku. W reszcie filmu widać było u niego determinację, a Bale zagrał go w sposób który może widza angażować.

    „Nie sposób przejmować się taką postacią”
    Niby dlaczego? Kolejny przykład tych dziwacznych zasad odbioru dzieła, którymi wypełniony jest tekst, na które zwracano już uwagę w komentarzach.

    „Ale jak mam kibicować miastu, którego nie znam?”
    A kto powiedział, ze musisz je znać? Ten punkt był już wcześniej omawiany, ale ja przede wszystkim nie rozumiem, dlaczego nie można odczuć obecności miasta(a jest ona odczuwalna), tylko dlatego, ze Nolan nie skupił sie na pojedynczych twarzach. Miasto u Nolana zostało lepiej nakreślone niż w jakiejkolwiek innej komiksowej adaptacji(ale nie mam tu na myśli walorów wizualnych).

    „Które wizualnie zmieniło się od pierwszej części serii niemal nie do poznania?”
    Rotfl. Nie do poznania?

    „Nie wiem, jak izolacja wpływa na zwykłych ludzi; jak ich zmienia,”
    Wiesz, że w mieście panuje bałagan. Wiesz, że normalni ludzie ze strachu kryją się w domach, nie wychodzą na zewnątrz i zabijają okna deskami. Wiesz, że po ulicach latają wypuszczeni kryminaliści i oportuniści.

    „Za kogo mogę jeszcze trzymać kciuki? Za Catwoman?”
    Wszystko co napisałeś o Catwoman, nie ma najmniejszego sensu. Ale już to omawiano w komentarzach i nie che się powatarzać.

    „Dla przekory mógłbym chociaż kibicować czarnym charakterom, ale to też jest niemożliwe, ponieważ oni sami nie wiedzą, czego chcą. Bane (czy raczej Talia), jak już wspomniałem, ma zamiar „złamać ducha Gotham”
    Rany julek, chcą torturować mieszkańców przed śmiercią, pomęczyć ich psychicznie i pokazać jacy(według nich) są naprawdę. Oczywiście, że to bzdura, ale o to właśnie chodzi. Liga Ceni to popaprańcy ze skrzywionym postrzeganiem świata.

    „Czy informacja o tym, że jeden z prokuratorów w ostatnich chwilach życia popełnił przestępstwo (po groźnym wypadku, w którym prawdopodobnie doznał uszkodzenia mózgu), pchnęłaby was na krawędź anarchii? Czy społeczeństwo nagle przeistoczyłoby się w rozwścieczoną, krwiożerczą masę?”
    już wspominano, że sam sobie dopowiadasz te bzdury i to takie które na forum były już tłumaczone. Nigdzie w ostatnich dwóch filmach nie jest powiedziane, że prawda o Dencie będzie miała tak drastyczne skutki. Prawde zakamuflowano z innych powodów, a w mieście zapanowała anarchia, bo Bane poddał Gotham oblężeniu i wypuścił na ulice kryminalistów którym prawda o Dencie nie przypadła do gustu.

    „A przede wszystkim – czy uwierzylibyście na słowo groźnemu psychopacie, który właśnie dokonał największego zamachu terrorystycznego w historii?”
    Jeżeli jesteś przestępcą zamkniętym w przepełnionym Blackgate, z powodu Dent Act, to tak, raczej przychylnie podejdziesz do takich słów.

    „BATMAN NICZEGO NIE OSIĄGA”
    Bzdura i kolejny przykład tego dziwnego podejścia do filmu które prezentujesz w tej recce. Taka wyliczanka, niczemu nie służy i nie przekłada się na obecność Batmana w filmie.
    Nawet jeżeli jest go mało i często występuje jako pokonany, to co z tego? To nie jest wada filmu, tylko jeden z motywów scenariusza. Gacek spotkał na swojej drodze przeciwników którzy utarli mu nosa. Ale koniec końców, to głownie dzięki niemu udaje się ich pokonać. To dzięki niemu ludzie wychodza na ulice. A Ty podliczasz punkty i wydaje Ci się, że trafiłeś na jakiś scenariuszowy bubel. Ta recka wypełniona jest podobnym przedstawieniem wydarzeń z dziwacznej perspektywy.

    „Batman nawet nie eliminuje Bane’a – zamiast niego robi to Catwoman”
    Kolejny przykład wykrzywiania wydarzeń. Tak, Catwoman zabija Bane’a ale to Batman wcześniej go pokonuje, a cała sytuacja ma miejsce ponieważ został zdradzony przez Talię, nie dlatego, że z Catwoman jest lepsza od Gacka.

    „ktoś mógł podrzucić im młoty do kucia betonu”
    Rotfl. Kto, jak i przez co? Myślisz, że policjanci mogliby sobie spokojnie kuć beton, skoro byli cały czas pilnowani przez ludzi Bane’a?

    „w tym także granatów”
    Taa…SWATowcy do walki z terroryzmem, opakowani są granatami fragmentacyjnymi którymi będą przebijąć się przez gruz…

    „Mogli wyjść przez studzienki kanalizacyjne.”
    Do których w większości nie mieli dostępu. Zostali uwięzieni w takim miejscu, że jedyne wyjścia z kanałów były wysoko nad nimi.

    „Otóż Batman „upadł”, ponieważ zgodził się wziąć na siebie winę za przestępstwa popełnione przez szanowanego urzędnika”
    Batman upadł ponieważ uważał, że z jego winy zginęła Rachel. Upadł bo do zawsze była to posępna postać. W The Dark Knight Returns Millera, też odchodzi na emeryturę bo obwinia się za śmierć bliskiego.

    „Co w takim razie powinien zrobić, żeby „powstać”? Proste – odzyskać zaufanie społeczeństwa. Jak do tego ma się wspinaczka po pionowej ścianie głębokiego szybu”
    What? Odzyskać zaufanie społeczeństwa to jedno, ale wcześniej musi wpierw poradzić sobie sam ze sobą. Odzyskanie zaufania ludzi odbyło się tylko dlatego, że wpierw udało mu się wyjść ze studni. Odzyskanie zaufania społecznego było efektem jego „powstania”, a nie główną motywacją.

    „Zmotywowały go odwiedziny i zagrzewająca do boju przemowa Johna Blake’a. W kontekście śmierci Rachel wspinaczka po ścianie nie ma najmniejszego sensu.”
    Bane złamał nietoperza zarówno psychicznie jak i fizycznie. Pokazał mu, że jest słaby. Motyw ze studnią był połączeniem rehabilitacji psychicznej jak i fizycznej. Odzyskanie strachu przed śmiercią miało pozbawić Bruce’a tej apatii o której pisałeś.

    „A nie czuł? Jak to okazywał? Powiedziałbym raczej, że dręczyła go apatia i poczucie winy, i z tym musiał dać sobie radę, a nie z brakiem szacunku dla własnego życia.” „Że zacznie łamać własne zasady. Że będzie chciał – być może podświadomie – żeby ktoś w końcu go pokonał”
    Bo podświadomie, częściowo chciał. Alfred sugerował to w filmie.

    „PIERDYLIARD GŁUPOT”
    Z tym się nie będę kłócił, ale nadmienię, że nie jest nawet w połowie tak źle jak piszesz. Większość z 50 prawd można o kant tyłka rozbić, co zresztą uczyniono w komentarzach do tego artykułu.

    „Bzdury tak ciężkiego kalibru, jak uwięzienie tysięcy policjantów w kanałach na całe miesiące”
    A ja jeszcze raz się pytam. Dlaczego to jest niemożliwy scenariusz? Można mieć pretensje, że przy końcowej bitwie, wszyscy mieli na sobie mundury, ale nie do tego, że zostali uwięzieni. To wyolbrzymiony filmowy motyw, ale nie ma w tej operacji nic niemożliwego z logistycznego punktu widzenia.

    „Bohaterowie, którym nic się nie chce i którzy mają ochotę uciec do innego filmu”
    Co za pieprzenie. O tym opowiada ten film. O bohaterze który zaliczył gorszy moment i z którego się podnosi. A jeżeli chodzi o Selinę, to już w komentarzach tłumaczono, że opowiadasz głupoty.

    „czarny charakter bez prawdziwej motywacji”
    Jak to bez motywacji? Bane to fanatyk, motywacji miał w nadmiarze. A plan nie był bezsensowny, Bane po prostu był gotów zginąć w imię swoich własnych, popapranych ideałów.

  • N42

    Miejscami czepianie się na siłę. Batman stał się nieostrożny (zaufał Cat-Woman i Tali) i lekkomyślny (chciał walczyć z Banem mimo 8-letniej przerwy i kontuzji). Nie bał się śmierci, chciał zginąć, ponieważ nie miał dla kogo żyć – ukochana Rachel zginęła w TDK. Do było dosłowne powiedziane w scenie, w której Alfred odchodzi. Blake miał chyba być właśnie taki charyzmatyczny, z powodu zakończenia filmu. Może tytułowy Mroczny Rycerz to nie Wayne?

  • Screwball

    Zgadzam się ze słowami autora, nowy Batman jest po prostu nieudany i faktycznie ma się wrażenie jakby nikomu nie chciało się go robić. Dodałbym tylko jeszcze jedno spostrzeżenie. Ten film ogląda się jakby dwa razy. Zaczyna się, kiedy Wayne jest kaleką, wyrósł mu wąs, ma wątpliwości, po czym zauważa że jednak będzie walczył, zaczyna fikać koziołki, walczyć, jest spoko… Po czym dostaje po ryju i znowu jest kaleką, wyrasta mu wąs, ma wątpliwości… Po co to?

  • kartofelek007

    Zgadzam się z pozostałymi. Narzekanie dla narzekania. No cóż. Nie każdemu się dogodzi. Jak widać po komentarzach nowy Batman jest jednak całkiem dobry. Jak widać po opisie – film nie dla każdego.
    Ogólnie recenzja bardzo słaba. Zarzuty dobrane na siłę. Równie dobrze można wytknąć Alienowi, że występujące tam xenomorphy są nierealne.

  • Filter

    W gruncie rzeczy to w tej recenzji jest wiele prawdy. Choć to dosyć krytyczna opinia. Za mało Batmana w Batmanie to już wszyscy wiedzą. Tytuł powinien brzmieć „Gotham City Rises”. Nie mam nic do Bale’a ani do Batmana, ale do do mocno sentymentalnych /kilku/ scen Alfreda to już tak. Do patetycznych scen takich jak wyjście policji naprzeciw bandzie „zła”, też. Do końcówki gdzie zostaje kilkanaście sekund na ocalenie, w której Batman i Catwoman sobie gaworzą i wyznają miłość, też. Nolan nie miał wyjścia. Ten film musiał być wielki. Pod każdym względem. Ale wydaje mi się, że trochę za bardzo poszerzył spectrum swojej wizji. Ten film nie jest głupi. Scenariusza nie można brać dosłownie /jego logiczności lub nie/. To adaptacja komiksu, jakby nie było rozrywkowego. I taki powinien być film. Z tym, że filmowi temu brakuje jednego bardzo ważnego aspektu – klimatu. I to boli. Bardzo boli. A teraz najważniejsze. Ten film świetnie się ogląda. Jest super zrealizowany, i wydaje mi się, że Bane w dużej mierze wynagradza niedociągnięcia.

  • military

    Zarzuć TDKR nudę, rozwleczenie, brak akcji, kiepskie tempo, brak Batmana – „daj spokój, to głęboki film, a nie zwykły akcyjniak. Pewnie go nie zrozumiałeś”.
    Zarzuć TDKR głupoty i dziury scenariuszowe – „daj spokój, to tylko adaptacja komiksu o facecie w kostiumie nietoperza. Nie oczekuj po nim logiki”.

  • Nieco zbyt radykalna ocena filmu, ale uczciwie wychodząc z kina miałem bardzo podobne odczucia które doprowadziły do nie jednej dyskusji ze znajomymi na temat filmu. Ogólnie – zgadzam się, że film nie zaprezentował nic, poza kilkoma scenami cieszącymi oko i nielicznymi postaciami które były charyzmatyczne. W zamian dał sporo idiotycznych scen w których Nolan traktuje widza jak kretyna. Przykre.
    Jak na kino akcji może nie 3/10 bo taka ocena byłaby niesprawiedliwa, ale bardzo słabe 6/10 już prędzej. Tym bardziej szkoda, że po drugiej części oczekiwania były duże. Może aż zbyt duże.

  • Graves


    Oczekiwałbym, że Batman stanie się nieostrożny i lekkomyślny. Że zacznie łamać własne zasady. Że będzie chciał – być może podświadomie – żeby ktoś w końcu go pokonał. Że w chwili decydującego pojedynku będzie zbyt wyczerpany i wypalony, żeby podołać wyzwaniu. Wtedy ponowne zebranie sił i wspinaczka miałyby sens. Tymczasem w wersji Nolana stanowi ona tylko pustą, efekciarską metaforę.” A nie było tak ? Przecież podczas pierwszej walki z Bane’m (która była decydująca, bo chyba good guy powinien pokonać tego bad guy’a od razu) Batman podświadomie czy nie zrezygnował…

  • RobRoy

    Jak tak można pisać o najlepszym filmie tego roku? Przecież ten obraz to ewidentne arcydzieło i trzeba nie mieć po kolei żeby tak brzydko o nim pisać. WSTYD !!!






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

50+ PRAWD objawionych przez "Mroczny rycerz powstaje"

Następny tekst

Mroczny Rycerz powstaje



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE