Hobbit: Niezwykła podróż - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Hobbit: Niezwykła podróż

„Hobbit” to młodszy brat Trylogii i pomimo oczekiwanego rozmachu produkcji, film nie osiągnął podobnej epickości.




Kilka centymetrów pod poprzeczką




Andrzej Wiśniewski
15.12.2012


Wbrew zdrowej zasadzie, że „nie wchodzi się dwa razy to tej samej rzeki” , parę lat temu, po licznych perturbacjach z Guillermo del Toro, Peter Jackson oznajmił światu, że wraca do Śródziemia i podejmie się ekranizacji pierwszej książki J.R.R Tolkiena – „Hobbit – czyli tam i z powrotem”. Tym samym zostawił fanów Trylogii w nadziejach i rozterce. Wszyscy byliśmy jednocześnie podekscytowani i pełni obaw, ponieważ zdecydowano, iż Hobbit nie będzie nakręcony w jednej długiej części. Nawet nie w dwóch, co już wydaje się być na granicy rozsądku przy jednym tylko tomie. 

Film powstanie w trzech częściach na przestrzeni kolejnych 3 lat. Mało kto miałby cokolwiek przeciwko temu pomysłowi  – ma się rozumieć – ponieważ właśnie mamy szansę wrócić do świata Tolkiena i Jacksona na kolejnych kilka długich godzin. Jednocześnie jednak zastanawiamy się  jak to możliwe, technicznie i fabularnie, aby jeden tom krótkiej książki przedstawić w trzech 3-godzinnych odsłonach i utrzymać jednocześnie wysoki poziom Trylogii. Wszelkie wątpliwości zostały właśnie rozwiane.

„Hobbit”, będący prologiem do Władcy Pierścieni, to klasyka gatunku fantasy, lecz jednocześnie książka znacząco różniąca się od Trylogii. Jackson, ekranizując Trylogię, zabrał nas w podróż do Śródziemia tonącego w wojnach i konflikcie. Podejmując się Hobbita, zabiera nas natomiast w świat przygody, baśni, bogactwa i epickości krasnoludów.

Podobnie jak w „Drużynie Pierścienia” film otwiera sekwencja bitewna, w czasie której poznajemy historię rasy krasnoludów oraz ich zatargu ze Smaugiem – smokiem, który zawłaszczył sobie krasnoludzką twierdzę Erebor wraz ze wszystkimi skarbami ukrytymi w Samotnej Górze. Następnie, jak w „Drużynie”, pojawia się w The Shire Gandalf, który odwiedza młodszego tym razem Bilbo Bagginsa (Martin Freeman). Do cechującego się porządkiem Bag End sprowadza 13-tu wiecznie głodnych krasnoludów, którzy ze znaną sobie uciechą plądrują całą spiżarnię. Bilbo po długich negocjacjach decyduje się jednak opuścić bezpieczny zakątek swojego domu i wyrusza wraz z innymi w misję odzyskania skarbów Samotnej Góry. Wymagać to będzie pozbycia się Smauga, a w rezultacie zwrócenia twierdzy Erebor jej prawowitemu właścicielowi, król krasnoludów, Thorinowi.

Film spełnił w zupełności moje przewidywania. Jest bardziej bajkowy, wesoły, ale też przydługawy i niezbyt porywający. To lekka wersja Trylogii – i z tego powodu należy sobie zdawać sprawę, iż będzie to film zupełnie inny. Z drugiej jednak strony większość z nas, po cichu, i gdzieś tam wewnątrz serca spodziewała się, że dostaniemy przedłużenie znakomitej serii filmów, które tak bardzo kochamy i do których wracamy nieustająco )a przynajmniej część z nas). Zadanie stojące więc przed Jacksonem jest naprawdę trudne i wielką niewiadomą było to, co zostanie zaserwowane w części pierwszej.

Niestety dla mnie jest to jednak lekki zawód  i z pewnością film poniżej oczekiwań. Efekt ten spowodowało wiele czynników, z których głównym jest oczywiście książka. Jak wspomniałem, Hobbit jest znacząco inny od Trylogii, więc z założenia film nie mógł zostać nakręcony w tej samej stylistyce fabularnej. Scenariusz jest bardziej baśniowy, momentami wręcz bajkowy, przypominający film dla dzieci (i nie zmieniają tego spadające głowy goblinów w niektórych scenach). Drugim powodem jest wspomniany już podział niewielkiej powieści na trzy części, podczas gdy każdy tom Trylogii przekładał się na jeden film. W rezultacie Hobbit jest nienaturalnie przeciągnięty do granic wytrzymałości, niektóre sceny dialogów sztucznie przedłużane, a całość w efekcie nudnawa.

Jackson podjął się również drugiej karkołomnej misji, czyli  przedstawienia światu technologii filmowania w prędkości 48 klatek na sekundę. Kilku czołowych reżyserów od dłuższego już czasu mówi zmianie technologi 24fps (frames per second), na szybszą 48fps. Technologia ta pozwala rejestrować i wyświetlać obraz bardziej przypominający naszą rzeczywistość, czyli sposób, w jaki świat odbierają ludzkie oczy. Oczywiście nowa technologia nie jest na rękę rynkowi dystrybucji, ponieważ do wyświetlania materiału z wyższą prędkością klatkażu kina zmuszone są do wymiany bądź modernizacji swych, jakby nie patrzeć, bardzo kosztownych projektorów cyfrowych. Nie było więc dotąd śmiałka, który porwałby się z motyką na Holywood. W efekcie mamy film, który odrywa uwagę widza od fabuły, akcji i opowieści z powodu obrazu, który na kinowym ekranie jest… nienaturalny. Sceny o wolnym ruchu wewnątrzklatkowym (dialogi, krajobrazy, etc.) nie są aż tak bardzo rewolucyjne wizualnie. Natomiast sceny akcji, szczególnie bardzo szybkiej akcji i ruchu postaci, są z pewnością dość dziwne. Przypominają mocno rzeczywistość, ze szczegółowością odczytu, jaka dana jest naszym oczom i percepcji trzech wymiarów. Z pewnością trudno jest się przyzwyczaić, tym bardziej, kiedy na ekranie oglądamy krasnoludy, orki czy zmutowane wilki – nie jest to świat naturalny, który przypominałby ten dookoła nas. Być może technologia 48fps będzie lepiej przyswajalna, gdy nie będzie to film kostiumowy czy fantastyczny, ale film akcji, osadzony w teraźniejszych realiach, w istocie imitujących nasze życie codziennie.

Trudno stwierdzić jaka będzie przyszłość tej technologii. Wracamy poniekąd do dyskusji z czasów wprowadzania technologii HD, która początkowo również wydawała się nienaturalna w odbiorze. Dziś jednak sprzedaż DVD maleje i mało kto jest sobie w stanie wyobrazić kino domowe bez BluRaya, a do domów już zaglądają telewizory w technologii 4k Ultra HD.

Wracając do filmu, bolesnym mankamentem są również aktorzy, spisujący się bez polotu i jedynie rzemieślniczo. Śmiało można powiedzieć, że najlepiej zagraną postacią jest Gollum Andy’ego Serkisa. Weta Digital, znów odpowiedzialna za efekty cyfrowe, poprawiła swój wyczyn sprzed 10-ciu lat, kiedy to technika motion capture była jeszcze eksperymentalna. Nowe technologie są w pełnym użyciu, ponieważ mimika twarzy Golluma jest absolutnie bezbłędna. Scena ‘pojedynku na zagadki’, pomiędzy Bilbo a Gollumem, to główna atrakcja filmu.

Z kolei Martin Freeman w roli Bilbo nie spełnił  oczekiwań, ciągnąc za sobą maniery z poprzednich ról. W tym filmie niczym nie uosabia hobbita. Przed oczami miałem bez przerwy Doktora Watsona z genialnego serialu BBC „Sherlock”. Brak hobbitowskiego charakteru, werwy, humoru – Freeman jest zwyczajnie nijaki. Owłosione kapcie, kudłata głowa i pomniejszająca perspektywa nie czynią z aktora hobbita, jakiego znamy. Bilbo również nie jest znakomitym bohaterem, ponieważ takim dopiero się staje. Wyruszył z domu nie mając zielonego pojęcia o tym, w co się pakuje. Przygoda jednak kształtuje jego charakter  i widzimy wewnętrzną przemianę, jaką przechodzi Bilbo. Bardziej to jednak zasługa scenariusza, niż samego Freemana i jego gry (patrz ratunek Thorina).

Muzyka to odgrzewane motywy z trylogii, co jest plusem i minusem. Plusem, ponieważ utrzymuje spójność i łączy się klimatycznie z Trylogią. Minusem, ponieważ nie dostaliśmy nic nowego, a Howard Shore poszedł na łatwiznę. Znakomita jest jednak pieśń krasnoludów Misty Mountains, która jednocześnie została wpleciona w motyw przewodni. Głębokie, basowe krasnoludzkie głosy wieszczą mroczną, tajemniczą i niebezpieczną przygodę, jaka czeka bohaterów.

Poza kontrowersyjnym 48fps Jackson zdecydował się również na pierwszy pełnometrażowy trójwymiar. Niestety, w technologii 3D cofnął się do lat 90-tych, kiedy to imitowania trójwymiaru dokonywało się poprzez wylatujące z ekranu elementy. Renesans 3D, jaki odbywa się w ostatnich kilku latach, jest natomiast znacząco inny. Technologię projekcji 3D stosuje się dziś głównie do imitowania głębi i przestrzeni, co pozwala widzom odróżnić poszczególne plany i osadzić akcję w filmu w trójwymiarze. Jackson nagle ni z tego ni z owego wrócił do tandetnych 3D chwytów i na widownię wylatują ptaki, szczątki czy elementy krajobrazu.

Jednym z pozytywów podziału na trzy części jest możliwość przedstawienia wszystkich zwariowanych postaci i bocznych historii, z Radagastem i trollami na czele. Książka jest pełna legend, nawiązań do brytyjskich podań i lokalnych przypowieści. Długość i podział na części pozwala więc na zawarcie niemal wszystkich motywów z książki, co nie było możliwe przy poprzednich filmach Jacksona. To jest jednocześnie główna zaleta filmu  i to dzięki tej różnorodności film ogląda się przyjemnie (pomimo powyższych mankamentów). Bardzo miło jest również wrócić do świata bohaterów Środziemia, szczególnie gdy jest się fanem Tolkiena i wcześniejszych ekranizacji Jacksona.

Hobbit to jednak młodszy brat Trylogii. Pomimo oczekiwanego rozmachu produkcji, film nie osiągnął podobnej epickości. Jackson zawiesił sobie poprzeczkę na rekordowej wysokości. Na własne życzenie podjął się próby pobicia tegoż rekordu. Jednakże pomimo solidnego przygotowania – poprzeczka nie drgnęła, a Jackson przeleciał kilka centymetrów poniżej.







  • NoName

    10 lat temu motion capture było techniką eksperymentalną? Hah! Nice try Sauron!

  • Bilbo

    Hobbit to film zdecydowanie lepszy od DP. Przynajmniej mi się bardziej podobał. Jest przepięknie nakręcony, historia wciąga i wywołuje ekscytację :) Zachęcam wszystkich do wybrania się do kina !

    • Andrzej Wiśniewski

      Ja równiez wszystkich zachecam, to z pewnoscia pozycja obowiazkowa tego roku. Niestety jednak, Jackson nie osiagnal podobnej epickosci co wczesniej. Hobbita oglada sie przyjemnie, jednak do Trylogi, a tym bardziej DP mu daleko.

      • Mariusz

        Przede wszystkim, osoby, które po „Hobbicie” spodziewały się filmu
        równie „epickiego” jak trylogia, odsyłam z powrotem do gimnazjum i
        tamtejszych lektur, wśród których ta książka jest właśnie. Już literacko
        to zupełnie inna bajka (nomen omen). Więc porównywanie tych filmów jest
        co najmniej idiotyczne.

        To zupełnie jakby stawiać na jednej szali „Potop” i „Łyska z pokładu idy”. Czemu nie?! Przecież akcja obu dzieje się w Polsce!

        • Andrzej Wiśniewski

          Panie Mariuszu, polecam zacząć od przeczytania recenzji, zamiast komentarzy. W drugim akapicie wyjaśniono jak ksiązkowy Hobbit różni się od Trylogii. Zresztą przez pozostałą część recenzji wracam to tego samego argumentu, jak różne są to książki i jak ta różnica musiałą zostać odzwierciedlona w filmie.

          • きば ドナルド

            Tak z ciekawości drugi akapit gdzie? W tekście nie ma „normalnych’ akapitów.
            Co do porównywania Hobbita i WP jest dziwne, bo rozmach filmowy niby ten sam jednak tematyka już inna choć osadzona w tych samych realiach.
            Takie moje porównanie – czy możemy porównywać Szeregowca Ryana do Kompani braci? Oba nakręcone z rozmachem, oba o drugiej wojnie, jednak temat przewodni już inny. To samo tyczy się porównań Kompani braci z Pacyfikiem – niby to samo, ale inne. Oba o braciach wojny, ale na innym kontynencie, przez co inaczej odbierane. To samo będzie/ jest z Hobbitem i WP. Jedni cenią sobie scenografię i walki a inni historię, a jeszcze inny patrzą tylko na grę aktorską.
            Na co więc patrzymy w tym przypadku?? Mnie podobają się i ‚epickie’ walki wielkich wojsk jak i pojedynczych jednostek, jednak wyżej sobie cenię wykreowany świat, a potem historię. Bo co mi po wielkich walkach jak nie ma fabuły? 9h walk – kto by to wytrzymał? Pewno ktoś by się znalazł. We Władcy dostaliśmy wiele i jeszcze trochę. W Hobbicie podejrzewam otrzymamy równie wiele, ale czego innego. Na pewno ten sam świat, ale historia już inna choć tu i tu drużyna.
            Hobbit pewno liczby widzów w kinach nie pobije [w porównaniu z WP], a to dlatego że nie będzie tylu walk, starć, a nacisk jest położony na historię, która obecnego widza mało interesuje. Nie oszukujmy się taka jest prawda …
            Mnie osobiście np DP najmniej się podobała z trylogii WP, jak i nie przeczytałem książek, dałem rady tylko pół książki, a Hobbita przeczytałem migusiem.
            Filmu jeszcze nie widziałem, niestety mieszkam w Polsce a tu się czeka aż zrobią dubbing, choć w Niemczech pewno już dawno temu zrobili …

          • Andrzej Wiśniewski

            Drugi akapit „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza… Czlowieku, jakich „normalnych” akapitow nie ma? Akapit to ustep w tekscie zaczynajacy nowy wiersz, nie ma zadnego w recenzji powyzej?! Bosz…

            Oczywiscie ze mozemy porownywac Szeregowca do Kompanii do Pacyfiku. Podobny gatunek filmowy, stylistyka wizualna, fabularna, sposob filmowania, opowiadania, kreowania postaci, budowania napiecia. Kiedy przylozysz filmy do siebie na tych plaszczyznach – oczywiscie ze sie roznia, jeden jest lepszy od drugiego, ma inna kolorystyke zdjec, sposob opowiadania, etc.

            Sa plaszczyzny gdzie tych filmow nie wypada porownywac, poniewaz roznia sie fabula, opowiescia, historia, scenariuszem. Ale kazdy z nich mozna do siebie przylozyc i spojrzec na zdjecia na przyklad, sceny akcji, prowadzenia narrracji – ktory jest lepszy, bardziej klasyczny na ten gatunek, lub bardziej innowacyjny – wszystko zamyka sie w tej samej ramie gatunkowej. Nie wypada z kolei porownywac np. narracji w Kompani Braci do narracji w Siodmej pieczeci, bo TO sa wlasnie dwa rozne filmy.

            W ten sam sposob, po przylozeniu do siebie Hobbita i WP widac wyraznie jak rozne sa to ksiazki, pomimo tego samego gatunku fantasy, tych samych bohaterow, i tego samego swiata. Dokladnie to napisalem w recenzji, jak roznica ta przelozyla sie na film…

        • Adam Nguyen

          Argumenty o literackich różnicach miedzy „Hobbitem” a trylogią pierścienia, wyleciały przez okno, w momencie w którym Jackson zdecydował się na nakręcenie trzech filmów, zamiast jednego i przedstawienie wydarzeń, które w „Hobbicie” nie były opisywane. Nie ma niczego idiotycznego w porównywaniu obu serii, bo wyrazną ambicją Jacksona jest stworzenie nowej, epickiej trylogii. Może nieco leżejszej i w innym tonie, ale nadal odpowiednio operowej i z fabularnym oraz produkcyjnym rozmachem. Nie rozumiem też tego ciągłego odsyłania do lektury „Hobbita”. Filmy Jacksona opowiadają w dużej mierze, o rzeczach, których w hobbicie Tolkien bezposrednio nie poruszal. Skoro Jackson postanowil zabrac sie za temat bialej rady, twierdzy Dol Guldur i Saurona w Mrocznej Puszczy, to wyszedl daleko poza „rozmach” literacki Hobbita.

  • GandalftheRainbow

    Nadużywanie słowa „epickość” w takim kontekście nie przystoi recenzentowi. Epicki w Polskim nie znaczy to samo, co w Angielskim. Epickość oznacza przynależność danego dzieła do gatunki epiki. Tylko tyle. „Władca Pierścieni” jest epicki, bo nie jest poezją ani dramatem. Nie dlatego, że traktuje o walce dobra ze złem. Wybaczcie, że się czepiam, ale mnie to razi. Po pierwsze, że właśnie używa się go zbyt często, ograniczając liczbę używanych polskich przymiotników. Po drugie – Hobbit nigdy nie miał być epic. „Hobbit” książkowy to baśń. I to baśń raczej dla dzieci, choć starszych. „Władca Pierścieni” to epopeja, rozpisana na więcej niż tysiąc stron. Porównywanie tych filmów, jak i książek jest trochę nie poważne. To inny gatunek, inna klasa, inne tematy, które są poruszane.

    • Durin

      Niestety żyjemy w czasach kiedy niedouczone osoby publikują online swoje wypociny. Nikt ich nie kontroluje, nikt mający choćby odrobinę zdrowego rozsądku tego nie sprawdza i nie prostuje. no i potem mamy marnych, pseudo inteligentnych opiniotwórców.

      Do recenzenta: odsyłam do książek Tolkiena. Jeżeli ktoś twierdzi, że Śródziemie zostało ogarnięte konfliktami i wojnami dopiero pod koniec III Ery, w trakcie Wojny o Pierścień, powinien się w ogóle nie wypowiadać i nie robić sobie wstydu. Owszem fabuła „Hobbita” nie dotyka bezpośrednio tych zdarzeń, ale ich echo, jeżeli tylko ktoś potrafi uważnie czytać, cały czas jest słyszalne, nawet w tej bajeczce dla dzieci, którą Tolkien opowiadał swoim potomkom na dobranoc, zanim w ogóle postanowił ją spisać.

      • Andrzej Wiśniewski

        Czy spodziewał się pan recenzji Hobitta czy Trylogii? Skrót z wojnami i konfliktami miał na celu ukazaie róźnicy pomiędzy obiema książkami, i w rezultacie filmami. Czy miałem spędzić cały akapit opisując Trylogię, jej postaci i niewykonalną misję jednego bohatera? Wracam raz po raz do pokazania róźnic pomiędzy filmami, a pan wytyka pół zdania napisanego o Trylogii…

      • Adam Nguyen

        Dobra językowi purytanie. Nie musicie nikomu tłumaczyć różnicy miedzy angielskim „epic”, a polskim „epicki”, bo zapewniam was, że wszyscy tutaj zdają sobie z niej sprawę. Natomiast jeżeli wy jesteście tak językowo ogarnięci, jak próbujecie zasugerować waszymi komentarzami, to powinniście wiedzieć też, że użycie słowa „epicki”, w jakimkolwiek tekście traktujacym o zachodniej popkulturze, jest jasnym i oczywistym odniesieniem do angielskiego określenia, którego nie trzeba nikomu tłumaczyć, bo każdy ogarnięty człek to wie. Język ewoluuje, anglicyzmy są asymilowane i powrzechnie przyjmowane i nie ma w tym nic złego. Jeżeli natomiast kłoci się to z waszymi osobistymi gustami i konserwatynym stosunkiem do języka, to proponuję wam z ostrożnością podchodzić do wszelkich serwisów filmowych, czy w ogóle jakichkolwiek tekstów traktujacych o dziełach jankesów i brytoli, bo z waszym podejściem czeka was masa nieprzyjemności.

        @Durin. Człowieku, gdzie ty masz w tekście napisane, że przed III erą nie było wojen? Wyzywasz autora od marnego pseudointeligenta, a sam masz najwyrazniej problemy z czytaniem i rozumieniem tekstu. Recenzent miał wyrazeni na myśli to, że w czasach, w których rozgrywa się Hobbit, Śródziemie bylo stosunkowo spokojnym miejscem w porównaniu z burdelem i pożogą jaki panował pod koniec trzeciej ery.

      • GandalftheRainbow

        Tylko bez inwektyw, proszę. -.- Chodziło mi o zwrócenie uwagi i ewentualnie rozmowę, nie obrzucanie się „wypocinami” i zwracaniem się per „marny pseudo inteligencie”.

        • Andrzej Wiśniewski

          Niestety, zyjemy w czasach gdzie byle troll internetowy, ukryty za anonimowym IP, jest w stanie mieszac ludzi z blotem, ku swej jedynie przyjemnosci… Smutne, ale prawdziwe… Choc czasem w komentarzach na naszej stronie pojawia sie konstruktywna dyskusja, to jednak w przypadku wielkich i dlugo oczekiwanych tytulow, kiedy recenzja nie jest pozytywna i ogolnie zachwalajaca, i kiedy do premiery w Polsce czas jeszcze dlugi – wiekszosc komentarzy jest bezpodstawnie negatywna.

    • Durin

      P.S. Może autor tej recenzji chciał żeby była „Epicka” stąd te nadużycia. ;)

    • Andrzej Wiśniewski

      Po pierwsze – znakomite spostrzeżenie, proszę również zauważyć jak trafnie wyjaśnił pan potoczne znaczenie słowa epicki. Kiedy mówi się o epickich filmach, nikt nie ma na myśli dzieła z gatunku epiki, a raczej film nakręcony z ogromnym rozmachem, film wielki, zapisujący się w historii kina. Film może mieć CHARAKTER epicki, nie będąc jednocześnie gatunkiem epiki.

      Po drugie – proszę uważnie przeczytać recenzję – gdzie wielokrotnie wyjaśniam jak i gdzie filmowy Hobbit różni się od Trylogii, że źródłem tych różnic jest właśnie książka, która jest adresowana do młodszych odbiorców, pełna baśni i brytyjskich legend, przeniesionych w znakomitym stylu przez Tolkiena do Śródziemia. W żadnym momencie nie przyrównałem tych książek do siebie.

      • GandalftheRainbow

        Nie chciałem, żeby wyglądało to na czepialstwo. Naprawdę. Głównie mnie to razi, bo jest używane często i tak, wiem, że każdy wie, o co chodzi. Tylko dla mnie jest po prostu niepotrzebne zapożyczanie tego słowa. Nie mam też całkowicie niczego do zapożyczania słów, nie jestem językowym purytaninem. W domyśle jednak po polsku to słowo ma inne znaczenie. I nie tylko się „epicki” zapożycza z angielskiego, ale zmienia się znaczenie polskiego słowa. „Epicki” stał się też trochę takim słowem-kluczem, używanym zdecydowanie zbyt często, jako przymiotnik określający właściwie wszystko, co pozytywne. A mamy tyle ładnych, polskich słów jak, nie wiem, „monumentalny” na przykład. Monumentalny brzmi nawet lepiej od epicki.

        Chodzi mi o to, że niepotrzebnie korzystać z zapożyczeń, gdy równie dobrze można wykorzystać polski odpowiednik. Tylko tyle.

        Co drugiej części pana wypowiedzi – może nie porównuje pan w recenzji książek, ale filmy jak najbardziej. Jak pan pisze: „Hobbit to jednak młodszy brat Trylogii. Pomimo oczekiwanego rozmachu produkcji, film nie osiągnął podobnej epickości.” Widząc i rozumiejąc różnice pomiędzy „Hobbitem” a „Władcą…” po prostu trudno było oczekiwać czegoś stworzonego z równym rozmachem. A później: „Niestety dla mnie jest to jednak lekki zawód i z pewnością film
        poniżej oczekiwań. Efekt ten spowodowało wiele czynników, z których
        głównym jest oczywiście książka.” Dla mnie to oczywiste porównanie, kompletnie niepotrzebne, bo „Hobbit” zdaje się nigdy nie miał być przedłużeniem Trylogii.

        Żeby nie było – recenzja mi się podoba. Serio. Czyta się przyjemnie, szybko, a i pierwszy raz czytam, żeby ktoś pisał o tych 48 klatkach, w których kręcony był film.

        • Andrzej Wiśniewski

          Wracajac do roznicy ksiazka-film – to sie absolutnie zgadza. Ale pytaniem jest: co stalo na przeszkodzie, aby wziac Hobbita jako ksiazke, z jego basniowoscia, legendami i wszystkimi pobocznymi historiami, i przelozyc go na film monumentalny? Tak samo monumentalny jak Trylogia, ale w innej stylistyce? Tu wlasnie film lezy – stylistycznie, wizualnie, fabularnie – nie porywa tak jak Trylogia. Nawet technicznie wydaje sie jak produkt z promocji w Tesco. Wczoraj wlaczylem DP, i z miejsca, po raz kolejny, film mnie zniszczyl. Kazdy kadr, kazda lokacja, kazda postac – zostaly sfilmowane w sposob perfekcyjny, bedac idealnym odzwierciedleniem ksiazki i slowa pisanego Tolkiena.

          W Hobbicie zabraklo tej isky, odrozniajacej film wielki, MONUMENTALNY, od filmu zwyczajnie sredniego, ktory zaprzepascil swa szanse. Byl potencjal na film bajkowy i magiczny, diametralnie inny niz Trylogia, jednak w jakis sposob Jackson go zmarnowal – poprzez wszystkie powody wymienione w recenzji. W rezultacie roznica pomiedzy filmowym Hobbitem i Trylogia jest w brakach realizacyjnych, fabularnych i aktorskich.

          O 48 klatkach pisalem wczesniej. Zapraszamy na Bloga: :)
          http://film.org.pl/kmf/blog/hobbit-petera-jacksona-w-48fps-10314/

    • Piotr Piekarski

      http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=10510

      I już się tak nie napuszaj ;)

      • GandalftheRainbow

        Dzięki. :d Trochę głupio wyszło, przyznaje się do błędu, nie chciałem wyjść na grammar nazi. Ale mamy tyle pięknych polskich przymiotników. :d Over and out.

  • きば ドナルド

    Pytanie mam co do : ” Niestety, w technologii 3D cofnął się do lat 90-tych, kiedy to imitowania trójwymiaru dokonywało się poprzez wylatujące z ekranu elementy.” . Czemu niestety????? 3D to własnie takie rzeczy, a nie ta płaska głębia imitująca niewiadomo co. Wszyscy zachwalali Avatara w 3D niestety nie było mi dane obejrzeć w kinie, w domu bez różnicy pomiędzy obrazami, może był 1- lub momenty gdzie obraz wyglądał ciekawiej. Natomiast byłem w kinie na Promoteuszu w kinie na 2D i 3D. I ? No właśnie po co to tam? Dla jednego momentu gdzie ten efekt został uzyskany?? – mianowicie przy projekcji planet itp na statku obcych. Dla jednego momentu trzeba nosić okulary, dopłacać i wmawiać ludziom że film jest „czy dy” ?? Ze wszystkich pokazówek jakie widziałem na telewizorach niby 3D widziałem tylko JEDNĄ godną uwagi i trzeba było mieć nos jakie 20cm od TV [chyba 32″ albo mniejszy tak by widzieć tylko i wyłącznie sam ekran, bo inaczej to sensu nie ma. I ludziom wmawia się że 3D to jakaś sztuczna głębia … Najlepszy film jaki widziałem w tej technologii [ a widziałem ich sporo bo lubię chodzić do kina] to TOY STORY 3. Tak bajka.
    „Technologię projekcji 3D stosuje się dziś głównie do imitowania głębi i przestrzeni, co pozwala widzom odróżnić poszczególne plany i osadzić akcję w filmu w trójwymiarze.” Czyli że co? Oglądając zwykły film widz tego nie potrafi? o0 Jak nie potrafi tzn, że nie ma takiego widzenia i tyle i jakieś okulary mu nie pomogą. To tj wmawiać daltoniście, że dzięki okularom zobaczy kolory… Niech lepiej wprowadzą szybkie kamery jak właśnie e robi to Jackson to obraz w końcu będzie wyraźniejszy dla bardziej dynamicznych ujęć.

    • Andrzej Wiśniewski

      Plaska glebia czlowieku to byla na ekranie monitora, na ktorym ogladales Avatara 3D, zamiast w kinie. O czym tym w ogole mowisz, jaka plaska glebia, jakie 20cm od ekranu? „Telewizor 32″ albo mniejszy tak by widzieć tylko i wyłącznie sam ekran, bo inaczej to sensu nie ma.” ?? Jak ogladasz 3D na ekranie 32″ to na pewno musisz podejsc na 20cm. 3D oglada sie na ekranie kina, w IMAXie, ewentualnie w domu na 40-50 calach, bo wtedy wlasnie twoje pole widzenia pochloniete jest przez caly ekran. Zreszta 3D w kinie i w domu to jak maslo i margaryna – niby takie same, ale maslo lepsze. (zaraz mi napiszesz, ze nie lubisz masla, to juz mi rece opadna kompletnie).

      Twoj drugi akapit (sprawdz w slowniku co to jest akapit, jesli nie znajdziesz swojego drugiego akapitu) jest absolutnym belkotem. Czego widz nie potrafi? Czy ty jestes w stanie objac swoja przestrzen dookola siebie w trzech wymiarach? Jak spojrzysz na kubek na biurku i monitor – to podejrzewam ze jestes w stanie powiedziec w jakiej odleglosci one stoja od ciebie, tak? Kubek 20cm od ciebie, monitor 50cm. Jak zrobisz zdjecie tej scenie – i pokazesz je koledze, to czy jest on w stanie powiedziec to samo? Nie. Poniewaz zarowno zdjecie jak i obraz na ekranie wyswietlany jest w dwoch jedynie wymiarach.

      Tak wiec dodanie trzeciego wymiaru pozwala ci oszacowac odleglosc w jakiej stoja od CIEBIE bohaterowie filmu, przedmioty na ekranie i tlo za nimi. To jest glebia przestrzeni, imitowana przez fotografow i filmowcow za pomoca glebii ostrosci w dzisiejszej przestrzeni dwu wymiarowej (nie idzmy tam, prosze…)

      Technika 3D pozwala ci obejrzec film tak, jak widzisz swiat dookola siebie (chyba ze nie widzisz trzeciego wymiaru). Jak spojrzysz na dwu-wymiarowe zdjecie 4 krasnoludow (drugie zdjecie w recenzji powyzej) – NIE JESTES w stanie powiedziec w kto stoi najblizej ciebie, a kto najdalej ciebie. Widz seansu 3D JEST w stanie do okreslic, poniewaz filmowcy dodali trzeci wymiar – wymiar glebi – gdzie kazda z postaci jest w innej odleglosci od ciebie, jako widza. Capisci??

    • kartofelek007

      Ja tam oglądałem avatara w kinie i w domu. Dwa zupelnie odmienne doznania. Tyle w temacie.

  • Paweł

    Ale śmieszna dyskusja się wywiązała na temat popierdółki jaką jest 3D. Po pierwsze jedyny film, w którym sensownie została wykorzystana owa technologia to Avatar, gdzie właśnie zrezygnowano z tego chamskiego rzucania przedmiotów w widza(co przypomina mi nieco takie książeczki dla dzieci, które po otwarciu tworzyły przesztrzenne obiekty). Póki co jest to technologia prymitywna i zupełnie zbędna.

    Oko ludzkie jest przystosowane do odbierania obrazu w sposób naturalny. Żyjemy w świecie trójwymiarowym i jakoś się nie gubimy, bo mamy parę oczu i określony kąt widzenia. Dlatego, gdy ktoś straci jedno oko, to zupełnie zmienia mu się ocena odległości itp. pituły.

    Upór z jakim szanowni twórcy aplikują nam kolejne dzieła w 3D jest związany tylko i wyłącznie z chęcią drenowania kieszeni kinomanów. Albowiem jest to technologia zamknięta i pozbawiona możliwości rozwoju. Oczywiście czasami jakiś film będzie się prezentował lepiej niż średnia, ale nie wróżyłbym 3D świetlanej przyszłości. Nie chce już wspominać o bolesnej konieczności noszenia tych niewygodnych okularów, które się do d..y nadają, a nie na oczy.

    Lepiej niech popracują nad ciekawymi filtrami, łączeniem makiet z grafiką komputerową, bo jak pokazuje historia, daje to najlepsze rezultaty. 3D to moda i jak każda tego typu nowinka, w końcu przeminie.

  • A ja odkąd wróciłem z kina zastanawiam się, czemu w polskich napisach Golum został przemianowany na „Glum” – w scenie z zagadkami cały czas było „Glum, Glum” jak by się topić miał :)

  • Simon Merry

    To ja tylko napomknę, że „nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”, nie oznacza zakazu podejmowania czegoś co się już robiło. Rzeka cały czas się zmienia, gdy po jakimś czasie wejdziemy do niej z powrotem, zastaniemy tam inną wodę niż była ostatnim razem. Dlatego ta rzeka nigdy nie będzie taka sama.

    Można to z resztą odnieść do sytuacji w jakiej znalazł się P. Jackson. Znów się zabrał za dzieło Tolkiena, ale to już inna książka, jego aktorzy postarzeli się, lub pozmieniali. To już nie ta sama ekipa co 10 lat temu. Pozdrawiam, daleki krewny prof. Miodka.

  • Pingback: Hobbit: Niezwykła podróż - recenzja filmu | Film.org.pl()

  • Pingback: cigarette électronique()

  • Kobieta z Magdalii

    A mnie Hobbit porwał:) Opisałam to w linku poniżej: http://www.kobietnik.pl/2013/01/hobbit.html
    Zapraszam:)

  • -A-

    tyle gadulstwa na tym forum, że aż dziw bierze, że większość autorów to faceci. dobry film z lepszymi i gorszymi momentami ale dobry. nie słaby, co jest bolączką większości filmów. nie ważne z jakiego gatunku.

  • Pingback: Hobbit: Niezwykła podróż – 5-płytowa edycja rozszerzona 2D + 3D | FILM.ORG.PL()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Neorealizm włoski

Następny tekst

Trochę zmian na stronie



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE