ATAK TYTANÓW. Shingeki no Kyojin | FILM.ORG.PL

ATAK TYTANÓW. Shingeki no Kyojin

Ekranizacja mangi i anime daleka od swego pierwowzoru. I dobrze.




Gigantyczne żywe trupy




Jarosław Kowal
22.08.2015


Wywodzę się z pierwszego pokolenia świadomych odbiorców japońskiej animacji w Polsce. Wychowywałem się na Daimosie, Tygrysiej Masce, Yattamanie… nie będę ściemniał, na Czarodziejce z Księżyca też. Zaczytywałem się w magazynie Kawaii, na regale za mną stoją wszystkie tomy polskiego wydania Dragon Balla, jeździłem na koncerty Gram Maria i Dir en Grey, a nawet sam zorganizowałem kilka występów j-rockowych kapel w Trójmieście. Ludzie, z którymi dzieliłem tę pasję dawno temu znaleźli nowe zainteresowania, dla mnie – już trzydziestolatka – fascynacja ta pozostała niezmiennie intensywna, a za sprawą „Ataku Tytanów” przeżywa wręcz drugą młodość.

Odbiorców „Shingeki no Kyojin” można podzielić na trzy typy: fanów mangi, kompletnych laików oraz fanów mangi, którzy przy okazji są fanami horroru, science-fiction i wszelkich dziwacznych wariacji związanych z tymi gatunkami.

Dla pierwszej grupy wizja Shinjiego Higuchiego z miejsca była spalona, potraktowali ją jak wydanie nowego albumu Nirvany bez Cobaina w składzie. Żadne z religijnych pism nie mają tak oddanych fanatyków, jak manga wyniesiona na piedestał przez ortodoksyjnych otaku. Wystarczyłoby pomylić symbole garnizonu z policją wojskową i już pojawiłby się casus belli, a w tej wersji „Ataku Tytanów” dokonano znacznie bardziej kontrowersyjnych zmian.

Attack-on-Titan-2

 

Eren i Mikasa nie zachowują się jak rodzeństwo – gdyby korzystali z facebooka, to ustawiliby status związku jako „to skomplikowane”. Matka Erena nie zostaje brutalnie zamordowana na jego oczach, najwyraźniej odkryto jakieś źródło energii pozwalające na przemieszczanie się ciężarówkami, a do boju z gargantuicznymi smakoszami nie staje ulubieniec wyznawców komiksu – Levi (już samo to gwarantowało nienawiść fandomu). Ja również się narażę, ponieważ uważam za słuszną każdą z tych decyzji.

Jeżeli ktoś liczył na pełną adaptację wszystkich tomów z efektami specjalnymi na miarę „Avengers”, to równie dobrze mógłby liczyć na wysokobudżetowe przeniesienie cyklu wiedźmińskiego w polskich realiach. W dodatku nie chciałoby mi się uczestniczyć w tych samych wydarzeniach po raz trzeci, to jak nieustanne oglądanie śmierci wujka Bena i wysłuchiwanie jego złotej myśl w tonie Paulo Coelho: „Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność”.

tumblr_nn7v8jhAPt1u30k2to1_1280

Wszyscy ci, którym marzy się wielka, hollywoodzka adaptacja ukochanej mangi muszą mieć na uwadze, że według obecnych standardów scenariusz zostałby przystosowany do kategorii PG-13, a więc o widoku krwi nie byłoby mowy. Jeżeli mam wybierać, to zupełnie nie przeszkadza mi zmiana realiów na typowo japońskie (w poprzednich wersjach wiele postaci miało europejskie pochodzenie) czy spłycenie osobowości bohaterów z dalszego planu.

Przeszkadzałoby mi natomiast oglądanie kostek tytanów i domyślanie się po dźwiękach, że akurat kogoś konsumują, bo przecież wrażliwy nastolatek Okcydentu nie zniósłby widoku czerwonej cieczy… Krąży powiedzenie, że Japonia to nie kraj, tylko stan umysłu, ale dla mnie normalnością jest jawne ukazywanie funkcjonowania ludzkiego organizmu, a nie udawanie, że można w nas wystrzelić dowolną liczbę kul, a i tak nie będziemy krwawić (jak na przykład w „Niezniszczalnych 3”). Fanatyków nie przekonam, ale wszystkich pozostałych zapewniam, że negatywne opinie na temat „Ataku Tytanów” są zazwyczaj egzaltowanym bełkotem o niezaspokojeniu własnych fantazji.

maxresdefault

Higuchi popełnił kilka błędów (koncentracja na wątku romantycznym, fatalnie dobrana ścieżka dźwiękowa, marnie animowane przemieszczanie się ponad ziemią), jednak porównywanie efektów jego pracy do „Fantastycznej Czwórki” Josha Tranka ma w sobie więcej infantylnego „jesteś głupi, bo tak” niż rzeczowej argumentacji.

Zapomnijcie o istnieniu mangi i anime, zapomnijcie o ekranizacjach komiksów Marvela, przypomnijcie sobie natomiast, jakie filmy z żywymi trupami obejrzeliście w ostatnim czasie.

Ja zaliczyłem między innymi „Zombie Killers: Elephant’s Graveyard”, „Ebola Zombies”, „The Burning Dead”, „Age of the Dead”, „Zombieworld”, a nawet „Zombie Cats From Mars” (recenzja wkrótce) i w niemal każdym przypadku umierałem z przerażającej nudy. Skoro zombie to człekokształtne stworzenia kierujące się wyłącznie żądzą pożerania żywych, to tytani są po prostu bardzo dużymi zombie, a z tej perspektywy film Higuchiego okazuje się jednym z najoryginalniejszych, jakie nakręcono w ostatnich latach.

Attack-on-Titan-Movie-Trailer

Zbiorowy wróg ludzkości nie jest wprawdzie kulawą mieszaniną zgnilizny i kości, ale prawdziwa groza tkwi w podobieństwach. Działa wówczas efekt „doliny niesamowitości”, czyli odczuwanie dyskomfortu w konfrontacji z nieczłowiekiem do złudzenia przypominającym człowieka. Tytani to ludzie, jakich można by spotkać na ulicy – grubi, chudzi, z różnymi fryzurami i z otępiałym wyrazem twarzy, są wśród nich kobiety, mężczyźni, starcy i niemowlaki.

Coś takiego w rozmiarze Godzilli jest znacznie bardziej makabryczne niż olbrzymi kosmita czy przerośnięte zwierze. Na szczęście Japończycy stanęli na wysokości zadania i pomimo stosunkowo skromnego budżetu, przygotowali CGI na solidnym poziomie, przy którym rekiny z „Sharknado” przypominają resztki po obiedzie wirujące w kuchennym odpływie. Zgodnie z wszelkimi oficjalnymi opisami „Atak Tytanów” jest filmem akcji lub filmem przygodowym, ale w moim odczuciu to znakomity horror przewyższający poziomem grozy „World War Z” czy „Resident Evil”.

Pamiętam telewizyjny spot reklamujący „Dziewiąte Wrota” Polańskiego jako horror i dziesiątki negatywnych opinii, bo okazało się, że horrorem nie jest. Jeżeli dla was także liczy się przede wszystkim odtworzenie waszych własnych wizji, bez żalu możecie odpuścić aktorską wersję „Ataku Tytanów”. Ja podszedłem do niej bez oczekiwań i odnalazłem elementy ekranizacji doskonałej mangi, klimat filmu grozy oraz wykonanie na pograniczu kina klasy Z. Tyle całkowicie wystarczyło, żebym na drugą część (premiera we wrześniu) czekał w nie mniejszym napięciu niż na drugi sezon anime oraz siódmy (w Polsce) tom mangi.







  • Andriej69

    „Żadne z religijnych pism nie mają tak oddanych fanatyków, jak manga wyniesiona na piedestał przez ortodoksyjnych otaku”
    Świetnie napisane, chyba najlepsza sentencja w tej recenzji. Tzw. „Otaku” to cierpiący na jakąś formę autyzmu pomyleńcy, którzy nie zasługują na jakikolwiek szacunek dla swoich opinii i innych wynurzeń. Ogromna większość japońskich komiksów/kreskówek jest dla mnie całkowicie niestrawna, a ich fanatyczni fani budzą we mnie odrazę, wyjątkami od tej reguły są w zasadzie tylko „GiTS(jako cała franczyza, z wyjątkiem niedawnego reboota serialu)”, „Ninja Scroll”, „Vampire Hunter D” i „VHD: Bloodlust”, a także „Blood: The last vampire” i wreszcie „Claymore” – ale bardziej komiks niż serial. Ciągle zapominam obejrzeć „Hellsing”, „Akirę” i „Ergo Proxy”, bo tylko te jeszcze mnie interesują.
    Tak czy siak, jestem zadowolony z powyższego opisu, bo oznacza to że mogę się bezboleśnie zapoznać z fabułą i to w strawnym dla mnie formacie, porównanie do zombie tylko rozbudziło mój entuzjazm. Dzięki

    BTW Naprawdę był taki film jak „Ebola Zombies”?! Cholera jasna, jak ja mogłem to przegapić?

  • wujo444

    Czytam wstep, wstęp, wstęp, trailer… I koniec. A gdzie recenzja? Dowiedziałem się, że są zmiany w stosunku do pierwowzoru i to tyle.

    • Stung

      To pewnie jesteś z rocznika 95 albo późniejszego, problemy z czytaniem ze zrozumieniem są dla was charakterystyczne…

      • theVenator

        Jak znam życie ty jesteś 94. Uwielbiam te zagrywki w stylu „kiedyś to nie to co teraz” w odniesieniu do różnic pokroju np. dwóch lat. Fakt, w ogólnym ujęciu pokolenia się zmieniają, ale granice są płynne, nie wszyscy na zmiany się łapią, a już na pewno nie ma znaczenia to, czy urodziłeś się w grudniu, czy styczniu!

        PS. Pocisk raczej przeciętny

        • Stung

          Wow, ale fantazja. Jak już musisz wiedzieć, to jestem z rocznika 82 i nie przeliczam wszystkiego na „pociski”. Dziwi mnie natomiast, kiedy ktoś czyta i najwyraźniej nie wie, co przeczytał.

  • Macc

    „Ja podszedłem do niej bez oczekiwań i odnalazłem elementy ekranizacji
    doskonałej mangi, klimat filmu grozy oraz wykonanie na pograniczu kina
    klasy Z” – czy w takim razie ósemka nie jest za wysoką oceną dla takiego filmu wykonanego na pograniczu klasy Z?

    • Zły Człowiek Jarosław Kowal

      Nie widzę powodu, dla którego film klasy Z nie mógłby otrzymać nawet dziesiątki.

      • Macc

        Jak gniot dostaję dziesiątkę, to jest niezaprzeczalny znak, że recenzent sobie jaja robi. Ten film nie jest aż tak zły, aby był gniotem, ale nie jest również tak dobry aby dostał ósemkę. Szóstka byłaby dla niego w sam raz.

        • Zły Człowiek Jarosław Kowal

          Film klasy Z nie jest od razu gniotem. Dobrze zrobić zły film to też sztuka, z której nie każdy potrafi czerpać przyjemność. Jeżeli dla ciebie „Atak Tytanów” zasługuje na 6/10, to świetnie, każdy ma prawo wyrazić swoją opinię. Dla mnie jest to 8/10.

  • Taka ciekawostka – Higuchi nie tworzył efektów specjalnych do tego filmu jedynie w CGI, nawet nie głównie. Jego metoda, nazywana przezeń „hybrydową”, łączy tradycyjne tokusatsu (czyli facet w kostiumie nawala makietki) z którego sławne jest Toho, będące przecież producentem tego filmu, z usprawniającym go CGI. Jeśli spojrzymy na zdjęcia z planu – Tytany to ludzie w kostiumach rozwalający makietki, którzy podrasowani zostali efektami komputerowymi. Tej techniki Hihuchi użyje też prawdopodobnie przy realizacji kolejnego „Godzilli”, do którego tworzy efekty specjalne. Cieszy mnie w takim razie, że efekty są porządne, oby i w Gojirze się sprawdziły :).

  • Joanna

    Nie obejrzałam jeszcze filmu, ale w anime największe wrażenie zrobiło na mnie to, jak przedstawiono sytuację ludzkości, jej los był niemal z góry przesądzony. Zastanawiałam się jak oni sobie z tym poradzą. Bardzo się tym przejmowałam i często sięgałam po chusteczkę (jak ja nie znoszę tragedii ;) ). Kolejną sprawą byli zagadkowi Tytani. Z odcinka na odcinek dowiadywaliśmy się o nich czegoś więcej. Napięcie, dynamika scen, rozwój bohaterów, ciężko było mi przerwać oglądanie :)
    Mój rocznik to 86, także wychowałam się na SM, DB i Magicznych Wojownikach. Na studiach zachwycałam się mangą „Death Note”, potem porzuciłam anime, bo nie znalazłam nic dla siebie. Aż tu nagle pojawili się tytani. Wpadłam!
    Filmu jestem niezwykle ciekawa. Dziękuję za informację. Nie będę się nastawiać i oczekiwać, że zobaczę adaptację mangi. Pomyślę o filmie jako o nowym dziele i pozwolę by mnie poruszył w inny sposób.
    Serdecznie pozdrawiam!

    • Zły Człowiek Jarosław Kowal

      Jako przedstawiciel tego samego rocznika przybijam piątkę ;)

    • gogosik

      Ja również ten sam rocznik, co prawda nie zaniechałem anime po „złotej erze” z dzieciństwa (jest mnóstwo świetnych, niebagatelnych tytułów – choćby „O dziewczynie skaczącej przez czas”-polecam ;) ) ale fakt faktem anime Tytanów ma w sobie coś wyjątkowego. Pozdrówka!

  • Bulcio Kalupski

    Ale gdzie to kurczaczkę można zobaczyć?

    • kaem

      No pojawił się ostatnio w sieci dvd screener więc wszystko na to wskazuje, że dlatego pojawiła się recenzja

  • Obejrzałam. Jak na filmową ekranizację mangi jest nieźle, ale obiektywnie – jest źle. Okej, w porównaniu z milionem złych filmów do zombie może nie tak bardzo, ale ilość dłużyzn, zbędnych scen, niedorozwiniętych wątków i bezsensownych dialogów jest zatrważająca.

    • el.mutant

      Niestety, to smutna prawda.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

LOVE. Ejakulatem w samo oko

Następny tekst

ANIOŁ. Hipnotyzujące kino z Libanu



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE