STORYBOARD - RUCH W SZTUCE FILMOWEJ
 Autor: Mark Simon

20 maja nakładem Wydawnictwa Wojciech Marzec do księgarń trafi książka Marka Simona "Storyboard - Ruch w sztuce filmowej" . Jest to podręcznik przeznaczony dla filmowców, rysowników, ale też wszystkich zainteresowanych tajnikami powstania zachwycających wizualnie produkcji filmowych.

Poznaj każdy aspekt tworzenia scenopisów obrazkowych dzięki książce Storyboard - ruch w sztuce filmowej. To kompendium nauczy cię, jak stworzyć fantastyczne storyboardy za pomocą przykładowych rysunków, praktycznych instrukcji i gotowych scenopisów. Dowiesz się również, jak wejść w świat filmowy i zdobyć wymarzoną pracę, a wszystko dzięki lekturze rozdziałów poświęconych przygotowaniu swojego portfolio i poradom zawodowców.

W książce znajdziesz też informacje o wykorzystaniu perspektywy, szkicach, użyciu koloru i wiele innych. Podręcznik zawiera również ćwiczenia dla początkujących, wywiady ze specjalistami i setki przykładów z najlepszych produkcji, takich jak: Matrix, Simpsonowie, Król Skorpion, Gwiezdne Wojny, Batman czy Faceci w czerni.

Mark Simons jest związany z amerykańską branżą filmową od ponad 20 lat. Jego doświadczenie obejmuje reżyserowanie i produkcję filmów fabularnych i animowanych, nadzorowanie efektów wizualnych a także tworzenie storyboardów. Brał udział w ponad 2,5 tys. produkcjach (filmy, seriale, reklamy) i zdobył ponad 40 międzynarodowych nagród. Autor książek "Storyboard - ruch w sztuce filmowej", "Facial Expressions - A Visual Reference for Artists.", "The Thriving Artist" oraz "Producing Independent 2D Character Animation". Współtwórca komputerowych programów do tworzenia animacji. Udziela wykładów na całym świecie i regularnie publikuje artykuły w "Animation Magazine", "Animation World Network" oraz w "Cinefex", "Bizjournals" i "MovieMaker Magazine".


Więcej informacji na stronie internetowej: www.w-wm.pl

Kontakt: Wydawnictwo Wojciech Marzec, ul. Klimczaka 8/35, 02-797 Warszawa
tel. (22) 550 15 60, fax. (22) 550 15 61, kom. 503 129 345, e-mail: w-wm@w-wm.pl

Zobacz wyniki konkursu - szczegóły po kliknięciu na niniejszy link


Recenzja książki: Michał Puczyński
Klub Miłośników Filmu

Mark Simon to storyboardzista mający na koncie pracę przy ponad dwudziestu produkcjach*. Są to filmy i seriale takie jak "Sudden Terror: The Hijacking of School Bus #17", "Once Upon a Christmas Village", "Two Much" czy "SeaQuest". Spośród niezbyt rozległej filmografii Simona skojarzycie prawdopodobnie tylko ostatni tytuł - i zapewne dlatego wokół realizacji storyboardów do kilku odcinków zapomnianego serialu Simon osnuł ogromną część swojej książki.

"Storyboard. Ruch w sztuce filmowej" to dzieło opisujące pracę storyboardzisty. Trudno nazwać je podręcznikiem dla początkujących rysowników, choć stworzenie czegoś w rodzaju kursu musiało być celem autora. Dlaczego nie wyszło? Aby określić przyczynę porażki, należy się zastanowić, czego oczekiwalibyśmy po kursie rysowania storyboardów.

Przede wszystkim poradnik powinien prowadzić nowicjusza krok po kroku: od podstaw, tzn. najważniejszych zasad kadrowania, przez naukę przedstawiania ruchu na statycznych rysunkach, podstawy montażu konieczne do umiejętnego skonstruowania całej sekwencji storyboardów, aż po przedstawianie ruchu kamery i wykorzystywanie komputerowych technik obróbki rysunku. Oczywiście całość można by, a wręcz trzeba by uzupełnić dodatkowymi informacjami. Niestety w książce Simona owe dodatki wysuwają się na pierwszy plan, a niewielką liczbę konkretów porozrzucano na przestrzeni około pięćdziesięciu rozdziałów.

Dość powiedzieć, że kadrowaniu - czyli podstawie pracy storyboardzisty - poświęcono jedną (!) stronę tekstu. Nie liczcie na przykłady dobrego i złego wypełnienia filmowej klatki, wskazujące błędy, które może popełnić storyboardzista. Wartościowe treści zdarzają się raz na kilkadziesiąt stron, za to ogólniki w rodzaju "pokazuj scenę z pomysłowych kątów" są powtarzane po kilkanaście razy w różnych rozdziałach. Na tej informacyjnej pustyni wyróżniają się porady absurdalnie szczegółowe, takie jak kilka skrótów klawiszowych w Photoshopie czy marki flamastrów polecanych przez autora. Kolejność przekazywania informacji jest co najmniej dziwna. O formatach obrazu filmowego czytelnik dowiaduje się pod koniec książki. Dużo wcześniej można znaleźć informacje dotyczące przygotowywania CV, zachowania podczas negocjacji z producentami, czy zasad wystawiania rachunków na własną firmę. Smutny ten obrazek niech podsumuje fakt, że zanim czytelnik dowie się, jak postawić pierwszą kreskę na kartce, będzie mogł przeczytać o licznych zaletach podświetlanego stołu. Czy warto wspominać, że polskie wydanie okraszono błędami interpunkcyjnymi i rzucającymi się w oczy literówkami?

Choć od strony graficznej publikacja na pierwszy rzut oka prezentuje się bez zarzutu, bliższy wgląd nakazuje zmienić ocenę. Przede wszystkim w książce brakuje zdjęć porównujących storyboardy z kadrami z gotowych filmów. Na pięciuset stronach znajdują się tylko dwa takie zestawienia, z czego jedno, wskutek niefortunnego doboru kadru, jest nieczytelne. Samych obrazków jest sporo, ale powtarzają się one po kilkanaście razy, by książka sprawiała wrażenie bogato ilustrowanej. Na dodatek prezentowane storyboardy pochodzą z trzeciorzędnych lub nieznanych produkcji. Choć można natrafić na pojedynczy rysunek z "Simpsonów", a nawet na zrzut ekranu z programu montującego "Matrixa" (podkreślam "zrzut ekranu z programu"), to najwięcej kadrów pochodzi z "SeaQuesta", "Full Flame", "Hoot", "Tugger: The Jeep 4x4 Who Wanted to Fly", "Timmy's Lessons in Nature" i "The Santo Bugito". Przykładami "prestiżowych projektów" są zaś... "Król Skorpion" i "Dziedzic Maski" - jedyne wysokobudżetowe filmy, z których storyboardy (około sześciu) zaprezentowano w książce.

Nie można powiedzieć, by dzieło Marka Simona było pozbawione jakichkolwiek wartościowych informacji. Bardzo dobrze opisano m.in. różnice między storyboardem do filmu aktorskiego i animowanego. Szkoda, że konkrety giną w morzu chaotycznych ogólników. Nieuporządkowanie sprawia bowiem, że "Storyboard. Ruch w sztuce filmowej" jest książką niemożliwą do zarekomendowania. Ma jednak zaletę, która może skłonić do zakupu: absolutny brak konkurencji.

* dane za IMDb

POWRÓT DO WYBORU | STRONA GŁÓWNA