Felietony

Pola kukurydzy i filmy, które je kochają – Zapiski na bilecie #5

Autor: Radosław Pisula
opublikowano

Pole kukurydzy – jedna z najbardziej efektownych, uniwersalnych i po prostu najpiękniejszych scenerii w historii kina. Może wzbudzać lęk, a jednocześnie być majestatyczna, podkreślając urok małomiasteczkowych terenów. Trudno zresztą o bardziej niezwykłe i zapadające w pamięć filmowe uwarunkowania krajobrazowe, które wspomina się przez lata – oczywiście mamy pustynie z Lawrence’a z Arabii czy westernów Leonego, skute lodem pustkowia z Cosia Johna Carpentera albo omszałe bagna z Śmiertelnych manewrów Waltera Hilla. Jednak w połaciach kukurydzy siedzi jakaś niezwykła magia.

W dzieciństwie zakochałem się w krajobrazach z Supermana – chyba najbardziej „kukurydzianego” bohatera.

Mały domek położony w plonowej dziczy, pośrodku niczego, linia kolejowa – zboże, zboże, zboże. Donner omijał jednak złote zbiory, definiujące dzieciństwo Człowieka ze stali, ale na szczęście stały się one ważnym elementem późniejszych adaptacji. W mocno pokracznym Supermanie: Powrót Singera, zapatrzonej w film Donnera laurce, dostaliśmy fantastyczną scenę uaktywnienia się mocy latania Clarka Kenta, gdy z superszybkością przemierzał pola kukurydzy, wyskakując nobliwie w powietrze, a promienie słońca omiatały żółto-zielony dywan, zraszany przez ogromne pompy. W prosty sposób, kilkunastosekundową sceną, reżyser zmitologizował genezę Supermana – jego dom rodzinny i wybijanie się ponad przeciętność. Podobny zabieg zastosował Zack Snyder w równie przeciętnym Człowieku ze stali, gdzie znowu najciekawsza i warta zapamiętania sekwencja związana jest ze złocistymi roślinami. Wściekły Superman przeciągnął Zoda przez pole, tłukąc go i wrzeszcząc: „myślisz, że możesz straszyć moją matkę?”.

Jednak fascynacja polami kukurydzy w kinie ma długą i piękną historię.

Już w Czarnoksiężniku z Oz związane były z jedną z najbardziej estetycznych lokacji, gdy podczas spotkania Dorotki i Stracha na wróble jaskrawa żółć brukowanej drogi perfekcyjnie korespondowała z kolorami roślin należących do rodziny wiechlinowatych. Natomiast w Planecie małp Franklina J. Schaffnera to właśnie w zielonych plonach ma miejsce pierwsze brzemienne w skutkach spotkanie George’a Taylora z mieszkańcami tytułowej lokacji – mało rzeczy, nawet dziś, robi tak kolosalne wrażenie, jak wataha odzianych w zbroje małp dosiadająca koni i polująca na zdziczałych ludzi w nieprzebytym labiryncie naturalnej pułapki.

Bez tytułu

Jednak najbardziej znanym wykorzystaniem kukurydzy w kinie jest najprawdopodobniej scena z Północ – północny zachód Alfreda Hitchocka, podkreślająca jego mistrzostwo w operowaniu wizualną narracją. Cary Grant ląduje w szczerym polu, gdzie zostaje zaatakowany przez niezwykle upierdliwy samolot. Bohater rzuca się po ziemi, umyka przed kulami i nagle widzi przed sobą pole spalonej słońcem kukurydzy. Jasnożółta oaza staje się dla przygwożdżonego do gruntu Thornhilla wybawieniem, a widz wspólnie z nim wyczekuje na oddalenie się niebezpieczeństwa. Wspaniały montaż, prześliczne zdjęcia.

Blind8

Moim osobistym faworytem w ramach kina konkretnej kolby jest Ślepa furia – arcydzieło absolutne z niezniszczalnym Rutgerem Hauerem w roli niewidomego super-żołnierza-zabijaki – i scena, w której protagonista szuka dzieciaka na przepastnych połaciach wysokich plonów. Czego tu nie mamy? Strach na wróble, siedzący na nim kruk, złowrogie cykanie jakichś robali. Ale prawdziwa akcja zaczyna się w momencie, gdy do zabawy przyłącza się banda ohydnych zakapiorów. Miejsce wynikającej z tego rzeźni jest perfekcyjnie zaplanowane, a wisienkę na torcie stanowi ulokowana w samym sercu pola drewniana szopa – przez co całość w pewien sposób przypomina oryginalną wariację na temat Rio Bravo. Rutger urządza tutaj zjawiskowe koszenie kataną – po uderzeniach ostrzem upadają solidne łodygi i bebechy spoconych dzikusów. Odpalam znowu, czekajcie, cholerne arcydzieło…

casino1

Uff. Kolejnym wielkim filmem, który brutalizuje kukurydzę, jest bez wątpienia fantastyczne Kasyno i scena ultrabrutalnego, skrajnie nihilistycznego wykonania wyroku śmierci. Masakrowane są tutaj zarówno plony, jak i ludzie, stając się śmiertelnie scaloną jednością dzieci natury. Martin Scorsese ma niesamowite wyczucie poetyki krwi, która wygląda u niego na pogniecionych liściach równie dobrze, jak ta na śniegu (w każdym filmie). Innym konkretnym akcyjniakiem doprowadzającym szaleństwa w plonach do rangi sztuki jest Likwidator, gdzie Arnie Schwarzenegger, twardy szeryf z małego miasteczka, musi zrobić porządek, przez co w pewnym momencie rusza sportowym samochodem za wymuskanym złoczyńcą, który targa go na masce przez wysuszoną kukurydzę. Strzelają się, tłuką, skradają (tak, furami), a ona – poobijana i zniszczona – cały czas obserwuje. Nie można też zapomnieć o Polu marzeń, przeamerykańskim filmie motywacyjnym, gdzie kukurydziany sztafaż ma równie wielkie znaczenie, co więzy rodzinne.

Bez tytułu

Od złotych pól nie może uciec nawet tak pozornie odległy od niej gatunek, jak science fiction. Finałowa sekwencja świetnego Przez ciemne zwierciadło Richarda Linklatera idealnie łączy szalone wizje z prozy Philipa K. Dicka z wizualnym przepychem filmowego widowiska, gdy zielone pole kukurydzy  zostaje zestawione z rosnącymi przy samej ziemi niebieskimi kwiatkami – źródłem narkotyku, wokół którego kręci się cała fabuła.

interstellar

Mamy też Interstellar Christophera Nolana – absolutną kukurydzosplotację, gdyż w tutejszym świecie przyszłości jest to jedyna roślina nadająca się nadal do uprawy, a jej pola zalewają świat. Złociste plony są także podstawą fabularną Znaków M. Nighta Shyamalana (bo gdzie lepiej wydeptywać tytułowe symbole?) i miejscem, w którym żerują kosmici. W okolicach popcornowych kolb musieli oczywiście pobujać się także najbardziej znani agenci polujący na nadnaturalne zjawiska, Mulder i Scully, w Z archiwum X: Pokonać przyszłość.

Na koniec zostawiłem oczywiście gatunek, który potrafi wycisnąć pełnię złowrogich cech pola kukurydzy – nieprzeniknioną pułapkę, epatowanie scenami typu jump scares (gdy coś nagle wyskakuje nam w twarz z ekranu) czy wykorzystywanie redneckowych, upaćkanych smarem morderców wożących się pickupami. Od Dark Night of the Scarecrow z zaskakująco przerażającym strachem na wróble, przez Dzieci kukurydzy prezentujące diabolicznie nieletniego Malachiego i gargantuiczny roślinny krzyż; Jeźdźca bez głowy (Burtonowski strach na wróble tak bardzo Burtonowski); Blady strach; Freddy kontra Jason (fantastyczne wykorzystanie imprezy rozgrywającej się w roślinnej pułapce, tak mocno podkreślającej slasherowe konwencje), różne Smakosze i wiele, wiele więcej.

vlcsnap-2014-09-21-21h33m46s152

*

Nieskończone pola nieprzeniknionych (i często złowieszczych) łodyg pozwalają najczęściej w finezyjny sposób zwolnić tempo akcji, wcielają się w rolę sędziego, odliczającego sekundy do porażki bohaterów. Z drugiej strony mitologizują amerykański sen – bo niewiele jest rzeczy równie jankeskich, jak gotowana kolba kukurydzy wytarzana w płynnym maśle. Jedno jest pewne – to zawsze przesycony romantyzmem zabójczy widok. Wyobrażacie sobie scenę modlitwy z Forresta Gumpa w innych okolicznościach przyrody?

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane