Connect with us

Szybka piątka

Filmy, na które czekaliśmy NAJBARDZIEJ

Oczekiwanie na premierę filmu to magia emocji. Zobacz, na jakie tytuły czekaliśmy NAJBARDZIEJ i poczuj tę ekscytację razem z nami!

Published

on

Filmy, na które czekaliśmy NAJBARDZIEJ

Jest coś magicznego w oczekiwaniu na premierę filmu, który z jakiegoś powodu ma nas zachwycić. To chyba znane każdemu kinomanowi uczucie, łączące w sobie ekscytację, nadzieję i obawy. Dziś piszemy o tych filmach, na które czekaliśmy najbardziej. 

Advertisement

Odys Korczyński

  1. Blade Runner 2049 – czekałem na ten film z oczywistych względów. Po pierwsze chciałem przekonać się, czy ktokolwiek da radę dorównać Ridleyowi Scottowi, a po drugie byłem ciekawy, jak upływ lat wpłynie na styl, w jakim Denis Villeneuve nakręci kontynuację. Z zadania wywiązał się „prawie” doskonale.
  2. Drużyna Pierścienia – takiej historii należał się monumentalny film. To nie ulega wątpliwości. Był więc to jeden z powodów mojego nerwowego oczekiwania na premierę. Poza tym, o ile dzisiaj sobie przypominam, miał to być jeden z pierwszych, o ile nie pierwszy seans, który miałem przyjemność obejrzeć w krakowskim kinie IMAX PLAZA.
  3. Batman – Początek – czekałem z czysto sentymentalnych względów. Byłem przekonany, że Christopher Nolan w jakimś sensie zdecyduje się powrócić do Burtonowskiej stylistyki. Dzisiaj już wiem, że te oczekiwania okazały się zbyt irracjonalne, by mogły być prawdziwe, niemniej pierwsza część Nolanowskiej wizji przygód Batmana jest najlepszym kinem superbohaterskim, jakie udało się Nolanowi zrobić – i jednym z najlepszych Batmanów w historii serii.
  4. Prometeusz – elektryzowała już sama myśl, że Ridley Scott zdecydował się powrócić do uniwersum Obcego, które tak bezdusznie zostawił na pastwę innych reżyserów. Wierzyłem, że kiedyś to się stanie, że wreszcie dowiem się, jaki sens ma istnienie Obcego. Wyjaśnienie wbiło w fotel, a forma przekazu zachwyciła.
  5. Obcy: Przymierze – skoro Prometeusz postawił tak wysoko poprzeczkę, wzrosły również moje oczekiwania co do Przymierza, tym bardziej że Prometeusz pozostawił po sobie tak wiele pytań. Ridley Scott nie byłby sobą, gdyby je wszystkie grzecznie wyjaśnił.

    Wciąż pozostało ich mnóstwo. Mam nadzieję, że dzięki odpowiedziom na nie uniwersum Obcego rozrośnie się do rozmiarów iście superbohaterskich.

Tomasz Raczkowski

  1. Człowiek, który zabił Don Kichota – co prawda nie powiem, żebym czekał na ten film tak długo, jak jego twórca (produkcja trwała mniej więcej całe moje życie, a ja usłyszałem o nim dopiero w ubiegłej dekadzie), ale zafascynowany twórczością Gilliama nie mogłem doczekać się jego wyprawy w świat opowieści Miguela de Cervantesa, która w końcu została sfinalizowana w 2018 roku.

    I nie zawiodłem się.

  2. Ostatnia rodzina – historia Beksińskich fascynowała mnie od kilku lat, a zapowiedzi filmu Jana P. Matuszyńskiego zbiegły się w czasie z moją pracą magisterską poświęconą temu tematowi. Naturalnie więc mocno wyczekiwałem Ostatniej rodziny, przenoszącej na ekran znaną mi z wielu przekazów tekstowych opowieść o Zdzisławie, Tomaszu i Zofii. Co ciekawe, film zrobił na mnie duże wrażenie, ale im dalej od seansu, tym mniej budzi we mnie emocji.
  3. Hobbit.

    Niezwykła podróż – wychowany na Władcy Pierścieni (książkowym i filmowym w zasadzie równolegle), w 2012 roku dosłownie odliczałem dni do premiery kolejnego filmu Petera Jacksona o Śródziemiu. Przeczytałem po raz kolejny powieść – jak mi się wydawało, idealną do ekranizacji (ale w jednej odsłonie!) – i niemal pobiegłem na pierwszy seans. I o ile wówczas byłem zadowolony kolejnymi odwiedzinami w Tolkienowskim świecie, to z perspektywy czasu widzę coraz więcej mankamentów rozdmuchanego do trylogii projektu. Co nie zmienia faktu, że z poszczególnych sekwencji dalej czerpię sporą frajdę.

  4. Love i Lux Aeterna – Gaspar Noé to jeden z moich ukochanych reżyserów. Ostatnio przyspieszył z pracą i w tej chwili czekam z niecierpliwością na możliwość obejrzenia jego kolejnego w przeciągu trzech lat (licząc po dacie premiery festiwalowej) filmu pełnometrażowego, czyli Lux Aeterna. Wcześniej podobnie wyczekiwałem jego powrotu do pełnowymiarowej fabuły, jakim było Love. Wówczas kontrowersyjny film mnie nie zawiódł i mam nadzieję, że tak będzie i tym razem.
  5. Twin Peaks.

    The Return – konsekwentnie uważam, że tzw. trzeci sezon Twin Peaks to nic innego jak 17-częściowy film pełnometrażowy, a przynajmniej ciekawa hybryda formatu kinowego i serialowego. Uwielbiam Lyncha i na The Return czekałem z wypiekami na twarzy, skrupulatnie odliczając na kalendarzu miesiące, tygodnie i dni do premiery pierwszego odcinka (a potem kolejnych). A dziś uważam całość z jedno z najwybitniejszych filmowych przedsięwzięć wszech czasów.

Filip Pęziński

  1. Mroczny Rycerz – chociaż dzisiaj mam do tego tytułu stosunek dość ambiwalentny, to w 2007 i 2008 roku, jako zakochany w Batmanie nastolatek, obsesyjnie wręcz wyczekiwałem najnowszego filmu Christophera Nolana.

    Nie tylko z uwagą śledziłem każdy news, oglądałem każdy zwiastun po kilka, kilkanaście razy dziennie, ale też na przykład wywołałem sobie pokaźną liczbę fotosów z produkcji i w końcu pojechałem do innego miasta na pokaz przedpremierowy. Ach, młodość!

  2. Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy – jako absolutny fan marki nie mogłem nie czekać na produkcję, która nie tyko reaktywowała markę po dekadzie przerwy, ale też przywracała kultowe postaci z oryginalnej trylogii. Przepiękne zwiastuny z niesamowitym momentem wejścia Hana Solo i Chewbakki na pokład Sokoła Millenium i triumfalną frazą „Chewie, jesteśmy w domu” tylko podgrzewały atmosferę.

    Do dziś pamiętam, że chwilę przed premierą mocno się rozchorowałem, by w jej dniu odzyskać pełnię zdrowia. Moc była ze mną.

  3. Gwiezdne wojny: Mroczne widmo – moja przygoda z Gwiezdnymi wojnami zaczęła się chwilę przed premierą nowej odsłony sagi i w związku z tym Mroczne widmo było pierwszym filmem w moim życiu, na który świadomie i gorączkowo czekałem. Trudno mi zapomnieć całą wyprawę do kina, która zahaczyła też o wizytę w KFC, gdzie oczywiście do zestawów dziecięcych dołączano zabawkę z filmu. A że byłem na wersji z napisami, chociaż nie umiałem wtedy jeszcze czytać? Bez znaczenia.
  4. Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera – jeśli Mroczne widmo było pierwszym filmem w życiu, na który czekałem, to być może Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera będzie ostatnim, któremu towarzyszyły podobne, dziecięce wręcz uczucia. Jako wielki fan uniwersum DC z chęcią sięgam po każdy projekt przenoszący na ekran ten świat, ale ten – z oczywistych względów! – był wyjątkowy.
  5. Avengers: Wojna bez granic – jako odddany fan także Marvela nie mogłem doczekać się filmu, który po dekadzie budowania kinowego uniwersum w końcu miał opowiedzieć historię łączącą wszystkie dotychczasowe postaci i wątki.

    Cóż to były za emocje!

Maja Budka

  1. Lighthouse – w przypadku Lighthouse moje niecierpliwe odliczanie do dnia premiery było napędzane przede wszystkim świetnym zwiastunem, który potrafiłam oglądać po kilka razy dziennie, przez co jeszcze bardziej się nakręcałam.

    Czy to był dobry sposób na oczekiwanie? Nie powiedziałabym – tajemniczy, ascetyczny zwiastun Lighthouse tak mnie zahipnotyzował, że kiedy doszło do ostatecznej konfrontacji z dziełem Roberta Eggersa, poczułam coś na kształt zawodu. Nie dlatego, że film był zły – był fenomenalny, ale gorączkowe powtarzanie sobie zwiastuna prawdopodobnie sprawiło, że oczekiwałam po tym filmie czegoś jeszcze bardziej nierealnego.

  2. Mandy – bardzo podobna sytuacja co z Lighthouse, z tym że na Mandy kapitalnie się bawiłam, nie odczuwając ani przez chwilę rozczarowania.

    Być może ma to związek z tym, że zwiastun Lighthouse obnażył całą nastrojowość filmu, natomiast zwiastun Mandy bardzo pobudzał, również co nieco zdradzał, ale film wciąż pozostawał dużą zagadką. Zwiastun był tak niepokojąco psychodeliczny, że moje podniecenie sięgało zenitu. Do dziś pamiętam, jak umierałam z ekscytacji, siedząc w sali kinowej, a potem długo nie mogłam zapomnieć o filmie Panosa Cosmatosa. Oczekiwałam szalonej jazdy bez trzymanki i taką otrzymałam, do tego jeszcze z gratisami.

  3. Mirai – nieczęsto w polskich kinach mamy do czynienia z premierami japońskich animacji.

    Jako wielka i dumna fanka anime nie mogłam usiedzieć w miejscu, kiedy tylko dowiedziałam się o najnowszym filmie Mamoru Hosody, który miał być wyświetlany w Polsce. Nie mogłam się doczekać tak bardzo, że poszłam do kina na pierwszy dostępny pokaz filmu dedykowany dla dzieci, czyli z polskim dubbingiem, co na pewno nie było najlepszym pomysłem. Bądź co bądź, animacja jest świetna, przez co tym bardziej żałuję, że przeszła praktycznie bez echa (była co prawda nominowana do Oscara w kategorii najlepsza animacja, ale raczej nikt nie traktował tej kandydatury poważnie).

  4. Mowa ptaków – kiedy tylko dowiedziałam się o najnowszym filmie Xawerego Żuławskiego, moje serce podskoczyło. Należę zaś do prawdopodobnie nielicznego grona osób, które uważają jego najgłośniejszy film, Wojnę polsko-ruską, za arcydzieło. Kocham w nim absolutnie wszystko i patrząc na zdjęcia z planu, materiały promocyjne i zwiastuny Mowy ptaków, miałam pełne prawo oczekiwać od młodego Żuławskiego czegoś bardzo podobnego.

    Nie zawiodłam się – uwielbiam ten nieskrępowany radykalny styl reżysera i choć do dziś nie do końca otrząsnęłam się z seansu, uważam film za absolutnie wartościowe polskie dzieło kinematografii.

  5. Zabij to i wyjedź z tego miasta – biorąc pod uwagę, że animacja Mariusza Wilczyńskiego powstawała przez długie 14 lat, zaczęłam ekscytować się tym tytułem stosunkowo późno. Dowiedziałam się o nim w momencie, kiedy ogłoszono jego premierę na gali otwarcia zeszłorocznych Nowych Horyzontów.

    Zaintrygował mnie fakt, że jest to animacja – animacja mroczna, niepokojąca, a do tego polska. To na tyle obudziło moją ciekawość, że zaczęłam śledzić wszystkie doniesienia o filmie. Udało mi się go obejrzeć na wspomnianej gali. Wziął w niej udział sam Wilczyński, który opowiedział o swoim procesie twórczym i inspiracjach, co jeszcze bardziej zacieśniło moje emocjonalne więzy z tym filmem. Warto było czekać.

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *