Connect with us

Recenzje

WYCHOWANE PRZEZ WILKI. Recenzja trzech pierwszych odcinków serialu SCIENCE FICTION od RIDLEYA SCOTTA

W serialu WYCHOWANE PRZEZ WILKI Ridleya Scotta androidy tworzą nowe życie, łącząc mitologię z futurystyczną wizją. Odkryj tajemnice w mrocznym świecie!

Published

on

WYCHOWANE PRZEZ WILKI. Recenzja trzech pierwszych odcinków serialu SCIENCE FICTION od RIDLEYA SCOTTA

Na początku byli Matka i Ojciec, tyle że on był wierzący, a ona miała się za technokratkę-ateistkę, a na dodatek obydwoje nie byli ludźmi. Mieli do zrealizowania plan zakodowany w nich przez ich tajemniczego stwórcę, żeby uratować resztki naszego gatunku. Brzmi futurystycznie i jednocześnie biblijnie? Zgadza się, bo w rzeczy samej trzon fabuły Wychowanych przez wilki jest bardzo mitologiczny, a mitologia była podstawą do napisania wszelkich religijnych świętych ksiąg, w tym rytu serialowego mitraizmu. Z ciała Matki-androidki narodziło się sześcioro dzieci, LUDZKICH dzieci.
Advertisement

I tak zaczyna się ta niesamowita, klimatyczna historia w najnowszym serialu HBO, który firmuje swoim nazwiskiem Ridley Scott. Póki co dostępne są trzy odcinki, a kolejne dwa zostaną wyemitowane 11 września.

Ridley Scott przyjął na siebie rolę żywej reklamy, gdyż aktorami raczej serial nie może się pochwalić. Warto również wspomnieć o muzyce Bena Frosta i oczywiście o Dariuszu Wolskim, który jest odpowiedzialny za zdjęcia. Może dlatego niekiedy estetyka serialu przywodzi na myśl Prometeusza, a przecież mimo wad, którymi tak bardzo uwielbiają się napawać krytycy tej produkcji, prequel Obcego pod względem wizualnym jest rzemiosłem nieprzeciętnie wysokiej klasy.

Wspomniałem, że Wychowane przez wilki są niesamowitą, klimatyczną opowieścią z określoną wizją artystyczną w przeciwieństwie do znakomitej większości współcześnie kręconego kina sci-fi i fantasy z wielkimi budżetami, na przykład najnowszych Gwiezdnych wojen. W sumie jednak ostatnia wielka produkcja Disneya nie jest filmem stricte science fiction, a przynajmniej nie w takich stopniu jak najnowszy produkt HBO. Z tym że on, jak się okazuje po drugim odcinku, stawia bardziej na dramat obyczajowy niż twardą fantastykę, co potwierdzają również dość „serialowe”, tanie efekty specjalne pojawiające się od czasu do czasu, żeby przypomnieć widzowi, że dwójka głównych bohaterów to androidy żyjące w XXII wieku.

Advertisement

Ze współczesnymi serialami jednak nie jest tak idealnie, jak by się zdawało (może za wyjątkiem Wiedźmina). Twórcy czy – jak to się „mądrze” dzisiaj nazywa z angielska – showrunnerzy stawiają na pierwszy epizod, a potem niech jakoś to będzie. Faktycznie po pierwszym odcinku Wychowanych przez wilki można wpaść w coś w rodzaju zachwytu, jednak w drugim akcja wyraźnie zwalnia. Są momenty tak obyczajowe, że aż nudne i niewiele wnoszące do rozpatrywanego w filmie problemu: czy androidy mogą skutecznie wychować ludzkie dzieci na osoby, a nie maszyny? Twórcy wyraźnie grają na czas, a to denerwuje. Fabuła staje się przez to przewidywalna i niestety rozwlekła. Spodziewam się więc, że zamiast 10 zaplanowanych odcinków spokojnie można by zrobić pięć bez straty w fabule.

Z drugiej strony dawno nie słyszałem w serialu mądrzejszych i bardziej skłaniających do refleksji wypowiedzi. Matka (w tej roli świetna Amanda Collin) łączy w sobie cechy sztuczne (kontener odżywiający dla płodów, bojowy nekromancer) z bardzo ludzkimi, właśnie matczynymi, takimi jak skłonność do radykalnego poświęcenia, troskliwość, niekiedy irracjonalność emocjonalna. Sama jest jednak świadoma swoich ludzkich wad czy też słabości, co jasno wyraża słowami: „Ta dziwaczna mimika ludzkiej miłości zmniejsza nasze bezpieczeństwo”. Ojciec (Abubakar Salim) zaś jest czuły, ale jednocześnie racjonalny.

Advertisement

Myśli, ale nie ma w sobie typowej męskiej agresji. Można powiedzieć, że to taki bardziej lewacki tata, bez misji urabiania w swoich dzieciach pierwotnej męskości i prokreacyjnej kobiecości, dający wybór. Mam więc nadzieję, że te niewątpliwie ciekawe i nietypowe jak na współczesne kino fantastyczne elementy refleksyjne zostaną w kolejnych odcinkach wzbogacone o więcej akcji, tylko żeby znowu nie przyćmiła ona mądrości historii. A ta jest naprawdę metarefleksyjna, filozoficzna i pełna nieoczywistych wniosków.

Nie będzie aż tak wielkim spojlerowaniem, gdy wspomnę, że świat w filmie dzieli się na dwie główne ideologie – Mitraitów i Ateistów. Credo Ateistów jest bardzo jasno wyrażone już w pierwszym odcinku: „Wiara w nierzeczywiste potrafi ulżyć ludzkim umysłom, ale je osłabia. Cywilizacja, której dacie początek, zostanie zbudowana na wierze we własne siły, nie zmyślone bóstwa”. Te słowa wypowiada oczywiście Matka, gdy uczy swoje dzieci. Mieszkają na planecie Keppler 22b. Niewiele o niej wiedzą, a kryje ona wiele tajemnic.

Advertisement

Po przeciwnej stronie barykady tkwią resztki ludzkości, które mimo wszystko wygrały wielką wojnę i pokonały Ateistów, czyli Mitraici. Plemię to jest przeżarte korupcją, dwulicowością, oszustwem i nałożoną na to wszystko otoczką religijną, która służy im za sposób rozgrzeszania swoich zboczonych osobowości z nawet najgorszych przewinień. Są przy tym zamknięci, nienawidzą androidów, przestrzegają systemu klasowego niczym średniowieczni możnowładcy i wierzą w zabobony. Nawet ich ubrania świadczą o tym, że zatrzymali się w kulturowym rozwoju gdzieś daleko za Ateistami, a mimo wszystko jednak wygrali bratobójczą wojnę.

Co do estetyki, z tymi czerwonymi gwiazdkami na piersiach wyglądają dość pretensjonalnie. Nie wiem, czy to celowy zamysł, żeby ich ośmieszyć, czy, co gorsza, tak się stylistom podobało. Wolę tę pierwszą opcję, chociaż intuicja podpowiada mi, że mogę być w błędzie.

Advertisement

Twórcy Wychowanych przez wilki w bardzo ciekawy sposób sięgnęli do historii religii. Mitraizm był religią misteryjną obecną od około II wieku w Cesarstwie Rzymskim. Mitraici byli raczej pokojowym wyznaniem. W Rzymie nie utrzymali się długo, bo pod koniec IV wieku, kiedy Teodozjusz zagroził karą śmierci wszystkim tym, którzy wyznają inną religię niż chrześcijaństwo, mitraizm umarł. Bez fajerwerków, rewolucji, po prostu został wchłonięty przez chrześcijaństwo, a mitrea, czyli miejsca kultu mitraizmu, zostały zamienione w kościoły. Serialowy mitraizm jest zgoła inny – ilością zawartej w sobie agresji i relatywizmu moralnego przypomina klasyczny monoteizm chrześcijański.

Twórcy na czele z Ridleyem Scottem zapragnęli nakręcić serial z transhumanistyczną misją, stąd postawili naprzeciwko siebie wyznawców solarnego Mitry (mając na myśli raczej inną, współczesną religię) i tych, którzy go negują.

Advertisement

Cały czas się zastanawiam, który świat wygra w serialu. Spoglądając na światopogląd twórców, powiedziałbym raczej, że są oni bliżej credo przyświecającego androidom, chociaż dla niektórych widzów (nawet tych ateistycznych) zapewne syntetyki będą zbyt racjonalne, przez to brutalne, a ludzie niezależnie od światopoglądu uwielbiają lewitować pośród swoich nieumotywowanym faktami emocji. Czy więc ten serial jest produkcją ideologiczną? Owszem, i to bardzo. Czasem nawet tak bardzo, że coś zaczyna mi zgrzytać, ponieważ pewne kwestie powinny być rozegrane z większą finezją intelektualną.

Inaczej stają się truizmami i/lub łopatologizmami. Niemniej to dobrze, że Ridley Scott i scenarzysta Aaron Guzikowski chcą nas namówić do humanistycznego zastanowienia się nad ludzką naturą i jej domniemaną kosmiczną jedynością. Być może w przyszłości staniemy naprzeciw podobnych problemów, gdy na Ziemi pojawi się ktoś, kto będzie umiał zająć się naszymi dziećmi, a my, kierowani wyłącznie zazdrością, strachem i zawiścią, odmówimy mu tego prawa, tak jak odmawiamy praw naszemu sąsiadowi, bo woli nosić na przykład lniane spodnie w różowe kropki zamiast standardowych dżinsów. Zrobienie ludzkiego dziecka to przecież żaden cud – wystarczy że plemnik zostawi swój materiał genetyczny w komórce jajowej.

Advertisement

To powiedzenie o cudownych poczęciach pokutuje jeszcze z czasów, gdy medycyna niewiele wiedziała o zasadach rozmnażania. Na nim oparli się również Mitraici, zakazując androidom wychowywania dzieci. Dlaczego więc zapłodnienie nie miałoby się odbywać pozamacicznie i pod kontrolą maszyn? Rodzice to nie tylko ci, co bezrozumnie płodzą, ale przede wszystkim ci, co uczą, jak myśleć o sobie z godnością i radzić sobie w świecie, który niekoniecznie będzie owej godności okazywał należny szacunek.

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *