Recenzje
WIELKI SEN. 75 lat od premiery
Bohaterowie lubiący zapach dymu papierosowego, uliczki skąpane w deszczu i mroku, samochody wyławiane z jeziora, duszne pomieszczenia – oto film noir w najdoskonalszym wydaniu.
23 sierpnia 1946 roku w Nowym Jorku odbyła się oficjalna premiera filmu Howarda Hawksa na motywach debiutanckiej powieści Raymonda Chandlera Głęboki sen (The Big Sleep, 1939; wyd.
pol. 1975). Nie była to jednak pierwsza filmowa wersja tej historii – obraz był ukończony już w styczniu 1945 i pokazany amerykańskim żołnierzom stacjonującym za granicą. Nie miał wtedy jeszcze szerokiej dystrybucji, ale już docierały do twórców pierwsze głosy krytyczne, głównie dotyczące słabego występu Lauren Bacall. Agent aktorki, Charles K. Feldman, namówił szefa studia, Jacka L. Warnera, na Celem edycji II poprawionej i uzupełnionej było powtórzenie sukcesu poprzedniego
Krytycy, którzy widzieli obie wersje, raczej zgodnie uważają edycję z 1946 za lepsze osiągnięcie filmowe, szczególnie pod względem tempa opowieści, dialogu i aktorstwa, ale nie jeśli chodzi o przejrzystość fabuły. Z upływem lat film został ogłoszony ponadczasowym klasykiem, ale w roku premiery wielu czołowych krytyków nie było zachwyconych.
Ponowna edycja wiązała się z usunięciem kilku istotnych dla fabuły scen, przez co historia W filmie Howarda Hawksa nie ma łopatologii, nikt nie próbuje tu wyjaśniać wszystkich szczegółów, jeśli nie jest to konieczne. Nie ma też dialogu wyjaśniającego znaczenie tytułu, w przeciwieństwie do literackiego pierwowzoru (dla porównania – inny
Nad scenariuszem pracował ceniony pisarz William Faulkner, który po latach został uhonorowany Nagrodą Nobla (1949) i Nagrodą Pulitzera (1955). Z Hawksem pracował bodaj sześciokrotnie; pierwszy raz w 1933 przy wojennym melodramacie Dziś żyjemy, a ostatni – 20 lat później – przy (udanej, lecz niedocenionej) próbie stworzenia epickiego dramatu historycznego, Ziemi faraonów (1955).
Ekranizacja Wiele źródeł podaje, że także bracia bliźniacy Julius i Philip Epsteinowie ( Lubię jednak obejrzeć najpierw konie, zobaczyć, czy się do czegoś nadają, poznać ich taktykę”
Film zresztą zaczyna się od sceny seksu, czy raczej od pewnej aluzji sugerującej erotyczną relację. W trakcie napisów początkowych widzimy wszakże kobietę i mężczyznę palących papierosy, po czym oba niedopałki lądują we wspólnej popielniczce. Tak właśnie kręciło się sceny seksu, gdy komisje cenzorskie uzbrojone w Biblię zwaną Kodeksem Haysa dbały o moralność amerykańskiej widowni.
Sam pomysł ekranizacji powieści Chandlera był ryzykowny, bo pojawiają się tam motywy dotyczące pornografii, a jedna z bohaterek jest nimfomanką. Dla reżysera i scenarzystów to było wyzwanie,
Nie wspomniałem jeszcze, o co właściwie chodzi w tym filmie, a chyba warto przybliżyć fabułę, nawet jeśli jest ona powszechnie znana. Główny bohater, prywatny detektyw Philip Marlowe (Humphrey Bogart), pojawia się w rezydencji generała Sternwooda (Charles Waldron).
Został wezwany i zatrudniony, by pomóc jemu i jego córce Pierwszym tropem detektywa jest antykwariat należący do szantażysty Wielopiętrowa intryga prowadzi bohatera do kasyna należącego do gangstera
Pomiędzy Humphreyem Bogartem i Lauren Bacall było coś wyjątkowego, co przyciągało do ekranu. Nie przypadkiem stworzyli oni związek także w życiu prywatnym. Na ekranie było widać tę chemię, aczkolwiek należy przyznać, że Bacall nie była wybitną aktorką, więc bez dobrych pisarzy jej rola nawet z najlepszym partnerem nie robiłaby wrażenia.
Nic więc dziwnego, że ich wspólne filmy były podporządkowane tej relacji, ich utarczkom słownym, prowokującym gestom i spojrzeniom. Przez to nie były to dzieła zwarte fabularnie, a jednak przetrwały próbę czasu. Bo miały wiele innych atutów. Według Raymonda Chandlera przyćmiła ona Lauren Bacall w oryginalnej wersji z 1945 roku, dlatego w reedycji jej rola została okrojona. Ale nawet w Douglas Sirk).
Dlaczego mamy tu do czynienia z wzorcowym filmem noir? Ten nurt charakteryzuje się przede wszystkim określonym stylem wizualnym, a nie stałym zestawem motywów fabularnych. W omawianej produkcji bardziej liczy się atmosfera wykreowanego świata, na którą składają się bohaterowie lubiący zapach dymu papierosowego, uliczki skąpane w deszczu i mroku, samochody wyławiane z jeziora, duszne pomieszczenia.
Mniej istotn
Omawiana produkcja żyje już 75 lat i zestarzała się z godnością, wciąż sprawiając dużo przyjemności. Całość powstała w warunkach studyjnych, co dodało filmowi klaustrofobicznej aury. Nie mogę tego samego powiedzieć o Sokole maltańskim (1941) Johna Hustona, który w moim odczuciu nie jest dziełem równie fascynującym i nastrojowym. Reżyseria Hawksa cechuje się błyskotliwością – jego sposób prowadzenia aktorów i podawania dialogów nigdy nie sprawia, że film staje się zbyt przegadany. Z pewnością pomaga elegancki styl pracy kamery kierowanej przez Sidneya Hickoxa, stałego współpracownika Raoula Walsha (np.
Biały żar, 1949). Dużo tu subtelnych jazd kamery, które następują wraz z ruchem postaci. Chyba najbardziej zestarzała się muzyka Maxa Steinera – klasyczna jak na tamte lata orkiestracja stworzona według prostego szablonu… W skrócie mamy tu do czynienia ze znakomitą adaptacją świetnej powieści – polecam więc zarówno dokonanie Hawksa, jak i Chandlera.
Dzięki sprytnie skonstruowanym dialogom i celnie dobranym aktorom film zapewnia rozrywkę także przy powtórkowych seansach…
