search
REKLAMA
Recenzje

TEKSAŃSKA MASAKRA PIŁĄ MECHANICZNĄ. Cuda, cuda ogłaszają

Nowa „Teksańska masakra piłą mechaniczną” to produkt stosunkowo nierówny, ponieważ tak jak razi głupotą, tak potrafi zachwycać.

Jakub Piwoński

20 lutego 2022

teksańska masakra 1
REKLAMA

Dawne zło nie ginie. Dawne zło lubi dawać o sobie znać w nowej rzeczywistości, podkreślając swój ponadczasowy wymiar. Z takiego założenia muszą wychodzić twórcy horroru, nie widząc problemu w nieustannym wracaniu i odświeżaniu dawnych serii. Stało się to już z Halloween, Laleczką Chucky, niedawno także z Krzykiem. Teraz przyszła pora na nową Teksańską masakrę piłą mechaniczną. Bo czemu nie?

Oczywiście to horrorowe odgrzewanie kotletów ma głównie wymiar ekonomiczny. Możemy bowiem psioczyć, iż jest to odtwórcze, możemy narzekać, że mało w tym nowatorstwa, ale mimo wszystko swoim zainteresowaniem dajemy twórcom zielone światło do działania. Ci chcą na tych sprawdzonych tytułach po prostu zarobić, gdyż nic tak dobrze się nie sprzedaje jak ciekawość tego, czy starzy bohaterowie są w stanie poradzić sobie w nowych czasach. Historia stara jak popkultura.

Treści kina grozy są w tym wypadku bardzo wygodne – to chyba najbardziej wdzięczny gatunek do remake’u i sequela, gdyż widownia ma w stosunku do horroru (z racji bliskiej relacji z kinem klasy B) zaprogramowaną większą tolerancję na ból, rozczarowanie. Nowa Teksańska masakra piłą mechaniczną jest idealnym przykładem filmu, który bawi nawet pomimo faktu, że jest bezdennie głupi. A to dlatego, że jest po prostu, o dziwo, bardzo solidnie nakręcony.

teksańska masakra

To jednak nie pierwszy raz, gdy odgrzewamy mroczną historię mordercy w masce z ludzkiej skóry. Historia tej serii wygląda dość pokracznie, bo i materiał fabularny raczej nie był wdzięczny do kontynuowania tego, co zapoczątkowano w 1974 roku. Pierwowzór jest na swój sposób tworem kompletnym. Kolejne odsłony – sequele, prequele i remaki – do pięt filmowi Tobe’ego Hoopera nie dorastały, nie tylko z braku pomysłu na siebie, ale także z racji próby podrabiania energii na swój sposób unikalnej. Studio Legendary wespół z Netflixem zrobiło to ponownie. Nie wiem, który to już raz (trzeci?) mamy do czynienia z jedynym prawowitym sequelem oryginału, straciłem rachubę. Dość powiedzieć, że wystarczy znać film z 1974, by odnaleźć się w fabule produkcji z 2022.

Uwaga, przestrzegam jednak przed wyjątkowo idiotycznymi rozwiązaniami fabularnymi, które siłą rzeczy uprzykrzają seans. Nie trafia do mnie kompletnie, w jaki sposób Leatherface przetrwał te wszystkie lata w zaciszu, czekając, aż znowu go ktoś sprowokuje. Twórcy nie starają się jakoś przesadnie, bym uwierzył w to, że sprawca wyjątkowo brutalnej masakry postanowił po prostu odłożyć na kilkadziesiąt lat piłę i zaszyć się w sierocińcu. Jedyna ocalała z tamtej masakry kobieta, mimo że postanowiła założyć odznakę i poświęcić całe swoje życie na poszukiwaniu mordercy jej przyjaciół, nie potrafiła odnaleźć go nawet wówczas, gdy ten mieszkał niezmiennie w Teksasie, niespecjalnie się ukrywając.

Najnowsza Teksańska masakra piłą mechaniczną to też zapis niezwykłych cudów i woli przetrwania. Postacie walczą z oprawcą pomimo wyraźnego uszczerbku na zdrowiu. Jeszcze ten moment, w którym wiotka dziewczyna zostaje trafiona ciężkim młotem w klatkę piersiową, po czym wstaje, ucieka i generalnie zdradza jeszcze większą żywotność, udało mi się jakoś przełknąć. Ale już na widok strzelającej z shotguna w pozycji leżącej wiekowej babci, którą dosłownie chwilę wcześniej Leatherface przedziurawił piłą mechaniczną, niszcząc doszczętnie narządy wewnętrzne, po prostu ręce opadły mi z poczucia żenady. Ja naprawdę rozumiem, że horrory rządzą się swoimi, nadnaturalnymi prawami. Ale litości, twórcy powinni jednak zachować jakieś minimum zgodności z rządzącymi tym światem prawami, by nie wyjść na totalnych ignorantów. Lub idiotów.

teksańska

Być może jednak było tak, że David Blue Garcia musiał czuć się wyjątkowo pewnie w tym, co robi, przez co przymykał oko na różne logistyczne odloty, dostarczane mu przez scenarzystę. Jednego bowiem odebrać reżyserowi tej produkcji nie mogę – miał wizję i konsekwentnie ją realizował. Nowa Teksańska masakra piłą mechaniczną to produkt stosunkowo nierówny, ponieważ tak jak razi głupotą, tak potrafi zachwycać (tak, zachwycać) celną kolorystyką zdjęć, idealnym tempem akcji, bardzo pieczołowicie nakręconymi scenami, klimatycznym settingiem. Stylistyka jest tu zatem wyjątkowo silna. To też film w dużej mierze bezkompromisowy, ponieważ reżyser zdradza w nim wyraźne sygnały, iż w ogóle się do widza nie łasi, przechodzi od razu do konkretów, zręcznie projektuje kolejne ujęcia. I trzeba być ślepym, by tego nie dostrzec.

Mógłbym rzecz jasna skonkludować, że Teksańska masakra piłą mechaniczną to slasher jakich wiele. Wszak pewne błędy ponownie zostały powielone. Ale gdy przypomnę sobie rewelacyjną scenę w autobusie, w której Leatherface po prostu przecina się przez tłum fotografujących go ludzi przy użyciu swego nierozłącznego atrybutu, czyniąc przy tym wiele hałasu i krwistego bałaganu, po prostu uśmiech samoczynnie kreśli się na moich ustach. Jest takich żywiołowych momentów w filmie co najmniej kilka, co w ogólnym rozrachunku ratuje produkcję przed przeciętnością.

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Kulturoznawca, pasjonat kultury popularnej, w szczególności filmów, seriali, gier komputerowych i komiksów. Lubi odlatywać w nieznane, fantastyczne rejony, za sprawą fascynacji science fiction. Zawodowo jednak częściej spogląda w przeszłość, dzięki pracy jako specjalista od promocji w muzeum, badający tajemnice początków kinematografii. Jego ulubiony film to "Matrix", bo łączy dwie dziedziny bliskie jego sercu – religię i sztuki walki.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA