search
REKLAMA
Recenzje

STRACENI CHŁOPCY. 30 lat od premiery

Karolina Chymkowska

31 lipca 2017

REKLAMA

Rodzina Emersonów ma za sobą trudny rok. Po rozwodzie matka, Lucy (Dianne Wiest), jest zmuszona przeprowadzić się wraz z synami Michaelem (Jason Patric) i Samem (Corey Haim) do niewielkiej mieściny w Kalifornii – Santa Carla, gdzie mieszka jej lekko zdziwaczały ojciec (Barnard Hughes). Szybko zresztą okazuje się, że w tym mieście – które ponoć zasługuje na miano amerykańskiej “stolicy morderstw” – ekscentryków bynajmniej nie brakuje.

Podczas gdy Lucy usiłuje jakoś związać koniec z końcem, podejmując pracę w lokalnej wypożyczalni kaset wideo i w przerwach flirtując z właścicielem, Maxem (Edward Herrmann), jej synowie zabijają czas, snując się po wytapetowanej informacjami o zaginięciach głównej ulicy. Michaelowi szybko wpada w oko urodziwa Star (Jami Gertz). Nie ma jednak pojęcia, w jak mroczne rejony może go zaprowadzić fascynacja tajemniczą dziewczyną, związaną z liderem motocyklowego gangu, Davidem (Kiefer Sutherland). Tymczasem młodszy, Sam, w sklepie z komiksami wpada na braci Edgara i Alana, identyfikujących się jako łowcy wampirów (Corey Feldman i Jamison Newlander). Początkowo sceptyczny i rozbawiony, z czasem zmieni zdanie, dostrzegając, że zagrożenie jest jak najbardziej realne…

Tytuł Straceni chłopcy nawiązuje do przekształconej w powieść sztuki J.M. Barriego o Piotrusiu Panie i otaczającej go grupie rówieśników, którzy zatrzymali się w czasie. Przeżywają niesamowite przygody w Nibylandii i zdobywają niezwykłe, wręcz magiczne umiejętności, jednak za cenę rezygnacji ze wszystkiego, co składało się na ich wcześniejsze życie, w pierwszym rzędzie – obecności matki. Poszukiwanie opiekunki to jeden z motywów przewijających się przez cykl Barriego, tę rolę pełni na przykład Wendy i to za jej sprawą i pod jej przewodnictwem chłopcy decydują się porzucić wieczne dzieciństwo i dorosnąć. Wampiry w gangu Davida również pozostają wiecznie młode, jednak zapłatą za to jest odseparowanie od innych ludzi i światła dnia, a także konieczność polowania na żywicieli. Szybko możemy się zorientować, że atrakcyjność takiego życia jest tylko pozorna. Chociaż wampiry są niezależne, samoistne, żyją jak chcą, pogrążają się w hedonizmie i żadne reguły dla nich nie istnieją, to zawsze pozostaną samotne i skazane wyłącznie na siebie. I Michael, i Star w zasadzie od początku dostrzegają, że nie chcą takiego życia, ponieważ ostracyzm i okrucieństwo to zbyt wysoka cena za wieczną zabawę. Zatrzymanie w miejscu, zasklepienie w młodości w tej akurat interpretacji mitu wampira hamuje rozwój, ponieważ nie dopuszcza ani żadnych uczuć wyższych, ani też koniecznych dla osiągnięcia dojrzałości porażek i rozczarowań. Całkowity brak trosk i kierowanie się wyłącznie instynktem nikogo nie zaprowadzi daleko.

Film Joela Schumachera mocno tkwi w stylistyce horroru przygodowego lat osiemdziesiątych – jedną z jego głównych cech jest coś, co na własny użytek nazywam brakiem równowagi gatunkowej. Elementy komiczne i dramatyczne występują obok siebie, ba, są tak mocno splecione, że trudno oddzielić jedne od drugich, chociaż pozornie zupełnie do siebie nie pasują, są z innej bajki. Dość przywołać scenę, w której łowcy wampirów wraz z Samem zapuszczają się do jaskini, by dopaść krwiopijców w ich legowisku. Ta stylistyka jest bliska sercu każdego, kto dorastał wraz z kinem tamtego okresu, dzisiaj jednak komuś z boku zapewne jawiłaby się jako coś kiczowatego, wysilonego i nienaturalnego.

Jednocześnie w przypadku Straconych chłopców ten aspekt sprawia, że film nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału. Nie przeobraża się w coś, czym z powodzeniem mógłby się stać – mądrą, refleksyjną opowieść o dojrzewaniu, odpowiedzialności i poszukiwaniu wspólnoty, o tym, jak niektóre zobowiązania wybijają się ponad inne, czy po prostu o sile męskiej przyjaźni. Pod koniec film wyraźnie skręca w stronę komediową i nawet mroczne elementy znienacka stają się groteskowe. Rozrywka pozostaje, zabawa również – jednak gdzieś w tle odczuwa się żal z powodu straconej szansy, przede wszystkim dla postaci Davida, charyzmatycznej dzięki interpretacji Kiefera Sutherlanda, ale w gruncie rzeczy dosyć jednowymiarowej.

Najwięcej wyrazu mają postaci nieletnich łowców i Sama – zdecydowanie to Corey Haim, a nie Jason Patric jest tutaj główną gwiazdą. Charakteru brakuje też postaciom dorosłych, wtłoczonych w kostium fajnej mamy i dziadka dziwaka, wyzbytych jednak indywidualnego rysu, który pozwoliłby ich polubić czy identyfikować się z nimi.

Mimo tych wszystkich zarzutów nadal mam dla Straconych chłopców wiele serca. To nieskrępowana rozrywka nakreślona kilkoma prostymi liniami, bez większych ambicji i bez szczególnej głębi, ale wizualnie intrygująca, przyjemna w odbiorze i miejscami autentycznie zabawna. No i nie zapominajmy oczywiście o psie Nanooku, który kradnie dla siebie każdą scenę, a jako łowca wampirów jest najskuteczniejszy ze wszystkich!

korekta: Kornelia Farynowska

REKLAMA