Connect with us

Recenzje

PÓŁ WIEKU POEZJI PÓŹNIEJ. Tak się kręci WIEDŹMINA bez gumowego smoka

W PÓŁ WIEKU POEZJI PÓŹNIEJ odkryj fascynujący świat wiedźmina Lamberta, buntownika w uniwersum pełnym magii i odniesień do gier.

Published

on

PÓŁ WIEKU POEZJI PÓŹNIEJ. Tak się kręci WIEDŹMINA bez gumowego smoka

Potwory się pochowały, a z dmuchanego smoka może w końcu uszło powietrze. Powstała kolejna, tym razem niezależna produkcja inspirowana prozą Andrzeja Sapkowskiego. Profesjonalni filmowcy niestety nie podjęli rękawicy. Wstyd, że zrobił to za nas Netflix. Zagorzali fani jednak nie zawiedli. Musieli w końcu zmierzyć się z naszą klęską narodową, czyli produkcją Marka Brodzkiego z 2001 roku. Na bohatera wybrali Lamberta, wiedźmaka o wiele bardziej aspołecznego i wycofanego niż nawet sam Geralt z Rivii.
Advertisement

Powstał film głęboko nerdowski, ale i buntowniczy, słowiański, z bohaterem, którego można porównać do bezimiennego Kierowcy z Drive Refna. Lambert jest istotnie niezrozumiałym zjawiskiem i tak jest filmowany. Żeby zbliżyć się do niego, trzeba wejść w wiedźmińskie uniwersum o wiele głębiej niż tylko jako widz tej jednej fanowskiej produkcji.

Zanim cokolwiek się o tym filmie napisze, trzeba, po pierwsze, znać wiedźmiński świat przede wszystkim z książek, ale też i z gier, bo w produkcji pojawiają się liczne do nich odniesienia. Po drugie, trzeba mieć świadomość, że Pół wieku poezji później to produkcja fanowska. Nieważne przy tym jest to, że ekipa ją realizująca miała już jakieś wcześniejsze doświadczenie z pracą na planie filmowym. Liczą się proces twórczy, czas i warunki powstawania filmu dobitnie świadczące o tym, że autorzy mogli liczyć wyłącznie na fanów i własną determinację.

Uzbierali około 100 tysięcy złotych i za to nakręcili pełnometrażowy film fantastyczny, a przypominam tylko, że jest to połowa budżetu jednego odcinka Korony królów. Taki na przykład profesjonalny gniot kinowy w 3D jak 1920. Bitwa Warszawska dysponował budżetem rzędu 25 milinów złotych, a kolejna kinowa szmira, Smoleńsk, miała do wydania 10 milionów.

Advertisement

To nieporównywalnie większe sumy, profesjonalne ekipy, kontrakty reklamowe, wsparcie publicznych instytucji, dystrybucja, a i tak widzowie mogą ocenić, co z tego wyszło. W przypadku Pół wieku poezji później, filmu, co należy podkreślić, od fanów dla fanów, uzbierano od darczyńców jedynie niecałe 100 tysięcy złotych, a efekt pracy okazał się zadowalający, a niekiedy nawet zadziwiająco dobry. Trzeba tylko zachować się fair podczas oceniania tego filmu i nie przykładać do niego recenzenckiej miary pasującej do wysokobudżetowych superprodukcji.

Moja redakcyjna koleżanka, Gracja Grzegorczyk, w swoim tekście tego nie zrobiła. Nie uwzględniła warunków, zaś kryteria oceny pozostawiła bez zmian, dlatego uznała film za słaby i nerdowski. Skalę ocen trzeba jednak nieraz dopasować do ucznia, do jego możliwości, żeby go nie skrzywdzić. Poza tym w ocenie bardzo pomaga wiedza, kim ten uczeń jest i do jakiego uniwersum po szkole wraca.

Advertisement

Lambert nie jest Geraltem. Ludzie, którzy nie znają uniwersum Wiedźmina zwykli utożsamiać wszystkich wiedźminów z Białym Wilkiem. Mało tego, na zasadzie popkulturowego przyzwyczajenia szukają w innych członkach Szkoły Cechu Wilka z Kaer Morhen archetypu, który stworzył sobą Geralt poprzez komercyjne media, a gdy go nie znajdują, twierdzą, że coś z postacią jest nie tak, albo zwalają winę na aktora, jak stało się w przypadku Mariusza Drężka. Powtarzam więc, Lambert nie jest Geraltem. Nie jest bohaterem przyjaznym dla widza.

Nie ma w nim ideałów, rycerskości, empatii, a jeśli są, to istnieją szczątkowo. Lambert kroczy jakąś swoją tajemniczą ścieżką i do końca nie akceptuje bycia wiedźminem. Potwierdza to scena, w której Julian rozsypuje prochy Jaskra na polach pod Brenną, a w tym czasie Lambert sika nieopodal rozłożystego drzewa. Zresztą ta scena pokazuje jak dobrze i pomysłowo twórcy zaplanowali wiele ujęć. Niezależnie od wypowiadanych przez aktorów kwestii tworzą one symboliczne obrazy z wyraźnymi odniesieniami, między innymi do gry CD Projekt Red.

Advertisement

O ile więc zgadzam się z Gracją co do Magdaleny Różańskiej (Triss Merigold), bo jest to po prostu aktorka słaba i nie nadająca się kreowania silnych, niezależnych bohaterek, to nie mogę zgodzić się, że Drężek w roli Lamberta wypadł po amatorsku. Klnie faktycznie sporo, często w momentach osobliwych, może nieco sztucznie zaprojektowanych. To jednak wina scenariusza. Zgadzam się, że jest on niedopracowany, zawiera wiele luk, a sceny dialogów mogłyby być rozgrywane szybciej. Niekiedy ma się wrażenie, że aktorzy mają po prostu za krótkie kwestie, zbyt mało w nich informacji.

Temu się akurat również sam dziwię, bo dopracowanie scenariusza, zwłaszcza gdy miało się na to cztery lata, chyba nie jest niczym trudnym i nie wymaga ogromnych pieniędzy, tylko zdolności warsztatowych.

Advertisement

Inni aktorzy, zwłaszcza ci profesjonalni, wypadli tak, jak się spodziewałem, czyli dobrze. Postać Jaskra (Zbigniew Zamachowski) okazała się naturalnym, bezpretensjonalnym oddechem w ciężkiej, filmowej atmosferze. Andrzej Strzelecki dobrze zrobił wsiowe tło. Zaś Kamila Kamińska w roli Ornelli pokazała, jak niebezpiecznie blisko siebie leżą magia i erotyka. Są jednak i czarne punkty na tej aktorskiej mapie; o wiele czarniejsze nawet niż Różańska – Marcin Bubółka jako Julian oraz Janusz Szpiglewski jako Agaius. Zachwyt Bubółką wydaje mi się kosmiczną pomyłką. Aktor wyjątkowo nie pasuje do roli syna Jaskra i przede wszystkim w ogóle nie przypomina z urody swojego ojca.

Liczyłem chociaż na cień podobieństwa. Mało tego, twórcy zrobili z niego padawana Lamberta, a on przypomina Kapitana Amerykę przed konwersją w superbohatera. Aktorskich koszmarów dopełnił naczelny antagonista Lamberta, czyli Agaius, rzeźnik Kaer Morhen i morderca Vesemira. Przykro to pisać, ale lepiej, gdyby w tej roli Janusz Szpiglewski był dubbingowany, bo zupełnie nie umie posługiwać się głosem. Zresztą kreacja niemego oprawcy przydałaby mu grozy, a tak jest tylko wielkim, naznaczonym poparzeniami mutantem, który nagle zamienia się w karła, kiedy zaczyna mówić. Właśnie za te dwa niewypały dramatyczne odjąłem filmowi jedną gwiazdkę.

Advertisement

Moja koleżanka z redakcji wyraźnie napisała: „Trudno jednoznacznie ocenić film”, lecz mimo to dała zaledwie 3 punkty na 10, więc chyba ta jednoznaczność oceny była wyjątkowo łatwa. Tak, w istocie, twórcy od samego początku mierzyli się z licznymi ograniczeniami. Mimo wszystko udało im się sugestywnie oddać w zdjęciach słowiańskość Polski – rzeki, rozlewiska, ruiny, lasy i tak dalej. Poprzez powolne ujęcia i specyficznie skonstruowaną czołówkę, z bardzo długo jak na film fabularny pojawiającymi się napisami współistniejącymi z akcją, udało się również zapewnić filmowi specyficzny, niespieszny rytm.

Ofiarą tego montażowego podejścia padły dialogi. Mogłyby być sprawniej rozegrane, z większą ikrą, intensywniej zarysowanymi emocjami bohaterów, opierającymi się nie tylko na przekleństwach. Dodatkowo nazbyt monotonna ścieżka dźwiękowa jak z muzycznego stocka po jakimś czasie zaczynała nudzić. Na szczęście były walki, więc i kolejny newralgiczny dla polskiego kina element.

Advertisement

Walki na miecze, pościgi samochodowe, rekonstrukcje działań wojennych, nie mówiąc już o międzygwiezdnych starciach na działa fotonowe, generalnie rzadko polskim twórcom wychodzą. Nie było więc sensu oczekiwać, że w fanowskiej produkcji będzie to zrobione nawet poprawnie. Trudno, żeby za te pieniądze spodziewać się wymyślnie sfilmowanych pojedynków. Cieszę się jednak, że twórcy Pół wieku poezji później w ogóle podjęli to wyzwanie. Zaryzykowali i wyszło, jak wyszło – kamera traciła ostrość, dźwięk wbijania mieczy w ciała przypominał krojenie mięsa na plastikowej desce, a aktorzy nie mieli sprawnych fizycznie dublerów.

Nie mogę natomiast się zgodzić z zarzutami wobec CGI. Komputerowe efekty specjalne zostały wykorzystane głównie do stworzenia wizualizacji działań magicznych. Zrobiono to oszczędnie i z klasą. Nie licząc wtopy z potworem po napisach końcowych, twórcy postarali się, żeby rozbłyski, promienie i inne energetyczne działania magii pojawiały się wyłącznie tam, gdzie jest to naprawdę konieczne, i nie zaburzały odbioru fizycznie stworzonej na planie akcji.

Advertisement

Mam takie nieodparte wrażenie, że usilna krytyka fanowskiej produkcji o wiedźminie Lambercie jest tak naprawdę narzekaniem na stan naszego kina fantastycznego w ogóle. W pewnym sensie się nie dziwię. Polscy twórcy wolą zrobić 10 tandetnych komedii romantycznych niż jedną superprodukcję science fiction. Dlatego cała nadzieja w takich projektach jak Pół wieku poezji później, sfinansowanych z crowdfundingowych zbiórek, nakręconych przez młodych filmowców, którzy nie boją się wyzwań, i udostępnionych za darmo publiczności.

Tak się buduje doświadczenie, tworzy zaplecze. Może ktoś kiedyś wykorzysta je lepiej, bardziej profesjonalnie. Nie godzi się więc takim inicjatywom podcinać skrzydeł złymi recenzjami, bo w sumie co my wiemy o tym wysiłku, kiedy chce się coś zrobić lepiej, a nie ma na to środków. Mimo wszystko się walczy, wylewa pot i poświęca własną krwawicę. Czy tylko po to się to wszystko robi, żeby po premierze jeden z drugim pismak wszystko sprowadzili do swojej idée fixe, bardziej odnoszącej się do robionego za wielkie pieniądze komercyjnego kina niż fanowskiej percepcji świata przedstawionego w literaturze i innych pozafilmowych źródłach? Naszą powinnością jako widzów i recenzentów jest docenić takie projekty, nawet jeśli oznacza to rezygnację z wzbogacającej nasze poczucie wartości potrzeby wystawienia komuś niskiej oceny.

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *