Connect with us

Recenzje

PÓŁ WIEKU POEZJI PÓŹNIEJ. Recenzja fanowskiego filmu o WIEDŹMINIE

PÓŁ WIEKU POEZJI PÓŹNIEJ przenosi nas w mroczny świat Wiedźmina, gdzie walka z przeszłością i magią przynosi więcej zawodu niż zachwytu.

Published

on

PÓŁ WIEKU POEZJI PÓŹNIEJ. Recenzja fanowskiego filmu o WIEDŹMINIE

Teoretycznie nie było lepszego czasu na pokazanie fanowskiego filmu Pół wieku poezji później niż na kilkanaście dni przed oficjalną premierą Wiedźmina na platformie Netflix. Wiele osób czekało na ten moment z niecierpliwością, w tym także ja, odkąd tylko usłyszałam o projekcie. Jakież było moje zdziwienie, gdy produkcja za 100 tysięcy złotych mimo szumnych zapowiedzi okazała się być niewypałem, który być może lepiej wypadłby w innych rękach.  

Advertisement

Fabuła Pół wieku poezji później rozgrywa się po wydarzeniach z ostatniej książki o wiedźminie Geralcie. Mamy tu do czynienia z atakiem na warownię Kaer Morhen, gdzie wymordowana zostaje ostatnia grupa wiedźminów. Tylko jednemu z nich, Lambertowi, udaje się ocaleć. Wiele lat później łączy siły z czarodziejką Triss Merigold oraz bękarcim synem Jaskra, by pokonać przewodzącego napadowi na Kaer Morhen superwojownika Agaiusa oraz ująć czarodziejkę Ornellę, która weszła w posiadanie legendarnej już Księgi Alzura.

Tym, co najbardziej rzuca się w oczy, jest fakt, że Pół wieku poezji później to rzeczywiście produkcja od fanów dla fanów. Ale niestety wyłącznie dla nich. Osoby, które nie są dokładnie zaznajomione z twórczością Sapkowskiego czy grami studia CD Projekt RED, mogą mieć dość duży problem z wyłapywaniem niesamowicie dużej liczby smaczków i nawiązań. Sama nie jestem ekspertem od wiedźmińskiego świata, dlatego połowa seansu okazała się dla mnie totalnie niezrozumiała, mimo że znam główne wątki kultowej sagi. Widać, że twórcy skupiali się wyłącznie na przedstawieniu historii, która nie jest uniwersalna, ale mocno osadzona w świecie stworzonym przez Sapkowskiego. Dlatego dla kogoś, kto jest nowicjuszem, seans będzie znacznie utrudniony.

Advertisement

Trudno jednoznacznie ocenić film. Z jednej strony to bowiem produkt fanowski i teoretycznie nie powinno się go osądzać na podstawie wymogów związanych z wielomilionowymi produkcjami. Z drugiej jednak strony odpowiada za niego profesjonalna ekipa filmowa oraz biorą w nim udział aktorzy, którzy swój debiut mają dawno za sobą. Efekt końcowy okazuje się być niezwykle słaby, nawet jeśli przyjmiemy, że film pretenduje tylko do bycia tworem lepszym aniżeli niesławny już serial z Michałem Żebrowskim w roli głównej.

Ale od tego serialu niewiele rzeczy może być gorszych. W Pół wieku poezji później jest wiele elementów, które grają, i niestety dużo więcej tych, które zupełnie nie sprawdzają się na ekranie.

Advertisement

Abstrahując od natłoku niezrozumiałych nawiązań, nie można przejść obojętnie wobec technicznych niedociągnięć scenariusza. Niektóre teksty były tak grafomańskie, że zastanawiałam się, kto uznał, iż ich zamieszczenie w skrypcie jest dobrym pomysłem. Może warto byłoby na przestrzeni tych czterech lat dopracować to, w jaki sposób wypowiadają się niektórzy bohaterowie, a także zastanowić się nad zasadnością niektórych wątków.

Wydaje mi się, że całość prezentowałaby się dużo lepiej jako zupełnie odrębna opowieść wprowadzająca do świata Sapkowskiego. Wspominany już wcześniej największy problem produkcji, czyli trudność jego zrozumienia poza kręgiem fanów (którzy też mogą przegapić rozmaite smaczki przemycone chociażby z gry), oraz widoczne braki scenariuszowe to jedno, ale brak pomysłu na historię to drugie. Zostajemy bowiem wrzuceni w sam środek akcji, nie wiedząc absolutnie nic o bohaterach czy wydarzeniach, co tylko dodatkowo konfunduje widza.

Advertisement

Dodatkowo niestety mamy tu do czynienia ze słabym aktorstwem, mimo że obsadę stanowili nie tylko amatorzy. Wydawać by się mogło, iż zarówno Mariusz Drężek, jak i Zbigniew Zamachowski zaprezentują się przynajmniej przyzwoicie. Jest jednak odwrotnie. Za każdym razem, gdy Drężek, wcielający się w ostatniego wiedźmina Lamberta, wypowiadał kolejne bluzgi, miałam wrażenie, iż zaraz załatwi kogoś z wiedźmińskiego półobrotu. Jego kwestie wypadają nienaturalnie i wydają się na tyle wymuszone, że odnosiłam wrażenie, iż sam aktor nie bardzo wiedział, co ma robić na planie. Z kolei Jaskier w wykonaniu Zamachowskiego to totalna karykatura lubianego (chyba) przez wszystkich bohatera, który na szczęście nie dostaje więcej niż pięć minut czasu ekranowego.

Bardzo źle wypada aktorka wcielająca się w Triss Merigold. Jej interakcje z innymi bohaterami pokazują, iż Magdalena Różańska zupełnie nie nadaje się do ról wykraczających poza jej serialowe kompetencje. Wypada tu, jakby po raz pierwszy w życiu znalazła się na planie filmowym. Jednak są też jasne punkty, choćby Julian Marcina Bubółki, który jest dla mnie postacią kosmiczną, od początku do końca wywołującą serdeczny uśmiech politowania. Najlepiej napisanym bohaterem okazuje się być jednak sołtys Młodych Pup. Bardzo chętnie obejrzałabym z nim spin-off, bo to niewykorzystany potencjał. Andrzej Strzelecki w tej roli odnalazł się znakomicie, po raz kolejny pokazując, że drzemie w nim spory talent komediowy.

Advertisement

To, że twórcy produkcji musieli mierzyć się z ograniczeniami, widać praktycznie od samego początku. Choć same ujęcia plenerowe i poszczególne lokacje wypadają naprawdę dobrze i ciekawie, cała reszta od strony technicznej prezentuje się słabo. Bardzo liczyłam na sceny walk i wielce się rozczarowałam. I tak, wiem, że większość osób powie: „przecież to film fanowski, czego więcej oczekujesz?”. Ano właśnie z tego powodu oczekuję po twórcach więcej. Widziałam już wiele przykładów tego, jak można przy małym budżecie pokazać niezłą choreografię walk. Tutaj tego zabrakło, wobec czego pojedynki są mało widowiskowe, a co za tym idzie – nieangażujące. Finałowe starcie nie zrobiło na mnie najmniejszego wrażenia i dużo bardziej ciekawiło mnie, co się stało z Julianem, aniżeli to, kto wygra. Bo to ostatnie od początku było to oczywiste.

Do problemów tej produkcji należy zaliczyć także słabe efekty specjalne, które, nie wiedzieć czemu, forsowane są przez twórców na każdym kroku. Przy tak ograniczonym budżecie może warto byłoby skupić się na elementach, które stanowią o sile tego dzieła, a nie pchać się w CGI, które mocno razi, nie mówiąc już o finałowym potworze ze sceny po napisach, który autentycznie wystraszył mnie kiepskim wykonaniem. Szwankuje także montaż, co jest dziwne, biorąc pod uwagę, że odpowiada za niego profesjonalna ekipa. Myślałam, że nie zobaczę nic gorszego aniżeli sławna już scena koncertu z Bohemian Rhapsody, jednak twórcy Pół wieku poezji później udowadniają, iż da się to zrobić równie źle. Sądziłam, że przy takim doświadczeniu ekipy filmowej nie musimy się obawiać tego typu podstawowych potknięć, nawet jeśli to fanowska produkcja.

Advertisement

Niestety nie jest to dzieło udane. Bez względu na to, jak bardzo chciałabym, żeby było inaczej, całość jawi się słabo, pokazując, iż nawet tak genialny materiał wyjściowy nie stanowi gwaranta dobrego filmu. Produkcja spodoba się ultrafanom, którzy żyją wiedźmińskim światem, podczas gdy dla reszty będzie to dość niezrozumiała opowieść z bohaterami, z którymi nie potrafimy się utożsamiać, i nawiązaniami totalnie niezrozumiałymi dla osób niezaznajomionych z twórczością Sapkowskiego.

Advertisement

Chociaż docenia żelazny kanon kina, bardziej interesuje ją poszukiwanie takich filmów, które są już niepopularne i zapomniane. Wielka fanka kina klasy Z oraz Sherlocka Holmesa. Na co dzień uczestniczka seminarium doktoranckiego (Kulturoznawstwo), która marzy by zostać żoną Davida Lyncha.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *