search
REKLAMA
Nowości kinowe

PAKT KRWI. Prawdziwy test dla fanów Cage’a

Dawid Myśliwiec

9 kwietnia 2017

REKLAMA

To głupie, ale czuję się w pewien sposób odpowiedzialny za Nicolasa Cage’a. Wszak kilka lat temu popełniłem potężny tekst o jego filmografii, a piewcą jego talentu byłem, odkąd mogę spamiętać. I właśnie to poczucie obowiązku, ta wewnętrzna potrzeba stawania w obronie wyborów jednego z moich ulubionych aktorów sprawiła, że postanowiłem obejrzeć Pakt krwi Stevena C. Millera, człowieka znanego z reżyserowania kina sensacyjnego drugiej kategorii. Po tym seansie straciłem już niemal wszystkie przemawiające za Nicolasem argumenty, których dotąd kurczowo się trzymałem.

Mawiałem: „Szaleństwo w jego aktorstwie jest zamierzone i adekwatne, wnosi do filmu niezbędną dawkę nieprzewidywalności”, lecz po kolejnych absurdalnych projektach i rolach Cage’a sam zaczynałem wątpić w tę chwiejną argumentację. I jeżeli wśród was także są widzowie, którzy mieli dla Nicolasa zwiększoną dawkę cierpliwości i wyrozumiałości, Pakt krwi może skutecznie osłabić ich wiarę. W tej szalenie niespójnej produkcji, oscylującej gdzieś pomiędzy sztampowym thrillerem a kampowym eksperymentem, Cage jest tym jednym niepasującym elementem – niczym jaskrawa plama na względnie czystej tkaninie albo rysa na płycie, uniemożliwiająca odsłuchanie ulubionego utworu. Oglądanie Paktu krwi to doświadczenie zgoła schizofreniczne – gdy kilka scen z rzędu nosi znamiona normalności i oswajamy się z cokolwiek przeciętną konwencją thrillera, Miller serwuje nam absurdalną sekwencję walki albo zapluty monolog Cage’a, który w groteskowej peruce, najgorzej doklejonym nosem w historii kina i obciachowym wąsem, kreuje postać najbardziej niedorzecznego gangstera, jakiego widzieliście.

Historia przedstawiona w Pakcie krwi w wielu elementach przypomina film, od którego, zdaje się, polscy tłumacze zaczerpnęli tytuł, Więzy krwi (2013) Guillaume’a Caneta. W filmie Millera także mamy do czynienia z braćmi, z których jeden prowadzi uczciwe i udane życie, drugi zaś ma za sobą konflikty z prawem i odsiadkę. JP (Adrian Grenier), młodszy z braci, prowadzi firmę budowlaną i żyje jak przysłowiowy pączek w maśle, zaś starszy Mikey (chyba najlepszy w tym słabym zespole aktorskim Johnathon Schaech) jest pogubiony we własnej codzienności i nie potrafi zająć się nastoletnią córką. Szukając szybkiego zarobku i poprawy sytuacji życiowej, Mikey kontaktuje się z byłym współpracownikiem, ekscentrycznym gangsterem Eddiem Kingiem (karykaturalny Cage), przez którego szybko ponownie wplątuje się w kłopoty. JP bez zastanowienia rusza bratu na pomoc, szybko zmieniając się z potulnego męża z przedmieść w prawdziwego zabijakę. Takie rzeczy tylko u Millera.

Od faceta odpowiedzialnego za takie hity kina sensacyjnego jak Ocalenie (2015) czy Maruderzy (2016) raczej nie należało spodziewać się rewolucyjnego podejścia do gatunku. Mając do dyspozycji ograniczone środki i średniej jakości zespół aktorski (nawet mimo udziału Johna Cusacka), zrobił tyle, ile mógł – stworzył film, od którego co prawda nie trzeba uciekać, lecz który jest nierówny, fabularnie wtórny i formalnie niezrozumiały. O ile jeszcze brutalnie realistyczną przemoc można uzasadnić gatunkowymi ramami, o tyle niemal kompulsywne korzystanie z bullet time należy uznać za kiczowate i całkowicie niepotrzebne. Chcąc zwiększyć efektowność Paktu krwi, Miller zwiększył jedynie jego groteskowość, robiąc swojemu filmowi sporą krzywdę. Zamiast poprawnej produkcji z pogranicza thrillera i kina akcji otrzymujemy zlepek klisz i dziwnych aktorsko-formalnych eksperymentów, które bardziej śmieszą, niż imponują.

Jeśli jesteście fanami Nicolasa Cage’a, zapewne i tak obejrzycie Pakt krwi, dlatego nic, co napisałem lub napiszę, nie zniechęci was do seansu. Wszystkich pozostałych pozostaje mi jedynie ostrzec – najmocniejszymi elementami filmu Millera są wiarygodna przemoc i dobre udźwiękowienie scen walki, a to raczej nie jest to, co definiuje przyzwoite kino akcji.

korekta: Kornelia Farynowska

Dawid Myśliwiec

Dawid Myśliwiec

Zawsze w trybie "oglądam", "zaraz będę oglądał" lub "właśnie obejrzałem". Gdy już położę córkę spać, zasiadam przed ekranem i znikam - czasem zatracam się w jakimś amerykańskim czarnym kryminale, a czasem po prostu pochłaniam najnowszy film Netfliksa. Od 12 lat z różną intensywnością prowadzę bloga MyśliwiecOgląda.pl.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA