search
REKLAMA
Recenzje

OFICER I SZPIEG. “Aż wstyd być Francuzem”

Jan Brzozowski

28 grudnia 2019

REKLAMA

Oficer i szpieg wchodzi do kin na świecie w atmosferze skandalu. Zaczęło się już na festiwalu w Wenecji, gdzie po kontrowersyjnej wypowiedzi Lucrecii Martel (przewodniczącej jury) film Polańskiego o mały włos nie został wycofany z konkursu głównego przez producenta, słusznie urażonego i zaniepokojonego możliwą stronniczością jury. Później wcale nie było lepiej – z powodu protestu grupy około 40 kobiet odwołany został przedpremierowy paryski pokaz Oficera i szpiega. Jakby tego było mało, na Polańskiego czekała niemiła niespodzianka w naszym kraju. Część studentów łódzkiej filmówki głośno sprzeciwiła się zaplanowanemu przez władze uczelni spotkaniu z reżyserem, który przyjechał do Polski odebrać nagrodę w ramach 24. Forum Kina Europejskiego Cinergia. W ostateczności, właśnie z powodu studenckiego apelu, do planowanego spotkania nie doszło.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Ano dlatego, że całe zamieszanie wokół Oficera i szpiega oraz jego twórcy w przedziwny sposób zbiega się z treścią samego filmu, którego fabuła skupiona jest wokół skandalu właśnie. I to skandalu nie byle jakiego, bo niesławnej afery Dreyfusa – sprawy, która pod koniec XIX wieku znajdowała się na ustach całej Europy. Polański głównym bohaterem swojego filmu czyni pułkownika Georges’a Picquarta (w tej roli świetny, stonowany Jean Dujardin), czyli człowieka, który najpierw, przekonany o winie oficera (szpiegowaniu na rzecz obcych mocarstw), pomaga w jego aresztowaniu, żeby później, kiedy już obejmie stołek szefa kontrwywiadu (nazywanego w ówczesnej Francji dla niepoznaki Sekcją Statystyki), zmienić swoje nastawienie do całej sytuacji o 180 stopni i rozpocząć karkołomny proces publicznej rehabilitacji kapitana Alfreda Dreyfusa (również bardzo dobry, ucharakteryzowany niemalże nie do poznania Louis Garrel).

louis garrel

Pierwsza część filmu poświęcona jest jednak drobiazgowemu śledztwu, w trakcie którego pułkownik Picquart rewiduje zgromadzone przez jego poprzednika dowody ukryte w tajnej teczce Dreyfusa. Szybko okazuje się, że owa legendarna teczka zawiera jedynie drobne poszlaki – posklejane notki pochodzące z kosza na śmieci niemieckiej ambasady. Na dodatek nazwisko zdegradowanego, okrzykniętego przez cały naród zdrajcą oficera nie znajduje się na żadnym z „obciążających” dokumentów. Zaskoczony Picquart decyduje się podzielić swoim odkryciem z wyżej postawionymi wojskowymi, licząc na to, że któryś z nich pomoże mu w naprawieniu okropnej pomyłki francuskiego wymiaru sprawiedliwości. Błyskawicznie natrafia jednak na opór. „Nie chcemy drugiej afery Dreyfusa” – słyszy z ust przełożonego, który odsyła go z kwitkiem. „To nie jest druga afera Dreyfusa, generale, to wciąż ta sama” – odpowiada główny bohater, jeszcze bardziej zmobilizowany do walki o sprawiedliwość.

W drugiej części filmu Polański koncentruje się już na procesie rehabilitacyjnym Dreyfusa. Picquart jawnie buntuje się przeciwko swoim przełożonym i rozpoczyna sądową krucjatę przypominającą biblijną walkę Dawida z Goliatem. Wraz z buntem uporządkowane jak dotąd życie protagonisty ulega nagłej destabilizacji. Zostaje to podkreślone już na poziomie wizualnym – w drugiej części filmu kamera prowadzona przez Pawła Edelmana jest znacznie bardziej mobilna. Podczas śledztwa najczęściej statyczna, w późniejszej fazie Oficera i szpiega bardzo często podąża za bohaterem (widać, że Polański, tak jak chociażby Kubrick, uwielbia korzystać z efektownych tracking shotów), który ze względu na znaczne przyspieszenie tempa akcji znajduje się w nieustannym ruchu – zmienia miejsca zamieszkania i poszukuje wśród znajomych potencjalnych sojuszników. W końcu trafia na bodajże najważniejszego z nich – Emila Zolę, który na łamach paryskiego czasopisma „L’Aurore” publikuje kontrowersyjny list otwarty do prezydenta Francji, zatytułowany „J’Accuse”, czyli dosłownie: „Oskarżam”. To stąd wziął się oryginalny, francuski tytuł filmu Romana Polańskiego.

jean dujardin

Polski tytuł pochodzi zaś wprost od powieści Roberta Harrisa, na kanwie której powstał scenariusz. Z Harrisem Polański współpracował już wcześniej, tworząc na podstawie jednej z jego poprzednich książek Autora widmo. To właśnie z tą pozycją, jeżeli chodzi o filmografię reżysera Noża w wodzie, Oficer i szpieg zdaje się mieć najwięcej wspólnego. Zręcznie poprowadzona intryga na tle politycznym, konsekwentnie budowana fatalistyczna atmosfera nierozerwalnie powiązana ze spiskiem elit, wreszcie – bohater osaczony przez siły znacznie potężniejsze od niego (to akurat cecha wspólna wielu filmów Polańskiego, uwydatniona szczególnie w słynnej trylogii apartamentowej), porywający się z motyką na słońce pomimo świadomości swoich nikłych szans. To wszystko odnajdziemy zarówno w Autorze widmo, jak i w najnowszym filmie twórcy Lokatora; zmienia się jedynie epoka.

Pułkownik Picquart i kapitan Dreyfus spotykają się na przestrzeni Oficera i szpiega ledwie kilkukrotnie. Jak podsumowuje pierwszy z nich w ostatniej scenie filmu: „Nigdy nie mieliśmy okazji porozmawiać prywatnie”. Pomimo ostatecznej rehabilitacji Alfreda Dreyfusa i pozornego happy endu Oficer i szpieg pozostawia widzów w raczej ponurym nastroju. Na dłużej zostają z nami bowiem poczucie ogromnej niesprawiedliwości, która dotknęła oficera ze względu na jego pochodzenie, przerażająca scena antyżydowskich rozruchów w Paryżu (w pewnym sensie zapowiedź szaleństwa, które zawładnie Europą już za niecałe 50 lat) oraz krótka kwestia wypowiedziana przez jednego ze sprzymierzeńców Picquarta podczas tajnego spotkania: „Aż wstyd być Francuzem”.

Janek Brzozowski

Jan Brzozowski

Absolwent poznańskiego filmoznawstwa. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska (w szczególności proza Huntera S. Thompsona i Philipa Rotha) oraz francuska (zwłaszcza dzieła Marcela Prousta i Alberta Camus), a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Ostatnimi czasy odkrywa w sobie ogromne pokłady miłości względem kina dokumentalnego. Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA