Recenzje

NOWE HORYZONTY 2019. In Fabric, reż. Peter Strickland

Zbyt wiele tu niefrasobliwości, niedbałości i niespójności, by traktować ten film poważnie.

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

Były już mordercze opony i prezerwatywy oraz szereg innych dziwnych zabójczych przedmiotów, ale po seansie In Fabric musimy chyba zrewidować nasze zestawienie najdziwniejszych horrorowych uśmiercaczy, bo oto Peter Strickland wydał na świat film grozy, w którym skrytobójczynią jest – nomen omen, zabójczo piękna – czerwona sukienka. I nie jest to przedmiot równie niewinny jak w utworze Fisza.

O tym, że Strickland jest fanatykiem konwencji giallo wiemy nie od dziś – można było ją dostrzec zarówno w Berberian Sound Studio, jak i The Duke of Burgundy, ale w In Fabric Brytyjczyk podkręca swoją fascynację giallo do poziomu uniemożliwiającego poważny odbiór jego filmu. Historia pewnej zabójczej sukienki zakupionej w pewnym demonicznym sklepie przez pewną skromną pracownicę pewnego dziwacznego banku (znana z Sekretów i kłamstw Marianne Jean-Baptiste) to przestylizowane i przekiczyzowane (tak, właśnie wymyśliłem to słowo!) dzieło umysłu, który z powodzeniem można podejrzewać o artystyczne szaleństwo. Strickland bawi się formą i treścią, ale czyni to w osobliwy sposób – do tego stopnia, że widz staje się odrobinę skonfundowany kolejnymi udziwnieniami fabuły. Konwencja horroru pozwala na wiele, ale gdy Brytyjczyk dryfuje w odmęty komedii ocierającej się o parodię, In Fabric staje się tworem trudnym do przyswojenia. Nie jest to tradycyjny horror komediowy, a przedziwna wielogatunkowa kreatura z potrójną dawką giallo w krwiobiegu.

In Fabric

Gdy ogląda się ten film w ramach serwowanego co roku przez festiwal Nowe Horyzonty Nocnego Szaleństwa, którego seanse rozpoczynają się symfonią złożoną z odgłosów otwieranych puszek piwa, wszystko wydaje się być na miejscu. Jest klimatycznie, trochę straszno, trochę śmieszno – ale gdy podejdziemy do tematu bardziej na chłodno, chcąc ocenić In Fabric jako pełnoprawne dzieło filmowe oglądane w najróżniejszych sytuacjach… Wtedy film Stricklanda zdecydowanie traci na atrakcyjności. Doceniam różnorodność gatunków i konwencji, szanuję za potężną dawkę humoru (choć raczej nie zawsze zamierzonego), ale ta feeria barw (a raczej odcieni czerwieni), aktorskich szarży i dialogowego kiczu z czasem staje się nieznośna. Uwielbiam kreację Fatmy Mohamed, która pojawia się w tej czy innej formie w każdym filmie Stricklanda, ale werbalna i mimiczna ekwilibrystyka, którą uprawia jej postać, zdaje egzamin przez pierwsze kilkadziesiąt minut seansu, ale przy dwugodzinnym metrażu z czasem staje się po prostu wtórna.

Jest w In Fabric wiele smaczków i warstw, które łatwo docenić, ale sporo tu też fabularnego banału (napisana na kolanie postać grana przez znaną z Gry o tron Gwendoline Christie) i przerostu formy nad treścią. Nie jest to kolejny hołd dla giallo – zbyt wiele tu niefrasobliwości, niedbałości i niespójności, by traktować ten film poważnie. Czuję się zawiedziony nowym dziełem Petera Stricklanda, gdyż miałem go za reżysera, który przywiązuje szczególną wagę do integralności tworzonych przez siebie filmów. Być może postanowił nieco poeksperymentować, ale miejmy nadzieję, że przy okazji kolejnego dzieła wróci na swoje właściwe, zwarte tory.

Ostatnio dodane