Connect with us

Recenzje

NA SZLAKU ALLELUJA. Western komediowy podejmujący temat alkoholizmu

Whiskey na Dzikim Zachodzie jak woda na pustyni. Western komediowy podejmujący temat alkoholizmu.

Published

on

NA SZLAKU ALLELUJA. Western komediowy podejmujący temat alkoholizmu

W latach 1960–65 John Sturges zrealizował siedem filmów, ale tylko dwa odniosły wielki sukces i trafiły do żelaznego kanonu, w efekcie czego nadal są uwzględniane przy układaniu telewizyjnej ramówki. Mowa o Siedmiu wspaniałych (1960) i Wielkiej ucieczce (1963). Duże straty finansowe (przy budżecie 7 milionów dolarów) oraz gorsze recenzje od krytyków odnotował Sturges po premierze Na szlaku Alleluja (1965), którym postanowił zaszaleć na sto procent.

Advertisement

Choć temat w gruncie rzeczy poważny, wszak głównym motywem scenariusza Johna Gaya jest silna korelacja bohaterów Dzikiego Zachodu z trunkiem zwanym whiskey (produkowanym w Irlandii i USA). Z drugiej jednak strony satyra to gatunek, którego nie należy lekceważyć, w dobrych rękach może być mocnym uderzeniem. I realizacyjnie jest to produkt na wysokim poziomie – myślę, że twórca Siedmiu wspaniałych podszedł do projektu równie poważnie co w przypadku bardziej znanych dzieł w karierze.

Filmowcy wzięli na warsztat powieść Billa Gulicka z 1963 roku, inspirowaną autentycznym, lecz mało znanym incydentem, który rozegrał się w White Rock Creek w 1869 roku. Pierwotnie książka miała tytuł Hallelujah Train, jednak nie chodziło o pociąg, lecz konwój zakrytych wozów. Adaptując ten utwór, zdecydowano się na formę, którą dziś można by określić jako mockumentary, czyli udawany dokument o charakterze satyrycznym. Narrator (John Dehner, znany ze znakomitego Człowieka z Zachodu) wyjaśnia kontekst, podaje genezę (narada górników w Denver) i czas wydarzeń (bliskość zimy w 1867 roku), używa sformułowania „historycy są zgodni, że…”, a także zapowiada finał, tak jakby to była historia znana z podręczników szkolnych („wydarzenia, które doprowadziły do bitwy na Wzgórzach Whiskey i tragedii na ruchomych piaskach, miały swój początek…”).

Advertisement

A jednak nawet w rozległej bazie internetowej trudno znaleźć szczegółowe opisy tych wydarzeń. Prawdopodobnie konflikt o whiskey faktycznie miał miejsce w tamtych czasach, jednak trudno go nazwać bitwą. Nie był tragiczny w skutkach – pewnie dlatego zdecydowano się na formę komediową zamiast poważnego westernu o alkoholizmie.

Aby jeszcze bardziej uwiarygodnić wydarzenia, zaciągnięto do pracy grafików, którzy rozrysowali (w sposób karykaturalny, aby nie utracić satyrycznego wydźwięku) mapę tytułowego szlaku i umiejscowili na niej uczestników konfliktu. Najważniejszy w tej opowieści jest oddział kawalerii pod dowództwem pułkownika Thaddeusa Gearharta (Burt Lancaster) eskortujący grupę bojowo nastawionych abstynentek pod przewodnictwem wdowy, Cory Templeton Massingale (Lee Remick). Kobiety walczą o równe prawa, śpiewając motywacyjne pieśni, maszerując z pochodniami i transparentami, ale przy okazji angażując się w krucjatę przeciwko sprzedaży trucizny zwanej alkoholem. Bo jak głosi pewien telegram: z Julesburga do Denver zmierza konwój 40 wozów z alkoholem (jak się okaże, oprócz whiskey przewożony jest francuski szampan).

Advertisement

Dla jednych alkohol jest trucizną, a dla innych lekarstwem. Górnicy w Denver ciężko pracują, a najbardziej boją się tego, że na zimę zabraknie im whiskey. Dostawa alkoholu oznacza dla nich przetrwanie – whiskey jest dla nich tym, czym woda na pustyni. Dostarczycielem towaru jest handlarz Frank Wallingham (Brian Keith), który w charakterze woźniców i znawców alkoholu zatrudnił Irlandczyków, przez co mamy też wątek wyzysku imigrantów. Irlandczycy pod wodzą Kevina O’Flaherty’ego (Tom Stern) buntują się przeciwko złym warunkom pracy. Jednak nie tylko protesty kobiet i imigrantów są przeszkodą w dotarciu do celu, bowiem plemiona indiańskie zwęszyły wodę ognistą i będą chciały się do niej dobrać. Ochronę ma zapewnić oddział kawalerii pułkownika Gearharta.

Budżet filmu wyniósł więcej niż budżety Siedmiu wspaniałych i Wielkiej ucieczki razem wzięte. Ostatecznie zmontowano materiał trwający 165 minut, a przy kolejnych emisjach (głównie telewizyjnych) skracano produkcję nawet o pół godziny. Doświadczenie Roberta Surteesa, laureata trzech Oscarów i jednego z najwybitniejszych amerykańskich operatorów, przydało się, aby uczynić z tej historii prawdziwie epickie widowisko podkreślające piękno krajobrazu, monumentalizm natury przytłaczający małe ludzkie dramaty. Na dużą skalę przygotowano również ścieżkę dźwiękową – słychać w niej niezliczoną ilość instrumentów i duży wkład licznego chóru, a także ogrom pracy przy produkcji i aranżacji. Jednocześnie wyraźny jest styl kompozytora Elmera Bernsteina, który już przy poprzednich hitach Johna Sturgesa pokazał wyjątkową moc swojej muzyki.

Advertisement

Znakomicie się to ogląda za sprawą świetnych aktorów. Burt Lancaster w swojej przesadnej powadze potrafi być zabawny. Donald Pleasence i Brian Keith grają tak, jakby rzeczywiście wspomagali się alkoholem, i nie przypadkiem wspominam ich w jednym zdaniu – fabuła zmierza do połączenia ich w duet, uczynienia z nich życiowych rozbitków, którzy w beczkach whiskey widzą koło ratunkowe i nadzieję na lepszą przyszłość. Zaskakujący jest występ Martina Landaua w roli Indianina, który udaje, że nie rozumie angielskiego. Natomiast obsadzenie Lee Remick w roli liderki abstynentek samo w sobie było żartem, bo aktorka zabłysła wcześniej nominowaną do Oscara rolą alkoholiczki w Dniach wina i róż (1962).

Oglądając ten film i dobrze się na nim bawiąc, warto wiedzieć, że na planie nie zawsze było wesoło. Podczas realizacji dynamicznej i efektownej sceny w Gallup w Nowym Meksyku zginął 43-letni kaskader Bill Williams. W trakcie finałowej galopady wozów, kiedy to Indianie otwierają wybuchające butelki z alkoholem, jeden z wozów miał spaść z klifu, a zadaniem Billa Williamsa był skok z rozpędzonego czterokołowca. Przygotowany do tej sceny klif był prowizoryczny, a wóz był bez koni, żeby nie poświęcać zwierząt. Kaskader źle wyliczył czas i upadł tak niefortunnie, że został zmiażdżony przez wóz. Ostatni skok Williamsa znalazł się w filmie, nawet w okrojonej 134-minutowej edycji.

Advertisement

Na szlaku Alleluja to, przynajmniej w moim odczuciu, jeden z najbardziej wyróżniających się amerykańskich westernów swojej dekady. W samym roku 1965 wśród 20 najbardziej kasowych produkcji znalazły się trzy zróżnicowane w formie i treści westerny: komediowa Kasia Ballou, antywojenny Shenandoah i do bólu klasyczny i przewidywalny Synowie Katie Elder.

Produkcja Johna Sturgesa zdobyła mniejsze uznanie, ale to bardzo solidny i efektowny spektakl z kapitalną obsadą i zapadającą w pamięć muzyką. Na pewno nie jest to produkcja idealna dla każdego miłośnika gatunku – pojawiają się tu motywy, które mogą irytować, jak np. sposób przedstawienia Indian. Należy po prostu zaakceptować satyryczną formę – każdy aspekt tego widowiska został konsekwentnie do tej formy dopasowany, aby powstało możliwie najbardziej spójne dzieło. Choć momentami faktycznie można odnieść wrażenie chaosu, bo postaci jest dużo, a akcja galopuje w zawrotnym tempie.

Advertisement

Z wykształcenia inżynier po Politechnice Lubelskiej. Założyciel bloga Panorama Kina (panorama-kina.blogspot.com), gdzie stara się popularyzować stare, zapomniane kino. Miłośnik czarnych kryminałów, westernów, dramatów historycznych i samurajskich, gotyckich horrorów oraz włoskiego i francuskiego kina gatunkowego. Od 2016 „poławiacz filmowych pereł” dla film.org.pl. Współpracuje z ekipą TBTS (theblogthatscreamed.pl) i Savage Sinema (savagesinema.pl). Dawniej pisał dla magazynów internetowych Magivanga (magivanga.com) i Kinomisja (pulpzine.pl). Współtworzył fundamenty pod Westernową Bazę Danych (westerny.herokuapp.com). Współautor książek: „1000 filmów, które tworzą historię kina” (2020), „Europejskie kino gatunków” - tom 4 i 5 (2023-2025) oraz „100 najlepszych westernów wszech czasów” (2026).

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *