search
REKLAMA
Nowości kinowe

LOVELING. Macierzyństwo po brazylijsku

Jan Brzozowski

24 sierpnia 2018

REKLAMA

Instytucja rodziny od zawsze była dla kina wdzięcznym tematem. Na ekranie chętnie pokazywano jej narodziny (chociażby Blanka sprzed miesiąca), rozpad (Sprawa Kramerów albo Walka żywiołów) czy też chroniczne trwanie połączone najczęściej ze wspólnym przezwyciężaniem różnorakich przeciwności losu (część filmów Hirokazu Koreedy lub, zupełnie z innej beczki, trylogia zapoczątkowana przez Poznaj mojego tatę). Debiut reżyserski Gustavo Pizziego można potraktować jako przedstawiciela tej trzeciej kategorii.

Rodzina sportretowana przez Pizziego żyje w Brazylii i liczy aż ośmioro członków. W jej skład wchodzą: Irene, jej mąż Klaus, czwórka ich dzieci oraz siostra kobiety wraz z synem (wszystkich razem możemy zobaczyć na plakacie promującym film). Na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się postać matki, w którą wcieliła się współscenarzystka oraz była już partnerka reżysera (para rozstała się w trakcie realizacji obrazu) – Karine Teles. Bohaterka pracuje jako sprzedawczyni, studiuje oraz próbuje pogodzić to wszystko z rolą opiekunki domowego ogniska. Jakby tego było mało, siostra prosi ją o pomoc w okiełznaniu agresywnego, uzależnionego od narkotyków małżonka, a najstarszy, ukochany syn – Fernando – dostaje propozycję wyjazdu do Niemiec, z której zamierza skorzystać.

Najsilniejszą stroną obrazu Gustava Pizziego jest wielowymiarowy portret Irene jako matki. Bohaterka wypada w tej roli cokolwiek ambiwalentnie. Z jednej strony nie szczędzi wysiłków, by zapewnić rodzinie byt, którego zagwarantować nie potrafi wiecznie bujający w obłokach Klaus. Wytrwale pracuje oraz stara się ukończyć studia, aby w przyszłości objąć lepszą posadę i więcej zarabiać. Z drugiej zaś strony jest w stosunku do dzieci wyjątkowo nadopiekuńcza, co staje się przyczyną niezwykle przykrego incydentu. To właśnie z powodu jej kompletnie nieprzemyślanego telefonu dochodzi do sprzeczki pomiędzy Fernando a trenerem drużyny, w której chłopak występuje na pozycji bramkarza. Kłótnia o mały włos nie kończy się poważną bójką. Irene nie potrafi również podzielić po równo czasu oraz miłości względem własnych pociech. Największym zainteresowaniem kobiety cieszy się jej najstarszy syn, nad którego wyjazdem bohaterka strasznie ubolewa. Następni w kolejce są dwaj najmłodsi, kilkuletni bliźniacy. Na szarym końcu znajduje się biedny Rodrigo, którego muzyczna pasja jest przez Irene zaniedbywana. Co prawda bohaterka regularnie pojawia się na paradach organizowanych przez zespół chłopaka (skutkuje to m.in. fenomenalną sceną końcową), ale pieniędzy na zakup futerału do instrumentu dętego już nie znajduje, podczas gdy dokumenty potrzebne do wylotu Fernanda z Brazylii udaje się zasponsorować.

Niestety poza wyczerpującym portretem pierwszoplanowej bohaterki w Loveling nie znajdziemy nic szczególnego. Postać Klausa (Otávio Müller) aż prosiła się o rozwinięcie, którego, ku mojemu głębokiemu rozczarowaniu, się nie doczekała. Muszą nam wystarczyć informacje o jego niespełnionych ambicjach oraz niezrealizowanych planach, szufladkujące bohatera jako „niepoprawnego marzyciela”. Chętnie dowiedziałbym się również czegoś więcej o rozterkach Rodrigo, którym Irene zdaje się najmniej zainteresowana. Czy chłopak czuje się z tego powodu odrzucony lub skrzywdzony? Czy próbuje sobie jakoś z tym problemem poradzić? Szkoda, że Gustavo Pizzi nie poświęcił tej intrygującej dwójce choćby odrobiny więcej czasu ekranowego.

Loveling oferuje więc spełniony obraz kobiety w roli matki, jej codziennych problemów oraz dylematów. Znacznie gorzej debiut Pizziego sprawdza się jako pełnoprawny portret rodziny. Pytanie jednak brzmi: czy w ogóle do bycia takowym pretendował? Wydaje mi się, że tak. Niestety pomysłu starczyło na skonstruowanie zaledwie jednej skomplikowanej, wielowymiarowej postaci. To właśnie jednak dla niej warto dać Loveling szansę i wybrać się na ten obraz do najbliższego kina studyjnego. 

https://www.youtube.com/watch?v=ehWp-9uSIZo

Janek Brzozowski

Jan Brzozowski

Student trzeciego roku na poznańskim filmoznawstwie. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska (w szczególności proza Huntera S. Thompsona i Philipa Rotha) oraz francuska (zwłaszcza dzieła Marcela Prousta i Alberta Camus), a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Ostatnimi czasy odkrywa w sobie ogromne pokłady miłości względem kina dokumentalnego. Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA