search
REKLAMA
Archiwum

JANOSIK. PRAWDZIWA HISTORIA. Katastrofa murowana

Bolesław Dochuński-Duchoński

27 grudnia 2020

REKLAMA

Kiedy oglądam zły film, zawsze zadaję sobie następujące pytanie: jaki sens ma angażowanie dużych (często niebotycznych) środków finansowych oraz czasu (“towaru” przecież deficytowego i bezcennego) i wysiłku wielu odpowiedzialnych za różne aspekty produkcji ludzi, skoro efekt końcowy jest właśnie taki, a nie inny, czyli częstokroć żałosny? Jakie motywy napędzają twórców złej pod niemal wszystkimi względami produkcji: chorobliwa chęć zaspokojenia twórczej ambicji, miłość własna, czy może tylko i wyłącznie pospolita pazerność, czyli – łagodniej rzecz ujmując – zwykła chęć zysku? To jedna strona medalu. Drugą stroną medalu może być brak umiejętności obiektywnego osądu sytuacji, w jaką twórca czy odtwórca jest zaangażowany. Twórca robi zły film, ale wierzy, że robi dobry film – to jest w miarę sensowne, chociaż mocno uproszczone, wytłumaczenie w.w. Jeśli w dodatku twórcę otaczają ludzie, którzy wierzą w to samo co on i tym samym go w jego wierze umacniają – cóż, katastrofę (niekoniecznie finansową) mamy murowaną…

W przypadku najnowszego dzieła Agnieszki Holland oraz jej córki Katarzyny Adamik – Janosik. Prawdziwa historia, niewątpliwie mamy do czynienia z tą drugą sytuacją. Determinacja, z jaką wszystkie zaangażowane w produkcję osoby dążyły do jej szczęśliwej finalizacji, pozwala z czystym sumieniem wierzyć, że ich intencje były jak najbardziej szczere i nie powodowane żadnymi prymitywnymi pobudkami. Wystarczy wspomnieć, że zdjęcia do tego polsko – słowacko – czesko – węgierskiego filmu trwały, z przerwami, 7 lat. Produkcja ruszyła jesienią 2002, trwała prawie do wiosny 2003 roku, po czym nastąpiła długa – spowodowana problemami finansowymi – przerwa; produkcję wznowiono w 2008 roku. Realizacja kosztowała około 6 mln zł. W przedsięwzięciu wzięło udział ponad 100 aktorów, 60 jeźdźców oraz kilka tysięcy statystów. Na potrzeby filmu powstało 20 powozów, wykorzystano prawie 80 sztuk broni palnej, ponad 90 sztuk białej broni oraz dwa działa. W sumie wystrzelano około 45 kg prochu, użyto ponad 100 kostiumów oraz 5 historycznych karet. Zdjęcia miały miejsce w Tatrach zarówno po polskiej jak i słowackiej stronie. Czuć tu dobre chęci i duży rozmach, jaki towarzyszył również poszukiwaniom idealnego odtwórcy roli tytułowej. Reżyserki szukały go wytrwale w kilku krajach i wreszcie wybrały – ponoć – z ponad 300 potencjalnych kandydatów. Wyrok zapadł i nowym wcieleniem Janosika został Václav Jiráček: wątły młodzieniec z uduchowionym wyrazem twarzy i niezbyt gęstymi włosami. Panie reżyserki są swoim wyborem zachwycone! Czy ten zachwyt podzielą widzowie, utożsamiający Janosika z krzepkim i szorstkim obrazem zbójnika, wykreowanym w ich świadomości przez Marka Perepeczkę? Jak Václav Jiráček wypada w konfrontacji z harnasiem serialowym oraz tym rzeczywistym, historycznym? I wreszcie: jak cały film wypada w konfrontacji z filmem oraz – przede wszystkim – serialem Jerzego Passendorfera?

Juraj Janosik był jednym z najbardziej znanych zbójników karpackich. Żył na przełomie XVII i XVIII wieku, a jego zbójecka działalność trwała bardzo krótko, bo zaledwie dwa lata (od 1711 do 1713 roku). Janosik urodził się (prawdopodobnie) 25 stycznia 1688 roku – przynajmniej taka data została wpisana w jego metrykę chrztu, który miał miejsce 16 maja 1688 roku. Jako młodzieniec Janosik walczył pod wodzą Franciszka Rakoczego w anty-habsburskim powstaniu, które wybuchło na ziemi węgierskiej w 1703 roku. Wkrótce potem wstąpił do wojska cesarskiego. Pełnił służbę w oddziale stacjonującym na zamku w Bytczy, gdzie osadzano groźnych przestępców. Tam poznał Tomasza Uhorczyka, znanego naonczas zbója. Uhorczyk uciekł z więzienia, a Janosik po opuszczeniu wojska w 1711 roku przystał do jego zbójeckiej bandy, by wkrótce zostać jej przywódcą. Janosik i jego zbójnicki oddział działali na pograniczu węgiersko-polskim. Ofiarami ich napadów były głównie zamożne osoby: kupcy i arystokraci. Janosik najpierw trafił do więzienia w październiku 1712 roku, skąd szybko uciekł (po przekupieniu strażników), następnie na wiosnę 1713 roku – wtedy już na dobre. W dniach 16 i 17 marca 1713 roku miał miejsce proces, w efekcie którego został skazany na karę śmierci. Janosik zmarł (powieszony na haku za żebro) zaraz po procesie, czyli 18 marca 1713 roku. Pozostawił po sobie legendę, stanowiącą źródło inspiracji dla wielu artystów zarówno polskich, jak i słowackich, a jego postać stała się symbolem walki z uciskiem w tradycji obu narodów. Co nie dziwi.

Barwna postać szlachetnego zbója, co to zabierał bogatym, a dawał biednym (jak się zwykło uważać, co nie jest do końca prawdą), aż się prosiła o jakieś sensowne zagospodarowanie w aspekcie historyczno – kulturalnym. Janosik to bohater, którego chciało by się mieć na wyłączność, to taki słowiański Robin Hood, dla Słowaków słowacki, dla Polaków polski, chociaż w rzeczywistości jak najbardziej słowacki (Janosik urodził się w słowackiej wsi Terchova). Pierwszy pełnometrażowy film o dzielnym harnasiu był produkcji słowackiej, powstał w 1921 roku i nosił tytuł (po prostu) Janosik. W roku 1935 powstał kolejny film pt. Janosik – tym razem produkcji słowacko – czeskiej. Nie licząc produkcji animowanych (np. polskiej z 1954 roku) w roku 1963 powstał kolejny film pt. “Janosik”. Była to dwuczęściowa produkcja słowacka. No i wreszcie w roku 1973 powstał TEN Janosik, nasz, polski, wyreżyserowany przez Jerzego Passendorfera słynny 13-odcinkowy serial telewizyjny, produkcja wręcz kultowa, z Markiem Perepeczko (TYM jedynym i prawdziwym wg wielu wcieleniem Janosika) w roli głównej (kinowa wersja serialu powstała w roku 1974). Od tego czasu Janosik to Marek Perepeczko i tylko on! Tak wierzą Polacy, ale tak nie wierzą Słowacy, mający do nas żal, że z ich bohatera uczyniliśmy swojego bojownika o wolność i obrońcę uciśnionych. Było więc tylko kwestią czasu, by znowu powstał film o “Janosiku” – ponownie słowacki. Potem pewnie znowu powstałby polski itd… Na szczęście lub (raczej) nieszczęście dla rodzimej oraz słowackiej (i nie tylko) kinematografii, zdecydowano się na kompromis, czyli koprodukcję. “Janosik – prawdziwa historia” trafił do kin i w zasadzie już teraz można śmiało założyć, że to jeszcze nie koniec przygód dzielnego zbója w świecie słowackiej i polskiej kinematografii. Trzeba będzie znowu nakręcić film, który a) wyjdzie zwycięską “ręką” z konfrontacji z filmem (i przede wszystkim serialem) Jerzego Passendorfera oraz b) zatrze niesmak, jaki pozostaje po seansie najnowszej koprodukcji.

Avatar

Bolesław Dochuński-Duchoński

REKLAMA