search
REKLAMA
Recenzje

GUNS AKIMBO. Szaleństwo kiczu i social mediów

Dawid Konieczka

16 kwietnia 2020

REKLAMA

Już na pierwszy rzut oka widać, że reżyser Guns Akimbo, Jason Lei Howden, przez większą część swojej kariery zajmował się efektami specjalnymi. Powiedzieć, że jego najnowsze reżyserskie dzieło jest efekciarskie to nic nie powiedzieć. Jeżeli nie jesteście przygotowani na kicz w ekstremalnych ilościach albo po prostu takowego nie lubicie, już po dosłownie pięciu minutach filmu będziecie mieli ochotę opuścić salę kinową. Jeśli jednak wasza tolerancja na stężenie przesady i złego gustu jest na wysokim poziomie, seans Guns Akimbo powinien dostarczyć wam kapitalnej zabawy bez żadnych zahamowań.

Głównym bohaterem jest tu Miles (Daniel Radcliffe), najbardziej typowy przykład filmowego nieudacznika z możliwych. W pracy pomiata nim arogancki szef, zaś po powrocie do domu Miles spędza godziny na oglądaniu telewizji, wpatrywaniu się w ekran smartfona, a przede wszystkim pospolitemu trollowaniu w Internecie. Nasz protagonista jest przeciwny przemocy, nie umie się postawić, a na dodatek niedawno rozstał się z dziewczyną, o której nie potrafi zapomnieć. Mieszka w zagraconym mieszkaniu pełnym kolekcjonerskich figurek dla nerdów, a jego nieodłącznym kompanem pozostaje inhalator. Filmowa klisza do kwadratu, prawda? No to trzymajcie się, bo to dopiero początek atrakcji.

Miles żyje bowiem w świecie, w którym zawrotną popularnością cieszą się transmisje prowadzone przez grupę Skizm. Tajemnicza organizacja zmusza wszelkiej maści kryminalistów i psychopatów do walk na śmierć i życie, ku uciesze milionów internautów. Któregoś wieczoru trolling Milesa pod transmisją Skizm doprowadza do nieproszonych odwiedzin członków organizacji, którzy przytwierdzają do dłoni bohatera dwa pistolety, stawiając mu ultimatum. Ma dobę na zabicie aktualnej mistrzyni morderczych rozgrywek, Nix (Samara Weaving), w przeciwnym razie sam zginie. Wkrótce na szali położone zostaje także życie byłej partnerki Milesa, Novy (Natasha Liu Bordizzo).

Samara Weaving w filmie Guns Akimbo

Już to czujecie? Ten festiwal wyświechtanych schematów, absurdalnej fabuły i ogólnego przegięcia? To właśnie Guns Akimbo. To ekstremalny filmowy kicz w czystej postaci. Jest tu wszystko: prosta jak drut, pełna potężnych niedorzeczności opowieść, przerysowane do bólu postaci oraz estetyczna przesada. Z tym że jest to kicz w pełni świadomy, wyraźnie nawiązujący do youtube’owo-instagramowej poetyki, a Howden co krok podkreśla zamierzoną sztuczność swojego filmu kolejnymi wybitnie tandetnymi zabiegami i bezpretensjonalnym humorem. Bo w świecie Guns Akimbo, gdy ktoś mierzy do ciebie z pistoletu, to nic nie stoi na przeszkodzie, byś zaatakował go plastikowym widelczykiem. Kiedy jesteś zły, to nieustannie wygłaszasz pretensjonalne komunały. A jeśli ktoś odetnie ci środkowy palec, to możesz tymczasowo włożyć go z powrotem na swoje miejsce, żeby ostatni raz pokazać swojemu oprawcy, co o nim myślisz. Wszystko oczywiście do rytmu niespodziewanych coverów znanych piosenek.

Podczas seansu Guns Akimbo mózgi widzów wezmą urlop na żądanie, a serca zabiją kilka razy szybciej. Bo reżyser wszystkie wspomniane części składowe swojego koncertu wspaniałej tandety umieszcza w gnającej na złamanie karku narracji. Nie ma tu ani chwili odpoczynku — co rusz zaczyna się kolejna strzelanina, kolejna bijatyka, kolejna ucieczka. Półtorej godziny filmu mija niczym kwadrans, ale, co dość zaskakujące i godne podziwu, cwałująca akcja nie przytłacza. Poza Howdenem to zasługa przede wszystkim dwóch osób. Pierwszą z nich jest odpowiedzialny za zdjęcia Stefan Ciupek, który wykonał swoją robotę pierwszorzędnie. Kamera w Guns Akimbo to płynie na jednym ujęciu, to skacze przytwierdzona do karabinu, to znów wiruje między bohaterami, nieustannie odwracając porządek góra-dół i prawo-lewo. I te kolory! Nie byłoby typowej dla estetyki kiczu ekstrawagancji, gdyby nie wspaniała gra neonowymi, kontrastującymi barwami godna największych artystów ekranu.

Kadr z filmu Guns Akimbo

Drugim bohaterem (nomen omen) jest Daniel Radcliffe. Aktor wciela się w napisaną dla siebie postać z niesamowitą swobodą, nie tylko odnajdując się w roli doskonale, lecz także wnosząc do całego filmu bezpretensjonalność, lekkość i naturalność. Sprawia to, że jego Miles jest swego rodzaju punktem zaczepienia dla widza, dzięki któremu nieokiełznany chaos rozgrywający się na ekranie nie staje się męczący. Przeciwwagę dla roli Anglika stanowi zaś Samara Weaving, która bez wątpienia doskonale bawiła się na planie, grając szaloną morderczynię-narkomankę, oczywiście obowiązkowo karykaturalną.

Tyle że cały ten zgiełk, ten filmowy szał ekstrawagancji nie jest dla każdego. Próg wejścia pozostaje bowiem stosunkowo wysoki i jeśli widz nie będzie przygotowany, a tym bardziej w pełni otwarty na wariactwa Howarda, to od Guns Akimbo błyskawicznie się odbije. Co w tym kontekście zastanawiające, to fakt, że pomimo jawnej stylizacji i wyraźnej przesady reżyser raz po raz stara się wpleść komentarz społeczny zupełnie na serio. A to już kiczowi nie przystoi i wypada nad wyraz sztucznie, tym razem w negatywnym sensie. Bo teza, że mass media przekroczyły już dawno granicę przyzwoitości, a widzowie chętnie oglądaliby najgorsze zwyrodnialstwa przy rodzinnym obiedzie z babcią, nie należy do nieprzetartych szlaków ani kina, ani kultury w ogóle. Podobnie zresztą jak kwestia przenoszenia życia do świata wirtualnego przy zaniedbywaniu tego rzeczywistego. Co prawda cała ta wspaniała warstwa audiowizualna wypływa z tematu głupawki social mediów, ale na poziomie treści Guns Akimbo nie ma w tej kwestii absolutnie nic ciekawego do powiedzenia. Nie powinien więc udawać, że jest czymś więcej, niż jest.

Mimo tych tematycznych potknięć film Jasona Lei Howdena pozostaje hipnotyzującą, szaloną i mocno przerysowaną jazdą bez trzymanki. Absurd i tandeta złożone są tu w dynamiczną, fenomenalnie zrealizowaną całość i jeśli Guns Akimbo w pewnych kręgach stanie się kultowy, nie będzie to żadnym zaskoczeniem. Konieczne jest jednak odpowiednie nastawienie — nieprzygotowanie może bowiem poskutkować zawrotem głowy i konsternacją.

Dawid Konieczka

Dawid Konieczka

W kinie szuka przede wszystkim kreatywności, wieloznaczności i autentycznych emocji, oglądając praktycznie wszystko, co wpadnie mu w ręce. Darzy szczególną sympatią filmy irańskie, science fiction i te, które mówią coś więcej o człowieku. Poza filmami poświęca czas na inną, mniej docenioną sztukę gier wideo, szuka fascynujących książek, ogląda piłkę nożną, nie wyrasta z miłości do paleontologii i zastanawia się, dlaczego świat jest tak dziwny. Próbuje wprowadzać do swojego życia szczyptę ekologii, garść filozofii i jeszcze więcej psychologii.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA