search
REKLAMA
Recenzje

BUTCH CASSIDY I SUNDANCE KID. 50 lat od premiery

Tomasz Raczkowski

23 września 2019

REKLAMA

Gdy myślę o najlepszych filmowych duetach aktorskich, jako jeden z pierwszych do głowy przychodzi mi ekranowa współpraca Paula Newmana i Roberta Redforda. Panowie wystąpili obok siebie w zaledwie dwóch filmach, były to jednak produkcje o dużej sławie, do dziś pozostające w czołówce najopularniejszych pozycji w filmografii obydwu aktorów. Mowa rzecz jasna o westernie Butch Cassidy i Sundance Kid i kryminale Żądło. Obydwa zostały wyreżyerowane przez George’a Roya Hilla i należą do klasyki swoich gatunków, do których wniosły humorystyczny oddech. Pierwszy z nich inspirowany jest postaciami prawdziwych przestępców działających w latach 80. i 90. XIX wieku, których portrety – przypuszczalnie najlepsze w zbiorze filmowych wcieleń – stworzyli Newman oraz Redford.

Butch Cassidy i Sundance Kid, pomimo nie zawsze jednoznacznie pozytywnych recenzji po premierze, zgromadził całkiem spory worek nagród – w tym aż cztery Oscary: dla Conrada L. Halla za zdjęcia, Williama Goldmana za scenariusz i materiały do scenariusza, Burta Bacharacha za muzykę oraz pamiętną piosenkę Raindrops Keep Fallin’ On My Head B.J. Thomasa. Oddaje to całkiem zgrabnie te punkty filmu, które oprócz ikonicznych ról tytułowych wpływają na sporą popularność, jakiej dorobił się przez lata film George’a Roya Hilla. Nakręcony w tym samym roku, co również inspirowana postaciami Cassidy’ego i Sundance’a Dzika banda Sama Peckinpaha, film z Newmanem i Redfordem wyróżnia podszyta komediowym sznytem lekkość, kontrastująca z ciężarem obecnym w opowiadanej historii – Butch Cassidy i Sundance Kid opowiada bowiem o zmierzchu chwały sławnych przestępców.

Podobne wpisy

Hill i Goldman rozpoczynają opowieść w momencie, gdy nazwiska głównych bohaterów obrasta już legenda, ale również zbierają się nad nimi czarne chmury w postaci narastającego ryzyka schwytania. Dramaturgicznym fundamentem Butcha Cassidy’ego i Sundance Kida jest ucieczka. Gdy w rozsypkę idzie ich banda, a widmo schwytania staje się coraz bardziej namacalne, Butch i Sundance decydują się zbiec do Boliwii, gdzie kontynuują swoją przestępczą karierę. Ale i tam nie mogą się czuć bezpiecznie, coraz bardziej dręczy ich też niepokój i poczucie ciągłego deptania po piętach przez wrogów. Symbolem nieustannego uciekania staje się w filmie Hilla majaczący na horyzoncie tropiciel Le Fors, którego postać prześladuje protagonistów.

Butch Cassidy i Sundance Kid opiera się na przechodzeniu od sekwencji akcji – ucieczek i napadów – do kameralnych scen, w których oglądamy ludzkie oblicze legendarnych postaci. Efekt jest nieco nierówny – niektóre fragmenty (szczególnie fabularne łączniki) są zbyt pospieszne lub pozbawione werwy – jednak Hill częściej trafia, niż pudłuje. Splatanie powściągliwie dawkowanego, ale odczuwalnego napięcia ze swobodnymi dialogami sytuacyjnymi, daje filmowi oddech, pozwala, by toczył się gładko, nienachalnie angażując w losy bohaterów. Uzupełnieniem tej konstrukcji jest momentami błyskotliwa warstwa humorystyczna, sprawiająca, że Butch i Sundance wydają się nam – pomimo przestępczego fachu – poruszająco sympatyczni.

Największą ze wznoszących ten film ponad gatunkową średnią zalet jest wspomniany już duet Paul Newman & Robert Redford. Interakcje pomiędzy tą dwójką są znakomite, a niektóre dialogi Butcha i Sundance’a – błyskotliwe. Doskonale wyważona jest też charakterystyka obu postaci, które, chociaż nierozerwalnie ze sobą związane, nie są tutaj dwoma wariantami tej samej osobowości charyzmatycznego awanturnika. Cassidy grany przez Newmana to szermierz słowa, z lekkością i bez umiaru snujący plany. Dla komentującego wszystko wokół, wprost zagadującego przeciwników herszta, dyskusja to równorzędny względem rewolweru i pięści oręż. Ekspresyjną, uroczo nonszalancką postać Butcha równoważy z kolei Sundance, który w wykonaniu Redforda jawi się może jako mniej błyskotliwy od kolegi, ale za to bardziej pragmatyczny, spokojny i skuteczny człowiek czynu. Wspólnie stanowią rzeczywiście zgrany, do pewnego momentu niezawodny tandem, świadomy balansu swoich zalet i różnic temperamentu.

Oparty na prostej, wiarygodnej relacji tytułowy duet jest podporą filmu. Wokół Butcha i Sundance’a orbitują pozostali bohaterowie i zdarzenia, a tematem opowieści, pomimo przygodowej intrygi, pozostają oni sami. Znamienna jest tu rola Etty, dziewczyny, a później żony Sundance’a – pojawia się na chwilę, na moment staje się niemal równorzędną protagonistką, a nienachalna kreacja Katherine Ross subtelnie dodaje półcieni głównej charakterystyce łotrów o ludzkich twarzach. Ostatecznie jednak Etta wycofuje się i pozostawia w centrum uwagi dwóch mężczyzn. Taka jest ostatecznie dynamika ekspozycji Butcha Cassidy’ego i Sundance’a Kida – opowieść organizowana jest wokół ich osobowości, charyzmy, za pomocą której naświetlany jest mimochodem kontekst epoki. Intryga ma tu znaczenie raczej drugorzędne, podporządkowane wszechstronnemu portretowi (anty)bohaterów.

Pomimo bijącej z niego nonszalancji i na wpół komediowego tonu Butch Cassidy i Sundance Kid dostarcza jednak poważniejszej refleksji nad tytułowymi postaciami oraz ich światem, wpisując się w rewizjonistyczny trend westernu późnych lat 60. W znakomitym scenariuszu Williama Goldmana oddana jest dyskretnie dynamika zmierzchu Dzikiego Zachodu, tu uosabianego przez legendarnych łotrów. Choć stosunkowo łatwo to w pierwszej chwili przeoczyć, Butch Cassidy i Sundance Kid opiera się na trójdzielnej kompozycji narracji. Film otwiera scena starcia Sundance’a z pokerowym przeciwnikiem, rozładowana częściowo przez Butcha. Nakręcone w sepii pierwsze pojawienie się bohaterów na ekranie ustanawia ich charyzmę, pokazuje jako legendy Dzikiego Zachodu. Główna część narracji to już klasyczna awanturnicza opowieść o ich działalności i ucieczce – bez „szacownego” filtru, pokazująca Butcha i Sundance’a jako ludzi z krwi i kości. Tutaj pomnikowość z otwarcia rozładowuje satyra i ukazanie nie tylko skuteczności, ale i słabości bohaterów.

W ostatniej części, po genialnej scenie napadu na Butcha i Sundance’a (rozwiewającej wątpliwości co do reguł rządzących ich losem), z filmu ulatuje niewinność, a komedia i przygoda ustępują miejsca uzewnętrznionemu nagle tragizmowi życia nieustannie uciekających przestępców. Zwieńczeniem tego przejścia od legend do figur tragicznych, przykrego odarcia z lekkości, jest słynny kadr finałowy, zatrzymujący bohaterów w szarży ramię w ramię. W ten sposób Goldman i Hill wplatają do historii dramaturgiczny ciężar, dopełniający tragikomicznej głębi Butcha Cassidy’ego i Sundance’a Kida. Dzięki temu w filmie spotykają się opowieść o przyjaźni charyzmatycznej dwójki, zabarwione satyrycznie spojrzenie na przestępczy fach z jego wzlotami i upadkami oraz całkiem poważny obraz rozwiewania się heroicznej aury otaczającej legendy Dzikiego Zachodu. 

Butch Cassidy i Sundance Kid do dziś pozostaje filmem świeżym, pomimo kilku anachronizmów nietracącym filmowej witalności. Film z Newmanem i Redfordem wyróżnia się unikalnym klimatem, dzięki któremu wciąż uznać go można za jedną z wizytówek westernu, którego kanon bezsprzecznie współtworzy. Przy okazji, film Hilla zapewnia też tytułowym antybohaterom jedno z najlepszych możliwych unieśmiertelnień na ekranie, dokonane przy udziale wybitnego aktorskiego duetu.

Avatar

Tomasz Raczkowski

Konsekwentnie poszukuje kina niemieszczącego się w sztywnych ramach, prowokującego i nieoczywistego.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA